Rozmowy Konspektu 

Następny artykuł
Poprzedni artykuł
Strona główna

 

Sprostać wyzwaniom przyszłości

Rozmowa z profesorem Michałem Śliwą, Rektorem Akademii Pedagogicznej im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie
 

Bez profesora nie ma Akademii, nie ma studentów, nie ma kształcenia..., o poziomie Uczelni i o jej postrzeganiu w środowisku decyduje dobra kadra profesorska. To dobry profesor w dużej mierze kształtuje opinię o Uczelni — mówi rektor Michał Śliwa

Henryk Czubała:
Obserwujemy efektowne i ambitne plany inwestycyjne, dokonania i zamierzenia władz Uczelni. Chciałbym prosić o przedstawienie głównych kierunków rozwoju oraz koniecznych zmian w kierowaniu i zarządzaniu naszą Akademią.

Prof. M. Śliwa

Michał Śliwa:
— Kiedy nasza uczelnia zmieniała nazwę z Wyższej Szkoły Pedagogicznej na Akademię Pedagogiczną, często pojawiało się pytanie, czy jest to tylko zmiana szyldu, czy też świadectwo głębszych przeobrażeń. Już wówczas mówiłem, że nie chodzi nam o to, by nasza społeczność funkcjonowała pod jakimś nowym znakiem, lecz raczej o to, by nasze życie uczelniane gruntownie przeobrazić. Takie bowiem są wymogi czasu. Położyliśmy szczególny nacisk na rozwój kadry naukowej. Trzeba przyznać, że w ciągu ostatnich kilku dziesięcioleci zaniedbania w tym zakresie były bardzo duże. Pragnę tutaj przypomnieć, że w 1999 roku mieliśmy 134 samodzielnych pracowników naukowych, obecnie jest ich 165. To znaczący wzrost, tym bardziej, że w ciągu ostatnich 5 lat na emerytury przeszło lub zmieniło pracę 40 profesorów i doktorów habilitowanych.

Lecz nie chodzi tylko o liczby — chodzi o to, by w świadomości społeczności akademickiej umocniło się przekonanie, że bez profesora nie ma Akademii, nie ma studentów, nie ma kształcenia..., że o poziomie Uczelni i o jej postrzeganiu w środowisku decyduje dobra kadra profesorska. To dobry profesor w dużej mierze kształtuje opinię o Uczelni. Często tak bywa, że do Akademii Pedagogicznej organizującej konferencje naukowe przyjeżdża się właśnie ze względu na profesora i współpracujący z nim zespół. Pragnę przypomnieć, że kiedy w połowie lat 90. Zostałem prorektorem, tytuł doktora habilitowanego nadawaliśmy 1–2 razy w roku... A teraz? Dziesięć do dwunastu razy. Nastąpiła pełna mobilizacja, choć może nie na wszystkich kierunkach. Uważam, że jeśli chcemy utrzymać naszą akademię w grupie najlepszych w kraju uczelni, musimy przywiązywać ogromną wagę do rozwoju kadry naukowej. Przy takiej ilości studentów i specjalizacji, do ustabilizowania sytuacji kadrowej potrzeba około 220 samodzielnych pracowników. Warto też pamiętać, że w najbliższych latach na emerytury będzie odchodzić 6–8 profesorów i doktorów habilitowanych rocznie.

Jeśli chcemy utrzymać naszą Akademię w grupie najlepszych w kraju uczelni, musimy przywiązywać ogromną wagę do rozwoju kadry naukowej

Dbamy także o jakość dydaktyki. Udało nam się zwiększyć ofertę kształcenia. Otworzyliśmy nowe kierunki, specjalności i specjalizacje, nie tylko po to, aby nasze studia były bardziej atrakcyjne. Chcemy przygotowywać naszego absolwenta do uczenia w szkole 2 przedmiotów, bo wtedy będzie mógł konkurować z absolwentami innych uczelni. Dlaczego student kończący matematykę czy fizykę nie miałby uzyskać wykształcenia także w zakresie informatyki?

W następnym roku akademickim uruchomiony zostanie np. nowy w skali ogólnopolskiej kierunek z zakresu opieki nad dzieckiem. Na Wydziale Pedagogicznym powinny pojawić się kierunki przygotowujące do opieki nad człowiekiem starszym, do czego konieczne jest wyposażenie naszego absolwenta w umiejętności psychologiczne, pedagogiczne, medyczne. Polskie społeczeństwo starzeje się i takie inicjatywy wydają się niezwykle cenne. Na kierunkach pedagogicznych trzeba będzie utworzyć studia z zakresu doradztwa psychologicznego. Nasza kadra — niestety — nie jest do tego jeszcze przygotowana. Słabość naszej uczelni pedagogicznej polega na tym, że przez prawie 60 lat nie potrafiliśmy ukształtować silnego — na miarę współczesnych potrzeb — zespołu psychologów, a powinniśmy być dobrzy w psychologii, pedagogice i dydaktyce. Te kierunki to znak naszej uczelni.

