|
Psychologia |
|
|
Dorota Zarębska-PiotrowskaOblicza homo legens...Zróżnicowana, wielopłaszczyznowa, wieloaspektowa czynność czytania może być interpretowana jako funkcja psychiczna, forma aktywności lub swoisty akt komunikacji, a wreszcie — co szczególnie istotne — jako przekaz pozwalający uruchomić zasoby pamięciowe (także pamięć biograficzną), w który wpisują się jako własne, często ulegając internalizacji, nowe — czytane — treści Inne księgi, inne światyProces ten dotyczy ludzi we wszystkich grupach wiekowych, zwłaszcza obdarzonych wysokim poziomem wrażliwości i tendencją do szybkiej, głębokiej i polisensorycznej identyfikacji oraz swoistej synchronizacji, czyli rezonansu z emocjonalnym kontekstem, klimatem jak i z szeroko rozumianą „sytuacją”. Zjawisko to jest zwykle pożądane i akceptowane w odniesieniu do osób o dojrzałych strukturach poznawczych, jasnej i utrwalonej specyfice tożsamości, strukturze i wydolności procesów percepcyjno-wyobrażeniowo-mnemicznych. Te jawiące się niejako na własne życzenie i podlegające wolicjonalnej kontroli „stany graniczne”, stany przepływu („flow”; M. Csikszentmihalyi, 1996), owe Odmienne Stany Świadomości — o rozmaitym nasileniu — mają charakter przejściowy. Niekiedy zalegają w złożach przeżyciowo-emocjonalnej pamięci i stanowią swoisty drugi plan, równoległą rzeczywistość, są jednak pożądaną i zamierzoną konsekwencją czytania. W normalnych warunkach dają się jednak jasno oddzielić od realu, nie upośledzając zdolności do intelektualnego, emocjonalnego czy społecznego funkcjonowania. Homo ludens legens stany te wywołuje zwykle w sposób zamierzony (choć niekoniecznie jest świadomy ich natury) a więc intencjonalnie, czerpiąc stąd przyjemność i satysfakcję czy wręcz uczucia zachwytu lub euforii — i to niezależnie od tego, czy w procesie lektury dominuje aspekt emocjonalny czy też intelektualno-poznawczy — uruchamiając, czy stymulując proces rozwiązywania problemów i generowania pomysłów. Gorzej, gdy czytelnik trafia na tekst drastyczny, brutalnie wyrafinowany, żeby nie rzec wprost — przerażający w swej perfekcyjnie przemyślanej ohydzie, gdzie osoby, zdarzenia, sytuacje, obrazy, wraz z całym bogactwem ludzkich reakcji, na wywołanie których zostały zaprogramowane, przywołują na myśl światy horroru, grozy. Paradoksalnie jednak, czytając ewokujemy także — ludyczne w swej istocie — stany przerażenia, obrzydzenia, wstrętu, gniewu, uzyskując prosty dostęp do obcego wcześniej repertuaru negatywnych emocji. W szczególnych przypadkach stan taki może utrwalić się w stabilne, niekiedy nieodwracalne poczucie zmiany, pozytywne w odniesieniu do „terytorium rozwoju osobistego”. Bywa jednak tak, że rezultatem jest także dokuczliwe, negatywne odczucie niezaspokojonej, „złej” i obciążonej poczuciem winy — potrzeby, braku, ale i „nadmiaru”, a w konsekwencji zagrożenia i głębokiego dyskomfortu. Dziecko nie ma wyboruZwłaszcza w lekturze dzieci ujawnić się może także (jako uboczny, negatywny skutek długotrwałego kontaktu z przekazem treści) emocjonalna interferencja — nakładanie się na siebie światów równoległych, przenikających się — która powoduje niekiedy dezorientację (zaburzenia percepcji czasu i przestrzeni, „ja — nie-ja”), dyskretne stany splątaniowe, przenikanie się śladów pamięciowych: pojawiają się także swoiste fugi emocjonalne, zwłaszcza w sytuacjach trudnych