Furioso 

Następny artykuł
Poprzedni artykuł
Strona główna

 

Małgorzata Musialik

Arthur Schopenhauer: „Dzięki temu, co czynimy, dowiadujemy się tylko tyle, czym jesteśmy”

 

Człowiek jest jednością tego, co przeżywane, widziane i myślane przez wcielającą się duszę. Według Homera, dusza spełnia trzy podstawowe funkcje: myślenie, uczucie i wolę. Człowiek wyraża w czynach swoją duszę, a więc — samego siebie. Henryk Mann powiedział kiedyś: „W myślach idzie się znacznie dalej niż można nadążyć czynem, a jednak czyn dogania myśl”. Czyny są ważne dlatego, że rzadko kiedy robi się coś wbrew własnym przekonaniom, zasadom, ideologii, sercu. Ale dopiero sytuacje, w których możemy zastosować określone zasady, są prawdziwym egzaminem. To wtedy nasze czyny lub podejmowane decyzje pokazują, czy kierujemy się zasadami, czy nie. Dzięki czynom poznajemy siebie i innych. To one pokazują, kim jesteśmy

AArthur Schopenhauer uważał, że jedyne, co do końca poznajemy, to nasze ciało. Natomiast tym, co w związku z ciałem przeżywamy, jest wola. Według niego wola to najgłębsza istota nie tylko nas samych, ale również świata zewnętrznego. W doświadczeniu wewnętrznym, w formie przeżycia, odsłaniają się takie cechy naszego organizmu, jak instynkt, pożądanie i wola, które składają się na wolę życia. Analizując poglądy Schopenhauera, można spostrzec pewną analogię między jego filozofią a powiedzeniem: „Dzięki temu, co czynimy, dowiadujemy się, czym jesteśmy”. Wynikać z niej może, że mówiąc „dowiadujemy się”, filozof miał na myśli „doświadczamy”, natomiast owo „czym jesteśmy” oznacza nasz instynkt, pożądanie i wolę, czyli nasze przeżycia i najgłębszą istotę nas samych, a także świata zewnętrznego.

Powiedzenie, o którym mowa, można rozpatrywać, biorąc pod uwagę trzy rzeczywistości: ogół społeczeństwa (lub grupę), życie codzienne jednostki i sytuacje ekstremalne. Podział ten wynika z ogromnego wpływu rzeczywistości na nasze zachowanie i czyny. Mimo że niekiedy właśnie rzeczywistość dyktuje bądź też skłania do podjęcia takiej, a nie innej decyzji, to my jesteśmy za nią odpowiedzialni.

Każdy z nas należy do społeczeństwa bądź też do grupy, która posiada charakterystyczne dla siebie cechy. Łączą one ludzi mówiących w tym samym języku, należących do tej samej kultury, mających te same poglądy polityczne, podobne idee itd. Właśnie dzięki nim identyfikujemy ich z grupą, do jakiej należą, gdyż to przez nie — czynnie a zarazem automatycznie — ludzie dają wyraz swemu z nią związkowi. Tak więc to, co ludzie czynią, pokazuje innym, kim są.

Erich Fromm poruszył w książce Mieć czy być? istotną kwestię dotyczącą jednostki i społeczeństwa. To ostatnie podzielił na dwie części zdążające do dwóch różnych biegunów, lecz ostatecznie nigdy ich nieosiągające. Chodziło mu o sposoby egzystencji, nakierowane na „mieć” lub na „być”. Ich źródła wykrył w ogromnym rozwoju techniki. Od zarania dziejów ludzie dążyli do szczęścia, do materialnego dostatku, wygód i wolności osobistej. Kiedy zdali sobie sprawę z tego, jak wielkie są ich możliwości, jaką mają władzę nad przyrodą, wzrosło poczucie wszechwiedzy i wszechmocy, a wraz z nim narodziło się przekonanie, że od stania się istotami nadnaturalnymi, wręcz bogami, dzieli ich już niewiele. Fromm zaczerpnął tę tezę z Kultury jako źródła cierpień Zygmunta Freuda, który mówił o człowieku jako o nadnaturalnej istocie, którą stał się dzięki wymyślonej przez siebie technice. Władza nad naturą przyniosła człowiekowi życie w bogactwie i komforcie, co z kolei miało zagwarantować „nieskrępowane szczęście”. Efektem tego, jak pisze Fromm, było stworzenie „jądra nowej religii — postępu”, która dominuje w świecie współczesnym. Aktualne warunki życia w znacznej mierze kształtują typ osobowości hamującej rozwój najważniejszych umiejętności ludzkich: samokrytycznego myślenia, zdolności do miłości i do samourzeczywistnienia. Mowa tu o jednym z dwóch sposobów egzystencji, zorientowanym nie na „być”, lecz na „mieć”. Większość dzisiejszych społeczeństw nakierowanych jest właśnie na modus „mieć”.

