Rozmowa Konspektu |
|
Ukraina w drodze do Unii EuropejskiejZ Ołeksandrem Miszczenką, ministrem pełnomocnym Ambasady Ukrainy w Polsce rozmawia Kazimierz KarolczakW końcu XIX wieku podróżny mógł zjeść śniadanie w Wiedniu, obiad w Krakowie, a kolację we Lwowie. Myślę, że co drugi mieszkaniec Krakowa chętnie pojechałby po obiedzie do Lwowa i zjadł smaczną kolację w "Wiedeńskiej", a lwowianie wybraliby się w przeciwną stronę, by wieczorem zasiąść w którymś z licznych lokali w okolicach pałacu "Pod Baranami"! I to by była granica, która łączy obydwa nasze narody! Normalna granica, a więc walczmy o normalność! - mówi Ołeksander Miszczenko
Kazimierz Karolczak: Minęło już jedenaście lat, gdy po proklamowaniu niepodległości (24 sierpnia 1991), na mapach Europy pojawiło się największe - w całości położone na naszym kontynencie - państwo: Ukraina. Co Pan zalicza do najważniejszych osiągnięć niepodległej Ukrainy od tego czasu?
Ołeksandr Miszczenko: Jaka może być perspektywa czasowa wejścia Ukrainy do Unii Europejskiej? - Określa to dekret prezydencki, w którym przyjmuje się, iż Ukraina w 2011 roku będzie gotowa do przedstawienia swej kandydatury, czyli w perspektywie 9 lat powinniśmy osiągnąć minimalny poziom, uprawniający nas do starania się o przyjęcie do Unii Europejskiej. Proszę ocenić, z punktu widzenia dyplomaty, jakie miejsce w hierarchii ważności zajmują stosunki Ukrainy z Polską. - Odpowiem krótko. Trzy największe ambasady ukraińskie są w tej chwili w Rosji, USA i Polsce. Dla dyplomacji ukraińskiej to zdecydowanie najważniejsze obecnie państwa, a więc stosunki z Polską należą do priorytetowych. Czego oczekuje Pan od zwołanej w Warszawie konferencji "Ukraina w Europie"? - Kończy się nasza dotychczasowa umowa z Unią Europejską. Co dalej? Chcemy umowy o stowarzyszeniu, zaś Unia nie jest jeszcze gotowa do podpisania jej z Ukrainą. Należy określić jakiś harmonogram działań. Ukraina powinna wiedzieć, jakie zadania ma wykonać np. w ciągu najbliższych 3 lat, a jakie w kolejnych latach, by móc podpisać umowę o stowarzyszeniu, a potem o członkostwie w Unii. W konferencji uczestniczy Javier Solana, a to umożliwia postawienie pytania: co zrobimy dalej? W drodze do Unii chcemy korzystać z polskich doświadczeń. Czy wszystkie siły polityczne Ukrainy zgadzają się z tak jasno określonym celem - dążeniem do Europy? - Absolutnie tak. Nie kwestionują tego zarówno ugrupowania rządzące, jak i opozycyjne. Nie widzę obecnie na Ukrainie takich sił politycznych, które zdecydowanie mogłyby wystąpić przeciwko Unii Europejskiej. Uważam, że wybór kierunku europejskiego jest najrozsądniejszy i najmądrzejszy. Chcemy przystąpić do obszaru, który jest na wyższym poziomie, ma lepiej rozwiniętą demokrację, gdzie przestrzegane są prawa człowieka itd. To, co my chcemy osiągnąć, jest już w Unii Europejskiej. Z taką filozofią zgadzają się wszystkie siły polityczne na Ukrainie, nie kwestionując ani budowy państwa prawa, ani gospodarki rynkowej. Różnice dotyczą natomiast tempa oraz kolejności realizowania poszczególnych zadań przystosowywania państwa do unijnych standardów. Decyduje więc o tym taktyka wybierana przez różne ugrupowania, podczas gdy cel strategiczny pozostaje wspólny: wstąpić do Unii Europejskiej. W ostatnich kilkunastu latach obserwował Pan rozwój stosunków ukraińsko-polskich z perspektywy Lwowa, Kijowa, Stambułu i Warszawy. Czy z każdego z tych miejsc widać to samo? - Zapewne nie, ale w każdym z tych miejsc byłem w innym czasie. To, co widziałem ze Lwowa miało miejsce 12 lat temu, z Turcji 3-4 lata temu, a z Warszawy