Esej |
| |
Tadeusz BujnickiSienkiewicz w polskiej świadomości historycznej i potocznejW uzasadnieniu, przyznanej w 1905 roku Sienkiewiczowi nagrody Nobla, wbrew po tocz nej opinii nie "Quo vadis" było głównym argumentem. Sprawozdawca czasopisma "Wędrowiec" pisał, iż sędziowie "najdłużej (...) za trzymywali się (...) nad "Potopem" i "Krzyżakami", a więc utworami, w których Sienkiewicz był "na wskroś pisarzem polskim". Dlatego w fragmentach protokołu jury znalazły się następujące sformułowania: "Narodowi polskiemu te widome dla wszystkich geniusze są jeszcze potrzebniejsze niż gdzie indziej, one bowiem jednoczą cały naród, one stawają w obliczu świata jako przedstawiciele rodaków swoich, one przedstawiają i bronią pamięci historycznej (...), one wreszcie podtrzymują ducha i zagrzewają do walki (...)"[1] Nie jest bowiem przypadkiem, że Nobel Sienkiewicza zbiegł się z okresem, gdy "sprawa polska", w związku z rewolucyjnymi wydarzeniami w Rosji, stała się znów aktualna. Pisał o tym korespondent warszawskiej gazety "Słowo": "Odznaczenie to przychodzi w chwili historycznej, gdy jeden świat, z którym los nas związał, wali się, a na gruzach jego (...) nowy świat usiłuje powstać, gdy ludy Rosji, która była więzieniem narodów, chcą sobie mieszkanie, prawa i wolności urządzić. W tej chwili my, Polacy, walczymy o narodowe nasze prawo i o naszą wolność"[2]. Z tych przede wszystkim powodów na pierwszym planie znalazły się dzieła patriotyczne o wyraźnych pierwiastkach narodowych. Przede wszystkim Trylogia ze względu na ugruntowane w opinii, nie tylko polskiej, przekonanie o narodowym przesłaniu cyklu pisanego "dla pokrzepienia serc". W strukturze tego dzieła odtwarza się z niezwykłą wyrazistością dziewiętnastowieczny, rozbiorowy stereotyp "polskości", wiążąc go z szerszą problematyką tożsamości i świadomości narodowej3. Na miejsce Trylogii w dziejach polskiej literatury miała wpływ nie tylko jej formalna atrakcyjność: wartki tok akcji, kreacje bohaterów, łatwo przyswajalne konwencje powieści historyczno-przygodowej, umiejętności stylizacyjne i swoboda narracyjna. Zwłaszcza w momencie jej druku, dołączył się, z wielką sugestywnością czynnik patriotyczno-narodowy, odsyłający do tego okresu dziejów, w którym można było odnaleźć świadectwo wydobywania się Polaków z - wydawałoby się - ostatecznego upadku i poniżenia. Było to istotne dla ówczesnej społeczności przeżywającej "szok" po powstaniu 1863 roku. O psychologicznym aspekcie oddziaływania Trylogii pisał Kazimierz Wyka w szkicu Sprawa Sienkiewicza: "Sienkiewicz trafił Trylogią na moment dość szeroko odczuwanego znużenia hasłami pozytywizmu (...) Trylogia w swoim bezkrytycznym uznaniu dla przeszłości i dla najzwyklejszych cech polskiego charakteru narodowego posiada znamiona dzieła wybitnie kompensacyjnego, przez swoją przesadę nastawionego na pewne lecznictwo kompleksów psychosocjalnych. Nastrój, w jakim znajdowało się społeczeństwo polskie w dwadzieścia lat po powstaniu styczniowym, na pewno był przesadny w niewierze we własne siły, przesadny w krytyce przeszłości, przesadny w kreśleniu wad narodowych (...) Na kompleks małej wartości ówczesnego społeczeństwa polskiego odpowiedzią było