Poruszona tu została kwestia społeczeństwa, ponieważ to, czym jesteśmy (indywidualnie), zależy od środowiska, w którym egzystujemy. Wraz ze zmianami tego, co jest wokół, zmieniamy się i my. To, co się dzieje dookoła, kształtuje nas. Podświadomie dostosowujemy się do otoczenia, rezygnując po drodze z naszego „być”. Wynika to przede wszystkim z potrzeby akceptacji. Nikt przecież nie chce stać się indywiduum, kimś obcym, ponieważ każdy szuka akceptacji zapewniającej bezpieczeństwo. Tak więc, jeżeli społeczeństwo istnieje na zasadzie „mieć”, automatycznie uczy swoich obywateli, jak żyć według tej samej zasady. Tak naprawdę każdy z nas złożony jest z siebie oraz otoczenia. Jednak nie oznacza to, że będąc w jakimś otoczeniu, nie jesteśmy świadomi naszych czynów (nie tylko istotnych, od których wiele zależy, ale także zwykłych, codziennych).

Często nam się wydaje, że jesteśmy wspaniali. Jakimiż to niezastąpionymi bywamy przyjaciółmi, jak wielkimi pisarzami, genialnymi politykami, niezapomnianymi władcami tego świata. Warto się jednak zastanowić, co o tym świadczy? Nasze słowa czy raczej nasze czyny? Ile razy zdarza nam się wypowiadać na jakieś tematy, wypowiadać swoje zdanie...? Ile razy zdarza nam się wysłuchiwać opinii innych ludzi...? Niezliczoną ilość, ale to tylko słowa. Wszyscy znamy ogólne zasady życia, których każdy człowiek powinien przestrzegać. Mam na myśli uczciwość, prawość, sprawiedliwość, humanitaryzm, dobroć, miłość, moralność itp. Lecz to, że je znamy i wiemy, co znaczą odpowiadające im pojęcia, nie czyni nas uczciwymi, prawymi czy dobrymi. Prawda jest taka, że to nie słowa czynią człowieka człowiekiem, ale jego czyny. Myślę, że teoria nabiera znaczenia tylko wtedy, gdy używa się jej w praktyce. Znakomitym potwierdzeniem słuszności tego poglądu są osiągnięcia naukowców. Czy Aleksander Fleming otrzymałby nagrodę Nobla, gdyby nie odkrył penicyliny ratującej człowiekowi życie? Czy Izaac Newton byłby uważany za geniusza, gdyby jego zasady dynamiki nie były tak istotne w codziennym życiu, w nauce, technice, w praktyce...? Nie. Dlatego — jak inaczej oceniać człowieka, jeśli nie po czynach? Nasze myśli, przekonania są w nich widoczne. Dusza, osobowość jest widoczna w naszym zachowaniu. A zatem — NAS ukazuje wszystko, co robimy, lub czego nie robimy.

To, co zostało do tej pory rozważone, dotyczy rzeczywistości codziennej, znanej większości ludzi. Są jednak inne jeszcze rzeczywistości. Rzeczywistości, w których rządzą zupełnie inne prawa. Ktoś mógłby powiedzieć, że dopiero nietypowe sytuacje naprawdę pokazują, czym jesteśmy. Że dopiero zaskakujące, nieoczekiwane, niechciane i często przykre w skutkach zdarzenia wymuszają odkrycie naszego prawdziwego „ja”, ponieważ dokonany wybór może doprowadzić do utraty czegoś, co bardzo cenimy. Jako przykład posłuży sytuacja: młody, szczęśliwy mąż, a jednocześnie ojciec dwojga dzieci, dostaje awans i propozycję bardzo dobrze płatnej pracy za granicą. Musi dokonać wyboru: „Zostaję z żoną i dziećmi, czy jadę, ponieważ nadarzyła się niepowtarzalna okazja zrobienia dużych pieniędzy?”. Podjęcie takiej decyzji związane jest z utratą czegoś, co ma niebagatelne znaczenie. Z jednej strony rodzina, z drugiej pieniądz. Z dokonanego wyboru dowiedzieć się można, co jest ważne dla tego mężczyzny, czym się kieruje, jaki ma system wartości itd. To, co uczyni, będzie świadczyło o tym, jaki jest.