obserwuję to obecnie. Ze względu na zakres powierzonych mi obowiązków interesowały mnie też inne zagadnienia w stosunkach ukraińsko-polskich. Z perspektywy czasu zauważalna jest jednak duża dynamika ich rozwoju. Mamy obecnie dobre stosunki polityczne, kulturalne, czy gospodarcze, chociaż zawsze można je jeszcze poprawić. Polska jest bliska wstąpienia do Unii Europejskiej, a to sprawia, że standardy unijne już wkrótce staną u bram Ukrainy. Myślę, że od naszego najbliższego sąsiada łatwiej będzie je przenieść do nas, korzystając przy tym z polskich doświadczeń przystosowywania państwa do wymogów unijnych. Owe wymogi, to także wizy dla obywateli Ukrainy. Czy w tym kontekście nie ma obaw, że utrudnią one dobrze rozwijające się w ostatnich latach wzajemne kontakty? - Rozumiemy, że są to wymogi Unii Europejskiej, chroniącej swoje zewnętrzne granice, a jedną z nich wkrótce stanie się granica ukraińsko-polska. Polska musi więc wizy wprowadzić, ale niekoniecznie w formie rygorystycznie utrudniającej przepływ ludności pomiędzy obu państwami. Wspólnie z polskim MSZ pracujemy nad tym, by były one łatwo dostępne, a więc tanie i wielokrotne. Polska obiecuje otwarcie dalszych dwóch konsulatów na terenie Ukrainy, a my ze swojej strony przypominamy też, że umowa z Schengen dopuszcza bezwizowość w małym ruchu przygranicznym. Uzgodniliśmy już, że wizy będzie można odbierać na trzy miesiące przed ich wprowadzeniem, by uniknąć tworzenia się niepotrzebnych kolejek. Wcześniej wprowadzimy także wspólne odprawy graniczne, co powinno znacznie skrócić - zbyt długi obecnie - czas przekraczania granicy. Przypominam sobie, jak przed 12 laty usłyszałem w Krakowie, że w końcu XIX wieku podróżny mógł zjeść śniadanie w Wiedniu, obiad w Krakowie, a kolację we Lwowie. Dzisiaj uniemożliwiają to granice, ale czy współcześni urzędnicy są gorsi od tych galicyjskich? Od nich - a i od służb dyplomatycznych obu krajów - zależy, czy do czasu podróży nie trzeba będzie doliczać kilkugodzinnego postoju na granicy. Myślę, że co drugi mieszkaniec Krakowa chętnie pojechałby po obiedzie do Lwowa i zjadł smaczną kolację w "Wiedeńskiej", a lwowianie wybraliby się w przeciwną stronę, by wieczorem zasiąść w którymś z licznych lokali w okolicach pałacu "Pod Baranami"! I to by była granica, która łączy obydwa nasze narody! Normalna granica, a więc walczmy o normalność! Przyjechał Pan z Warszawy specjalnie na uroczyste posiedzenie Senatu Akademii Pedagogicznej w Krakowie, odbywane z okazji inauguracji kolejnego roku akademickiego. Obecność na tej uroczystości wysokiej rangi dyplomatów ukraińskich stała się już tradycją ostatnich kilku lat. Czy to przypadek? - Nie, to nie przypadek. Zwracamy dużą uwagę na współpracę naukową naszych krajów, wymianę studentów. Sam pracowałem w przeszłości na Uniwersytecie Lwowskim, a więc dla mnie to nie tylko obowiązek, ale i radość, że mogę uczestniczyć w takiej uroczystości. W dodatku kocham Kraków, a w Akademii Pedagogicznej mam wielu przyjaciół jeszcze z czasów lwowskich, gdy przy moim współudziale przed trzynastu laty zawiązywała się trwająca do dziś współpraca obu uczelni. Uważam to za zaszczyt, że po tylu latach mogłem oficjalnie reprezentować swój kraj podczas inauguracji 57. roku akademickiego drogiej memu sercu Uczelni. Skąd się wzięły tak trwałe osobiste kontakty a pracownikami krakowskiej AP? - Zaczęło się to jeszcze w końcu lat osiemdziesiątych ubiegłego już wieku. Rozpoczynaliśmy współpracę, podpisywaliśmy umowy, a na początku konieczne były kontakty nie tyle pomiędzy naukowcami, ale władzami