|
Bibliologia i informacja naukowa |
|
Aleksander RadwańskiZdetronizowana królowa wieku informacjiO kondycji informacji naukowejWydawałoby się, że w XXI wieku informacja naukowa powinna stać się „królową nauk”, jednak w Polsce nie obserwujemy jej gwałtownego rozwoju. Najistotniejsze zmiany dotyczą raczej informatyki (technologia informacyjna), telekomunikacji (sieci komputerowe) i socjologii (społeczeństwo informacyjne). Można określić te dziedziny wspólną nazwą „informacja naukowa”, nie jest ona jednak analogiczna do dyscyplin „szerokich”, takich jak fizyka. Informacji naukowej nie udało się stworzyć ani spójnego systemu założeń, ani spójnej metodologii, zaś w sferze działalności praktycznej także nie obserwujemy przełomu związanego z rozwojem dyscypliny. Wszystko zmieniło się natomiast za sprawą technologii — stąd akcentowana różnica pomiędzy IT (Information Technology), a IS (Information Science)
Trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że polskojęzyczna nazwa „informacja naukowa” nie do końca odpowiada angielskojęzycznej „nauce o informacji” (Information Science). Nieszczęsny przymiotnik „naukowa” skłania do ograniczenia pola badawczego do informacji wytworzonej w toku działalności naukowej lub opracowanej metodami naukowymi, czyli, upraszczając: do informacji o nauce i dla nauki. Stąd między innymi zupełna bezradność tak „skrojonej” dyscypliny w stosunku do internetu, który rzadko traktowany jest jako przedmiot badań, a który totalnie zdominował praktykę działalności informacyjnej. Obserwując rozwój dydaktyki akademickiej w Polsce, zauważa się głęboką świadomość zmian, objawiającą się zaistnieniem wielu nowych dziedzin. Dzieje się to poprzez erozję i rozpad, a nie integrację, trudno bowiem włączyć je w obręb informatologii (w rozumieniu Marii Dembowskiej), zaś samo określenie „nauka o informacji naukowej” uważam za terminologiczną porażkę. Nie sposób zrozumieć, dlaczego w roku 2004 wciąż używa się tego określenia, skoro już w 2000 odbyła się seria konferencji w ramach programu Tempus, których uczestnicy byli zgodni, że prawidłowa, polska nazwa dyscypliny powinna brzmieć: „nauka o informacji”. Czyżby górę nad chęcią zmian i poprawnością językową wziął konferencyjny entuzjazm?
Nie jest to przypadek, że po 2000 roku nie ukazał się żaden nowoczesny podręcznik akademicki, obejmujący całość dyscypliny. Aby odpowiedzieć, dlaczego tak się stało, trzeba by określić charakter zmian, jakie zaszły w ostatniej dekadzie. Świat się zmienił, a informacja naukowa... jakby nie. Niestety, po studiach bibliotekoznawczych w Polsce świat pozostaje w dużej mierze nieobjaśniony, za to wiele dowiadujemy się o tym, jak objaśniano go niegdyś... Rozwój komputeryzacji czyli coraz szybsi idiociKiedy J.C.R. Licklider kreślił wizję biblioteki przyszłości, wydawało mu się, że około 2000 roku będziemy żyć w otoczeniu inteligentnych systemów komputerowych, zaspokajających każdą potrzebę informacyjną. Dla inżynierów sprzed trzydziestu lat moce obliczeniowe naszych „pecetów” powinny ewokować sztuczną inteligencję. Tak się jednak nie stało. W czasach owej prehistorii komputerowej, kiedy przetwarzaniem danych zajmowali się wyłącznie specjaliści, nikomu nie przychodziło do głowy, że do rozwiązywania głównego problemu może posłużyć tylko część mocy. Tymczasem dziś większość mocy obliczeniowej wspomaga wyświetlanie wysokiej rozdzielczości „tapet”: merdających ogonkami trójwymiarowych piesków czy rybek egzystujących na komputerowych monitorach. Zakup wydajniejszej maszyny jest stymulowany przez nową, coraz bardziej realistyczną grę komputerową, a nie osiągnięcia technologii intelektualnej. Informacja