Istotnym czynnikiem jest tzw. baza techniczna, bez której nie ma kształcenia i rozwoju badań. Cały wysiłek skierowałem na modernizację istniejących obiektów, które przez lata podlegały systematycznej degradacji. Obecnie przystępujemy do rozbudowy budynku głównego Uczelni. Mam nadzieję, że tę inwestycję, która znacznie poprawi nasze warunki lokalowe, uda się rozpocząć na przełomie 2004/2005 r.

Wpływ na jakość kształcenia ma organizacja studiów. Uważam, że w przyszłości kształcenie powinno być oddzielone od działalności jednostki naukowo-dydaktycznej — instytutu czy katedry

Ułatwiłoby to tworzenie kolejnych kierunków i specjalności, a powinien to robić każdy wydział — choćby Geograficzno-Biologiczny, który właśnie zamierza uruchomić nowy kierunek z zakresu ochrony środowiska, choć to zdecydowanie spóźniona inicjatywa. W niedalekiej przyszłości trzeba też rozważyć powołanie kierunku z zakresu turystyki i rekreacji. Na Wydziale Humanistycznym dobre perspektywy rozwoju ma neofilologia. Mamy już przecież magisterską anglistykę i dobrą romanistykę, będziemy mieć germanistykę. Ale trzeba też rozważyć możliwość stworzenia nowych studiów licencjackich, choćby z języka włoskiego czy hiszpańskiego. To jest przyszłość, a jednocześnie konieczność, bo prawdopodobnie zmniejszy się ilościowo nabór studentów: będziemy kształcić nie 15, lecz może 8 tysięcy młodych ludzi. Uczelnia, cała społeczność akademicka musi się do tego przygotować.

Z tym wiąże się kwestia powrotu do kształcenia elitarnego, skoro na rynku raczej zwalnia się nauczycieli, niż ich poszukuje... To także problem stałego rozwoju mechanizmów podnoszących jakość studiów, lepszego przygotowania naszego absolwenta do potrzeb rynku pracy, jego większych szans.

— Kwestia jakości kształcenia i jego ram organizacyjnych jest z tym związana. Myślę, że kształcimy dobrze, o czym świadczy chociażby uzyskanie przez 3 nasze kierunki pozytywnej oceny Państwowej Komisji Akredytacyjnej. To duży sukces, bo dzięki wysokiej ocenie Uczelnia otrzymała znacząco wyższe środki z budżetu na dofinansowanie działalności dydaktycznej. W algorytmie, który stanowi podstawę rozdziału środków finansowych, jest wskaźnik oceny kształcenia, a nasza uczelnia uzyskała najwyższy z możliwych — jest jedną z niewielu uczelni w Polsce, które mogą pochwalić się tak wysokim wskaźnikiem dotacji. Otrzymaliśmy dodatkowo 2 mln złotych. Jeżeli inne kierunki nie otrzymają tak wysokich ocen, ilość przyznawanych nam środków może gwałtownie spaść.

Obecnie nie ma jednostki organizacyjnej, która nie przywiązywałaby do tego wagi. W każdym instytucie funkcjonują dobrze zorganizowane pracownie komputerowe, które dają duże możliwości unowocześniania procesu dydaktycznego. Poza filologią rosyjską nie ma instytutu, który nie posiadałby nowoczesnej bazy technicznej potrzebnej do kształcenia studentów. Chcemy także dać studentowi możliwość korzystania z pracowni komputerowej i zapewnić dostęp do internetu na korytarzach Uczelni.

Jakie perspektywy rozwoju w naszej uczelni mają studia międzykierunkowe?

— Wpływ na jakość kształcenia ma organizacja studiów. Uważam, że w przyszłości kształcenie powinno być oddzielone od działalności jednostki naukowo-dydaktycznej — instytutu czy katedry. Każda jednostka mogłaby adresować do społeczności akademickiej propozycje nowych zajęć, cyklów kształcenia, a to stworzyłoby konkurencję. Na przykład mój przedmiot — współczesna polska myśl polityczna — może przecież prowadzić nie tylko Katedra Historii Doktryn Politycznych. Swoją propozycję mogliby przedstawić także pracownicy Instytutu Historii. Jesteśmy przyzwyczajeni do tradycyjnego systemu organizacyjnego, a przecież w Wielkiej Brytanii kształcenie jest zorganizowane tak, że propozycje zajęć mogą zgłaszać przedstawiciele różnych jednostek.

