|
Archiwum X |
|
Artykuły z poprzednich numerów |
Leszek WronaArchiwum XJak się uczyć? To tytuł popularnych poradników dla uczniów i studentów podejmujących zadanie przygotowania się do egzaminu czy sprawdzianu. Gdy otwieramy książkę uświadamia nam się bardzo prosta zasada cytowana przez Ewę Czerniawską i Marię Ledzińską: „przede wszystkim trzeba chcieć” Znana powszechnie wypowiedź sławnego polityka „nie chcę, ale muszę” nieoczekiwanie odnosi się do operowania własną pamięcią. Ileż to razy jako uczniowie byliśmy zmuszani do czytania nudnych książek, których treść bezskutecznie usiłowaliśmy sobie przyswoić. Jak trudno było oprzeć się pokusie rzucenia książką o ścianę, albo po prostu znalezienia bardziej interesującego zajęcia. Jeśli nadludzkim wysiłkiem nakazaliśmy sobie skupienie uwagi na lekturze to i tak efekty naszych studiów bywały co najmniej wątpliwe. Przychodziliśmy na lekcję nieprzygotowani i pozostawało nam liczyć tylko na to, że nie będziemy wywołani do odpowiedzi, albo w razie czego uczynny prymus przyjdzie w sukurs swą podpowiedzią. Trudno zakładać, że dobry uczeń, czy student jest w każdej chwili gotów na czytanie i sprawne zapamiętywanie czegokolwiek, co zada mu nauczyciel. Każdy z nas ma swoje zainteresowania i preferencje, a to co nie jest z nimi zgodne nie chce „wejść do głowy”. Ze zrozumiałych względów nie możemy poprzestawać na studiowaniu jedynie tego, co nas interesuje. Sprawdzian, egzamin, test kompetencji wymuszają konieczność podjęcia trudu zapoznawania się z treściami, które nasz umysł odrzuca. Jak można sobie z tym radzić i bez ryzyka „urazu postresowego” (z racji działania wbrew sobie) pozostać nadal dobrym uczniem czy studentem? Znanych jest sporo wypróbowanych strategii, ale ich skuteczność nie jest stuprocentowa, co oznacza, że nudy lub irytacji nie zastąpimy zapałem do pracy. A oto niektóre z nich. Złośliwa recenzja. Zakładamy, że autor tekstu jest osobą niekompetentną, popełnia błędy merytoryczne i językowe a my mamy zadanie wszelkie usterki zauważyć, skrytykować i skomentować. W trakcie czytania skupiamy się na ewentualnych niedostatkach wywodów autora, co siłą rzeczy zmusza nas do uważnego czytania. Jeśli nie stwierdzamy błędów merytorycznych, bo autor jest wybitnym specjalistą, to staramy się skontrastować główne tezy kontrprzykładami podważającymi ich zasadność. Zastosowanie takiej strategii nie nastręcza większych trudności, gdy czytany tekst ma charakter publicystyczny, ewentualnie dotyczy problematyki naukowej z tych dziedzin, których dorobek wyraża się w postaci tez niezbyt wiarygodnych, statystycznych albo wręcz opartych na domysłach. Na przykład psychologiczne stwierdzenia o pozytywnym wpływie inteligencji na postępy w nauce szkolnej okazują się fałszywe, jeśli jego autor nie uwzględnił wpływu innych zmiennych. Ile jest tych zmiennych? Na to pytanie brak jest jednoznacznej odpowiedzi. Recenzent naprawdę złośliwy ma możliwość argumentacji, że niektóre z nich zostały pominięte albo wręcz przeciwnie, że jest ich nadmiar. W naukach empirycznych niczego nie wiemy na pewno, dlatego możemy pozwolić sobie na własne interpretacje. Uwaga ta dotyczy nie tylko psychologii, ale między innymi biologii, socjologii, fizyki eksperymentalnej etc. Najłatwiej chyba formułować zarzuty wobec tekstu historycznego, nie tylko dotyczące interpretacji zdarzeń albo samych faktów. Wystarczy na przykład podważyć wiarygodność źródeł i wymyślić jakieś, niekoniecznie sensowne uzasadnienie wątpliwości. Jeśli komuś wydaje się to głupią zabawą to spieszę wyjaśnić, że celem tej zabawy jest zapamiętanie tekstu a nie napisanie złośliwej recenzji. Im bardziej złośliwy jest recenzent, tym uważniej czyta tekst, a do tego właśnie ta zabawa zmierza. Większe problemy pojawią się w obliczu tekstu matematycznego czy rozprawy z zakresu fizyki teoretycznej. Na to, by krytyczne uwagi miały tu pozory sensowności potrzebna jest odpowiednia wiedza. Gdy jej brak pozostaje tylko „czepianie się” strony językowej. Na szczęście to zadanie jest już na ogół proste. Teksty zawierające dedukcyjne wywody rzadko kiedy