naukowa nie bada przejawów ludycznej aktywności użytkowników komputerów, a szkoda, bowiem wiele zagadek znalazłoby tu proste rozwiązanie. Pomysł, by wykorzystać komputer dla rozrywki, ma długą tradycję. Nawet w czasach taśm perforowanych i drukarek wierszowych, anonimowi programiści tworzyli za pomocą ubogiego repertuaru znaków... postać Marylin Monroe w stroju kąpielowym, zamiast rzetelnie kodować algorytmy. Od tego czasu niewiele się zmieniło w ludzkiej chęci zabawy i w istocie działania komputera. Wciąż realizuje on ideę maszyny Turinga, która jest coraz szybsza, lecz niestety nie bardziej świadoma. Porażka teorii sztucznej inteligencji łączy się z teorią informacji naukowej. Pomimo wielu usiłowań, nie udało się na tyle zalgorytmizować mechanizmów wnioskowania, by doprowadzić do mechanicznego wytwarzania wiedzy. Człowiek jest bezradny: nie zna sposobu przeniesienia istniejącej wiedzy na system metajęzykowy, dający się opisać spójnymi regułami, nie może też przenieść obrazu rzeczywistości na system metajęzykowy, dający się dłużej przetwarzać. Wszystkie nasze klasyfikacje, tezaurusy, języki informacyjno-wyszukiwawcze są bardzo pomocne, dopóki posługują się nimi ludzie. Kiedy zlecimy to zadanie maszynom, prędzej czy później otrzymamy chaos. Człowiek może sformułować skończoną liczbę komunikatów, które obejmują twierdzenia, mające dla nas walor oczywistości. Gdyby wszystkie spisać i utworzyć z nich ogromny słownik, to, zakładając jego bardzo szybkie przeszukiwanie, można by symulować proces myślenia w komputerze. Oszołomieni spektakularnymi osiągnięciami technologii cyfrowej, często nie zdajemy sobie sprawy, że istnieje wiele aspektów rzeczywistości, których nie da się wyliczyć. Każda czynność wykonywana przez komputery opiera się natomiast na wyliczalności, nawet jeśli symulują analogową ciągłość. Jaki ma to związek z teorią informacji? Teoria ta rozwijała się bez możliwości praktycznego potwierdzenia swoich tez. W ostatnich dziesięciu latach technologia komputerowa oddała do dyspozycji badaczy niewyobrażalną wcześniej moc obliczeniową. I co? Dużo skuteczniejsze od wypieszczonych metajęzyków okazały się przetwarzane statystycznie hurtownie danych, zaś Google udowodnił, że można skutecznie wyszukiwać bez systematycznie tworzonych metadanych. W praktyce okazało się, że najlepsze narzędzia do przetwarzania są dziełem informatyków, choć idea działania Google’a bardzo przypomina analizę cytowań.
Rozwój komputeryzacji w ostatniej dekadzie przyniósł dwie ważkie konstatacje. Po pierwsze — komputery pozostały tak samo głupie, jak były na samym początku. Po drugie — w praktyce lepszy może się okazać szybki idiota, niż inteligentny, informacyjny niedojda. Bowiem, o ile trzeba porzucić marzenia o myślącym komputerze, to na pewno bardzo wspomaga on ludzką komunikację. Do tego nie trzeba mądrości, wystarczy szybko liczyć, a to komputery potrafią najlepiej. Komunikacja czyli kolaps przestrzeni i utowarowienie czasuFenomen sieci komputerowych oraz ich integracji w postaci internetu umyka specjalistom od informatyki i technologii informacyjnej, może natomiast badać go informacja naukowa czy teoria informacji. Transmisje z szybkością światła zlikwidowały nie tylko pojęcie przestrzeni, ale przyczyniły się także do erozji pojęcia dystrybucji, dokumentu, autorstwa, publikacji. Dziś źródło informacji to dowolnie dryfująca całostka semantyczna, która nie musi opuszczać komputera autora! Tradycyjne kanały dystrybucji informacji, ze sztywnym podziałem na wytwórców, dystrybutorów i odbiorców załamują się na rzecz solipsystycznego poczucia, że zasiadamy w centrum wszechświata, będąc jednocześnie drobiną