Nacisk na jakość kształcenia wymuszają również czynniki zewnętrzne. Zmiana organizacji nauczania mogłaby wykreować mechanizm, który sam inicjowałby zmiany. Katedra, która nie ma zapotrzebowania na dydaktykę, ani możliwości pozyskania grantu, jest niepotrzebna. Wtedy można przeprowadzić restrukturyzację, łączyć jednostki. Może jest to bardzo odległa przyszłość, ale takie poszukiwania powinny mieć miejsce. Skoro zastanawiamy się nad realizacją procesu bolońskiego i rozważamy, czy utrzymać 5-letnie studia magisterskie, czy zastąpić je studiami 3-letnimi (licencjat), a potem magisterium, myślimy o tym, czym są studia licencjackie i magisterskie, czy zależy nam na konkretnym przygotowaniu do zawodu, czy na kształceniu ogólnym, myślimy o tym, jak powinna kształcić nasza uczelnia. Mam wątpliwości, czy kształcenie przyszłych nauczycieli powinno odbywać się w systemie dwuetapowym, jeśli ma ono być także kształceniem przygotowującym do nauczania 2 przedmiotów. Jestem zwolennikiem kształcenia magisterskiego, myślę że służy ono odpowiedniemu przygotowaniu nauczyciela. Pojawiły się już państwowe wyższe szkoły zawodowe, kształcące nauczycieli; w tej chwili jest ich 25. Powstają 3 kolejne, które — ucząc w systemie 3-letnim — wymuszają niejako przyjęcie przez nas systemu 3+2. Trzeba też pamiętać o tym, że skoro obecnie nasila się niż demograficzny, zapotrzebowanie na nauczycieli będzie się zmniejszać — lecz w tych szacunkach byłbym ostrożny, skoro wiadomo także, że od roku 2005 znaczna grupa nauczycieli przejdzie na emeryturę.

Do końca kwietnia miały być ogłoszone nowe standardy kształcenia nauczycieli, dające możliwość kształcenia w systemie 3+2. Zarządzenie ministra edukacji narodowej i sportu pozostawiało tę kwestię otwartą. Interesująca była koncepcja, która zakładała, że w zależności od możliwości uczelni powstanie system zamówień na kształcenie nauczycieli, a liczba zamawianych jednostek nie będzie większa niż liczba odchodzących na emeryturę. Szacuje się, że do tej pory w stan spoczynku przechodziło co roku 12 tys. nauczycieli.

Mam wątpliwości, czy kształcenie przyszłych nauczycieli powinno odbywać się w systemie dwuetapowym, jeśli ma ono być także kształceniem przygotowującym do nauczania 2 przedmiotów. Jestem zwolennikiem kształcenia magisterskiego, myślę że służy ono odpowiedniemu przygotowaniu nauczyciela

W tych standardach szczególny nacisk położono na przygotowanie nauczyciela w zakresie technologii informacyjnej i języków obcych. Uznano, że absolwent uczelni nauczycielskiej powinien mieć doskonałą znajomość nowoczesnych technologii i języka, która uprawniałaby go do ich nauczania. Takie przygotowanie z języka angielskiego czy niemieckiego byłoby korzystne, np. przy braku godzin dla politologa w szkole. Idea była piękna, środki miano pozyskać z funduszu Unii. Niestety, wszystko uległo zmianie i w najbliższym czasie nie można oczekiwać chyba nowych propozycji.

Wszystkie te zmiany w Uczelni zależą od nastawienia społeczności akademickiej i od sposobu zarządzania. Okazuje się, że dobra sytuacja jest w jednostkach, w których jest dyrektor, który troszczy się o zespół pracowników i czuje się odpowiedzialnym za to, co robi. Mogę przytoczyć wiele przykładów, ale trudno tu nie wspomnieć o Instytucie Informacji Naukowej i Bibliotekoznawstwa, który pod nowym kierownictwem w krótkim czasie uległ tylu zmianom, w którym wszystko podąża, przynajmniej w mojej, subiektywnej ocenie, w dobrym kierunku. Ważne jest to, że dzisiaj nie mamy już problemu, czy będziemy mieli ośmiu samodzielnych pracowników w Instytucie. Pozostaje kwestia tego, co należy zrobić, aby w najbliższych latach można było wystąpić o prawa do doktoryzowania. Trudno o tych ogromnych zmianach i osiągnięciach Instytutu nie wspomnieć.

