Galeria Konspektu |
|
Regina Lubas-BartoszyńskaW poszukiwaniu czasu nieutraconegoPolska poezja ostatnich lat wzbogaciła się o nowy, dwunasty już tomik znanej poetki krakowskiej - Elżbiety Zechenter-Spławińskiej "Gdy mandarynki miały jeszcze pestki" (Kraków 2001). Zbiorek ten utrzymany jest w istotnej dla wcześniejszych wierszy autorki "Na łowiskach świata" i dla dobrej poezji współczesnej, nie tylko kobiet, poetyce paradoksu, odwróceń znaczeń słów i utartych zwrotów językowych, ukonkretnień abstraktów. Bardziej jeszcze niż w poprzednich zbiorkach odczuwa się tu mądrą ironię, stoicki i żartobliwy dystans wobec siebie i świata, subtelny i dyskretny sceptycyzm Zaduma nad światem i sobą jest tu głębsza; więcej też niż w poprzednich tomikach odniesień do tych bliskich, którzy odeszli. Wyraźniej niż w Czapce niewidce lekarstwem na obecność "nieżyczliwych dusz" są zwierzęta, zwłaszcza kotka Chmurka i myśl o "psim niebie", gdzie ma już kilku przyjaciół. Coraz więcej w tej poezji miniatur, ograniczonych nierzadko do dwuwersowych aforyzmów. Jak w poprzednich tomikach, wskrzesza poetka sponiewieraną przez ostatnie półwiecze eufonię wiersza, świadoma zapewne wagi, jaką przywiązują do niej ostatnimi czasy poeci francuskojęzyczni - Bertrand Degott, William Cliff, Dominique Pagnier i inni. Perełką eufoniczną, esencją nowoczesnego liryzmu, otwarciem możliwości dociekań wieloznaczności symbolu (np. arki, ptaków nad wodami, pestki) jest jambiczny dziewięciozgłoskowiec rymowany, rozluźniony pod koniec, o incypicie Budujmy arkę: (...) tylko ptaki przelecą same nad wodami Niechaj w niej będzie polny konik motyl o skrzydłach jak aksamit Wiersz uczy miłości do zwierząt i do najmniejszych cząstek tego świata, nawet tak nieważnych jak pestka, którą się wypluwa, ale która stanowi także nasiono dające nowe życie, czy "ziarenko dobroci", "pyłek róży co jest symbolem, gdy czerwona". Pestki mandarynki z wiersza, który użyczył tytułu całemu zbiorkowi, stają się znakami dzieciństwa i pamięci sprawczyni bajkowego świata dzieciństwa. Nazywa ją poetka Aniołem Stróżem. Ten baśniowy świat wskrzeszony zostaje wierszem zbliżonym do regularnego przeplotu wersów dłuższych i krótszych. Z "pestką mandarynki" kojarzymy także "grudkę soli pod powieką" - jak określa poetka "tych, których kochamy" w jednej ze swych dystychowych miniatur, "kroplę wody pod mikroskopem" przyrównaną do "Wielkiego Niewidzialnego", dla zobaczenia którego nie ma narzędzia (wiersz Brak narzędzia), "kroplę po kropli życiowych trucizn" niszczących ciało (wiersz Kropla po kropli). "Pestkami mandarynki" są też "ostatnie ziarenka" przesypywane przez klepsydrę czasu z wiersza zatytułowanego Nosić na rękach. Ta refleksja nad mijającym czasem, nieuchronnymi procesami "wysychania naszych marzeń", utraty sił witalnych, staje się czytelna dopiero po konfrontacji metaforycznego, choć kolokwialnego znaczenia zwrotu "nosić na rękach" ze znaczeniem dosłownym, boleśnie odczuwanym w chorobach i w starości: "i oby nas nie musiał nikt \ nosić na rękach".
Pogodna, stoicka zaduma nad życiem, akceptującym de facto tylko przyszłość, przenika jego bilans w wierszu o litotycznym incypicie Życie nie jest mi niczego winne. Przeszłość nie zostaje tu jednak nazwana, a czasu teraźniejszego "jak wiadomo nie ma". Chwytanie chwili, moment radosnej kontemplacji "wielkiej matowej lampy zachodu" dołącza natychmiast do przeszłości. Pozostaje więc tylko przyszłość "w listopadowym dniu": "wchodzenie w nowy wiersz". Z refleksją nad życiem łączy się w wierszach ostatniego tomiku użycie słów związanych z drukiem, w ich znaczeniu metaforycznym, odniesionym do życia: korekta, pamięć (niekomputerowa), zamieniacze, usuwacze (np. wiersze: Korekta, Małgosi). "Główny korektor", "stawiający znaczki na marginesach naszych rozmów" - to przyjaciółka poetki z lat studenckich, związana pracą z wydawnictwem - adresatka wiersza Małgosi. Natomiast "pamięć" autorki scala wspomnienia z dzieciństwa z aktualną myślą o bliskich, którzy odeszli (wiersze Gdy mandarynki..., Łyżeczka, Podziemie, Można się obejść). Sposobem złożenia im dyskretnego hołdu jest synekdocha: stara łyżeczka, nadtłuczony garnuszek, które się wyrzuca, by nie obrastać w przedmioty, by "żyć, aby być", nie, "aby mieć", bo "nie można przywiązywać się do rzeczy" (Łyżeczka). Są one szczególnie ulubione zapewne dlatego, że spoczywa na nich ślad pamięci po tych, którzy przedmiotami tymi się posługiwali. W wierszu o dwuznacznym tytule Podziemie synekdochami pamięci są: lampka i kwiaty, a w Gdy mandarynki... - pestki mandarynki, banany, sukienki dla lalek, koc.