czy konfrontacyjnych; niekiedy możemy zaobserwować lęki, a nawet fobie. Badania, jakie przeprowadziły Jennifer Aokill i Maria Zaragoza (L. Schacter, 2003), ujawniają także, że zmuszanie czy choćby tylko nakłanianie dzieci w wieku szkolnym do odpowiadania na pytania „sugerujące”, a odnoszące się do tego, co widziały na taśmie wideo, może być przyczyną poważnego problemu z tzw. pamięcią źródła. Przemawia za tym jednoznacznie „Raport Amicus” sporządzony przez 25 specjalistów, wskazujący, że w takiej sytuacji dzieci nie potrafią odróżnić informacji pochodzących z ich własnych doświadczeń od tych, które zostały im dostarczone w postaci oglądanego filmu. Nie są to oczywiście jedyne dowody niezwykłej podatności dzieci na sugestie. W równym stopniu dotyczy to przekazu mówionego i czytanego, bezpośrednich lub pośrednich wypowiedzi osób znaczących, obdarzonych więc z definicji autorytetem — dotyczy to także sytuacji, gdy dziecko sobie nie uświadamia lub nie przypomina źródła informacji. Jawi się tu także problem coraz częściej sygnalizowany przez psychologów, psychiatrów, nauczycieli i rodziców: występowania swoistych epidemii mentalnych. Zjawisko to nasila się równolegle i w zasadzie proporcjonalnie do energii i środków zainwestowanych w kampanie reklamowe, ale związane jest głównie z częstotliwością i intensywnością kontaktu dziecka-czytelnika z „dziełem-światem”. Historia literatury obfituje w przykłady światów fikcji fascynujących czytelnika, budzących jego respekt, miłość i zadziwienie, przynoszących silne przeżycie uczestnictwa: od niewinnego „tajemniczego ogrodu” czy „krainy czarów” Alicji, przez światy przygód Guliwera i mroźne Londonowskie przestrzenie, po podwodne czy podniebne światy poczciwego acz wizjonerskiego Juliusa, usytuowane w rozmaitych kontekstach historycznych i kulturowych. Sytuacja nieco się komplikuje w obliczu niejednoznacznych, wielowątkowych, zawiłych, wielopłaszczyznowych wytworów Tolkienowskiej fantazji czy wyobraźni Rawlings, „rzucających na kolana” skądinąd trzeźwo myślące pokolenie młodych (i nie tylko) czytelników-wielbicieli małego okularnika Harry’ego P. Mentalne epidemie - światy niemożliwe...Problem fascynacji dziełem literackim i jego bohaterem, wraz z przypisanym im światem baśniowości, magii i oniryzmu, jest równie stary jak słowo pisane. Pokusić by się można o przywołanie i zanalizowanie w tym miejscu takich fenomenów psychologii, a raczej psychopatologii społecznej, jak efekt Wertera (R. Cialdini, 1994), czy innych, jakościowo nowych zjawisk, jak memetyczne epidemie (J. Brodie, 1997) stanów czy zachowań ludzkich, w jakie obfituje także czytelnicza rzeczywistość. Problemem znacznie poważniejszym staje się jednak obecność na naszym (i nie tylko) rynku wydawniczym materiałów, co do których intencji można mieć wątpliwości. Pomijam tu wszechobecną literaturę z kręgu okultystyczno-ezoterycznego, od dawna cieszącą niesłabnącym powodzeniem, niezależnie od ustroju, pod każdą szerokością geograficzną. Problem nabiera jednak nowego wymiaru wobec swoistych multiplikacji bohatera literackiego poprzez wielość i różnorodność jego form w obrębie szeroko rozumianego sektora infoludycznego. Do czynienia mamy w nim z lawinowym przyrostem publikacji, wydawniczych eksperymentów, mających na celu zwiększenie poziomu interaktywności produktu — gier komputerowych, serii animowanych