Gość Konspektu 

 

Następny artykuł
Poprzedni artykuł
Strona główna


Prof. zw. dr hab.
Ryszard Borowiecki (ur. 1943 r.) - rektor Akademii Ekonomicznej od 1 września 2002, kierownik Katedry Ekonomiki i Organizacji Przedsiębiorstw, przewodniczący Rady Naukowej Szkoły Przedsiębiorczości i Zarządzania, wiceprezes Stowarzyszenia Absolwentów Akademii Ekonomicznej w Krakowie, prezes Zarządu Głównego Towarzystwa Naukowego Organizacji i Kierownictwa, członek: Zespołu Nauk Społecznych i Prawnych Komitetu Badań Naukowych czwartej kadencji, Rady Towarzystw Naukowych przy Prezydium PAN w Warszawie, Prezydium Komitetu Nauk Organizacji i Zarządzania PAN w Warszawie, Komisji Nauk Organizacji i Zarządzania PAN - Oddział w Krakowie, Komisji Akredytacyjnej Wyższego Szkolnictwa Zawodowego. Autor, współautor bądź redaktor naukowy 30 książek, 200 artykułów i referatów naukowych, 22 podręczników i skryptów, 95 prac naukowo-badawczych i projektowo-wdrożeniowych z zakresu teorii, funkcjonowania i rozwoju przedsiębiorstwa, analizy i diagnostyki ekonomicznej, organizacji i zarządzania, strategii gospodarstwa kapitałami przedsiębiorstw, restrukturyzacji i prywatyzacji oraz metodologii i praktyki wyceny przedsiębiorstw, m.in.: Zarządzanie kapitałem trwałym w przedsiębiorstwie; Przedsiębiorstwo w gospodarce rynkowej. Przewodnik metodyczny (wraz z Z. Mierzwą); Analiza ekonomiczna w przedsiębiorstwie (wraz z L. Bednarskim, J. Durajem, E. Kurtysem, T. Waśniewskim, B. Werstym); Strategia gospodarowania kapitałem w przedsiębiorstwie (wraz z J. Czają, A. Jakim); Metody i procedury wyceny przedsiębiorstw i ich majątku (wraz z A. Jakim, J. Kaczmarkiem).

 

Nie przegrywamy,
bo... uczymy lepiej

Rozmowa z profesorem Ryszardem Borowieckim, rektorem Akademii Ekonomicznej w Krakowie
 

Od dawna twierdziłem, że nasza szkoła jest żywym zaprzeczeniem tego, czego w niej uczymy. Szkoły wyższe są bardzo złożonymi organizmami i to, w jaki sposób są zarządzane, jest kwestią priorytetową. Wśród tych "dużych przedsiębiorstw" jest i Akademia, której przewodzę. Przez jej konta przepływa prawie 90 mln złotych, Uczelnia dysponuje ogromnym majątkiem, którego wartość jest oczywiście większa niż same obroty, i zapleczem personalnym, liczącym ponad 1300 osób. Oczywiście, nie można potraktować uczelni jako typowego przedsiębiorstwa produkcyjnego. Uczelnia to specyficzna firma, która jest, jak prof. Franciszek Ziejka często podkreśla: "instytucją wyższej użyteczności" - mówi profesor Ryszard Borowiecki

Klaudia Sosin:
Akademia Ekonomiczna, założona w roku 1925, nazywana była od lat "kuźnią kadr zarządzających gospodarką". W czasie wystąpienia inauguracyjnego 2 października 2002 r. mówił Pan do swoich pracowników i studentów: "Moim zamiarem jest sprawne i skuteczne zarządzanie Akademią i przeprowadzenie niezbędnych zmian w taki sposób, abyśmy mieli poczucie pracy w nowoczesnej instytucji i liczącym się ośrodku naukowo-badawczym oraz Uczelni przyjaznej pracownikom i studentom". Jaką rolę spełnia dziś w krakowskim, ale i szerzej, ogólnopolskim środowisku zarządzana przez Pana Uczelnia?

