Konferencje |
| |
Jacek ChrobaczyńskiDramat przemocy w perspektywie historykaPrzemoc. Jedno z najczęściej chyba dziś słyszanych słów - pojęć, słów - kluczy. W różnych kontekstach i dziedzinach, z różnymi dopełnieniami: przemoc na ekranie, przemoc w internecie, w różnych rejonach świata, przemoc pseudokibiców i przemoc w rodzinie. Nie wszystko boli bezpośrednio, przemoc wirtualna niekiedy wręcz "nakręca", gorzej z tą - gdy bije tato, mama, niekiedy dziecko. Przemoc w wymiarze ogólnym, regionalnym i lokalnym. A także w wymiarze osobistym bądź grupowym - pobity przechodzień, bite dziecko, walczące w wojnie domowej społeczeństwo (Intifada). Przemoc intelektualna i przemoc seksualna, przemoc poprzez wiarę i religię, państwo i ustrój, przemoc domowa... Nie tak dawno przecież wydawało się, że zbliża się koniec przemocy, wojen, zła i cierpienia - koniec historii, co dumnie ogłosił Francis Fukuyama. Nie zdołała jednak jeszcze wyschnąć farba drukarska w jego głośnej książce, gdy wybuchł krwawy konflikt na Bałkanach. Fukuyama się pomylił! Nie on pierwszy i nie ostatni, przykłady można mnożyć. Wszak pomyłki przystoją intelektualistom. Sporo, nietrudno to dostrzec, przykładów jak na dość przypadkową wyliczankę. Ze szczególną uwa gą, wręcz pieczołowitością, przeanalizowałem świąteczno-noworoczny program filmowy w różnych telewizjach. Dziesiątki filmów, a w nich królująca przemoc i jej pochodne: wojna, terror, krew, śmierć, cierpienie. Również w bajkach i filmach dla dzieci sporo strzelaniny, trup (czasem, przyznaję, mechaniczno-wirtualny, ale jednak trup) ściele się gęsto. Nie wspomnę już o telewizyjno-gazetowych newsach dla dorosłych. Krew jako ekranowa wiadomość najpierwsza i krew na pierwszych stronach gazet. A przecież to święta najradośniejsze w roku, no, może z wyjątkiem Heroda. W wolnej świątecznej chwili przeglądnąłem też sporo różnych podręczników (przede wszystkim historii) i historycznych syntez, po lekturze których, bez żadnego ideowego naciągania, mogę powiedzieć, iż od stworzenia świata przemocą posługiwali się bez żenady i wyrzutów sumienia, niemal na co dzień i nasi praszczurowie, pradziadowie, ojcowie. Tysiącletnie dzieje naszej starej i poczciwej Europy są tu jednym z trafniejszych, pouczających przykładów, choć nie odosobnionym. Celnie zauważył Leszek Kołakowski: "Wszyscy wiemy oczywiście, że całe dzieje Europy są również dziejami wojen, czasem przeraźliwie niszczycielskich i krwawych, i że w tych dziejach nie ma niewinnych; wszystkie narody europejskie mają na sumieniu rzezie, inwazje, wyprawy zbójeckie". Inne strony świata, i to nie jest żadne pocieszenie, nie były w tym dziele przemocy mniej aktywne. Nie lepiej jest też z nami, obywatelami świata przecież. I aż się boję to powiedzieć, ale będą się biły nasze dzieci, wnuki, prawnuki. Dlaczego? Czy motorem historii jest przemoc? Czy to jest dobrze czy źle postawione pytanie? Jak się do tej straszliwej hipotezy ma np. postęp? A może przemoc (czytaj: również wojna, terror, śmierć itd.) jest nieodzownym składnikiem, wręcz determinantą, postępu i rozwoju, a w istocie - procesu historycznego? Przyznam, że jako historyk drżę, gdy formułuję takie pytania. Ale przecież stawianie pytań, analiza i wyjaśnianie procesu