pobudzenie kompleksu buńczucznej pewności siebie. Tego dokonał Sienkiewicz i takie postępowanie stanowi typową terapię kompensacyjną, typowe lecznictwo zastosowane do psychiki zbiorowej"[4]. Tezy Wyki przekonująco objaśniają podstawy wielkiego sukcesu dzieła. Wymagają jednak rozwinięcia, zwłaszcza w wskazanych aspektach: narodowym i tradycyjnym. One bowiem sytuują Trylogię wśród prądów epoki, ówczesnych polemik i opinii o charakter i znaczenie problematyki narodowej w rozbiorowej sytuacji Polski. Warto przy tym pamiętać, że wskazane przez badacza "znużenie hasłami pozytywizmu" wiąże się w płaszczyźnie ideowej z kryzysem epoki w latach osiemdziesiątych XIX w. Starły się wówczas dwie zasadnicze koncepcje zachowania substancji narodowej: pozytywistyczna, która metody utrzymania tożsamości narodowej i zwiększenia możliwości oporu wobec zaborców, dostrzegała w procesach rozwoju cywilizacyjnego i demokratycznych zmianach, oraz konserwatywna, sięgająca po wzory przeszłości wywodzone z tradycji. Konserwatyści posługiwali się argumentacją patriotyczną o historycznym zabarwieniu[5]. Korzystali również z repertuaru mitologii narodowej i romantycznej. Jednakże w praktyce politycznej epoki nie mieściły się dobrze tak krańcowe postawy. Bowiem ani pozytywiści nie odrzucali kategorycznie tradycji romantycznej, uznając ją za podstawowy kanon narodowego światopoglądu, ani konserwatyści (zwłaszcza z kręgu krakowskich "stańczyków") nie byli zwolennikami bezkrytycznej wizji przeszłości i przeciwnikami "cywilizacyjnego postępu". Historyczna "szkoła krakowska" (profesorowie Uniwersytetu Jagiellońskiego: Józef Szujski, Stanisław Smolka, Michał Bobrzyński) winą za upadek Rzeczypospolitej obarczała wewnętrzny rozpad państwa, spowodowany szlachecką anarchią ("złotą wolnością") i brakiem rozsądku politycznego. W dziełach historyków "szkoły" zarysował się nowoczesny i krytyczny pogląd na dzieje Polski. Polemizując z poglądami romantycznych historyków pisał Michał Bobrzyński: "Usunięto naród polski i jego przeszłość spod praw ogólnych, którym w rozwoju swoim ulegają inne narody, przyznano mu wyjątkową rolę i posłannictwo w ludzkości, i dla tej misji pozwolono mu istnieć bez poszanowania rządu i prawa, bez wojska i podatków (...) Był to już zupełny obłęd (który - TB) przeniesiony na skrzydła poezji, doprowadził do nazwania Polski - Chrystusem narodów"[6]. Twórczość Sienkiewicza, a zwłaszcza jego powieści historyczne wyraźnie mieszczą się między dwiema tymi orientacjami. Pisarz żywił kult przeszłości historycznej i akcentował mit jej wielkości. Ale, jak pisał polemizując z Włodzimierzem Spasowiczem: "Chrystusować przeszłość jest przesadą, ale nazywać ją jawnogrzesznicą jest niemniejszą..."