Gość Konspektu |
||
|
Musimy zmienić pogląd na to, kogo kształcimyUmiejętność dostosowania się do potrzeb rynkowych jest chyba ważniejsza niż uzyskanie nawet bardzo solidnego wykształcenia w wąskiej specjalności — mówi profesor Marcin Chrzanowski, rektor Politechniki Krakowskiej
Kazimierz Jaracz:
Marcin Chrzanowski: Kiedyś w Krakowie mieliśmy jedną uczelnię techniczną. Dzisiaj AGH staje się uniwersytetem „AGH — University of Science and Technology”, również PK tworzy kierunki uniwersyteckie, jak fizyka techniczna, zarządzanie. Czy dzisiaj idea integracji PK z AGH miałaby sens?
— Warto zwrócić uwagę, że Politechnika Krakowska od samego początku używa — zastrzeżonej prawnie — nazwy: Cracow University of Technology. Nasza nazwa w języku polskim jest jednak rozumiana na całym świecie i nie czujemy potrzeby używania nazwy nieadekwatnej do zakresu naszej działalności akademickiej. Pełną niezależność od AGH uzyskaliśmy w roku 1954. Łączy nas dobra współpraca, choć relacje między naszymi uczelniami były dosyć złożone. Już na początku mojej kadencji spotkałem się z rektorem AGH profesorem Ryszardem Tadeusiewiczem. Spotkanie odbyło się w bardzo miłej dla mnie atmosferze, a sam fakt, że prof. Tadeusiewicz zechciał przyjąć moje zaproszenie był dla mnie zaszczytem. Przygotowane przez nas „Memorandum” ukazało się w „Biuletynie Informacyjnym Pracowników AGH” i w „Naszej Politechnice”. Piszemy w nim o autonomii naszych uczelni i współpracy zmierzającej do lepszego wykorzystania ich potencjału, przedstawiamy wspólne działania dydaktyczne, naukowe i organizacyjne. Jest to nie tylko kurtuazja, lecz rzeczywista chęć współpracy.
Każda z uczelni powinna dbać o swój własny profil. Dla PK ważne jest nie tyle przekształcenie w uniwersytet, co w cieniu najstarszego polskiego uniwersytetu nie jest zadaniem łatwym, ale przede wszystkim dążenie do kształcenia na wyższych poziomach nauczania. Uważamy, że z naszymi uprawnieniami habilitacyjnymi i doktorskimi powinniśmy się koncentrować na kształceniu na potrzeby innych uczelni państwowych, a także prywatnych. W ostatnich latach polityka finansowa uczelni sprawiła, że poszliśmy w kierunku masowego kształcenia na poziomie podstawowym. Zwiększyliśmy trzykrotnie liczbę studentów, przy tej samej kadrze i bazie materialnej. To ogromny wysiłek, który utrudnia nam realizację celu najważniejszego: rozwoju naukowego kadry. Panie Rektorze, zmieniają się potrzeby rynku pracy, przemysł rodzimy jest w słabej kondycji, wzrasta konkurencja w kraju i UE. Jakie kierunki kształcenia wymagać będą szczególnej troski władz uczelni, czy będą tworzone nowe, kim powinien być inżynier w społeczeństwie XXI wieku, aby sprostać możliwościom zatrudnienia i po trzebom rynku pracy? — Znalezienie swojego miejsca w gospodarce rynkowej jest jednym z naszych celów, sformułowanych w moim wystąpieniu programowym. Nie jest to łatwe, ponieważ nie ma jednolitego prawa w zakresie szkolnictwa wyższego; inne obowiązuje szkolnictwo prywatne, inne państwowe. Nie wiadomo nawet czy wszyscy chcieliby powstania tej jednolitej przestrzeni edukacyjnej, która mogłaby przynieść pewne trudności uczelniom prywatnym i państwowym. W centrum uwagi powinny pozostać dwa podstawowe problemy związane z kształceniem naszych absolwentów. Po pierwsze, istnieje potrzeba rozwoju studiów w zakresie informatyki stosowanej. Mimo że ten kierunek nie figuruje na oficjalnej liście kierunków zaakceptowanych przez Radę Główną, podobnie jak nieco wcześniej AGH, uruchomiliśmy studia w tym zakresie jako kierunek międzywydziałowy. Chodzi przede wszystkim o to, żeby po zdobyciu podstawowych wiadomości z informatyki studenci zajmowali się jej zastosowaniami w zagadnieniach inżynierskich mieszczących się w profilach poszczególnych wydziałów. W przypadku Wydziału Inżynierii Elektrycznej i Komputerowej czy Wydziału Fizyki Technicznej i Modelowania Komputerowego jest to sprawa oczywista, jednak w prace włączyły się także Wydział Mechaniczny i Wydział Inżynierii Lądowej. Zdajemy sobie sprawę, że wobec istnienia dwóch innych ośrodków akademickich w Krakowie, kształcących już w zakresie „czystej” informatyki: UJ i AGH, powinniśmy iść raczej w kierunku wprowadzenia informatyki w możliwie szerokim zakresie, niż dążyć do wąskiej specjalizacji w tym obszarze. Chcielibyśmy, aby ukształtowała się opinia, że nasz absolwent poznał informatykę niezależnie od tego, jaki kierunek studiów ukończył.