Prof. R. Borowiecki

Ryszard Borowiecki:
- Może nie będę bardzo skromny, ale powiem, że dominującą. Z punktu widzenia liczebności studentów jesteśmy bowiem największą uczelnią ekonomiczną w Polsce. W naszych murach zdobywa wiedzę prawie 21 tysięcy studentów. Gdyby spojrzeć na podejmowane przedsięwzięcia, liczne inwestycje, czy wreszcie współpracę na arenie międzynarodowej, to również i tu należałoby potraktować naszą uczelnię jako prężną, choć, ze względu na swe rozmiary, trudną do ogarnięcia organizację. Możemy także poszczycić się dość liczną kadrą naukową. W latach 90. nastąpił szczegól-ny "przyrost" pracowników z profesorskimi i doktorskimi tytułami. Pod tym względem ciągle jesteśmy na pograniczu uczelni samodzielnej. Każdorazowo brakuje nam zaledwie czterech lub pięciu profesorów do pozycji niezależnego ośrodka. Zatrudnianie wymaganych sześćdziesięciu profesorów dałoby nam pełną autonomię - mam nadzieję, że w tej kadencji to się stanie. Liczna jest też grupa młodych, stale rozwijających się pracowników, chętnie przyjmujemy młodych stażystów i asystentów, czego owocem są kolejne prace doktorskie. Nie ukrywam, że na niektórych szczeblach dopuściliśmy do swego rodzaju przerostu. Podczas mojego wystąpienia inauguracyjnego słyszeliście państwo, że jest dla mnie rzeczą niespotykaną, ażeby jedna uczelnia liczyła sobie aż dwudziestu rektorów, prorektorów i dziekanów, a także ponad sześćdziesięciu kierowników katedr, zakładów czy placówek poza uczelnią macierzystą. Taki stan rzeczy ma swoje wady i zalety, zapewne jednak świadczy o randze i potędze naszej uczelni, a także aktywności i mobilności pracowników. Większość z nich bowiem łączy pełnione funkcje ze swoją pracą naukową.

Ciągle mówi się, że w naszym kraju studiowanie w uczelniach państwowych jest bezpłatne. Każdy, kto był (czy jest) studentem, wie jednak dobrze, że to tylko utrwalanie mitu. To jasne, że szkoły wyższe zapewniają pewien pakiet socjalny, ale trafia on do garstki ludzi, tych skrajnie biednych i defaworyzowanych

Piotr Cymanow:
Taka opinia na temat własnej Uczelni jest zapewne poparta faktami. Akademia Ekonomiczna jest ośrodkiem nowoczesnym, Uczelnią, która odnalazła swoje miejsce w zdecentralizowanym systemie zarządzania, szkołą, która posiada szeroką ofertę edukacyjną dla studentów. Czy jednak zasadniczego wpływu na taki rozwój nie miało, niespotykane nigdy wcześniej na taką skalę, zjawisko powstawania licznych szkół niepaństwowych i prywatnych? Jak wiemy, ok. 90% nowych uczelni to szkoły wyższe o charakterze ekonomicznym. Co może Pan powiedzieć o swoich największych konkurentach? Kto wygrywa na wolnym rynku szkół wyższych?