filmów dla dzieci, wspieranych „materialnymi” gadżetami wypełniającymi początkowo wirtualne światy. To jest też celem obserwowanego procederu mnożenia bohaterów i bezwzględnej — w celach merkantylnych — manipulacji ich losami, stopniowania „poziomów” okrucieństwa i absurdu. Światy Pokemonów i Nintendo, Barbie i „Trekkies”, czy frustrująco wyrafinowane aplikacje Tetrisa, wiodą w kierunku „niemożliwości całkiem niemożliwej”, do i poza granice Matrixa... Uzależnienie niejedno ma imię...Zwraca także uwagę znaczący, choć może tylko bardziej ostatnio widoczny, ilościowy i jakościowy przyrost zjawisk i form specyficznych uzależnień czytelnika od tekstu przygotowanego i skonstruowanego w sposób przemyślany, intencjonalny, z wyraźnym zamiarem nie tylko uwiedzenia, ale i utrzymania czytelnika w „pożądanym” stanie przez dłuższy czas. Mam tu na myśli liczne poradniki i kalendarze, reprezentujące określone ideologie czy kierunki filozoficzne lub religijne, których legalności nie będę w tym miejscu komentować. Obfitują one w rozmaitego typu porady, wskazówki, np. dietetyczne, ale także całe systemy ćwiczeń, technik, technologii, procedur psychologicznych czy fizycznych, paraterapeutycznych, wprowadzających odbiorcę (często nieprzygotowanego lub niewyposażonego w odpowiednią aparaturę poznawczą), w stany transowe, autohipnotyczne, nakłaniające lub/i stymulujące, np. zmiany sposobu oddychania, „indukujące” stereotypy ruchowe czy wielogodzinne unieruchomienie medytacyjne, a w nagrodę oferujące „odmienne rzeczywistości”, albo wreszcie — jakże oczekiwane — wtajemniczenie czy oświecenie. Do tak rozumianej psychomanipulacji wiedzie droga przez relatywnie łatwe do uzyskania Zmienione Stany Świadomości. Jest to warunek przyspieszonego i skutecznego wdrukowywania, wczytywania, przyjmowania sugestii oraz internalizowania przekazu medialnego — na przykład treści nowego, niekiedy absurdalnego, patologicznego i/lub patologizującego systemu norm, nakazów i zakazów, ideologii i światopoglądów — stanowiąc pole do ewentualnych nadużyć. Takich tytułów pojawia się na rynku bez liku i można życie spędzić na badaniu kolejnych systemów oraz weryfikowaniu na własnej skórze ich przydatności czy dobroczynności, uzyskując w zamian niczym nieuzasadnione poczucie jedności, przynależności, z wszelkimi urokami inicjacji i „wejścia”, wtajemniczenia — choćby tylko na odległość. Czytelnik dorosły ma (czasem iluzoryczne...) prawo wyboru, podczas gdy dziecko lub osoba o niewielkim krytycyzmie pozostająca pod wpływem silnego, świadomego, manipulującego doradcy, może stać się łatwo ofiarą własnej ciekawości, aktywności poznawczej czy cierpliwości w przyswajaniu sobie zasad „wchodzenia w nieznane światy” i przyjmowania w nich dla siebie roli. Przykłady można mnożyć do woli: kultowy już „Warhammer” czy przypisany do jednej z gier RPG systemu „Dungeons & Dragons” Podręcznik Psioniki, specjalne dodatki-instrukcje, mające na celu zaprezentowanie, a w konsekwencji, jak wskazuje praktyka — indukowanie fobii w grach fabularnych i interaktywnych formach medialnych. Bazują one w poważnym stopniu na tekście pisanym (podręczniki, przewodniki, liczące niekiedy kilkaset stron), stanowią ogromne wyzwanie dla grającego dziecka. Scenariusz wymaga bowiem zazwyczaj wysokiego stopnia dyspozycyjności w zakresie reguł gry oraz związanych z nią