Drugim elementem procesu kształcenia, do którego przykładamy dużą wagę, jest nauka języków obcych. Podjęte przez nas działania zmierzają do tego, aby każdy absolwent PK miał dyplom ukończenia kursu językowego na poziomie ogólnopolskim lub międzynarodowym. Najlepiej angielskiego, który w ostatnich latach zdominował świat techniki i technologii. Pierwszym krokiem, który zrobiliśmy, było wprowadzenie obowiązkowego egzaminu na końcu cyklu nauczania języka obcego. Część naszych lektorów ukończyła kursy upoważniające do przeprowadzania egzaminów państwowych, liczymy wobec tego, że egzamin kursowy uda się połączyć z uzyskaniem świadectwa państwowego. Jest to także element przygotowania się do naszego uczestnictwa w Unii Europejskiej.
Jaki procent absolwentów PK znajduje pracę po ukończeniu studiów? — Nie chciałbym przeszacować liczby absolwentów znajdujących pracę po ukończeniu studiów w PK. Myślę, że najlepszymi danymi dysponuje nasze Biuro Karier, które obecnie zostało poszerzone o biuro promocji uczelni. Żeby zapewnić zatrudnienie absolwentom trzeba również promować uczelnię wśród pracodawców. Utworzenie Biura Karier uważam za jeden z naszych sukcesów. Powstało ono kilka lat temu w ramach większego projektu europejskiego, kierowanego przez Uniwersytet Mikołaja Kopernika, i było jednym z pierwszych w Polsce. Wracając do sprawy liczby absolwentów znajdujących po studiach pracę — trzeba zaznaczyć, że nie zawsze znajdują oni pracę tuż po ukończeniu studiów, czasem po kilku miesiącach czy nawet po roku, ale liczba absolwentów niezatrudnionych jest niewielka. Jest to jednak szerszy problem związany z odpowiedzią na pytanie, w jakim kierunku edukacja w PK ma zmierzać. Czy jej celem ma być uzyskanie konkretnego zawodu, czy ogólne przygotowanie do zawodu — niekoniecznie takiego, jaki kandydat ma wpisany na dyplomie — umożliwiające jego zmianę w przyszłości. To wyzwanie naszych czasów. Badania prowadzone przez socjologów pokazują ile zawodów w ostatnich latach znikło; a ile powstanie nowych, nie jesteśmy w stanie przewidzieć, ale będzie to niemała liczba. Umiejętność dostosowania się do potrzeb rynkowych jest chyba ważniejsza niż uzyskanie nawet bardzo solidnego wykształcenia w wąskiej specjalności. Musimy za pewne zmienić pogląd na to, kogo kształcimy. W Polsce utrzymuje się silna tradycja, że kończący studia techniczne jest inżynierem. Tymczasem inżynierem może się on stać dopiero po pewnym czasie, jeśli podejmie praktykę w zawodzie. Natomiast nie powinno być dla niego nieszczęściem, że po zakończeniu studiów nie podejmie pracy dokładnie w wyuczonym zawodzie np. elektryka, lecz zajmie się czymś innym, np. telefonią komórkową, dlatego że jego ogólne wykształcenie techniczne powinno mu pozwolić na swobodną zmianę zawodu. Tak wi dzimy rolę uczelni technicznej w kształtowaniu współczesnego inżyniera.