- Rzeczywiście, to niezwykła sytuacja. Mamy dziś w Polsce dwieście szkół, które już w samej nazwie mają słowo: "ekonomia" lub "zarządzanie". Bez względu na ilość powstających, jak przysłowiowe grzyby po deszczu, szkół i szkółek, my na pewno nie przegrywamy w walce z nimi. Jest prawdą, że kiedyś mówiło się o takiej konkurencji, ale dziś wiemy, że dotyczyło to zaledwie fragmentu naszej działalności, a mianowicie studiów licencjackich. Taki stan rzeczy wynikał jednak z ograniczeń, jakie nakładała na nas Ustawa o Szkolnictwie Wyższym. Zgodnie z jej zaleceniami nie mogliśmy po prostu zwiększać limitów przyjęć studentów kształcących się w tym trybie. Nie przegrywamy, bo przecież uczymy lepiej. Możecie państwo mi zarzucić - jak nasi pracownicy uczący często w szkołach niepublicznych i wykładający tam ten sam przedmiot, co w uczelni państwowej, mogą uczyć lepiej tu, gorzej tam? Myślę, że pracownicy, podejmujący kolejny etat lub innego typu prace dodatkowe, mają do rozwiązania pewien dylemat - jak sprawić, aby rozwijać się w najważniejszej dla siebie, macierzystej jednostce, a jednocześnie nie zaniedbywać obowiązków wynikających z podejmowanych przez nich zleceń. Mówiąc nieco żartobliwie - w dużej mierze sami są dla siebie konkurencją.

K.S: Wiemy już, że pracownicy naukowi zapewne sobie poradzą. Jaki jednak los czeka tamte szkoły?

- Szkoły niepubliczne zaczęły być tworzone w sposób niejako mechaniczny. Powodem tego była, wchodząca w życie, reforma szkolnictwa średniego. Wszystkie ówczesne szkoły policealne, studia nauczycielskie, etc. miały ambicje przekształcić się w szkoły wyższe. Tym sposobem został podniesiony wskaźnik liczebności studentów w szkolnictwie wyższym, i to może tylko cieszyć, ale skądinąd wiemy, że polityka, jaką uprawiają zarządzający takimi szkołami, jest wielce chaotyczna i nieskoordynowana. Mam jednak nadzieję, że wszystko to się zmieni, bo zaledwie przez kilkoma dniami dostałem najnowszy program ministerialny, dotyczący rozwiązania tych kwestii w nadchodzących latach. Wierzę, że po wnikliwym przestudiowaniu tych materiałów dowiem się jak Ministerstwo Edukacji chce uzdrowić szkolnictwo w tym zakresie. Może wreszcie będzie tak, że szkoły, które sprawdziły się na rynku, pozostaną, a ogromna większość - słabych i nie cieszących się renomą - po prostu upadnie.

P.C.: Co jest największą słabością tych placówek?

- Myślę, że najistotniejszy problem, to sprawa uprawnień i jakości kształcenia. Nauczyciele akademiccy nie mogą w nieskończoność podpisywać kolejnych angaży. Praca na więcej niż dwa etaty powoduje, że człowiek, nawet najzdolniejszy, staje się nieefektywny. To smutna, ale od kilku lat dość powszechna sprawa. Przez cztery ostatnie lata pracowałem w Komisji Akredytacyjnej Wyższego Szkolnictwa Zawodowego i wiem z własnego doświadczenia, że w zakresie nauk ekonomicznych i nauk o zarządzaniu powstało ogromne pole do manipulacji i wręcz profanowania tych dziedzin wiedzy. Wielu wykładowcom wydaje się, że będąc zdolnymi i pełnymi zapału mogą, bez odpowiedniego przygotowania, przekazywać wiedzę z zakresu zarządzania, marketingu czy finansów. Dziś już wszyscy - rolnicy, górnicy i hutnicy (i, chciałoby się dalej, wedle słów piosenki wymieniać... i malarze i tynkarze) - wszyscy nauczają ekonomii. Proszę nie zrozumieć mnie opacznie. Jako rektor uczelni ekonomicznej nie mam nic przeciwko rozszerzaniu kompetencji naukowców z ośrodków o innych profilach podstawowych, jednak pod warunkiem, że sami wypracują w danych dziedzinach naukowy i praktyczny dorobek. Tymczasem jest zupełnie inaczej. Przykłady można by mnożyć. Słyszałem na przykład o człowieku - z wykształcenia inżynierze budownictwa, który w jednej ze szkół prywatnych prowadził seminarium z dziedziny zarządzania finansami. I to nie jest sytuacja odosobniona.