makrokosmosu. Nagle możemy rozmawiać z noblistami, pracować z ludźmi na drugiej półkuli i docierać do źródła informacji bez pośrednictwa. To powoduje znaczące przesunięcie akcentów wywracających dotychczasowe zasady profesjonalnej działalności. Przykładowo: redundancja, której zazwyczaj unikano przy projektowaniu systemów informacyjnych, w sieciach staje się rodzajem uwierzytelnienia, zjawiskiem oczekiwanym, a nawet pożądanym. Wiadomość, która nie uległa zwielokrotnieniu, jest słabo dostrzegalna i mało wiarygodna. Są to mechanizmy znane w praktyce mediów, ale do niedawna niestosujące się do komunikatów naukowych bądź profesjonalnych, dla których stosowano ustaloną aparaturę pomocniczą w postaci cytatów i odsyłaczy. Dziś te szacowne wynalazki tracą stabilność. Fałszywa stała się sytuacja wyjściowa użytkownika informacji, klasycznie definiowana jako potrzeba informacyjna. Zakłada ona pasywność świata informacji, który jest przez nas eksploatowany, gdy przyjdzie nam ochota dowiedzenia się czegoś nowego. Informacja odznacza się aktywnością, wciąż poszukując użytkowników i docierając do nich różnymi kanałami. Zamiast potrzeby informacyjnej pojawia się informacyjny przesyt, zainteresowanie selekcją i oceną. Wzrasta zapotrzebowanie na informację syntetyczną i dającą się stosować w praktyce. Z tymi zjawiskami mieliśmy do czynienia wcześniej, ale nie na taką skalę. Filtrowanie informacji stało się zjawiskiem powszechnym, zaś pojawienie się elektronicznego spamu spowodowało, że zaczynamy się przed informacją bronić.
Innym mitem, który błąka się w teoriach informacji naukowej jest jej utowarowienie. Płatne serwisy informacyjne nie oferują zawartości, do której nie dałoby się dotrzeć za darmo. Często nie mają rozwiniętego aparatu pomocniczego (wyłączając serwisy abstraktowe lub precyzyjnie tematowane). To, co w istocie uległo utowarowieniu, to czas dostępu — bardzo krótki dzięki właściwej selekcji i jednolitości formy. O powodzeniu działalności informacyjnej w znacznej mierze decyduje wykorzystanie odpowiedniego serwisu, nie zaś nadzwyczajne umiejętności wyszukiwania informacji. Użytkownik przyzwyczaił się do odpowiedzi natychmiastowej i precyzyjnej. Nie da się tego zrealizować bez szybkich serwisów elektronicznych. Szybkość przeszukiwania, selektywność i umiejętność korzystania z zawartości spowodowały szybką migrację tradycyjnych wydawnictw informacyjnych na nośniki elektroniczne (taśmy, dyskietki, CD), a wraz z rozwojem telekomunikacji, na dostęp online. Nikt poważny nie sprowadza obecnie grubych tomów Chemical Abstracts czy Science Citation Index, żeby dekorować nimi półki w księgozbiorze podręcznym, bo żaden użytkownik nie będzie marnował sobie wzroku, ślęcząc nad gęsto zadrukowanymi kolumnami. Cała pragmatyka stosowania tych źródeł w wersji tradycyjnej odeszła w przeszłość (co nie oznacza: znikła z programów dydaktycznych studiów bibliotekoznawczych). Jednocześnie stało się coś bardzo ważnego. Biblioteka prenumerująca dostęp przestaje być repozytorium zasobów. Jest kompetentna jak pojedynczy broker informacji, opłacający dostęp do tych samych serwisów. To sytuacja nowa. Działalność informacyjna przestaje być domeną instytucji. Informacyjna socjotechnika w skali makro
Zdaniem Alvina Tofflera, o kształcie cywilizacji decyduje dominująca technologia produkcji, a nie decyzje polityczne. Ale w jednym przypadku decyzje polityczne spotkały się z technologiami na polu tworzenia społeczeństwa informacyjnego. Pomysł systematycznego wdrożenia nowej formacji oddziałuje nie tylko na profesje informacyjne, ale na cały rynek pracy. W ostatnim dziesięcioleciu zaznaczyły się wyraźnie zmiany jakościowe, które można sprowadzić do kilku zasadniczych punktów:
