|
Archiwum X |
|
Artykuły z poprzednich numerów |
Leszek WronaArchiwum XJakie znaczenie mają dla nas zbierane, gromadzone i przechowywane przedmioty? Odpowiedź na to pytanie z konieczności musi być tak złożona, jak złożone jest zjawisko motywacji naszego postępowania. Trudno jest podać przykłady świadczące o tym, że zbieraczowi przyświeca jeden jedyny cel jako źródło pojedynczego motywu. Zazwyczaj kolekcjoner poprzez zbieractwo realizuje kilka celów, a motywy jego działania stanowią zespół pragnień, zamiarów, lęków powiązanych ze sobą w sposób niekiedy nierozpoznawalny Najprostszym przykładem ilustrującym powyższą tezę jest gromadzenie fotografii przedstawiających samego siebie, swoich bliskich, ewentualnie osoby znaczące, z którymi spotkaliśmy się przynajmniej raz. Jeśli zdjęcie zostało wykonane przez nas lub kogoś, kto realizował nasze pomysły skanograficzne, to można dopatrzyć się tu nie tylko chęci posiadania pamiątki przyjemnych czy wzniosłych zdarzeń. Utrwalone na papierze sceny ze ślubu albo wesela własnego dziecka zdecydowanie podwyższają samoocenę rodziców, wyrażoną na przykład takimi słowami: „popatrzcie oto czego dokonałem w życiu, kogo się dochowałem, jacy oni szczęśliwi”! Biada temu, kto zmuszony do oglądania nie wyrazi podziwu albo przynajmniej nie przytaknie. Posiadacz zdjęć może się obrazić, ewentualnie (o zgrozo!) wyjąć ze schowka cały stos albumów ze zdjęciami stanowiącymi kronikę ślubu i wesela, od błogosławieństwa udzielonego młodej parze przez rodziców aż po pląsającego na parkiecie Wujka Edzia kurczowo wczepionego w taneczną partnerkę, by skutecznie poradzić sobie z nieprzyjazną grawitacją. Przerażającym finałem takiego pokazu może okazać się wielogodzinna projekcja wideofilmu, ilustrującego między innymi bezradność Wujka Edzia wobec grawitacji za sprawą pewnego związku organicznego wspomagającego krążenie. Zamiast jednak nudzić się, niecierpliwić i zżymać zastanówmy się, dlaczego ten pokaz jest tak ważny dla posiadacza pamiątek. Po chwili refleksji możemy dopatrzyć się u szczęśliwych rodziców lęku przed utratą dziecka. Wskazują na to słowa: „pamiętacie jak Kubuś miał dwa latka i wyjadał wapno z dziury wydłubanej przez siebie w ścianie”, albo „jaki on był słodki, kiedy przytulał się do mamy przed snem”. A teraz znalazł sobie żonę i już nigdy nie będzie taki jak dawniej! Pamiątki ze ślubu stanowią pomost między trwaniem tego, co było, a nieodwracalną stratą. Kuba jeszcze jest nasz, bo my zorganizowaliśmy wesele i wyposażyliśmy go na nowe życie, ale już za chwilę będzie należał do kogoś innego. Posiadanie zdjęć i wideofilmu łagodzi lęk, bo łączy przeszłość, teraźniejszość i przyszłość, przez co strata jest łatwiejsza do akceptacji. Podobnie ważne jest gromadzenie i przechowywanie pamiątek związanych z ukochanymi osobami. Fotografie, zasuszony kwiatek, drobne prezenty pełnią rolę prawie magiczną. Magia polega tu na poczuciu łączności z nimi przez rzeczy. Oddalenie czy nieobecność kogoś, kogo kochamy, jest bolesna, napawa nas smutkiem, lękiem i troską. Jeśli jednak w każdej chwili możemy sięgnąć do szuflady, wyjąć zdjęcie ukochanej, kosmyk włosów, albo ulubioną zabawkę naszego dziecka, dotknąć, popatrzyć… już sama świadomość tej możliwości sprawia nam ulgę, zaś jej realizacja wywołuje wzruszenie. Osobną kategorię stanowią przedmioty o charakterze sakralnym. Wizerunki Chrystusa, Matki Bożej, świętych, różańce, relikwie, poza oczywistym dla ludzi wierzących znaczeniem mistycznym, z punktu widzenia psychologii są wizualizacją lub namiastką osób i rzeczy niewidzialnych, z którymi nie możemy kontaktować się za pomocą zmysłów. Jak inaczej bowiem człowiek może obcować z istotami duchowymi, których jedynym atrybutem wg filozofów jest obecność, a nie np. wielkość, kształt czy inne cechy fizyczne. Psychologia nie może wypowiadać się na temat istotnego znaczenia wspomnianych rzeczy, bo jako nauka nie dysponuje środkami do rozstrzygania problemów teologicznych. Znane