Dydaktyka |
| |
Jacek Chrobaczyński
Studia doktoranckie
|
|
Można wnosić, że państwo nie potrzebuje młodych, wykształconych ludzi z doktoratami! Wiem doskonale czym nasi doktoranci zajmują się, aby utrzymać się w Krakowie: malują szalety miejskie, rozładowują wagony i ciężarówki, dorywczo sprzedają w hipermarketach, skrzętnie zresztą ukrywając fakt, że są doktorantami, by ich nie wylali za "zawyżone umiejętności" i wykształcenie! Czasem nawet niedojadają! Oto rzeczywistość! I nie da się tego wszystkiego wytłumaczyć frazesem o trudnej sytuacji, bo to nie problem budżetu, ale świadomy, polityczny wybór. |
Lata dziewięćdziesiąte to kolejny etap. Wówczas, w oparciu o doświadczenia Instytutu Historii i Instytutu Filologii Polskiej oraz przy wsparciu pozostałych jednostek na Wydziale Humanistycznym, z inspiracji dziekana prof. Tadeusza Budrewicza, powstało 4-letnie Wydziałowe Studium Doktoranckie, obejmujące trzy dyscypliny: literaturoznawstwo, językoznawstwo i historię (z równoczesną ofertą dla absolwentów politologii). Była to ważna cezura, integracja na Wydziale posunęła się bowiem tak daleko, że w Studium wykładali i wykładają koledzy z wszystkich właściwie wydziałowych instytutów. Moim zdaniem, był to ważny krok, szczególnie, że w sprawy Studium zaangażowało się kierownictwo Uczelni, Wydziału oraz szefowie poszczególnych instytutów.
W czerwcu ubiegłego roku zamknęliśmy pierwszy 4-letni cykl Studium. Jedni doktoranci swe prace już obronili, drudzy finalizują je, mieszcząc się w regulaminie Studium, są i tacy, którzy potrzebują jeszcze trochę czasu ze względów obiektywnych. Wszyscy zaś zaliczyli, przewidziane procedurą, etapy postępowania doktorskiego; zdali komisyjne egzaminy z języka obcego i dyscypliny dodatkowej. Kolejne roczniki: aktualnie III, II, I, intensywnie pracują i nietrudno dostrzec, iż dobrze rokują. Oczywiście nie zakładamy, że obronią się wszyscy, ale już tylko sukces połowy z nich będzie satysfakcjonujący. Nabór prowadzimy corocznie. Na komisyjne rozmowy kwalifikacyjne zgłaszają się zarówno absolwenci nasi, jak i innych uczelni. Jest znacznie więcej chętnych niż miejsc (dla historyków przewidziana pula wynosi ok. 10, 15), co umożliwia pierwszy etap pozytywnej selekcji. Nie odmawiamy także tym, których nie mogliśmy przyjąć. Jeżeli chcą, otrzymują w Instytucie opiekuna naukowego i mogą pracować nad doktoratem z tzw. wolnej stopy. Program Studium został tak opracowany, aby umożliwić ustabilizowaną pracę z wybranym opiekunem naukowym, przyszłym promotorem.
W przeciągu tych lat wiele się zmieniło. Mimo, że nigdy właściwie decydentom państwowym czy samorządowym na tym nie zależało, bo jak np. rozumieć zapis w Ustawie o stopniach i tytule, stanowiący, iż Uczelnia może wypłacać niewielkie stypendia doktorantom wyłącznie z własnych zysków (sic!). Na nasze oferty skierowane do samorządów różnych szczebli o wsparcie finansowe doktorantów mieszkających na terenie ich działalności, żaden też nie odpowiedział pozytywnie, zasłaniając się napiętym budżetem. Jak rozumieć kompromitującą wręcz dyskusję w sprawie biletów ulgowych MPK dla doktorantów? Albo w skali naszego Wydziału jednogłośną odmowę przyznania grantu promotorskiego z KBN-u? Można stąd wnosić, że państwo nie potrzebuje młodych, wykształconych ludzi z doktoratami! Już lepiej byłoby, gdyby zapisali się do jakiejś partyjnej (partyjniackiej?) młodzieżówki - wówczas na pewno zrobią karierę! Dowody? Proszę bardzo! Wiem doskonale czym nasi doktoranci zajmują się, aby utrzymać się w Krakowie: malują szalety miejskie, rozładowują wagony i ciężarówki, dorywczo sprzedają w hipermarketach, skrzętnie zresztą ukrywając fakt, że są doktorantami, by ich nie wylali za "zawyżone umiejętności" i wykształcenie! Czasem nawet niedojadają! Oto rzeczywistość! I nie da się tego wszystkiego wytłumaczyć frazesem o trudnej sytuacji, bo to nie problem budżetu, ale świadomy, polityczny wybór.
Ta rzeczywistość zresztą z każdym kolejnym rokiem coraz bardziej skrzeczy. Krótko: algorytm, który obecne kierownictwo MENiS zmieniło na niekorzyść Uczelni, a w konsekwencji i doktorantów, brak środków na stypendia (choćby zbliżonych do zasiłku dla bezrobotnych) i na same badania (kwerendy, wyjazdy studyjne, staże itp.). Przykłady można by mnożyć. Gdyby nie świadoma i odpowiedzialna postawa i pomoc Uczelni, Wydziału i Instytutów, Studium Doktoranckie byłoby możliwe tylko dla... bogatych, zdrowych i pięknych! Ale ta pomoc jest niewystarczająca, co niekiedy odbija się na doborze problematyki badawczej (byle nie wyjeżdżać poza Kraków, a jeżeli już, to najwyżej w obrębie Małopolski). To szczególny problem, jeśli idzie o naszą historię, nie mówiąc już o komparatystyce, historii powszechnej. Naprawdę niewielu doktorantów odbywa staże krajowe, bądź zagraniczne. Śladowo pojawiają się wyjazdy (Ukraina, Federacja Rosyjska, Niemcy, Stany Zjednoczone), które są zazwyczaj wynikiem prywatnych układów i znajomości doktorantów lub ich opiekunów. Szkoda, że nie zostały zinstytucjonalizowane.
Łatwiej więc powiedzieć kim doktorant nie jest, niż kim jest... Pomimo piętrzących się przeszkód, idea studiów nie została jednak zaniechana. Zapadły już decyzje o naborze kolejnego rocznika 2003/2004, a już przygotowują się do rozmowy kwalifikacyjnej. Jeśli im się poszczęści, skorzystają na tym wszyscy.
Jacek Chrobaczyński

|
Copyright © "Konspekt". Kraków, kwiecień 2003 Statystyka |