[7]. Dzieje Polski traktował jako wielką i solidarną wspólnotę zamieszkujących ją narodów. Dla pisarza niebezpieczeństwem były wszelkie próby destrukcji dawnego organizmu państwowego i społecznego. Dlatego sposób, w jaki Sienkiewicz przedstawił stosunki polsko-ukraińskie w Ogniem i mieczem, od samego początku wzbudzał kontrowersje. W apologetycznej recenzji powieści Stanisław Tarnowski napisał, iż autor posiadł tajemnicę pisania bez fałszowania dziejów[8]; natomiast Bolesław Prus stwierdzał: "...Podał on (tj. Sienkiewicz - TB) wizerunek dziejów, ale w głównych zarysach negatywny, wprost im przeciwny"[9]. Kolejne opinie o powieści układały się według tej właśnie opozycji. Ich sens był najczęściej ideologiczny, umacniający stereotypy, który mniej miały wspólnego z powieściowym światem, więcej natomiast z nadbudowanymi nad nim przeświadczeniami. Ostatnio spór wybuchł od nowa w związku z filmową wersją Ogniem i mieczem. Gwałtownie zaatakował wizję pisarza Zygmunt Kałużyński[10]. Bronili Sienkiewicza historycy: Janusz Tazbir i Władysław Andrzej Serczyk. Ten ostatni pisał: "Twierdzę, że całkiem uzasadniona jest teza, że na kartach Trylogii (...) wizerunek (Kozaczyzny - TB) niewiele różni się od historycznej rzeczywistości. Pokazana została ona w całej swej wielkości, wewnętrznym skomplikowaniu i zewnętrznych uwarunkowaniach, a zarazem w chwilach słabości, momentach targających nią ciemnych namiętności"[11]. Inaczej, z perspektywy ukraińskiej, oceniał powieść Piotr Tyma: "...Obraz kozaczyzny oraz uznawanych przez wszystkich Ukraińców (...) ukraińskich bohaterów narodowych Bohdana Chmielnickiego i Maksyma Krzywonosa, przedstawiony w powieści Sienkiewicza, jest nie do zaakceptowania przez świadomą swojej historii elitę ukraińską"[12]. Ponieważ w aksjologii patriotycznej pisarza miejsce centralne zajmowała historyczna koncepcja niepodległej Rzeczypospolitej, zasadniczą wartością była dla niego integralność terytorialna i społeczna państwa. W tej koncepcji mieszkańcy "Rzeczypospolitej Obojga Narodów" - to "dzieci eiusdem matris". Z tej perspektywy oceniał Sienkiewicz wydarzenia ukraińskie połowy XVII wieku, traktując je jako "wojnę domową" i bratobójczą. Nie ograniczało to jednak możliwości aktualizacji, które nadawały obrazom Trylogii sens ideowy. Sienkiewicz w "buncie" kozackim doszukiwał się bowiem współczesnych analogii, i to takich, które pozwoliły by na zmylenie cenzury rosyjskiej. Sienkiewicz "grał" z cenzurą, unikając niebezpiecznych nazw i pojęć oraz "pseudonimując" działania zaborców. Przedstawiając genezę i przebieg "dwóch lat dziejów naszych" pisarz mocno uwydatnił sojusz Chmielnickiego z Tatarami. I nie tyle ważne jest historyczne znaczenie tego sojuszu, ile jego czytelna współczesna aluzyjność, wskazująca przede wszystkim na efekt końcowy: zabór i represje. W Ogniem i mieczem Zaćwilichowski przepowiada: "Hej, nieszczęsna Ukraino! Krymscy poganie włożą ci łańcuch na szyję i na galerach tureckich wiosłować będziesz!". Natomiast w Panu Wołodyjowskim ks. Kamiński kończy swoją opowieść-parabolę: "Jeśli zaś miarę w zawziętości przebierzecie, tedy nie będzie ani dla jednych ani dla drugich zmiłowania i poganin posiądzie tę ziemie na wieki wieków". Dla zmylenia cenzury pisarz posłużył się wielopoziomowym kamuflażem; nie tylko Tatarzy, lecz i Kozacy układający się w XVII wieku z Moskwą, dla czytelnika okresu zaborów, mogli się stać prefiguracją zaborcy. Ówczesna Warszawa w Kozakach widziała przede wszystkim oddziały represyjne, tłumiące polskie "bunty". Taki rozkład blasków i cieni musiał wpłynąć na wyidealizowany obraz szlachecko-sarmackiego społeczeństwa. Tak np. określał "fałsz" Ogniem i