mi próby podejmowania przez psychologów takich wyzwań kończyły się totalną porażką. Zdarza się, że kolekcje nienacechowane mistyką przyjmują w odczuciu ich właścicieli postać sacrum. Książki z podpisami lub dedykacjami autorów, zdjęcia wybitnych aktorów, uczonych czy polityków przechowywane są z pietyzmem, na jaki w istocie rzeczy nie muszą zasługiwać. Nie mam zamiaru dezawuować wybitnych czy zasłużonych ludzi, ale kult oddawany takim pamiątkom wydaje się być oznaką swoistego fetyszyzmu i przenoszenia szacunku z osób na rzeczy. Przedmioty należące kiedyś do ogólnie szanowanych i podziwianych osób, jako eksponaty muzealne czy towar na aukcjach, osiągają zawrotne ceny rynkowe. Wejście w posiadanie takich przedmiotów może dawać złudzenie, że sacrum przeniesione z osoby na przedmiot przenosi się w jakiejś formie na szczęśliwego posiadacza. Możemy takie przypadki kwitować uśmiechem zrozumienia (sami czasem ulegamy takiemu złudzeniu), póki nie przybiorą one wynaturzonej postaci. Nie ma nic zdrożnego w kolekcjonowaniu fragmentów kostiumów znanych sportowców, natomiast dreszcz niepokoju wywołują kolekcje swastyk, czerwonych sowieckich gwiazd albo emblematów noszonych przez członków sekt czy organizacji przestępczych. Tu z kolei profanum przypisywane tym przedmiotom, na mocy wspomnianego wyżej złudzenia, może zainfekować posiadacza do takiego stopnia, że zacznie wywierać wpływ na jego zachowanie. Nie będę kontynuował opisu zgubnych skutków kolekcjonerstwa, bo przysłoniłoby to pozytywne aspekty tego hobby. A pozytywy są niezaprzeczalne, choćby w przypadku gromadzenia różnych dowodów uznania za swą działalność. Medale, dyplomy, puchary, podziękowania, listy pochwalne stabilizują u ludzi zrównoważonych psychicznie samoocenę i samoakceptację, stanowiąc realne potwierdzenie ich kompetencji, mądrości czy siły fizycznej. Trofea zdobyte nakładem znacznego wysiłku, na przykład zdjęcia ze wspinaczek, żeglugi w trudnych warunkach, minerały zebrane z okolic krateru wulkanu, przypominają piękne i wzniosłe przeżycia, pełniąc rolę świadectwa odniesionych sukcesów. Trudno zaprzeczyć, że motyw sukcesu jest jednym z najbardziej istotnych sił napędowych naszego działania. Tacy jesteśmy i nie mamy powodu wstydzić się dokumentowania tego, czego nam się udało dokonać. Niektóre rodzaje zbieractwa przechodzą w prawdziwą pasję poznawania świata. Gromadzenie starych ksiąg, dzieł sztuki, znaczków, sprzętów domowych, używanych w dawnych czasach powodowane jest między innymi motywem poznawania historii, zwyczajów czy kultury ludzi, którzy te przedmioty wytworzyli lub posiadali. Niekiedy zebranie takich kolekcji wymaga ogromnego wysiłku, graniczącego z poświęceniem i naraża pasjonata na znaczne koszty. Na koniec wspomnę o szczególnym typie kolekcjonerstwa, którego jawnym bądź ukrytym motywem jest poprawianie własnego wizerunku zewnętrznego. Mam oczywiście na myśli zbieranie i gromadzenie biżuterii. W naszej kulturze europejskiej biżuteria kojarzy się z przedstawicielkami piękniejszej płci, ale skojarzenie to ma niewiele wspólnego z faktami. Wystarczy spojrzeć na podobizny znaczących mężów: królów, książąt uwiecznione na płótnie (za godziwą opłatą), aby zauważyć łańcuchy, pierścienie, sygnety i inne bibeloty z drogich kruszców, uzupełniające strój tych panów. Współcześnie takie ozdoby widzimy u artystów, a częściej u popartystów. Motywy takiego zbieractwa są dość czytelne. Strojnisie chcą być piękniejsi i „lepsi” niż reszta ludzi. W skrajnym przypadku rzeczywiście są przynajmniej potężniejsi, a wspomniane bibeloty stanowią insygnia władzy. Cóż z tego, że obwieszeni złotem panowie i panie chcą przekonać samych siebie i nas o własnych potrzebach estetycznych. Estetyce trudno zaprzeczyć, jeśli biżuteria nie pochodzi z pchlego targu, ale istoty sprawy wypada jednak szukać w tendencji do popełniania jednego z siedmiu grzechów głównych. Leszek Wrona
|
|
|
Copyright © "Konspekt". Kraków, lipiec-sierpień 2004 . Statystyka |