Wspomnienia 

Następny artykuł
Poprzedni artykuł
Strona główna

 

Władysława Wójcik

Wspomnienie o Irenie Bar-Święchowej

 

W 2002 roku ukazała się książka zatytułowana „Współtwórcy bibliotekarstwa polskiego”, wydana przez PAN w Warszawie. Wśród sylwetek zaprezentowanych w niej luminarzy polskiego bibliotekarstwa jest przedstawiona także Irena Bar-Święch

Panią Docent Barową poznałam, kiedy zaczęłam pracować w Katedrze Bibliotekoznawstwa i Informacji Naukowej Wyższej Szkoły Pedagogicznej w Krakowie, gdzie także i Ona prowadziła zajęcia. Przeurocza starsza Pani jawiła mi się wówczas jako człowiek ogromnej dystynkcji, kultury, wszechstronnej wiedzy i wielkiej obowiązkowości. Codzienny pośpiech nie pozwolił wówczas na bliższe kontakty. Po latach, wiek i przypadłości zdrowotne zmusiły Panią Docent do wycofania się z działalności zewnętrznej w zacisze domowe. Odwiedzałam Ją co tydzień w niedzielne popołudnia, które wypełnione były monologami. A było czego słuchać! Przed oczami wyobraźni snuła się barwna panorama opowieści z rodzinnej sagi Turowskich i Suszyckich, wspomnienia o luminarzach kultury i nauki dwudziestolecia międzywojennego, sekrety okupacyjnej Jagiellonki, żywe opowieści o tym, jak to zaczynało się po wojnie.

Wielokroć namawiałam Panią Docent do spisania tych wspominków. Była wszak niemal codziennym gościem w domu prof. Ignacego Chrzanowskiego, przyjaźniła się z jego córką, znaną dziś Hanną Chrzanowską. Ówczesny Wydział Filologiczny UJ roił się od wybitnych nazwisk. Znała świetnie powojenne, krakowskie środowisko kulturalne. Z wieloma twórcami Barowie przyjaźnili się, że wymienię Jana Wiktora czy Adama Polewkę. Fascynujące było dla mnie poznawanie tych wielkich ludzi „od strony kuchni”, w sytuacjach i sprawach, o których nie czyta się w biogramach. Świetna pamięć i swada Pani Docent pozwalała ten olbrzymi zasób wspomnień przekazać z właściwą sobie elegancją, kulturą i humorem. Pamiętam, jak zaśmiewałam się, kiedy pani Barowa opowiadała o wyjeździe delegacji UJ do Bolonii, na zaproszenie tamtejszego Uniwersytetu z okazji 600-lecia UJ. Na granicy czesko-austriackiej psy celnicze zaatakowały autobus. Kilka godzin trwała rewizja i osobista kontrola, jako że psy były szkolone do poszukiwania narkotyków! Pod koniec rewizji sprawa się wyjaśniła: w ówczesnym bagażniku, czyli na dachu autobusu, wśród prowiantu dla całej wycieczki, był kosz pełen dobrej, polskiej, suszonej kiełbasy.

Rozmowy nasze schodziły często na obszary wszechstronnych zainteresowań naukowych i zawodowych Pani Docent: od prac redakcyjno-wydawniczych, recenzji, biogramów, przez publicystykę popularną, twórczość literacką (bajki dla dzieci, powieści dla młodzieży), do przepisów kulinarnych publikowanych w czasopismach.

Po II wojnie na czoło zainteresowań badawczych mojej rozmówczyni wysunęła się Biblioteka Jagiellońska. By uchronić zbiory przed rabunkiem czy zniszczeniem, trzeba było dokonywać ekwilibrystyki w poczynaniach, podobnie by oszukać „Draba”, bo tak polscy bibliotekarze Jagiellonki nazywali między sobą jej niemieckiego dyrektora (dr Abb). Z ogromnym zainteresowaniem słuchałam, jak tuż po wyzwoleniu ekipa pracowników BJ, pod kierunkiem — o ile dobrze pamiętam — prof. Sierotwińskiego, wyruszyła na ziemie zachodnie w poszukiwaniu zbiorów bibliotecznych wywiezionych przez Niemców. Pani Barowa towarzyszyła im jako reporter „Dziennika Polskiego”. W panoramie wspomnień niebagatelne miejsce zajmowały lata tuż po wyzwoleniu. Niepowtarzalna atmosfera troski o bibliotekę, pierwsze najzwyklejsze prace porządkowe i powolne, acz konsekwentne przywracanie Jagiellonki do życia, dla czytelników. W głosie Pani Docent brzmiała duma, kiedy mówiła o swoim pionierskim zadaniu, tj. organizacji jednolitej sieci bibliotecznej w poszczególnych zakładach UJ. Niemałą część Jej zawodowego życia pochłonęła organizacja bibliotecznych wystaw, które ściągały wielu zainteresowanych. Na bazie zbiorów BJ stworzyła swoje prace o kalendarzach, a także czasopismach o wsi i dla wsi.

Równocześnie we wspominkach pojawiały się postacie związane najściślej z Biblioteką Jagiellońską. Snuła refleksje o Adamie Barze, Zofii Ameisenowej, Zofii Ciechanowskiej, Aleksandrze Birkenmajerze, Edwardzie Kuntzem, Franciszce Korpwłowej, Julianie Przybosiu, Kazimierzu Nitschu, Władysławie Szaferze.

W ciągu kilku lat codziennych spotkań nasze kontakty stawały się coraz bliższe. Dystynkcja i dystans wobec ludzi sprawiały, iż Panią Docent oceniano czasem jako osobę mało przystępną. Ona sama zdawała sobie z tego sprawę, choć nie usiłowała się tłumaczyć. Wiadomo było, że niełatwo ofiarowywała komuś przyjaźń. Ale po wspólnym spożyciu przysłowiowej beczki soli, poczynała Pani Docent odkrywać się przede mną w swej wrażliwości i dobroci serca. Wielkie wrażenie zrobiły na mnie opowieści, jak to umierającej przyjaciółce przyrzekła zaopiekować się dwoma jej kilkuletnimi synkami. Dziś jeden z nich jest oficerem marynarki, a drugi to Jerzy Święch, aktor Teatru Starego w Krakowie. Pan Jerzy, powiadamiając mnie o śmierci swej macochy (jako że wyszła za mąż za pana Święcha w 1971 r.) napisał, że określenie to zupełnie nie przystaje do niej i życzyłby każdemu takiej matki, jaką Ona była macochą. Nie mniej wzruszające było, kiedy blisko dziewięćdziesięcioletnia Pani w oszczędnych słowach wspominała o wielkiej miłości swego życia, którą był pierwszy mąż — Adam Bar. To niewątpliwie fascynująca osobowość, mimo defektów postury. Uczony, erudyta, specjalista bibliograf, był związany całą duszą z Biblioteką Jagiellońską. Tam też, ze wspólnej pracy i wspólnych zainteresowań, wyrosło wzajemne uczucie.

W przywołanej na wstępie książce podano spis tekstów traktujących o Irenie Bar-Święch. Istnieje też praca magisterska o Jej życiu i twórczości (w Instytucie Bibliotekoznawstwa AP). Moje wspomnienia nie mają zatem na celu referowania dziejów Jej życia, drogi naukowej czy zawodowej, lecz są serdecznym hołdem złożonym człowiekowi, który imponował mi swoją osobowością. Chciałam tylko powiedzieć, że było to jeszcze jedno piękne życie.

Władysława Wójcik

Do góry strony
Copyright © "Konspekt". Kraków, lipiec-sierpień 2004 . Statystyka