historycznego jest jedną z głównych powinności historyka. Ale czy tylko historyka? I jak dalece historyka? Przecież przemoc i jej przejawy widoczne są w każdej niemal dyscyplinie nauki i techniki, każdej dziedzinie życia - od kwestii duchowych, aż po nasze codzienne grzechy i grzeszki wobec innych, bliższych i dalszych, obcych, kolorowych, ułomnych, kochających inaczej. Wiem, to problem tolerancji czy jak to się teraz pięknie, w amerykańskim stylu, mówi - politycznej poprawności. Tak się go opisuje zazwyczaj. Ale jak spoglądam przez pryzmat procesu historycznego, nie dostrzegam tolerancji, lecz przede wszystkim przemoc. To z takiego właśnie dyskursu, takich przemyśleń i refleksji, stawiania pytań, a nierzadko i z bezpośrednich doświadczeń, narodził się pomysł jednego z ważniejszych sympozjów przygotowywanych na XVII Powszechny Zjazd Historyków Polskich (Kraków, wrzesień 2004). Sporo dyskutowaliśmy w gronie krakowskich organizatorów zjazdu. Początkowo skłanialiśmy się do uprzywilejowania w czasie obrad zagadnienia Zagłady, szczególnie po nowych wyzwaniach związanych z syndromem Jedwabnego. Byłem przeciwny zawężaniu pola badawczego i dyskursu naukowo-edukacyjnego, choć Zagłada, to również ważny aspekt szczególnego rodzaju przemocy czasu przeszłego i teraźniejszego. Uważałem zawsze i nadal tak uważam, że im szersza czasowo i przestrzennie perspektywa spojrzenia, im więcej w nim interdyscyplinarności, która niemal zawsze bywa kształcąca, tym więcej zyskujemy zarówno w sferze czysto badawczej, jak i w prezentacji wyników na szerszym forum. Nowy kontekst decyzjom programowym Komitetu Organizacyjnego nadał nowojorski dramat 11 września 2001 roku. Niespotykane, dotkliwe i upokarzające doświadczenie, również historyczne. Nowa jakość w moralności? W dopuszczaniu przemocy w zupełnie nowej skali? Ale także i znamienna niemal jedność świata w bólu i współczuciu dla niewinnych ofiar. Myślę, że wrześniowy dramat Stanów Zjednoczonych (a i świata, w tym Polski) przełamał wątpliwości niektórych kolegów. Osiągnęliśmy konsens zatwierdzając temat sympozjum: Dramat przemocy w perspektywie historyka. Moderatorami zostali prof. Wojciech Wrzesiński z Wrocławia, prezes Polskiego Towarzystwa Historycznego, i prof. Jacek Chrobaczyński z Krakowa. Warto w tym miejscu podkreślić także pełną zgodność spojrzenia ich obu na koncepcję przyszłego wydania tekstów pokonferencyjnych. Ponieważ chcieliśmy naszemu sympozjum na dać formę maksymalnie otwartą i interdyscyplinarną, przyjęliśmy (zaznaczoną zresztą w tytule) perspektywę historyka, a nie historyczną, co oznacza także liczne odniesienia do teraźniejszości. Bieżące i przyszłe zagrożenia przemocą są elementami dynamiki samego procesu historycznego, często jednak odwołują się do czasu przeszłego. Stąd właśnie wypływały dwie istotne decyzje. Pierwsza: przygotujemy wydanie tekstów jeszcze przed obradami, tak by w czasie zjazdu możliwy był wyłącznie panel, a nie dyskusja nad wygłoszonymi referatami. Druga zaś dotyczyła formy przygotowania tekstu. Wybraliśmy esej, formę intelektualnie nieco luźniejszą niż poważne rozprawy naukowe, ale nie gorszą. Przez wielu uprawianą z powodzeniem, trudną, ale zarazem wielce kształcącą i krzepiącą, dającą pole i pięknu