obu uczelni. Stąd moje częste wizyty w Krakowie, gdzie moi partnerzy zapraszali mnie do domów, poznawałem ich rodziny, zawiązywały się przyjaźnie. Dzięki tym osobistym, powiedziałbym - ludzkim kontaktom, lepiej poznałem Polskę i Polaków. Bardzo pomogło mi to po rozpoczęciu pracy dyplomatycznej w Warszawie. Znam mentalność Polaków, przez wiele lat obserwowałem, jak wychowuje się w Polsce dzieci: co w tym procesie przekazują rodzice, a co daje szkoła. Po tych wyjaśnieniach nie pytam, skąd u Pana tak dobra znajomość języka polskiego... - Dobra, jak dobra. Chciałbym, by była jeszcze lepsza. Już w czasach lwowskich starałem się nie tylko dobrze porozumiewać z przyjeżdżającymi na uniwersytet Polakami, ale też poznać ich mentalność, a to trudno osiągnąć bez znajomości języka. Korzystałem z każdej okazji, by uczyć się od przybywających wówczas naukowców - głównie historyków z krakowskiej WSP - gramatyki języka polskiego i wymowy. Podczas wieczorów spędzonych w domach polskich przyjaciół poznałem ich zwyczaje, kulturę, a nawet piosenki. Dziś mogę powiedzieć, że nieźle już znam i bardzo lubię polski język i kulturę. Nie powinno to dziwić, jesteśmy przecież Słowianami. Miłym akcentem inauguracji roku akademickiego w Akademii Pedagogicznej było wystąpienie dr. Wołodymyra Gotovanetsa, radcy naukowego Trybunału Konstytucyjnego Ukrainy, który wręczył rektorowi AP, prof. Michałowi Śliwie, pamiątkowy medal ukraińskiego Sądu Konstytucyjnego. Czy było to uhonorowanie współpracy z samym Trybunałem, czy też wkładu w rozwój kontaktów naukowych? - Oczywiście, że naukowych. Profesor Śliwa jako rektor nie tylko popiera współpracę naukową z placówkami akademickimi na Ukrainie, podpisuje nowe umowy partnerskie, ale przyczynia się do tworzenia normalnej, życzliwej atmosfery we wzajemnych kontaktach, co owocuje potem konkretnymi inicjatywami naukowymi, jak chociażby majowa konferencja w Kijowie, nt. Ukraina - Polska w XX wieku, dająca możliwość spotkania się politologów i historyków z kilku ukraińskich i polskich ośrodków naukowych. Nie bez znaczenia jest też osobisty sentyment do krakowskiej Akademii Pedagogicznej byłego dziekana wydziału prawa Uniwersytetu Lwowskiego, profesora Kostickiego, który obecnie zasiada w Trybunale Konstytucyjnym w Kijowie. Przed laty jako historyk prawa był jednym z pionierów nawiązania współpracy z krakowską WSP. Dziś, z perspektywy Kijowa, uważnie obserwuje rozwój tej współpracy i bardzo wysoko ocenia dokonania na tym polu krakowskiej Akademii Pedagogicznej. Z jego inicjatywy Trybunał Konstytucyjny wyróżnił pamiątkowym medalem właśnie profesora Michała Śliwę. Z tych słów wynika, że wkład AP w Krakowie w rozwój stosunków polsko-ukraińskich znany jest nie tylko na uniwersytetach we Lwowie, Kamieńcu Podolskim i Kijowie, ale i w ukraińskim Trybunale Konstytucyjnym oraz MSZ. Życzmy więc sobie, by nasze stosunki dalej rozwijały się tak dobrze, a potwierdzeniem tego niech będzie także obecność podczas kolejnych inauguracji ministra pełnomocnego Ambasady Ukrainy w Polsce Ołeksandra Miszczenki. - Jeżeli to tylko ode mnie będzie zależało, to bardzo chętnie. Dziś zastępowałem ambasadora, który mimo zaproszenia nie mógł przybyć, ale delegując mnie podkreślał wyjątkowe zasługi AP w Krakowie dla rozwoju polsko-ukraińskich kontaktów naukowych, a nam na tych kontaktach bardzo zależy. One także kształtują stosunki międzyludzkie pomiędzy sąsiadami, którymi przecież jesteśmy i będziemy. Dziękuję za rozmowę. Rozmawiał Kazimierz Karolczak |
![]() | ||||
Copyright © "Konspekt"
Kraków, listopad 2002 | ||||||