|
Bibliofilstwo i kolekcjonerstwo |
|
|
Ryszard BandoszPiękno i harmoniaEkslibrisy podziwiamy dzisiaj jako dzieła budzące nasz zachwyt dla kunsztu i technicznych umiejętności artysty, jego inwencji w posługiwaniu się skrótem graficznym opisującym księgozbiór właściciela, jednym słowem mamy kontakt ze znakiem bibliotecznym będącym godłem bibliofila... Rzadziej natomiast mamy okazję poznać proces tworzenia małej grafiki książkowej, zmaganie się artysty nie tylko z płytą czy klockiem, a nade wszystko poznać kulisy powstania roboczego szkicu, według którego zrodziło się to małe dzieło.
Na wystawach eksponowane są ekslibrisy będące skończonym dziełem plastycznym, odbitym częstokroć na wyszukanych arkuszach papieru, co dodatkowo podnosi jego walory artystyczne. Mamy do czynienia z efektem czasem wielotygodniowej pracy, odbitką która znajdzie swoje należne miejsce znajdzie na okładce książki, bądź w zbiorze kolekcjonerskim.
Wielkim przeżyciem dla bywalców Muzeum Drukarstwa Warszawskiego była prezentacja kolekcji grafiki Janusza M. Szymańskiego w 1995 roku, ukazująca unikalny zbiór odbitek powstałych w trakcie rytowania płyt przez nieżyjącego już grafika Henryka Feilhauera. Ten ceniony wśród kolekcjonerów twórca, laureat konkursów na ekslibris i juror wielu biennale, pokazał swój warsztat, odkrył przed widzami przebieg powstania miedziorytu, od poszukiwania koncepcji i szkicu, po ostateczną odbitkę. Tajniki warsztatu tego artysty możemy prześledzić podziwiając kolejne fazy zaawansowania prac nad ekslibrisem dla Biblioteki im. Albrechta Dürera w Norymberdze. Tylko pobieżny ogląd trzech z pięciu odbitek pokazuje, ile tajemnic technicznych i kompozycyjnych kryje rytowanie w miedzi, jak rzemiosło współgra z ostatecznym wizerunkiem ekslibrisu.
Dziś o podobną prezentację jest trudno, choć trzeba docenić odwagę Warszawskiej Galerii Ekslibrisu w Warszawie i autora ekslibrisów Bohdana Rutkowiaka z Gdańska, którzy zaprezentowali w 2002 roku niecodzienną wystawę księgoznaków „Od projektu do realizacji”. Autor i komisarz wystawy wpadli na pomysł przedstawienia kolejnych etapów tworzenia ekslibrisów, od szkicu po ostateczną kompozycję znaku bibliotecznego. Sam autor – profesor weterynarii, twórca obdarzony wieloma talentami, tak kreśli sylwetkę prof. Jana Zwierzchowskiego, którego obdarował ekslibrisem według przedstawionego projektu: „Ekslibris z lisem–chytrusem wykonałem na konkurs w Belgii. Czy mogłem taki temat poświęcić komuś innemu? Zwłaszcza, że z Jankiem wzajemne fluidy coraz lepiej się uzupełniają. Temat ekslibrisu starałem się wymyślić chytrze >>po lisiemu<<, bo oto nikt nie wie, czego bardziej pilnuje mój lisek – sera, czy ciepłej >>gawroniny<<? Nie wiem, czy prof. Zwierzchowskiemu uda się rozwikłać ten trudny problem z zakresu dietetyki zwierząt futerkowych” (Ex libris dla profesorów weterynarii, 1996). Słowa te świetnie ilustrują proces twórczego poszukiwania czytelnych odniesień do zawodu bądź pasji właściciela ekslibrisu i ukazują związek emocjonalny powstający między grafikiem a właścicielem, tak ważny dla stworzenia udanego znaku. Poszukiwanie motywu, skrótu graficznego, to droga przez mękę, a i tak ostateczny kształt ekslibrisu przybiera swoją formę podczas rytowania, stąd w literaturze ekslibrisowej rzadko spotykamy zwierzenia grafików, którzy poza opisem techniki, dzieliliby się swoimi doświadczeniami i przemyśleniami dotyczącymi samego aktu tworzenia, więzi z przyszłym właścicielem księgoznaku. Dla twórcy, który nie jest jedynie „producentem ekslibrisów” ważny jest kontakt z adresatem znaku, a nie doczepienie do obrazka przypadkowego nazwiska, bowiem ekslibrisy, tak jak i ludzie mają swój los, niosą prawdę o właścicielu i jego księgozbiorze.
