Książka, którą czytam |
| |
Bolesław FaronCzłowiek książkowyZ twórczością naukową Henryka Markiewicza obcuję od początku mojej polonistycznej drogi. Jeszcze jako student w latach pięćdziesiątych obowiązkowo czytać musiałem O marksistowskiej teorii literatury, z własnego już wyboru prace o Lalce Bolesława Prusa czy Przedwiośniu Stefana Żeromskiego, później zaś podczas pracy w krakowskiej Wyższej Szkole Pedagogicznej stale mi towarzyszyły jego Główne problemy wiedzy o literaturze, Wymiary dzieła literackiego i inne dzieła uczonego. Nieocenioną przysługę zarówno w pracy badawczej, jak i dydaktycznej oddawały antologie tekstów teoretycznoliterackich czy metodologicznych, jak Teoria badań literackich za Polsce, Współczesna teoria badań literackich za granicą, Problemy metodologiczne współczesnego literaturoznawstwa (wspólne z Januszem Sławińskim), Problemy teorii literatury w Polsce międzywojennej. Sądziłem zatem, że o autorze i redaktorze tych książek, o jego poglądach historycznych wiem wszystko. O tym, jak bardzo się myliłem, przekonała mnie ostatnia książka Henryka Markiewicza Mój życiorys polonistyczny z historią w tle. Jest to bowiem pozycja szczególna. W sposób zasadniczy odbiegająca od obficie się ostatnio ukazujących dzienników, pamiętników i wspomnień. Wyróżnia ją też swego rodzaju dychotomia gatunkowa. Otrzymaliśmy bowiem obok własnoręcznie spisanej opowieści o życiu i pracy również wywiad-rzekę (modne ostatnio określenie), przeprowadzony dyskretnie przez Barbarę N. Łopieńską. Nie jest to zatem, ani w pełni tego słowa autobiografia, ani pamiętnik lecz - jak to zaznaczono w tytule - "życiorys naukowy", chociaż dorobek swój Henryk Markiewicz ocenia skromnie, nazbyt skromnie: "Nie uważam moich osiągnięć na tym polu (polonistycznym) za tak cenne, by dzieje ich powstawania warto było upamiętnić. W pracach moich nie ma wielkich nowych pomysłów; ich mocną stroną jest krytyczna synteza lub fotografia, a takie prace szybko się starzeją i ulegają zapomnieniu". Owa skromność uczonego, nietypowa dla tego typu wypowiedzi, występuje w całej książce. Przyznać muszę, iż nie znam takiego pamiętnika, autobiografii, czy dziennika, w którym autor z taką dozą szczerości mówiłby o swoich niedoskonałościach, wszędzie dominuje raczej idealizacja własnych cech i czynów. Oto parę przykładów z "życiorysu naukowego" Markiewicza: "wykłady moje były nudne", "nie miałem zaufania do swych zdolności organizacyjnych", "nowatorstwem się nie wyróżniałem", "długo brakowało mi pewności siebie", "eklektyzm, nie wypieram się go". Jeżeli zestawić te wyrwane tutaj z kontekstu sformułowania z rezultatami dydaktycznymi i naukowymi Profesora, to okaże się, iż nie mają się one nijak do efektów. Jeżeli tak skromnie ocenia Markiewicz swoje możliwości dydaktyczne, to skąd taki wysyp znakomitych nazwisk jego uczniów? Przytoczę niektóre: Tomasz Weiss, Stanisław Eile, Tadeusz Bujnicki, Stanisław Jaworski, Jan Michalik, Michał Sprusiński, Jan Pieszczachowicz, Franciszek Ziejka. Podobnie jest z uzdolnieniami kierowniczymi, a np. redaktor naczelny "Życia Literackiego", a dwukrotny dyrektor Instytutu Filologii Polskiej UJ, a sterowanie Polskim Słownikiem Biograficznym, itp.? A dorobek naukowy? Dwadzieścia książek własnych, siedem broszur, dziesięć antologii w dwudziestu tomach, dwie serie Skrzydlatych słów (z Andrzejem Romanowskim), czterdzieści prac redakcyjnych i edytorskich, itp. Nic więc dziwnego, że gdzie indziej stwierdza: "mogę więc powiedzieć, że byłem w swoim życiu naukowym szczęśliwy". Najwięcej