|
Galeria Konspektu |
|
|
Janina BłońskaL’Entr’ActePrzez dwa lata nie przedstawialiśmy naszych dokonań na łamach „Konspektu”. Być może wynikało to z potrzeby narzucenia sobie takiego rytmu pracy, myśli, takiego skupienia, w którym jakiekolwiek spojrzenie na to, co przeszłe, staje się niedozwolone. Ocena zdarzeń i ludzkich spraw, nawet u tak niedoskonałych histrionów, za jakich uważają się członkowie zespołu teatralnego, zostaje wszak zawarta w tym, co prezentują swej łaskawej publiczności. Poddani magii słów słudzy Teatru, skromni studenci i ci, co ich wiodą, próbują oddać sens i bezsens ludzkiej krzątaniny, ambicji i pragnień. Nie w smutku i powadze szukając rozwiązań, chcieliśmy niegdyś śmiechem rodem z komedii i farsy, tragikomedii i burleski zaczarować naszą scenę
Z dziwnej atmosfery przemian, trudnych wyborów, poszukiwania i budowania własnej wolności, narodził się spektakl Pragmatyści według Stanisława I. Witkiewicza, artysty, który te sprawy pojmował i ujmował doskonale. Ostatnimi czasy bojowy i niezważający na piętrzące się wokół niego trudności teatr Entr’Acte odnajduje się coraz częściej jako dziwny twór żyjący jedynie w wyobraźni swoich członków. Zważywszy na jubileuszowy charakter wszelkich poczynań, związanych ze świętowaniem dziesięciolecia działalności, odnajduje się póki co jedynie w przeszłości, we wspomnieniach, starych zdjęciach, wśród odłożonych rekwizytów i pokiereszowanych lalek. z odłożonych tekstów dobywają się słowa powoli odchodzące w niepamięć wraz z migotaniem świateł, szybkim gestem, dynamiczną sceną zapisaną na taśmie filmowej. Skupiwszy swą wolę walki na pracy czysto teatralnej, szlifowaniu warsztatu i szukaniu pełnego wymiaru artystycznego spektakli, odrzucono w dużej mierze szalony wymiar zabawowy (w końcu czasem niezbędny dla prawidłowego funkcjonowania grupy aktorskiej), przestano myśleć o wyjazdach, festiwalach i nagrodach (co należy uznać za błędne, bowiem są to konieczne środki w pracy teatralnej), zaniechano szukania nowej sali do prób, sali teatralnej z przestronną garderobą i pracownią plastyczną. Cóż, ma teatr w końcu maleńki składzik w piwnicy przy Studenckiej. Ufając swej wiernej publiczności, wierząc w szczęśliwą gwiazdę, w przychylność i trwałą przyjaźń, może spokojnie podjąć próby zmierzenia się z kolejnym przedstawieniem. Ale to wszystko winno być poddane Muzie łaskawej...