Wchodzimy do Unii Europejskiej. W „Biuletynie AGH” czytamy informacje prof. Tadeusiewicza z tegorocznej konferencji unii uniwersytetów europejskich, mówią one m.in. o potrzebie koncentracji środków budżetowych w kilku najlepszych ośrodkach naukowych, a więc radykalnego ograniczenia liczby państwowych. Pojawiły się liczby: 8 uniwersytetów brytyjskich i 5 polskich, dotowanych z budżetów. Co Pan o tym sądzi, jaki status miałyby przy realizacji tej koncepcji pozostałe wyższe uczelnie Krakowa i kraju? — Istnieje wiele różnych koncepcji, wynika to po części z braku jednolitej przestrzeni edukacyjnej, o której mówiliśmy wcześniej. Proszę zwrócić uwagę, że od 1997 roku wszystkie uczelnie prywatne powstają w oparciu o ustawę o szkolnictwie za wodowym, a ambicje mają akademickie. Nie możemy nikomu tych ambicji ograniczać, ale jest to po prostu działanie niezgodne z celami państwa, które nie po to uchwalało ustawę o szkolnictwie zawodowym, żeby tego właśnie szkolnictwa nie było. Państwowe uczelnie zawodowe, które w pewnym sensie objęte są większą kontrolą państwa, bardziej się do tego dostosowały, natomiast uczelnie prywatne, funkcjonujące w oparciu o kadrę akademickich uczelni państwowych, nie realizują podstawowych założeń w zakresie szkolnictwa zawodowego. Trudno mi mówić o innych uczelniach i przewidywać jak ich los się potoczy i przyznawać komuś rolę, z której nie byłby zadowolony, ale wydaje mi się, że część uczelni powinna zająć się kształceniem na poziomie podstawowym. Do tej liczby należeć powinny te uczelnie, w których dydaktyka nie wynika z prowadzonych badań naukowych, zaś część uczelni powinna się zaś zająć kształceniem kadr na wyższym poziomie. Niewątpliwie nasze wejście do UE niesie ze sobą pewne zagrożenia. Artykuł rektora Tadeusiewicza jest bardzo popularny w naszym środowisku i był wielokrotnie dyskutowany. Uczelnie polskie są w szczególnie trudnej sytuacji, ponieważ w krajach obecnej UE obserwuje się pewien spadek zainteresowania studiami technicznymi. Czy uczelnie zachodnie, szczególnie państwowe, w których studia nie są płatne i także nie będą płatne dla naszych studentów, podejmą próbę przejęcia naszych studentów i nauczycieli? Jest to także kwestia bariery językowej. Być może również nasi profesorowie będą szukać tam pracy. Myślę, że język jest czymś więcej niż narzędziem komunikowania się. Całkowite odejście od języka ojczystego w dydaktyce szkoły wyższej nie jest możliwe. Powinniśmy także pomyśleć o tworzeniu pomostu między tymi krajami, które do Unii nie wchodzą a krajami zachodniej cywilizacji. Nie twierdzę, że te kraje same nie potrafią tego zrobić, ale nasze kontakty ze światem zachodnim były w ostatnim półwieczu bardziej intensywne niż naszych wschodnich sąsiadów, z którymi utrzymujemy dobre kontakty. Muszę powiedzieć, że sami jesteśmy zdumieni ich sprawnością i prężnością, tak jak nami przez ostatnie kilkadziesiąt lat byli zdumieni niektórzy pracownicy uniwersytetów zachodnich, do których przyjeżdżali od nas ludzie znający języki obce, z otwartymi głowami, myślący nieszablonowo, pracowici. Tę rolę moglibyśmy pełnić w stosunku do kra jów wschodnich, wykorzystując nasze doświadczenia współpracy z Europą Zachodnią.