Prof. R. Borowiecki i rozmówcy

K.S.: Podaż jest wynikiem popytu. Wspomniał Pan o nadużyciach w dziedzinie nauk ekonomicznych. Dziś, nie tylko w szkolnictwie wyższym, ale też w życiu publicznym, a nadzwyczaj wyraźnie w strukturach języka można dostrzec tendencję przejmowania paradygmatu właściwego jeszcze przed dekadą tylko naukom ekonomicznym...

- Oczywiście, ale ja powiedziałbym, że w wyniku tej swoistej mody powstaje pseudojęzyk i pseudofachowe nazewnictwo. Dochodzi do absurdów. Ukazują się na przykład prace, w których w sposób wręcz komiczny nadużywa się sformułowań przynależnych naukom ekonomicznym. Nie wiem, czy zdają sobie państwo sprawę, że ostatnio miałem do czynienia z opracowaniem, którego autor rozważał: zarządzanie aparatem zapłonowym silnika...

P.C.: Zatem będzie Pan dążył do - jeśli można się tak wyrazić - ekonomicznego puryzmu?

- Zapewniam, że tak, i to nie tylko w obronie przed natłokiem miernoty ze strony uczelni niepaństwowych, ale także niektórych wydziałów uczelni publicznych. Jestem pewien, że o wiele rzadziej zwracamy uwagę na zagrożenie ze strony... niektórych wyższych uczelni państwowych. Kiedy myślimy: konkurencja - od razu nasuwa się cała sieć szkół prywatnych. A ja pytam: co z innymi uczelniami państwowymi? Tutaj też możemy mówić o konkurencji, a nade wszystko o braku współpracy. Zacznijmy wreszcie mówić o naszych wzajemnych stosunkach. Jeżeli w murach uczelni o profilu pedagogicznym, technicznym czy rolniczym tworzy się wydziały i kierunki takie jak zarządzanie czy marketing, bez obsady tych stanowisk ludźmi kompetentnymi, to osobiście będę wchodził w konflikt z rektorami tych placówek. Tak dalej być nie może! Proszę sobie wyobrazić sytuację odwrotną. Oto, na naszej uczelni otwieramy takie kierunki, jak górnictwo czy ogrodnictwo.

K.S.: Ale przecież istnieją, tworzą się takie kierunki, jak na przykład agrobiznes. Wydaje się, że to nie żadna hybryda, że jest zapotrzebowanie na takie specjalności? Potępia Pan łączenie niektórych dyscyplin z ekonomią, a co z kierunkami humanistycznymi. Dziś, kiedy nagrodę Nobla otrzymują naukowcy zajmujący się badaniem nieprzewidywalności rynku, kiedy czy tego chcemy czy nie ekonomia "humanizuje się", nie możemy bać się interdyscyplinarności.

- Tego nie unikniemy, i dlatego chciałbym, aby właśnie tu - w Akademii Ekonomicznej, we współpracy z innymi uczelniami państwowymi tworzone były programy studiów najlepiej odpowiadające potrzebom rynku pracy. Jestem przekonany, że w dużej mierze zależy to od samych studentów, którzy mogą przecież uczestniczyć w zajęciach i wykładach na innych krakowskich uczelniach, aby poszerzać swoją wiedzę, a przy okazji wzbogacać osobowość. Dotyczy to nade wszystko nauk ekonomicznych, bowiem w wielu obszarach życia społecznego konieczna jest nie tylko znajomość praw i reguł jakimi rządzą się procesy gospodarcze, ale także umiejętność przewidywania ludzkich zachowań.

P.C.: A może należałoby kształcić kadrę, która następnie trafiłaby do innych uczelni, albo zapraszać na kursy i szkolenia naukowców, innych dziedzin i specjalizować ich w zakresie ekonomii?