przypominają utwory poetyckie. Ich twórcy nie mogą bowiem pozwolić sobie na dbałość o styl kosztem logiki wywodu. A jednak można wprawdzie kosztem wielkiego wysiłku, próbować pogodzić styl z logiką, a to jest właśnie zadanie dla czytelnika tekstu. W konkluzji trzeba ostrzec „złośliwego recenzenta” szukającego dziury w całym, aby analizując tekst odróżnił swoje uwagi od tez autora. W przeciwnym wypadku może zapamiętać więcej własnych uwag niż treści zawartych w tekście. Życzliwa promocja. Wytwarzamy u siebie nastawienie na doprowadzenie tekstu do idealnej postaci. Wyszukujemy niedopowiedzenia, skróty myślowe i uzupełniamy je własnymi uwagami i przykładami. Jeżeli drobne poprawki uznamy za niezadowalające, staramy się przeformułować większe fragmenty tekstu, tak aby stał się bardziej spójny i zrozumiały. Takie poprawki mogą jednak doprowadzić do naruszenia struktury materiału. Jeśli w rażący sposób odbiegają one od całości, najlepiej dokonać przeorganizowania całości przez zmianę kolejności omawianych zagadnień, uzupełnienia własnym tekstem, sporządzanie przypisów, a nawet notek bibliograficznych. Technicznym ułatwieniem jest posługiwanie się kserokopią tekstu, którą można rozciąć nożyczkami i składać na nowo według własnych pomysłów. Czytelnicy posiadający odpowiedni sprzęt elektroniczny mogą wykonać to samo wykonując opisane czynności za pomocą komputera na uprzednio zeskanowanym tekście. Literacka parafraza. Jest to strategia stosowana niekiedy w trakcie wykładów lub lekcji w sytuacji, gdy prowadzący zajęcia obawia się, że słuchacze zdrzemną się z nudów, ewentualnie będą wpatrywać się w mówiącego, potakując kiwaniem baranich głów, do których nic nie trafia. Polega ona na wprowadzeniu do wypowiedzi przykładów zawierających fabułę. Inaczej mówiąc, przekształcamy prezentowane treści na historyjki opisujące zdarzenia. Im bardziej zabawna historyjka, tym większe szanse rozbudzenia zainteresowania. Ślęczący nad książką może próbować tego samego postępowania. Wyodrębnione całości zamienia na historyjkę i zapisuje ją na osobnej kartce, ewentualnie posługuje się komputerem. Korzyść, którą osiąga, to wzbudzenie motywacji do pracy z tekstem i poczucie sukcesu, gdy historyjki są zgrabnie napisane i zabawne. Nieco bardziej złożoną odmianą tej strategii jest skontrastowana parafraza. Uczący się zaprzecza teoriom autora tekstu i próbuje napisać historyjkę na temat: „jak wyglądałby świat gdyby teza A była fałszywa”. Do dzisiaj pamiętam lekcje fizyki, na których doświadczony profesor liceum opowiadał, co mogłoby się stać gdybyśmy nagle ulokowali się w przestrzeni dwuwymiarowej, zamiast czterowymiarowej. Oczywiście stalibyśmy się „płaszczakami” a wynikłyby z tego bardzo poważne kłopoty. Gorąco zachęcam czytelników do prób zastosowania przynajmniej jednej z prezentowanych strategii. Odradzam natomiast motywowanie się „na siłę”. Trudno zachęcić się do uczenia powtarzając sobie „ucz się, bo to się przyda”. Jeżeli przyda się, to przy egzaminie może się ujawnić popularna zasada „czterech z”: zakuć, zdać, zapić, zapomnieć. Ta studencka zasada ma potwierdzenie w klasycznych badaniach nad pamięcią. Nastawienie na określony czas wykorzystania zdobytej wiedzy wywołuje szybkie zapominanie jej po upływie tego czasu. Nauczyłem się do egzaminu, zdałem, więc po co mam dalej nosić w pamięci niepotrzebny balast. Oczywiście proces ten odbywa się poza naszą świadomą kontrolą, więc nie potrafimy mu skutecznie przeciwdziałać. Niektóre niepowodzenia dydaktyczne wynikają stąd, że nauczyciel usiłuje zmotywować ucznia argumentem — „to się przyda”. Drodzy nauczyciele, uczeń ma własne przekonania co do przydatności swojej wiedzy a perswazja niewiele tu zmieni. Proponuję zatem zastosowanie bardziej finezyjnych zabiegów, niż „mowa trawa”, choćby któregoś z przedstawionych w felietonie. Pierwszy warunek podjęcia pracy z tekstem został spełniony. Wzbudziliśmy motywację i co dalej. Dalej jest żmudna praca z tekstem i kolejne strategie, które przedstawię następnym razem. Leszek Wrona |
|
|
Copyright © "Konspekt". Kraków, sierpień-wrzesień 2004 . Statystyka |