Od roku 1990 aktywnie zajmuje się Pan zagadnieniami komputerowego wspomagania nauczania, które ma wiele zalet i wad (distance education). W „Misji PK” czytamy, że „...ważne jest rozwijanie umiejętności samokształcenia studentów i przygotowanie ich do ustawicznego uczenia się przy pomocy metod wykorzystujących technologie informacyjne. Równocześnie studenci powinni mieć zapewnioną możliwość większego kontaktu osobistego z na uczycielami, co może wymagać odchodzenia od tradycyjnego podziału zajęć dydaktycznych na wykłady, ćwiczenia, projekty, laboratoria, seminaria”. Jak zatem pogodzić nauczanie na odległość i większy kontakt osobisty z nauczycielami? — To rzeczywiście brzmi paradoksalnie, ale wydaje mi się, że jest to możliwe. Po pierwsze mam przekonanie, że obecne metody nauczania nie sprzyjają aktywności studentów. Jeśli student ma dużo zajęć i pozornie dużo kontaktu z prowadzącym zajęcia, to siłą rzeczy spodziewa się, że zostanie czegoś nauczony. Przyjmuje postawę bierną: przychodzi na wykład i czeka, co profesor mu powie. Jeśli profesor niewiele powie, to student jest zadowolony, bo będzie odpytany na egzaminie z mniejszego zakresu materiału. Uważa, że wszystko jest w porządku, a tego czy naprawdę zdobył wiedzę i jak będzie mógł ją wykorzystać w przyszłości, nie potrafi ocenić. Kontakt, którego miernikiem jest duża liczba godzin określona minimami programowymi, niekoniecznie sprzyja temu, co się uważa za podstawową funkcję wyższych uczelni: wyrobienie umiejętności uczenia się przez całe życie i możliwości zmiany zawodu. Jak by to było, gdyby pewne elementy kształcenia mogły być realizowane zdalnie? Nie chcę tu mówić o wirtualnych uczelniach, jest to termin modny, choć nadużywany: gdy chce się powiedzieć, że jest coś nierealne, mówi się, że jest wirtualne. Zdaję sobie sprawę z tego, że zdalne nauczanie ma ograniczenia. Sama PK była jednym z inicjatorów porozumienia między siedmioma polskimi uczelniami technicznym, w wyniku którego powstała Wirtualna Politechnika, jako wspólna inicjatywa kilku wiodących uczelni technicznych. Wiemy, że ta forma kształcenia ma swoje ograniczenia, ale uważamy, że sprawa jest ważna. Jeśli zwolnić studentów z konieczności odbywania tych zajęć, które mogą się odbywać w sposób zdalny, to zaoszczędzony czas mógłby być poświęcony na bezpośredni kontakt z profesorami, a więc zwiększoną liczbę konsultacji czy seminariów w mniejszych grupach. Nie jestem pewien czy nie lepiej, aby profesor pracował z małymi grupami studentów, niż wygłaszał wykłady ex cathedra do dużej liczby studentów. To pozorny paradoks, że zachęcamy studentów do uczenia się w domu. Tymczasem jest to kwestia usprawnienia komunikacji między pracownikami i studentami. Nie liczymy na to, żebyśmy mogli stać się uczelnią wirtualną. Natomiast już teraz np. nasi asystenci i adiunkci wysyłają przez internet formularze do ćwiczeń, studenci je wypełniają i odsyłają. A czy robią to samodzielnie, czy „ściągają” — to kwestia ich dojrzałości i zrozumienia, że celem studiów jest nie zdobycie dyplomu, ale zdobycie wiedzy. Zbliża się niż demograficzny. Wzrasta konkurencja ze strony zawodowych uczelni prywatnych. Zagrożone być mogą niektóre kierunki studiów. Co PK robi aby przeciwdziałać tym zjawiskom? — Wspominałem o tym, że uczelnia poszukując swojej drogi powinna skoncentrować się na kształceniu kadr o wyższym poziomie. Wtedy skutki niżu demograficznego nie powinny nas szczególnie dotknąć. Poza tym to jest sprawa związana z ostatnim naszym tematem: life long learning — uczenie się przez całe życie. W uczelniach wirtualnych, które działają w