To, co w projektowaniu ekslibrisu jest rzeczą ważną, to harmonia pomiędzy przemyślaną kompozycją a rozmieszczonym liternictwem, dążenie do syntezy, odejście od gadatliwości na rzecz symbiozy znaku i książki, bycia nie tylko stróżem książki, ale jego ozdobą. Zasadami tymi kierowali się wielcy twórcy wywodzący się z kręgu „Rytu”, „Czerni i bieli”, a i dziś da się wyróżnić grono grafików, którym nie obce są kryteria „dobrego” ekslibrisu, będącego dziełem sztuki użytkowej. Z sentymentem wspominam książeczkę–miniaturkę autorstwa prof. Konstantego M. Sopoćki Rylcem i piórem, gdzie jak w zwierciadle odbijają się jego związki z adresatami ekslibrisów, próby poznania ich osobowości, charakteru, zainteresowań, a gdy to było niemożliwe ukazanie w ekslibrisie tej tematyki zbioru bibliotecznego, dla którego został wykonany. O projektowaniu ekslibrisu dla Aleksandra Krygiera pisał: „… kapitan Aleksander Krygier chciał koniecznie znak z herbem. Nie lubiłem takich ekslibrisów. Zresztą, od tego rodzaju był Adam Półtawski, niedościgniony specjalista ekslibrisu heraldycznego. Chciałem odmówić, ale dowiedziałem się, że kapitan był uczestnikiem strajku szkolnego w 1905 r., więc załatwiliśmy sprawę kompromisowo. Robiąc ten znak dla jego biblioteki historyczno-militarnej, umieściłem trzy skrzydła z jego tarczy herbowej na czapraku bojowego konia”. Z reguły Profesor, gdy nie udało mu się wyperswadować życzeń właścicieli dotyczących heraldyki, prawie zawsze odmawiał wykonania ekslibrisu z motywem herbu, co bardzo – w jego opinii – ograniczało pole inwencji artystycznej. Na zakończenie potyczek z ekslibrisem warto wspomnieć o roli liternictwa będącego integralną częścią znaku, mającego wpływ na czytelność i ostateczny kształt grafiki. Dziś na wielu wspaniałych grafikach – głównie wykonanych w technikach metalowych – spotykamy nieśmiałe próby zaznaczenia, że mamy do czynienia z ekslibrisem – EL, a właściciel oznaczony jest jedynie inicjałami. Takie potraktowanie znaku bibliotecznego jest zaprzeczeniem jego funkcji użytkowych, bycia biletem wizytowym bibliofila. Jak wielkie to wyzwanie dla twórcy, niech zaświadczą jeszcze raz słowa Konstantego M. Spoćki, opisującego zmagania z ekslibrisem dla DOKP w Radomiu. Profesor tak oto wspomina tę przygodę: „…Jest to ekslibris z najdłuższym liternictwem. Dziewięćdziesiąt cztery litery! Wymogłem na zleceniodawcy pięć skrótów. Jak ja to wszystko utkałem, dzisiaj już sam nie wiem. Natomiast lokomotywa udała mi się nadspodziewanie. O ile piękniejsza od dzisiejszego elektrowozu, spalinowozu, czy nawet parowozu... Tu przynajmniej nie musiałem się troszczyć o psychologiczną prawdę właściciela”. Oto kilka uwag o ekslibrisie, prawach, jakimi winien kierować się grafik przy opracowaniu godła bibliofila, aby o jego walorach artystycznych nie decydowały jedynie warsztat i profesjonalne umiejętności artysty, ale przesłanie o jego właścicielu i księgozbiorze, na straży którego stoi.
Ryszard Bandosz |
|
|
Copyright © "Konspekt". Kraków, lipiec-sierpień 2004 . Statystyka |