uwagi poświęca w "życiorysie polonistycznym" okresowi dzieciństwa, młodości i pierwszym krokom naukowym po wojnie, na Uniwersytecie Jagiellońskim. To dobrze! Jest to bowiem najmniej znany - jak dotąd - okres w życiu Profesora. Mamy więc jakby strzępy ankiety personalnej: "urodziłem się dnia", "mój ojciec", "siostra mamy". Urodził się w Krakowie w rodzinie żydowskiej - jak pisze - "mocno spolonizowanej". O sobie zaś powie później: "czuję się Polakiem żydowskiego pochodzenia". O dzieciństwie również wysławia się dość sceptycznie: "Byłem dzieckiem nieładnym, chorowitym, niezaradnym (do czego przyczyniła się i nadopiekuńczość matki, i moja nadmierna tusza), wskutek tego - nerwowym i nieśmiałym". Opowiada o perypetiach szkolnych ("świetnie radziłem sobie z polskiego"), o pasji czytelniczej ("jestem człowiekiem książkowym"), o pierwszych drukowanych przed wojną tekstach, a więc o rodzeniu się pasji polonistycznych, o kłopotach z gimnastyką. Są w tej biografii i chwile tragiczne. Wybuch drugiej wojny światowej, ucieczka z ojcem na wschód, pobyt we Lwowie, wywózka do obwodu swierdłowskiego, praca w lesie i na roli, śmierć ojca, szczęśliwe ocalenie i powrót do kraju. Podczas zsyłki pierwsze kontakty z radziecką literaturą propagandową, z marksizmem, który podobnie jak strukturalizm zaciąży na twórczości naukowej Markiewicza. Wspomnienia te obfitują w ogromną ilość faktów, nazw topograficznych, nazwisk, tytułów książek. Jedną bowiem z cech ich twórcy jest znakomita pamięć, której efekty znajdziemy w późniejszej twórczości naukowej, charakteryzującej się również ogromnym szacunkiem dla faktów, dla ustaleń poprzedników. Nie będę tutaj przypominał drogi naukowej Henryka Markiewicza, licznych kręgów jego zainteresowań. Są to znane fakty ze słowników biograficznych historyków literatury. Powiem jeno, iż z kart tej książki wyłania się postać człowieka szczęśliwego, któremu praca daje satysfakcję, który się spełnił, który do dzisiaj ma jak w zegarku uregulowany czas na pracę naukową, który najlepiej czuje się w świecie swojej czterdziestotysięcznej domowej biblioteki naukowej. Kiedy pod koniec ubiegłego roku odbyła się na Uniwersytecie Jagiellońskim uroczystość jubileuszowa z okazji 80-lecia Henryka Markiewicza, po wysłuchaniu laudacji, dobrych słów od swoich uczniów, m.in. od rektora Franciszka Ziejki, uczony opowiedział z właściwą sobie skromnością, co zawdzięcza swoim uczniom, czego się od nich nauczył. Wyraża się w tym jedna z cech osobowości uczonego, wysokie wymagania wobec siebie i innych, połączone jednak z życzliwością. Doświadczył tego także piszący te słowa, kiedy pod koniec lat siedemdziesiątych Markiewicz opiniował jego wniosek na tytuł profesora. "W sprawach zawodowych - napisał w "życiorysie" - jestem uczynny". I jeszcze jedno: Profesor z właściwą sobie skrupulatnością łowi wszelkie pomyłki w tekstach swoich kolegów. Ostatnio piętnuje je w Camera obscura w "Dekadzie Literackiej". Nie szczędzi również siebie. W jednej z nich przeczytałem: "Michał Markiewicz (wnuk) zwraca uwagę na błąd w podpisie pod fotografią na s. 201 książki Henryka Markiewicza Mój życiorys polonistyczny z historią w tle. Ogrywa on tu dziadka nie w chińczyka, lecz w grę zwaną labirynt (hm)". Ujawnia się tutaj duże poczucie humoru, jakim - mimo pozornej oschłości - dysponuje Profesor.
Prof. dr Henryk Markiewicz jest doktorem honorowym Akademii Pedagogicznej im. Komisji Edukacji Narodowej w Krakowie. Bolesław Faron |
![]() |
|
Copyright © "Konspekt". Kraków, kwiecień 2003 Statystyka |