USA, znakomita większość studentów nie domaga się dyplomu ukończenia studiów, ale zaliczenia kursów z niektórych przedmiotów. Za to płacą i więcej nie chcą z tą uczelnią mieć nic wspólnego. Przychodzą po wiedzę z nakazu szefa swojej firmy lub z własnej potrzeby. To jest wyzwanie, któremu powinniśmy sprostać, tj. prowadzić rozmaitego rodzaju kursy. Nie koniecznie studia podyplomowe, które trwają dłużej i muszą się zakończyć dyplomem. Przywiozłem ostatnio z jednego z uniwersytetów amerykańskich, z którym współpracujemy, kilkudziesięciostronicową ofertę wydaną z okazji „przerwy świątecznej” — ile tam krótkich kursów! Wydaje mi się, że taką aktywność powinniśmy naśladować. Tu jest też kwestia podziału zadań, która pojawiła się już kilka razy w tej rozmowie. Nie obawiamy się spadku zainteresowania uczelnią, w tym roku mieliśmy średnio ponad trzech kandydatów na jedno miejsce. Oczywiście tak wysoką średnią uzyskujemy dzięki modniejszym kierunkom, jak informatyka czy architektura, ale na żadnym wydziale nie ma problemu z kandydatami. Niż demograficzny nie zagrozi naszej egzystencji, jeśli potrafimy wyjść poza tradycyjne formy nauczania i odpowiedzieć na społeczne zapotrzebowanie. Relatywnie niskie uposażenia nauczycieli akademickich skłaniają ich do poszukiwania dodatkowych etatów. Jest to zjawisko niekorzystne dla macierzystej uczelni i dla rozwoju badań naukowych. Jak rozwiązać ten problem?
— Jeśli ktoś na uczelni szuka środków do dobrego życia, to jest to nieporozumienie. Nigdzie na świecie tak nie jest. Pracownicy wielu zachodnich uczelni także zarabiają mniej niż ich koledzy, którzy podjęli pracę w przemyśle. Niewątpliwie praca na uczelni akademickiej jest misją, wobec tego wymaga pewnego poświęcenia, ale jest to pogląd niepopularny. Wchodzimy tu w bardzo trudną sprawę filozofii wynagradzania u nas i gdzie indziej. W wielu krajach jest tak, że znaczne przyrosty zarobków osiągają młodzi ludzie, a potem się to szybko stabilizuje i wiele już osiągnąć nie można. Słusznie, bo młody człowiek potrzebuje tych środków jak najwięcej. U nas sytuacja jest inna: niskie pensje na początku, potem trochę wyższe, a przed samym odejściem na emeryturę próbuje się je podnieść ze względów „społecznych”. Jeśli podjęło się pracę na uczelni, to kariery nie należy odkładać, a poszukiwanie dodatkowych miejsc zatrudnienia zdecydowanie ją spowolni. Wynagrodzenia, które nigdy nie były wysokie, nie są aż tak złe. Wiemy, że na Zachodzie pensje są w tej chwili dwu, trzykrotnie wyższe, ale były czasy, że były kilkadziesiąt razy wyższe. Jest to problem indywidualnego wyboru i tego, jakie wartości uważa się za priorytetowe. Na uczelniach zachodnich mimo braku wysokich wynagrodzeń, naukowcy mają bardzo silne poczucie upływającego czasu. Tam ktoś, kto zostaje na uczelni zdaje sobie sprawę, że jeśli w ciągu czterech lat nie zrobi doktoratu, to zmarnował cztery lata, w czasie których jego koledzy w przemyśle poszli daleko do przodu pod względem materialnym. Być może nasze zewnętrzne otoczenie nie wymusza podobnych zachowań. Humanizacja techniki to temat, który w dzisiejszych czasach ostrej konkurencji nabiera zasadniczego znaczenia. Jak humanizować inżyniera w procesie kształcenia? Dołączenie do planu studiów przedmiotu humanistycznego nie załatwia sprawy. — Widzę tu dwa aspekty tego procesu. Po pierwsze powiedziałbym — humanizacja życia studenta. Studentowi należy dać więcej szans, aby w młodym wieku mógł chłonąć świat, który się składa nie tylko ze studiowania i nauki, ale również korzystania z otoczenia, bardziej lub mniej kulturalnego; mam na myśli teatry i