- Przede wszystkim zacznijmy się szanować. Kiedy wyjaśnimy wszystkie nieporozumienia narosłe pomiędzy uczelniami wyższymi, wówczas możemy rozpatrywać i takie kwestie.

Jest rzeczą niespotykaną, ażeby jedna uczelnia liczyła sobie aż dwudziestu rektorów, prorektorów i dziekanów, a także ponad sześćdziesięciu kierowników katedr, zakładów czy placówek poza uczelnią macierzystą. Taki stan rzeczy ma swoje wady i zalety, zapewne jednak świadczy o randze i potędze naszej uczelni, a także aktywności i mobilności pracowników

P.C.: Akademia Ekonomiczna ma jeszcze ośrodki w Tarnowie, Kielcach, Nowym Sączu, etc. Mechanizmy rynkowe wymagają od nas reorganizacji, restrukturyzacji i wreszcie mobilności. Dostrzegamy dziś tendencję do wyjścia w stronę regionu. Te filie to szansa dla wielu, ale czy za obniżonymi kosztami utrzymania takich instytucji nie idzie także spadek poziomu nauczania?

- Powstanie takich zamiejscowych ośrodków i punktów konsultacyjnych, zainicjowane przez AE, miało na celu dotarcie do środowisk małomiasteczkowych i wiejskich, a co się z tym wiąże - do ludzi relatywnie biedniejszych. Chodziło nam o możliwość kształcenia tych, którzy nie mogliby sobie pozwolić na opuszczenie rodzinnej miejscowości i zdobywanie wiedzy w takim ośrodku akademickim, jakim jest Kraków. Ciągle mówi się, że w naszym kraju studiowanie w uczelniach państwowych jest bezpłatne. Każdy, kto był (czy jest) studentem, wie jednak dobrze, że to tylko utrwalanie mitu. To jasne, że szkoły wyższe zapewniają pewien pakiet socjalny, ale trafia on do garstki ludzi, tych skrajnie biednych i defaworyzowanych. Pozostaje cała rzesza braci studenckiej, która sama musi zadbać o utrzymanie, zapewnienie sobie mieszkania i środków, koniecznych do godnej egzystencji i podejmowania rzeczywistych studiów w wybranej dziedzinie. W takich warunkach przybliżenie miejsca studiowania jest rzeczą ważną ale i ryzykowną... Potencjalnego studenta nie wyciągamy z miejsca, w którym mieszka i pracuje. Powiem może nieco przesadnie: jak do tej pory chodził do remizy strażackiej na zabawy, tak teraz przyjdzie do tego samego miejsca na kilkugodzinny wykład. Takie ośrodki, jak Kraków, Warszawa czy Poznań, znane z niezwykle prężnego środowiska studenckiego, mają, oprócz wszelkich dogodności natury organizacyjnej, także swoisty studencki klimat. Spójrzmy - tu młody człowiek ma dostęp do placówek naukowych, księgarń i bibliotek, instytucji kulturalnych. Może brać udział w organizowanych spotkaniach, konferencjach i dyskusjach. Porównując te dwie rzeczywistości chcę podkreślić, jak ważne jest wszystko to, co kryje się pod pojęciem tzw. elementu kulturotwórczego, a zatem czegoś, co powinno być bliskie każdemu wykształconemu człowiekowi. Z naszych obserwacji wynika jednak, że w ośrodkach zamiejscowych znakomita większość studentów tuż po odbytych zajęciach, po prostu jak najszybciej wraca do swojego domu. Nie ma w takim przypadku mowy ani o poszerzaniu horyzontów, ani tym bardziej - integracji środowiska studenckiego. Zmiana tej sytuacji chyba na długo jeszcze pozostanie w sferze naszych marzeń. Wszyscy, a szczególnie ludzie zajmujący się ekonomią, muszą pamiętać o uwarunkowaniach finansowych i szerzących się w naszym kraju pokładach biedy.

