Galeria Konspektu 

 

Następny artykuł
Poprzedni artykuł
Strona główna


Artykuły z poprzednich numerów:

Lament nad sztuką aktualnie

Kontemplatorzy sztuki

Kruchy mit awangardy

Dzieła sztuki rodzące dzieła

Źródła sztuki

Nie wszystko na sprzedaż...

Radość iluzji malarskiej

Malarstwo poza czasem

 
R. Oramus
 
Romuald Oramus

Obrazy, myśli, znaki...

 

Rzuceni w rzekę otaczającej nas kultury obrazkowej często nie zauważamy wagi jej oddziaływania. Zaznajomieni z obrazami z obszaru kultury wysokiej, i zarazem otoczeni zewsząd obrazami popkultury: powielanymi kliszami, występującymi na przemian z klasycznymi prototypami i wzorcami przedstawień, obojętniejemy na ich "zjawiskowość" w bezpośrednim kontakcie. Ciągle poszerzające się "muzeum wyobraźni" - reprodukcyjny dorobek twórców wszelkich sztuk wizualnych, rozpoznawalne za sprawą publikacji i mediów, każe nam myśleć o przykładach znanych obrazów, rzeźb, grafik jako o czymś oczywistym, już dobrze znanym, obecnym od początku naszych doświadczeń w poznawaniu tajemnic sztuki. I nawet już nie dziwimy się, że dzieła te zawsze kiedyś po raz pierwszy widzieliśmy...

Akwaforta
Romuald Oramus, Rytuały XX - Pompa funebris, 1985, akwaforta, akwatinta, 12 x 19 cm

Jednak percepcyjna wrażliwość widza wbrew temu, co napisano powyżej, może być podobna do odczuć towarzyszącym ważnym spotkaniom. Perspektywie bycia po raz pierwszy w Galerii Uffizi we Florencji, Kaplicy Sykstyńskiej w Rzymie, National Gallery w Londynie, paryskim Luwrze, czy w niezwykłej Galerii Prado w Madrycie towarzyszy wtedy specyficzna trema i oczekiwanie na coś niezwykłego. Towarzyszy nam niepokój i radość. Rodzą się pytania o jakość mitycznych arcydzieł, granice geniuszu ulubionych mistrzów.

Gdy idziemy lub jedziemy ulicą prowadzą nas znaki drogowe. Ich umowna kolorystyka i forma. Myśląc kategorią znaku podążamy w określonym celu, podporządkowani pewnym jasnym zasadom. Ikoniczne skróty formy graficznej niosą za sobą całą precyzyjną złożoność przekazu: zasad przemieszczania się. Czy wszedłszy w ustaloną ścieżkę ekspozycyjną wielkich galerii podążamy w jakimś kierunku prowadzącym do głębi tajemnicy obrazów? Rzecz to wątpliwa... Bardziej możliwe jest to wtedy, kiedy dokonując wyborów, wcześniej już nieco zorientowani w zbiorach, przemierzać będziemy obszar ekspozycji własnym rytmem, uciekając od zgiełku fleszów i tłumu turystów. Stąd chodzenie po galeriach pomimo sugestii kierunku zwiedzania przypominać może zachowania konika szachowego, którego ruchy mają określony cel wspierania reguł gry.

Mamy przed sobą alternatywę: zastępczy kontakt z reprodukcjami i zapisami obrazów, bądź bezpośredni, głęboki, pełen ułomności spostrzegania i zapamiętywania. Wiele obrazów widzianych naraz w muzeach, z czasem nam się zaciera. Wynikiem takich peregrynacji jest nakładanie się subtelnych odczuć. Kwestia pytania o wybór pomiędzy ideą znaku drogowego a ideą sztuki, wybór pomiędzy jedynie słuszną, jednoznaczną odpowiedzią a skalą możliwych interpretacji w obszarze przeżyć estetycznych, to pytanie o porządek naszej wrażliwości. Czy mamy podążać według określonej instrukcji, czy też zdać się na fenomen naszych indywidualnych odczuć?

Podróże do Grecji, Włoch, Francji, czy Hiszpanii są naszym powrotem do źródeł. Wracając stamtąd, nasyceni innym światłem, inną przestrzenią, porwani przez niezwykłe piękną w swej różnorodności naturę, zniewoleni skarbami kultury różnych epok, wracamy do naszej codzienności wzmocnieni kroplówką prawdziwie wielkiej sztuki.

Romuald Oramus  

 

Do góry strony

Copyright © "Konspekt" Kraków, listopad 2002
Statystyka