Obiegowe pytanie o "widoki na przyszłość" staje się pytaniem o "widoki na przeszłość" w wierszu Widoki na przeszłość, charakteryzowaną przestrzennie, jako miejsce - "tam": "I dni tam dużo dłuższe", "tam nie wiadomo jeszcze..."; pojawia się "bieg rzeki" zamiast "bieg czasu" albo "odwieczny bezmiar morza" zamiast "odwieczny bezmiar czasu", jako "ramy piasku" zamiast "ramy czasu". Nie istnieje jednak przestrzeń bez czasu, stąd "widoki na przeszłość" stają się "widokami na przyszłość": bieg rzeki zostanie wchłonięty przez "odwieczny bezmiar morza". Pytanie o śmierć należy sobie jednak zadawać ze stoickim spokojem: traktować ją jak "wakacje po odrobieniu zadań (życiowych)", proponuje poetka w dystychu Można się obejść. Wszak "Zmarli obchodzą się nawet bez życia".
Delikatny ton elegijny zbiorku wzmacnia wiersz pt. Spacer (Kraków 2000), będący "elegią" po dawnym, czyli prawdziwym Krakowie, o którym tak pięknie pisała autorka jeszcze w Powrocie do ballad i romansów, wydobywając aurę artystyczną starego miasta. Dzisiejszy Kraków przeraża "rozkwitającymi śmieciami" na jego przedmieściach, najbardziej, dodajmy, w okolicach działek na północ od Rudawy:
Wczesną wiosną zakwitają śmieci
puszki po piwie, butelki po coli potem zarosną zielenią jak plastikowe torby które wyleciały z balkonów i odtąd powiewają na drzewach. Zaś: W okolicach Rynku zaczyna się Europa: ze schludnych chodników wyrastają ręce poruszają naszym rękawem już szukam w kieszeni. Wskazanie na elementy brzydoty współczesnego Krakowa to nie uleganie konwencjom literackim (turpizmowi), ale mimowolna elegia, podyktowana troską o swój Kraków; przeciwstawienie pompatycznym imprezom "Krakowa 2000" katastroficznego obrazu skutków cywilizacyjnych w jednym z dziewięciu najpiękniejszych miast Europy. W takim dzisiaj Krakowie karmi się jednak nadal gołębie na Rynku i koty w domach. Tym, którzy to czynią, przeważnie "biednie ubranym i niemłodym", "jakiś ogon się owija na kształt pastorału". Miłości do zwierząt przypisuje poetka moc oczyszczającą, a samym zwierzętom ze swego bogatego bestiaire przypisywaną im od wieków, właściwą funkcję dydaktyczną, powierza z lekką dozą ironii. Dostrzega natomiast ich piękno, i to wcale nie mniej wnikliwie niż Baudelaire, Eliot, Apollinaire czy Szymborska. Bo oto zdobiącemu zaśmiecony Kraków obrazkowi kota siedzącego w oknie i krzątaninie za firanką wróbli oraz sikorek towarzyszy lęk, że "Kiedyś i ten obrazek czas oprawi w ozdobne ramki" (Kot w oknie). Czas wierszy tomiku Gdy mandarynki miały jeszcze pestki, w poszukiwanie którego wyrusza myśl poetycka Spławińskiej, nie jest tylko czasem smaku mandarynki, jak magdalenki Prousta. Nie jest więc czasem zupełnie utraconym. W wielu z nich czas jest transparentny: przeszłość nakłada się na teraźniejszość i otwiera ku przyszłości. A "pestki mandarynki" z dzieciństwa to jednocześnie nasiona. które wiosną kwitną tak płodnie jak jabłoń "sodomitka", ciężka od bieli kwiatów (Wiosna). Ton elegijny ostatniego zbiorku Elżbiety Spławińskiej znajduje więc przeciwwagę w jej wyczuleniu na przyszłość, w nucie spokojnego optymizmu podkreślonego wieloznacznością tytułowego słowa "pestki". Ostatni tomik poetycki Spławińskiej jest przesłaniem myślowym gęstym i dojrzałym, przekazem artystycznym zmuszającym do namysłu i znaczącym na mapie poetyckiej, nie tylko Krakowa. Regina Lubas-Bartoszyńska |
![]() | ||||||
Copyright © "Konspekt"
Kraków, grudzień 2002 | ||||||||