Słowa te w dużym stopniu dyktuje nie tyle Nostalgia (wszak nie ona naszą Muzą), co równoległość rzeczywistości przedstawionej: naszym prawem granie i występowanie, a nie jak u nieszczęsnego Plasfodora Mimetyka w Pragmatystach, który mógł, a nie chciał podjąć ryzyka występów u swego szwagra, z chińską Mumią u boku, bez swej ukochanej i udręczonej Mamalii. Oczywiście, cała sprawa nie jest taka prosta. Musimy przyznać rację Plasfodorowi, gdy nie chce żyć i tworzyć w świecie sztuki popularno-idiotycznej. Ale cieszy nas też, że doskonale pragmatyczny Hrabia von Telek w końcu odrzuca czarno-biały świat i wymyka się do innej, barwnej i zupełnie bezproblemowej, rzeczywistości. Dramat Witkacego, choć wcale nie tak łatwy, jakby wynikało z tych kilku uwag interpretacyjnych, spiętrzony w wielu wymiarach, zawierający wiele niewidzialnych wyjść, sekretnych drzwi, za którymi postacie zamknęły swoje tajemnice, przynosi ukojenie w kręgach zagadkowych. Dzięki niemu mogliśmy szybko powrócić do trudnych i cierpliwych poszukiwań zasad gry i zabawy, zapisanych w niewielkim dramacie scenicznym Jana Potockiego. Skąd u niego bierze się dwoistość, po co takie sztuczki, co nas w tym bawi, kogo chcemy zwieść? Potocki mnoży pytania. Proponujemy widzom zatem dwie inne zabawy. Jedna jest kontynuacją pałacowej gry w fantazję sceniczną rodem z włoskiej komedii dell’arte: w naszym „dorobku” pokazała się kolejna Parada, uroczy majstersztyk, szalenie przewrotny, skondensowany, płochy i spęczniały od znaczeń. Cztery osoby poszukujące wyjścia z sytuacji patowej: jak zastosować zasady demokracji tam, gdzie wszystkie realia przeczą takiej możliwości. Rozwiązanie istnieje, jest proste i sympatyczne, choć nikt nie mówi tu o kompromisach. Wszystko ma skończyć się radośnie, zgodnie, bez nadmiernych wyrzeczeń, jakby samo z siebie. Niejako po drodze musimy odbierać sygnały z naszego polskiego życia w demokracji i wtedy spojrzenie na rzeczywistość dramatu staje się bardziej ostre: parada Kasander demokratą zyskuje inny wymiar.
Podobnie jest z „przysłowiem scenicznym” Potockiego. Znów trzeba nam rozwikłać zasadę gry, w którą pogodnie wciąga nas osiem (!) kobiet: matka, 6 córek i panna służąca. Nie tak łatwo zakończyć zabawę w ciuciubabkę, gdy życie przejęło jej reguły. Ślepiec, który wkracza na scenę wiedziony przez ciemną smugę i jasną dziewczynę, ma swoiste smaczki, a czar tworzą drobiazgi, bystry i zwodniczy rytm, zmienność sytuacji, różnorodność postaci. Dodaliśmy niejeden element, podwoiliśmy postacie, wprowadziliśmy egzotykę, a „skrzecząca rzeczywistość” zaistniała w kostiumach. Muzyka płynęła na żywo, światło otwierało ciemną przestrzeń ślepca i barwną innych postaci. Jeszcze raz Potocki udowodnił, że jego sztuki prowokują do nieustannych poszukiwań inscenizacyjnych, scenograficznych i interpretacyjnych. Maski i wielofunkcyjne rekwizyty, zmienny rytm, wielość sytuacji i dźwięków. Rozwiązania tak potrzebne, gdy pragnie się osiągnąć żywotność i klarowność inscenizacji. Czy z powodzeniem? Te trzy spektakle przedstawiliśmy na XII Festiwalu: wszystkie na tej samej scenie, przy nieznacznych zmianach dekoracji i takim ustawieniu działań postaci, iż można mówić o uzyskaniu nowych znaczeń w wyniku płynnego przechodzenia z jednej prezentacji w drugą. Ten wieczór dla nas zmienił się w jeden wielki, trzygodzinny spektakl z udziałem dwudziestu osób.
O aktorach i ich kreacjach można by napisać wiele stron, zwłaszcza o tych, którzy nie będą już pracować w naszym teatrze. Każda rola była jedyną w swoim rodzaju, wnosiła swoisty czar i wkraczała w krąg tajemnych i pracochłonnych działań tak niezbędnych przy tworzeniu niepowtarzalnego świata sceny. Ale o tym już następnym razem.... Czy pożegnaliśmy się już z Potockim? Czy musimy odłożyć nieodegranych Pragmatystów? Te pytania wynikają ze specyficznego charakteru naszej pracy, z rytmu życia studenckiego, doli komedianta--amatora. Na wiosnę tego roku w auli Akademii Pedagogicznej zostanie otwarta wystawa przedstawiająca dziesięć lat pracy artystycznej teatru Entr’Acte. Janina Błońska |
|
|
Copyright © "Konspekt". Kraków, maj 2004 . Statystyka |