K.S.: Czy źródeł jakości i prestiżu AE nie warto szukać w poszerzaniu zakresu dotychczasowych badań naukowych, dofinansowywaniu publikacji, szeroko rozumianej współpracy międzynarodowej czy w końcu eksploracji nowych dziedzin wiedzy?

- Prowadzimy, zakrojoną na szeroką skalę, wymianę międzynarodową, zarówno jeśli chodzi o naszych studentów, jak i - co jest rzadsze w krakowskim środowisku - wykładowców. Współpracujemy z ponad 100 zagranicznymi uczelniami partnerskimi, w tym 73 z krajów Unii Europejskiej. Ostatnie lata to wyjazdy blisko 500 studentów na różnego rodzaju staże zagraniczne, w tym do tak odległych krajów jak Japonia czy Meksyk. Jednocześnie, my także uruchomiliśmy studia z językiem wykładowym angielskim, dla studentów z zagranicy. Proponujemy im 43 pełne cykle wykładów, czyli ponad 1200 godzin zajęć prowadzonych przez 40 pracowników naukowych naszej uczelni, wśród których jest aż 15 profesorów. To także szczególnego rodzaju świadectwa poziomu naszego nauczania. Jeśli można mówić tu o jakiejś klasyfikacji, to AE, jeśli chodzi o liczbę przyjmowanych studentów zagranicznych, jeszcze niedawno plasowała na drugim miejscu w kraju, a sądzę, że obecnie przewodzimy w tej dziedzinie. Równie istotną rolę, w związku z tymi wymianami, zajmuje działalność Akademickiego Centrum Kariery. Tu współpracujemy z ponad 100 firmami, głównie z krajów Unii Europejskiej, które przyjęły na 3 lub 6 miesięczne praktyki 180 naszych studentów i 45 absolwentów. Niezależnie, od tego roku uruchamiamy współpracę z instytucjami finansowymi i bankami, co stworzy szansę dla 20 studentów naszego Wydziału Finansów. I wreszcie, w tej klasyfikacji, ostatnia sprawa. Na realizację działań z funduszy europejskich pozyskaliśmy dotąd ponad 1849000 euro, czyli ok. 7400000 złotych. Poczytujemy to sobie za ogromny sukces, mając świadomość, jakie korzyści mogą przynosić spotkania naszych studentów z ludźmi innej kultury, ze światem polityki i środowiskiem naukowym Europy i świata. Dzięki różnorodnym kontaktom mamy także zaszczyt gościć na naszej uczelni znamienitych wykładowców i uczonych. Ostatnio wybitne osobistości przybywają do nas z wykładami otwartymi i okolicznościowymi odczytami coraz częściej. Wystarczy spojrzeć na grafik w naszej uczelni. Dopiero rozpoczynamy rok akademicki, a tu: międzynarodowy kongres Kontrola i audyt wewnętrzny u progu XXI wieku, konferencja na temat Zarządzania firmą w społeczeństwie informacyjnym, ogólnopolski kongres Kultura - gospodarka - media, międzynarodowa konferencja poświęcona Zarządzaniu konfliktami, której gościem i pierwszym referentem był prof. Adam D. Rotfeld, pełniący obecnie funkcję wiceministra spraw zagranicznych RP. Wysłuchaliśmy także wykładu podsekretarza stanu w Urzędzie Komitetu Integracji Europejskiej, Jarosława Pietrasa i prof. Granta D. Aldonasa, podsekretarza stanu w Departamencie Handlu Stanów Zjednoczonych. Gościliśmy wreszcie wicepremiera i ministra finansów prof. Grzegorza Kołodkę, który przedstawił naszym studentom dylematy i problemy polityki finansowej państwa w kontekście naszego przystąpienia do Unii Europejskiej. Wszystko po to, by urozmaicić ofertę Uczelni i pogłębić spojrzenie młodzieży na istotne i aktualne sprawy kraju.