boiska sportowe, a także podróże. To stało się obecnie bardziej realne. Naszym obowiązkiem jest stworzenie młodzieży odpowiednich warunków studiowania, np. poprzez popieranie działalności klubów studenckich, dyskusje ze znanymi politykami i aktorami. Studenci znajdują na to czas, ale ciągle mają go za mało, są przeciążeni pracą na uczelni i w związku z tym poświęcają za mało czasu ogólnemu rozwojowi. Drugi problem to kwestia znajomości języka polskiego. W niektórych krajach, na wielu uczelniach technicznych są prowadzone szkoły pisania — school of writing. De facto są to szkoły promocji, poznawania metod prezentowania się, ale też szkoły kształcące umiejętności pisania i wysławiania się. Nasi studenci mają z tym kłopoty. Z międzynarodowym światem nauki łączą Pana różnorodne kontakty. Do jakich re fleksji na temat polskiego szkolnictwa wyższego skłania Pana doświadczenie nabyte za granicą? — Na szkolnictwo trzeba patrzeć jako na całość. Nie można mówić tylko o szkolnictwie wyższym, jeśli nie mówi się o wcześniejszych etapach edukacji. Powołam się na przykład dyskutowany na jednym z posiedzeń Kolegium Rektorów Krakowa, a mianowicie sprawę fałszowania prac dyplomowych. Doszliśmy do wniosku, że o tym jak ktoś zachowuje się na końcu studiów decyduje już szkoła podstawowa. Ważne, żeby dzieci i młodzież sami sprzedawali to, co sobą reprezentują, a nie posługiwali się kimś, ponieważ to osłabia ich pozycję i osobowość. Zetknięcie z kampusem amerykańskim robi wrażenie, że studenci doskonale się tam bawią. W związku z tym utarła się opinia, że edukacja na poziomie podstawowym jest tam na słabym poziomie. Ale zapominamy, że ta edukacja ma inne cele, tj. zapoznanie tych ludzi ze światem akademickim, z tym, że istnieją wykłady, laboratoria, przekazania im ogólnych wiadomości o określonym kierunku, potem to wszystko weryfikuje życie. Studenci znajdują tam czas na te wszystkie rzeczy, o których mówiliśmy, na radość życia także. I starają się przejść przez studia uczciwie, bo to się im opłaci w przyszłości. Jakie zamierzenia inwestycyjne w zakresie infrastruktury, ma zamiar podjąć PK w najbliższych latach, aby usprawnić proces dydaktyczny? — To embarras de richesse. Mamy duże tereny, sporo budynków, niestety budynków starych. Główna siedziba ulokowana jest w dawnych koszarach austriackich, ale i budynki zbudowane w latach siedemdziesiątych wymagają już remontów. Utrzymanie tego majątku jest nielada problemem. Jednym z przykładów jest tzw. „pałac królewski” w Łobzowie, czyli Podchorążówka. Remont tego budynku ciągnie się już 8 lat — z wielką pomocą Społecznego Komitetu Odbudowy Zabytków Krakowa, ale przy niedostatku środków z naszej strony nakłady ze strony Komitetu też są małe. Nie pozwala to prowadzić remontu w odpowiednim tempie. Dlatego podjęliśmy wysiłek znacznego zwiększenia nakładów z naszej strony. Mamy nadzieję, że SKOZ odpowie na to zwiększeniem funduszy. Być może pozwoli to zakończyć remont w ciągu najbliższych dwu lat. Druga sprawa to inwestycje, które są realizowane w drugim naszym kampusie w Czyżynach, gdzie kiedyś miała znaleźć się cała PK, a przeniósł się jedynie Wydział Mechaniczny. Niektóre obiekty już wymagają remontu, a niektóre nie są dokończone. To stwarza duże trudności lokalowe. I tu zrobiliśmy spory wysiłek, tym razem z wielką pomocą Ministerstwa Edukacji Narodowej i Sportu, które wspomogło nas finansowo. Chcemy w tym roku zakończyć sprawy związane z funkcjonowaniem obydwu kampusów. Mamy także problem z biblioteką. Cieszy się ona dobrymi ocenami studentów, a także Państwowej Komisji Akredytacyjnej, działa jednak