mieczem w znanej recenzji Bolesław Prus: "Oto jest szkielet potworu nazywającego się wojną kozacką. Materiały do niej tkwiły we wszystkich klasach, we wszystkich stosunkach Ukrainy (...); hetman Potocki podpalił ogień, a ks. Wiśniowiecki, o ile mu na to pozwalały jego duże zasoby, jeszcze większe okrucieństwo, a bardzo ograniczone zdolności i miłość kraju - o tyle płomień podżegał. (...) Wymalował on (Sienkiewicz - TB) tylko cyferblat zegara, ale kółek i sprężyn nie pokazał (...)"[13]. Zarzuty Prusa wyglądają poważnie. Warto jednak przyjrzeć się dokładniej wewnętrznemu światu powieści, aby stwierdzić, czy wszystkie one się weryfikują; czy przedstawiając swoją koncepcję powstania Chmielnickiego tworzył pisarz świadomie tekst antyukraiński? I czy była to fantazja zupełnie dowolna, nie licząca się z materiałami historycznymi epoki? Już wcześniej został przytoczony sąd Władysława A. Serczyka o adekwatności literackiego wizerunku siedemnastowiecznej Ukrainy i historycznej rzeczywistości. Podobnie twierdzą wybitni historycy polemizujący z Olgierdem Górką: Władysław Tomkiewicz[14] i znawca historii XVII wieku Władysław Czapliński[15]. Nie ulega jednak wątpliwości, że ocena powstania Chmielnickiego jest w powieści negatywna. Niemniej określając je jako "wojnę domową" Sienkiewicz traktował powstanie inaczej, niż zaborcze wojny zewnętrzne. Dlatego opinie o przedstawieniu powstania Chmielnickiego w tendencyjnym, fałszywym i negatywnym wymagają korekty. Sienkiewiczowski literacki obraz siedemnastowiecznej Ukrainy, kształtują dwa kompleksy wyobrażeniowe. Kompleks tradycji romantycznej, powiązany twórczością "szkoły ukraińskiej" i twórczością Juliusza Słowackiego oraz kompleks historiograficzny, inspirowany przez źródła z epoki i opracowania współczesne, głównie Karola Szajnochy i Ludwika Kubali oraz badaczy z kręgu "szkoły krakowskiej". Oba "kompleksy" przenikały się wzajemnie. Wpływały na powstawanie takiej sugestywnej wizji literackiej, która z utrwalonym w świadomości powszechnej obrazem historii łączyła wyobrażenie przestrzenne. To nie przypadek, że Sienkiewicz mocno wpłynął na mentalny i mityczny kształt "wielkiej" ojczyzny z rozległymi kresowymi terytoriami. W ich obrębie mieszczą się podstawowe elementy "ikono sfery stepowej", której "stałymi składnikami (...) były kurhany, drewniane krzyże, burzany, bielejące a przypadkowo odkryte kości i stare zbroje, ślepi lirnicy, oraz widniejące w oddali chutory i cerkiewki. Mieściły się one w polu obrazowym toposu "matki- -Ukrainy", ziemi kojarzonej w XIX wieku z kolebką narodu polskiego (...)"[16]. Sienkiewicz tworzy swoistą "księgą kresową" ze stereotypowym obrazem stepu: rozległego, pustynnego, dzikiego; stepu - pobojowiska, pokrytego kurhanami, mogiłami i ruinami, przez który przechodzą wojska i przelatuje drapieżne i wróżebne ptactwo. Step generuje także powieściową historię. "Wstał ze stepów Chmielnicki i urósł na olbrzyma" (OM, II, 388). Pozostając jedynie w obrębie wizji "przeszłościowej" nie jesteśmy w stanie do końca wyjaśnić wpływu, który uzyskał Sienkiewicz na kształt polskiej świadomości historycznej. Takim rozstrzygającym czynnikiem stanie się rosnąca popularność powieści jako