Chociaż oswoiliśmy się już z nazwami takimi jak broker informacji, to ciągle jest to nazwa mająca niewiele wspólnego z pragmatyką. Nie ma podręcznika lub opracowania na temat tego zawodu, a warsztat pracy nieliczni działający brokerzy budują samodzielnie, metodą prób i błędów. Często ozdabia się tym mianem rutynową działalność informacyjną, by nadać jej połysku nowości. Profesji informacyjnych będzie więcej, czasem dość egzotycznie brzmiących, jak architekt informacji. Wzrośnie rola profesji pogranicznych, wymagających łączenia dalekich od siebie dziedzin — np. humanistycznego, językoznawczego wyczucia ze zdolnością myślenia proceduralnego, niezbędnego w automatyzowaniu prac informacyjnych. Wciąż częściej można znaleźć inżynierów dobrze poruszających się w humanistyce, niż humanistów, którzy przyswoili sobie inżynierską dyscyplinę myślenia. Jakie są tego konsekwencje, łatwo zgadnąć. Społeczeństwo informacyjne, prócz zmian technologicznych i organizacyjnych niesie ze sobą zmiany obyczajowe. Informowanie wymaga rozeznania w życiu lokalnych społeczności, umiejętności komunikacyjnych w socjologiczno-psychologicznym znaczeniu. Nie przystaje to do utrwalonego schematu służb informacyjnych — bezosobowej, sprawnej obsługi. Słaba teoria kompetencjiW analogii do silnej teorii sztucznej inteligencji (myślący komputer) i słabej teorii sztucznej inteligencji (komputer zachowujący się, jakby myślał) można by, z przymrużeniem oka oczywiście, sformułować słabą i silną teorię kompetencji (absolwent profesjonalista i absolwent zachowujący się, jakby był profesjonalistą). Stawiam tezę, że w dziedzinie informacji naukowej kształcimy absolwentów według „słabej teorii kompetencji”. Zakładając, że programy kształcenia są rzeczywiście w pełni realizowane (nie jest to miejsce na kwestionowanie tego, chociaż statystyczne prawdopodobieństwo oceniam na 60%), to na studiach bibliotekoznawczych można zapoznać się z szeregiem elementów współczesnej informacji naukowej. Studenci, którzy przyłożą się do zajęć (tu oceniam prawdopodobieństwo już tylko na 40%...), powinni umieć wyszukiwać w ogólnodostępnych źródłach oraz profesjonalnie podchodzić do tworzenia zasobów cyfrowych (od katalogowania poczynając, na serwisach pełnotekstowych kończąc). Nie mają jednak styczności z serwisami komercyjnymi, gdyż ośrodki kształcenia musiałyby prenumerować dostęp online, a jak wiadomo, uniwersytety bogate nie są. Można oczywiście korzystać z darmowych dostępów testowych (większość nowopowstających serwisów oferuje takie próbne dostępy za darmo), ale trudno budować program dydaktyczny na „okazjach”. Z technologii informacyjnych dominuje internet i jego usługi. Dobrze reprezentowana jest tematyka społeczeństwa informacyjnego oraz systemów informacji Unii Europejskiej. Jak zaznaczyłem na wstępie, zestaw przedmiotów na studiach wydaje się nadążać za tempem przemian. Jedyne, czego brakuje, to ogólna teoria spinająca wszystkie te aspekty w jedną spójną wizję. Próba podporządkowania nowoczesnej tematyki staremu schematowi informacji naukowej wprowadza dezorientację i rozdwojenie na szacowną tradycję i pragmatyzm nasycony technologią, internetem i... zabawą (sic!). To jeszcze jeden aspekt teraźniejszości i przyszłości, który wymyka się starym paradygmatom. Element zabawy towarzyszący pracy jest odpowiedzią na zwiększoną ilość czasu wolnego. Długo jeszcze nie będzie się to mieścić w ciasno pojętej informacji naukowej, która przegrała wybory na miss wieku informacji. Aleksander Radwański
Literatura (wybór) |
|
|
Copyright © "Konspekt". Kraków, lipiec-sierpień 2004 . Statystyka |