Nieco inny typ sytuacji ekstremalnych stanowi rzeczywistość obozów koncentracyjnych bądź tych zakątków dzisiejszego świata, o których w ogóle się nie mówi, bądź mówi się bardzo niewiele, a gdzie panują nieludzkie wręcz warunki egzystencji. Wyróżnia je jest brak możliwości pozytywnego wyboru. W naszkicowanych realiach człowiek staje przed wyborem większego lub mniejszego, ale zawsze zła. By przetrwać, ludzie potrafią zrobić wszystko. Dla przetrwania popełnia się czyny niegodne, których żałuje się całe życie, których skutkiem są... wyrzuty sumienia? Za mało powiedziane. Może lepszym określeniem byłoby — męczarnia psychiczna. W sytuacjach ekstremalnych można doświadczyć różnych uczuć. Wielu z nas (żyjących we współczesnych cywilizacjach, demokratycznych państwach, gdzie każdego chroni prawo), nie wie, jak to jest, kiedy człowiekiem kieruje TYLKO I WYŁĄCZNIE przeszywające zimno, głód, przerażenie, rozpaczliwa samotność czy fizyczne i psychiczne cierpienie o sile, której nigdy nie doświadczyliśmy. W tej rzeczywistości człowiek nie ma zasad i nie ma ideałów.

I w tym momencie warto zadać pytanie, czy istnieje analogia pomiędzy powiedzeniem Arthura Schopenhauera a opisaną rzeczywistością? Czy faktycznie czyny, które popełnia człowiek kierujący się nie rozumem i moralnością, ale instynktem, również mówią o tym, czym jest? Jeśli sami czegoś nie doświadczyliśmy, nie wszystko jesteśmy w stanie zrozumieć. Jedyne, co możemy zrobić, to domyślać się, spekulować czy polemizować na temat psychiki człowieka, ale go nie oceniać. I nawet jeżeli powiedzenie Schopenhauera możemy odnosić do tego typu rzeczywistości, nie na miejscu byłoby używanie określeń mówiących o tym, czym są jej mieszkańcy. Gustaw Herling-Grudziński, jeden z tych, którzy przetrwali obóz koncentracyjny, powiedział: „Jest upiornym nonsensem naszych czasów próba sądzenia człowieka według uczynków, jakich dopuścił się w warunkach nieludzkich”. Człowiek jest bardzo kruchą istotą. Jest tylko człowiekiem i aż człowiekiem, ale czy może być czymś, będąc sprowadzonym do poziomu niczego?

Nie można się nie zgodzić z powiedzeniem Arthura Schopenhauera, a jednak, mimo wszystko, człowiek to coś więcej, niż tylko to, co czyni. Myślę, że Schopenhauer zbyt krytycznie określił człowieka, nazywając go czymś, a nie kimś. Choć z drugiej strony mógł mieć na myśli jego kruchość, wrażliwość, czy też to, jak bardzo działanie podporządkowane jest warunkom zewnętrznym, instynktom, potrzebom. Może miał na myśli to, że społeczeństwo przez proces wychowania łatwo wpływa na człowieka, a ten równie łatwo wtapia się w otaczający go świat. Mimo wszystko człowiek to istota rozumna, która myśli, czuje, przeżywa, ma swoje sumienie, obawy, ma marzenia, intencje i cele. Jest istotą skomplikowaną, którą kieruje zarówno jego świadome, jak i nieświadome „ja”. Wszystko to przejawia się oczywiście w jego czynach, ale nie zawsze dana mu jest szansa sprawdzenia się. Nie zawsze potrafi wyrazić w czynach swoje uczucia i myśli. Czasem wydaje mu się, że pewne czyny są proste, są naturalnymi odruchami, do których jest zdolny. I jakież wielkie jest jego rozczarowanie, gdy uświadamia sobie, że nie potrafi, że jednak nie wszystko jest proste. Czasem czyny wymagają minimalnego, a czasem wręcz heroicznego wysiłku. Naturą człowieka jest popełniać błędy; z jednej strony — czyniąc coś, czego nie powinien, z drugiej — nie czyniąc tego, co powinien. Tak więc człowiek dowiaduje się tego, czym jest, po swoich czynach, po sumieniu, uczuciach, myślach, duszy, czyli po tym, co pokazuje na zewnątrz i po tym, co kryje wewnątrz siebie.

Małgorzata Musialik

Do góry strony
Copyright © "Konspekt". Kraków, sierpień-wrzesień 2004 . Statystyka