szczegółów/informacji. Z drugiej strony teksty owe, często niezwykle atrakcyjne edytorsko, stanowią obiekt pożądania sam w sobie, z którym dziecko (czytelnik) spędza niekiedy kilkanaście godzin dziennie, czasem bez przerwy. W przypadkach skrajnych mamy do czynienia ze zjawiskiem swoistego uzależnienia się od czytanego tekstu poprzez głębokie poczucie uczestnictwa, przynależności, posiadania, a nawet MOCY. Ową identyfikację, wspomaganą magicznymi, okultystycznymi, ezoterycznymi realiami „w ociekającym krwią opakowaniu”, niekiedy pełnymi wyrafinowanego okrucieństwa z wyżyn chorej fantazji, trudno „przerwać”, wymazać, czy choćby tylko — unieruchomić lub zdezaktywować. Warto dodać, że to, co przyswaja sobie dziecko — pragnące ogarnąć interesujący je świat, w którym chce się znaleźć — opracował dla niego sztab dobrze przeszkolonych specjalistów, mających za zadanie wyszukiwanie treści i form, dobieranie ich wśród możliwie jak najbardziej epatujących grozą, dramatyzmem i poziomem obrzydliwości. Nawet w wypadku dziecka, którego zdolności wizualizacji czy/i polisensorycznej, ideomotorycznej identyfikacji, a w konsekwencji do generowania tych makabrycznych wizji, są stosunkowo mało rozwinięte, podręcznik, książka podpowiada rysunek, formę graficzną, ze starannym i drobiazgowym opisem szczegółów. Memoryzacja takiego podręcznika — nawet gdyby założyć, że jest to komuś potrzebne (np. Mistrzowi Gry) — zajmować może tygodnie, miesiące a nawet lata, prowadząc często do drastycznych zmian charakterologicznych, osobowościowych, pojawienia się tendencji aspołecznych (poza grupą wtajemniczonych, która jest przez dziecko jedynie akceptowana) i w zasadzie „wycina” z normalnego funkcjonowania szkolno-rodzinnego. W wypadku dziecka o podwyższonej wrażliwości, jednocześnie ze zmniejszoną odpornością układu nerwowego (dysfunkcje CUN) pojawić się może bogaty, wielo i zmiennoobjawowy syndrom, w którym — paradoksalnie — młody czytelnik uzależniony jest od podstawowego źródła własnego lęku. W bogatej symptomatyce pojawiają się z jednej strony objawy klasycznej nerwicy lękowej, zwykle z nałożeniami depresyjnymi, zaburzeniami snu, koszmary niedające się porównać z niczym znanym i dostępnym człowiekowi dorosłemu — zarówno w intensywności jak i złożoności fantasmagorii, niewyobrażalnej kwintesencji zła — przechodzące niekiedy w „light-dreams”, wtórne moczenie nocne, zaburzenia percepcji, uwagi i pamięci, niekiedy nacechowane niezwykle nasilonym lękiem omamy i halucynacje. Taka sytuacja nie bez znaczenia pozostaje dla poziomu i struktury inteligencji emocjonalnej, prowadząc dziecko do aleksytymicznej „emocjonalnej ślepoty”. Ów paradoksalny związek ze środowiskiem lękotwórczym często umyka uwadze rodziców, opiekunów, nauczycieli, bywa maskowany i starannie ukrywany, co z kolei rodzi nowe problemy na wszystkich poziomach kontaktu dziecka z dorosłym. Oddziaływania „rehabilitacyjne” — wychodzące od kompetentnej prediagnozy opartej na empatii i zaufaniu, a prowadzące do „rozumnego kierownictwa” — mogą umożliwić młodemu czytelnikowi bardziej świadome, zdystansowane uczestnictwo w procesie przyjmowania „niejednoznacznej” informacji, pozwalające uwolnić się od nadmiernych i zbędnych obciążeń. Dorota Zarębska-Piotrotrowska
Ackerman D., Historia naturalna zmysłów, Warszawa 1994. |
|
|
Copyright © "Konspekt". Kraków, maj 2004 . Statystyka |