ważnego elementu rodzącej się kultury masowej. Pisarz swój wielki sukces osiągnął dzięki upowszechnieniu utworów, nie tylko jako publikacji książkowych, lecz także drukowi odcinkowemu w pra sie. Tym sposobem coraz większy zasięg miało przesłanie "krzepiące" w Trylogii i idea zwycięstwa siły duchowej nad aparatem władzy w Quo vadis[17]. Wzmacniało się zapotrzebowanie na historyczny mit kompensacyjny. Zarazem Trylogia według Krzy sztofa Mętraka jest "wizją polskiego charakteru narodowego". "Nauczyciel narodu", "Hetman dusz polskich" - w takie to patetyczne formuły wpisywano dawniej twórczość Sienkiewicza, co budziło (mniej lub bardziej uzasadnione) sprzeciwy części krytyki. Pisarz, mocniej niż wielu innych twórców epoki, ujmował to narodowe zadanie w sposób atrakcyjny i komunikatywny. Sprzyjała temu wielokrotnie opisywana, umiejętność Sienkiewicza zaciekawiania odbiorcy, posługiwanie się technikami znanymi i łatwo przyswajalnymi, elementami dynamicznej akcji, przygody, konwencjami i wątkami erotycznymi. Przede wszystkim zaś wyzyskanie środków aktywizujących wyobraźnię czytelnika. O "plastyczności", "malarskości" Sienkiewiczowskiej wizji pisano wielokrotnie[18]. Cechowało go "myślenie obrazami". To z kolei stwarzało w czytelniczym odbiorze iluzje prawdziwości przedstawień, naiwnie realistyczny odbiór sekwencji zdarzeń i postaci fikcyjnych. Do legend lekturowych należą czytelnicze próby wpłynięcia na los bohaterów i msze za dusze innych (np. Longinusa Podbipięty[19]). Słowem, "czytanie" Sienkiewicza, zwłaszcza w dziewiętnastym i na początku dwudziestego wieku, uruchamiało cały szereg reakcji należących do kanonu zachowań narodowych i wyobrażeń historycznych Polaków. Wzmacniały je jeszcze obie wojny światowe, w których wzory Sienkiewiczowskich bohaterów były wielokrotnie wykorzystywane i powielane. Odmienny aspekt "sprawy Sienkiewicza" dostrzegł krytycznie doń nastawiony Witold Gombrowicz. Autor Ferdydurke pisał: "Ażeby zrozumieć nasz romans sekretny (gdyż kompromitujący) z Sienkiewiczem należy dotknąć sprawy drastycznej, a mianowicie problemu "wytwarzania urody" (...) W tej sieci chłonnego uwodzicielstwa ginie (...) wartość, a decydujący staje się efekt zewnętrzny (...) Sienkiewicz (...) z rozkoszą oddaje się cały na usługi przeciętnej wyobraźni (...) Niezwykły geniusz, ale nieco żenujący, geniusz od tych nieco wstydliwych marzeń, którym oddajemy się przed zaśnięciem (...) geniusz "łatwej urody""[20]. Ta koncepcja - w pewnym stopniu upraszczająca widzenie twórczości Sienkiewicza - odkrywa jednak jeden z istotnych sposobów jego odbioru. Wskazuje na pokusę zewnętrznego i oczywiście powierzchownego odczytywania jego dzieł. Jest jednak Gombrowicz także autorem innej wskazówki lekturowej: "Jeśli przestaniemy w nim (Sienkiewiczu - TB) widzieć nauczyciela i mistrza, jeśli zrozumiemy, że jest to poufny nasz marzyciel, wstydliwy opowiadacz snów, to książki jego urosną na miarę sztuki o charakterze spontanicznym, której analiza wprowadzi nas w mroki naszej osobowości. Gdybyśmy pisarstwo Sienkiewicza potraktowali w ten sposób, jako wyładowanie instynktów, pragnień, tajnych aspiracji, ujrzelibyśmy w nim prawdy o sobie, od których (...) włosy