języka, i precyzji myśli, ale również i uczuciom. To ważne, bo odbiorcą tych tekstów chcemy uczynić czytelnika przeciętnego, niekoniecznie historyka, każdego komu nieobca jest refleksja mocno usytuowana w otaczającej rzeczywistości, z historyczną, ale nie tylko, perspektywą. Ta dawka przemyślanych, dojrzałych i dobrze napisanych tekstów, dobrze redakcyjnie opracowanych i do czytania podanych, również jako materiał dydaktyczny na lekcję historii, religii, lekcję wychowawczą i wychowania seksualnego itp., powinna być najważniejszym atutem naszego przedsięwzięcia. Wszak zakładamy udział w zjeździe sporej grupy czynnych nauczycieli, którzy z przemocą spotykają się na co dzień w różnych miejscach i sytuacjach, także szkolnych. Pozostał jeszcze problem merytorycznie może i najważniejszy: wyboru opracowanych zagadnień w porozumieniu z potencjalnymi autorami. Ta właśnie praca była dla mnie wielce interesującym i intrygującym doświadczeniem intelektualno-organizacyjnym, myślę, że dla prof. W. Wrzesińskiego również. Niekończące się rozmowy, korespondencja, zarówno ta tradycyjna, jak i nowoczesna, telefony. "Tak", "nie", "nie wiem", "zastanowię się", "potrzebuję jeszcze trochę czasu", rzadko ale jednak, "muszę odmówić". A przy tym sporo uwag merytorycznych, miniseminariów - od Biblii poczynając, poprzez psychologię, a na globalizacji i antyglobalizacji kończąc. Trwało to około roku. Obecnie wiemy już, że w sympozjum wezmą udział dwadzieścia dwie osoby. Wśród naszych gości znajdą się wybitni intelektualiści - m.in. prof. Anna Świderkówna, Stanisław Musiał SJ, prof. Tomasz Szarota, Krzysztof Zanussi. Filozofowie, historycy sztuki, literaturoznawcy, prawnicy i historycy, psycholodzy i psychiatrzy, dziennikarze i publicyści, teologowie... oraz koledzy z naszej Akademii. A oto tematy, które będą podejmowane na sympozjum: Czy przemoc jest motorem Historii?; Paradygmat Kaina i Abla. Przemoc w perspektywie Starego i Nowego Testamentu; Religijna perspektywa przemocy; Filozoficzne konteksty przemocy; Sacrum a przemoc; Wojny rodzą się w umysłach ludzi. Perspektywa przemocy, terroru, konfliktu wojennego w dziejach społeczeństwa; Totalitaryzm, faszyzm, komunizm. Państwo jako źródło i instrument przemocy; Przed i po Zagładzie; Krew na pierwszych stronach gazet; Myśl - słowo - obraz. Konteksty przemocy; Współczesnych mediów obraz przemocy i jego konsekwencje; Literatura. Konteksty przemocy; Film. Konteksty przemocy; Teatr. Konteksty przemocy; Sztuki plastyczne. Konteksty przemocy; "Szary człowiek". Psychosocjologiczna perspektywa przemocy. Problem stresu, postaw, zachowań i nastrojów (pacyfizm, ruchy i organizacje); Wartości a przemoc. Wychowawczo-edukacyjna perspektywa przemocy; Doświadczenie traumy. Próba spojrzenia historyka; Globalizacja, antyglobalizacja. Przemoc i przymus czy rozwój?; Pogranicze. Od lokalnej przemocy do sąsiedzkiej tolerancji i globalizacji; Opór jako archetyp przemocy wyzwalającej; Przemoc - źródło - historyk. Być może sympozjum stanie się bodźcem dla nowych poszukiwań naukowych, formowania się interdyscyplinarnych zespołów badawczych i kształtowania czynnej postawy PRZECIW PRZEMOCY. Jacek Chrobaczyński |
![]() |
|
Copyright © "Konspekt". Kraków, kwiecień 2003 Statystyka |