Myślę, że w przyszłości, kiedy nastąpi rozbudowa budynku Uczelni, Instytut będzie mógł powiększyć swoją bazę lokalową. Natomiast słabiej rozwijają się jednostki, w których funkcjonuje się od kadencji do kadencji. Można wskazać psychologów, fizyków, filozofów — w ich instytutach przez prawie 60 lat, a więc przez dwa pokolenia, nie udało się stworzyć samodzielnych zespołów badawczych, które same by się odtwarzały. Przecież podobną sytuację mieliśmy na pedagogice, gdzie w tej chwili drukuje się 5 habilitacji...

Coraz większe zainteresowanie budzi współpraca i wymiana międzynarodowa, zarówno studentów, jak i pracowników naukowych...

— Współpracujemy z ponad 20 uczelniami zagranicznymi. Jest to ważne szczególnie w zakresie kształcenia nauczycieli — trzeba tak organizować system kształcenia studentów, aby dostosować go do wymogów współczesności. Zwiększamy wymianę młodzieży studenckiej. W tej chwili ok. 100 osób przebywa na studiach zagranicznych, ale oczywiście nie tylko neofilolodzy powinni uczestniczyć w tej wymianie.

Na każdym kierunku studiów trzeba też tworzyć zespoły, które mogą prowadzić zajęcia w językach obcych dla studentów zagranicznych. Coraz częściej zresztą pojawiają się wnioski studentów ze Stanów Zjednoczonych, z Czech i Słowacji, którzy chcą u nas studiować i pytają, w jakim języku byłyby prowadzone zajęcia... Na początek należałoby stworzyć taką możliwość przynajmniej w kilku instytutach. Jest jeszcze problem uznawania tytułów zawodowych, ale myślę, że w krótkim czasie sprawa ta zostanie rozstrzygnięta, tym bardziej, że znaczna część uczelni jest zainteresowana kształceniem młodzieży z Europy. Szczególnie uczelnie techniczne — na Politechnice Łódzkiej studiuje ok. 600 studentów zagranicznych, uczących się w języku francuskim i angielskim. Niezmiernie interesujące formy współpracy mogłyby się rozwinąć między Polską a krajami dawnego ZSRR, zwłaszcza Ukrainą, Litwą i Rosją. Wielu historyków, anglistów spędza część semestru na wykładach poza granicami naszego kraju. Zwłaszcza młoda kadra naukowo-dydaktyczna powinna uczestniczyć w takiej wymianie, doskonaląc przy okazji znajomość języków. Bez kontaktów z nauką w świecie trudno wyobrazić sobie jej rozwój.

Trwa dyskusja o systemach wynagradzania nauczycieli akademickich oraz o systemie ich zatrudniania. Jakie jest stanowisko Pana Rektora w tej dziedzinie?

— Funkcjonujemy dzisiaj w takim systemie prawnym, który utrudnia, a nawet uniemożliwia jakiekolwiek przekształcenia w tej dziedzinie. Nie jest możliwe łączenie jakości kształcenia i pracy naukowej z systemem wynagradzania. Wymaga to także zmiany mentalności. Pragnę przypomnieć, że po ostatniej podwyżce w naszej uczelni grupa profesorów i doktorów habilitowanych została odpowiednio uhonorowana: 4700 zł brutto — i niewiele brakuje do górnej granicy wynagradzania profesorów zwyczajnych — 5400 zł. Dobrze zostali uhonorowani adiunkci, słabiej wykładowcy i asystenci, ale gdyby zmieniły się warunki finansowe Uczelni, należałoby i tę grupę lepiej wynagradzać.

W rozważaniach na temat systemów wynagradzania chodzi też o to, by odpowiednie wynagrodzenie szło w parze z jakością dydaktyki i badań naukowych, takie podejście do problemu wymaga jednak nie tyle zmiany systemu, co mentalności. Przecież między profesorem a profesorem istnieją różnice, a aktywność naukowa i dydaktyczna pracownika jest dostrzegalna i wymierna. Honorowana powinna być także troska o rozwój młodszych kolegów. Uważałem, że dofinansowanie profesorów spowoduje ożywienie ich pracy naukowo-badawczej i wpłynie pozytywnie na wspieranie aktywności badawczej i rozwoju młodszych pracowników. Bez aktywności profesorów nie ma zespołu ani instytutu. Nie może być tak, że profesor odchodzący na emeryturę zostawia zaledwie kilku bezradnych wykładowców i adiunktów.

Serdecznie dziękuję za rozmowę.

Rozmawiał Henryk Czubała

Do góry strony
Copyright © "Konspekt". Kraków, lipiec-sierpień 2004 . Statystyka