stanęły by nam dęba"[21]. Gombrowicz proponuje więc lekturę przekształcającą słabość pisarza w siłę pozwalającą na odsłanianie wpisanych w jego pisarstwo polskich ukrytych kompleksów. "Myślenie Gombrowiczem", pojawiło się jednak za późno i natrafiło na wzmocnione w latach osiemdziesiątych, stereotypowe odczytywanie pisarza. Oto np. w nielegalnym Glosariuszu, ukazał się (nie jedyny zresztą) szkic o Sienkiewiczu, pióra Franciszka Nieckuli pod znamiennym tytułem Ku nadwątleniu serc. Pojawił się w nim odświeżony emocjonalny ton apoteozy z całym dobrodziejstwem inwentarza: "Czy nam się to podoba, czy też nie, z woli społeczeństwa, a wbrew ujadaniom warszawskiej krytyki, stał się wielkim pisarzem narodowym, ważnym składnikiem narodowego kodu kulturowego, narodową wartością kulturową (...) Nie bierzcie jego utworów do waszego prosektorium, by je pokroić, ponieważ one żyją. Nie puszczajcie jego dzieła przez waszą sieczkarnie metodyczną, by je pociąć na jałową sieczkę interpretacyjną, bo to ani mądre, ani pożyteczne. Nikczemną brednią jest porównywanie Sienkiewicza z Dumasem czy Cooperem ..."[22]. W tym stylu uformowany obraz Sienkiewicza (z bezwzględną i insynuacyjną oceną jego "przeciwników" i oskarżeniem wypaczeń szkolnych) jest dowodem ciągłej obecności jednego z aspektów wyznawczej lektury wszystkiego co stworzył "wielki Polak". Nie jest to jednak odczytanie współczesne, raczej powrót do stereotypów jeszcze ubiegłowiecznych. Zasadniczo, wpisanie twórczości Sienkiewicza w nowe ramy kulturowe, przekształca ją w swoisty "produkt" kultury masowej. Ów proces rozpoczął się jeszcze u schyłku XIX wieku, w momencie wkraczania kolejnych utworów pisarza (zwłaszcza Quo vadis) na listy światowych bestsellerów. Powieści Sienkiewicza zaczęły się pojawiać zarówno w przeróbkach (dla młodzieży, dla ludu, dla maluczkich), jak i w adaptacjach scenicznych, operowych i "żywych obrazach", Pojawiły się także masowo reprodukcje ilustracji do utworów (Stachiewicza, Kossaka, Styki), a także serie pocztówek. Owe przejawy zbiorowego kultu pisarza, który "dobrze się sprzedawał" coraz widoczniej wprowadzały go w nowoczesne już obiegi. Równocześnie historyczna strona jego twórczości ulega wyraźnemu "spłaszczeniu" i prymitywizacji. Zasadniczego przełomu dokonało kino. Od tego momentu rozpoczyna się zmiana w odbiorze pisarza; coraz częściej staje się on "oglądany", nie "czytany". Biorąc pod uwagę czynnik czasu, osłabienie funkcji książki i jej oddziaływania w współczesnej kulturze masowej, obecność Sienkiewicza w kinie należy uznać za symptom czasu. Jest to jednak czynnik wyraźnie redukujący dotychczasowy wpływ pisarza na świadomość narodową. Sienkiewicz bowiem, jak mało który twórca, jest także pisarzem słowa. Wymagającym nie tylko spontanicznego, lecz także uważnego, krytycznego odczytania. Ujęcia filmowe zaś widoczniej sprzyjają stereotypizacji. Być może w przyszłości pojawią się dwa spojrzenia na autora Trylogii: wizualne - dostępne rzeszom widzów kinowych oraz lekturowe i bardziej "elitarne". Tadeusz Bujnicki
1. Szwedzka Akademia Umiejętności o Sienkiewiczu, "Wędrowiec" 1905, nr 52. |
![]() |
|
Copyright © "Konspekt". Kraków, kwiecień 2003 Statystyka |