w bardzo złych warunkach materialnych. W przyszłym roku będzie ona organizatorem dużej międzynarodowej konferencji bibliotekarzy. Mamy pięk ne projekty związane z jej przyszłością, ale ze środkami gorzej. Może uda się nam wykorzystać środki strukturalne Unii Europejskiej. Mam nadzieję, że rozpoczniemy realizację tych planów jeszcze w tej kadencji. W piśmie „Nasza Politechnika” znajdują się relacje dziekanów o procesie akredytacji kierunków. Jak globalnie przebiega proces akredytacji w PK? — Proces akredytacji poszczególnych kierunków studiów jest prowadzony dwutorowo. Przez Komisję Akredytacyjną Uczelni Technicznych (KAUT) i Państwową Komisję Akredytacyjną. Trudno tu podsumowywać wszystkie sprawy. Z działalnością Państwowej Komisji Akredytacyjnej zetknęliśmy się w ubiegłym roku akademickim i z niepokojem ob serwowaliśmy jej sposób kontrolowania zarówno dydaktyki, jak i badań naukowych. Poddane akredytacji kierunki otrzymały pozytywne oceny. Nie spodziewamy się też niespodzianek, jeśli chodzi o kierunki, na których prace Komisji jeszcze trwają. Nie ukrywam, że w wielu dziedzinach kształcenia PK jest jedną z najlepszych uczelni w Polsce. Co jest przedmiotem Pana szczególnej troski jako Rektora PK? — Oczywiście finanse. Skoncentrowałem się na trzech problemach: globalnym finansowaniu uczelni, sprawach kadrowych i poszukiwaniu właściwego miejsca uczelni na rynku edukacyjnym. Z wielkim wysiłkiem tworzymy co roku plany rzeczowo-finansowe, dbając o to, by nie kończyły się one bilansem ujemnym, choć czasem okazuje się, że środki, na które liczyliśmy, zostają wstrzymane lub w ogóle nie są nam przyznawane. Taką sytuację mamy właśnie w tej chwili. W tym roku nie przyznano nam np. środków na badania własne takich jak w roku ubiegłym. W tej chwili dziekani trudzą się nad jego korektą. Rozwojem kadry (począwszy od studenckich kół naukowych, poprzez staże asystenckie, doktoraty, habilitacje) zajmuje się profesor Józef Gawlik, prorektor ds. nauki, ja odpowiadam za sprawy zatrudnienia, relacje między pracownikami dydaktycznymi i administracją, a także za lepsze wykorzystanie kadr. Staramy się też na nowo określić miejsce naszej uczelni w Krakowie i w Polsce, a być może doprowadzić do niezbędnych zmian strukturalnych. Łączy Pan pracę naukową z kierowaniem uczelnią. Czy znajduje pan czas na zainteresowania pozazawodowe? — W którymś z wywiadów powiedziałem, że moim hobby jest nie mieć hobby. Wydaje mi się, że życie jest tak bogate, że skupienie się na jednym jego aspekcie, siłą rzeczy musiałoby oznaczać wyłączenie się z czegoś innego. Coraz bardziej podoba mi się muzyka jako sztuka nieprzedstawiająca. Może to kwestia lat… Beethoven powiedział, że „muzyka jest ponad wszelką mądrość i filozofię”… — Beethoven mógł tak powiedzieć, ja nie czuję się do tego uprawniony, ale muszę przyznać, że w mu zyce znajduję nie tylko przyjemność, lecz i odpoczynek. Inne formy sztuki, które zawsze mnie interesowały, to literatura, w której kryje się coś niewymiernego, niedopowiedzianego. Ale właśnie muzyka zostawia nam bardzo dużo miejsca na własną interpretację, i to sprawia przyjemność. O ile czas mi na to pozwala staram się brać udział w rozmaitych wydarzeniach kulturalnych, ale i kontakt z przyrodą jest też dla mnie przeżyciem intelektualnym. Staram się, gdy tylko mogę, przebywać jak najwięcej w ogrodzie, który jest pod troskliwą opieką mojej żony. Życzę Politechnice Krakowskiej wielu sukcesów i serdecznie dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Kazimierz Jaracz |
![]() |
|
Copyright © "Konspekt". Kraków, listopad-grudzień 2003 Statystyka |