Rozwój innych uczelni ekonomicznych, tego typu wydziałów lub kierunków, traktujemy jako zjawisko korzystne dla szeroko rozumianej edukacji społeczeństwa. Nie możemy jednak spokojnie patrzeć na to, że wiele osób podejmuje pracę na kilku etatach poza macierzystą uczelnią, kosztem aktywności zawodowej w naszej Akademii.
Nauczyciele akademiccy nie mogą w nieskończoność podpisywać kolejnych angaży. Praca na więcej niż dwa etaty powoduje, że człowiek, nawet najzdolniejszy, staje się nieefektywny

K.S.: No właśnie, trzeba jeszcze zastanowić się nad sposobem docierania do młodych ludzi. Jak należy stymulować rozwój nauki w społeczeństwie informacyjnym, społeczeństwie wiedzy?

- Współczesne środki przekazu i nowoczesne nośniki informacji dają nam wszystkim wielką szansę, tym bardziej, że od jakiegoś czasu są coraz bardziej dostępne studentom i pracownikom naukowym, przynajmniej w naszej uczelni. Obok internetu mamy bibliotekę wyposażoną, jako jedyna w Krakowie i jedna z 12 w Polsce, w wydawnictwa Komisji Europejskiej i najważniejszych instytucji finansowych - Banku Światowego i Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Niezbędną dzisiaj umiejętnością jest zarówno posługiwanie się komputerem, jak i zdolność korzystania z zasobów informacyjnych. To właśnie najważniejsze wyzwania, jakie stoją przed Uczelnią i jej pracownikami. Nie znaczy to wcale, że w AE nie prowadzi się równolegle badań naukowych. Oczywiście, pojawiają się liczne publikacje, chodzi jednak o to, by owe opracowania nie były tylko suchymi teoriami, a wychodziły naprzeciw potrzebom rynku usług eksperckich, by Uczelnia służyła swoim potencjałem szeroko pojmowanej gospodarce.

P.C.: Jeszcze 10-12 lat temu AE liczyła około 4,5 tys. studentów. Wedle danych z 1990 roku studiowało tu 4448 osób, dziesięć lat później mowa jest już o prawie 19 tysiącach młodzieży w murach tej Uczelni. Stąd chyba konieczna jest refleksja nad strategią rozwoju Akademii. Czy będzie ona zmierzać w kierunku uczelni "elitarnej" (mówiąc to mam na myśli ośrodek o ambicjach uniwersyteckich, wyróżniający się na tle uczelni niepaństwowych), dokonującej ostrej selekcji i nakładającej na studentów i pracowników obowiązek pracy badawczej, czy też w kierunku uczelni o profilu zawodowym, kształcącej przyszłych księgowych i ekonomistów?

- Jest sprawą oczywistą, że uczelnie wyższe nie chcą zgodzić się na status placówki o charakterze zawodowym. Również AE jest szkołą wyższą o charakterze uniwersyteckim. Chodzi o zachowanie pewnej równowagi. Zawsze podkreślaliśmy, że nie można uprawiać dydaktyki bez nauki, ale również nauki bez dydaktyki. Dlatego też stawiamy na rozwój w zakresie studiów magisterskich, podyplomowych i doktoranckich. Szczególnie te ostanie traktujemy jako priorytetowe. Chcemy, aby był to trzeci etap kształcenia, a wiem, że takie podejście to swoista nowość w środowisku akademickim. Staramy się o pewne udogodnienia, pomoc stypendialną i innego rodzaju dotacje dla tych, którzy zdecydują się na kontynuowanie nauki na tak zaawansowanym poziomie. Zależy nam także na badaniach, bo jak już powiedziałem, nie ma rozwoju szkolnictwa bez rozwoju nauki.

Współpracujemy z ponad 100 zagranicznymi uczelniami partnerskimi, w tym 73 z krajów Unii Europejskiej. Ostatnie lata to wyjazdy blisko 500 studentów na różnego rodzaju staże zagraniczne, w tym do tak odległych krajów jak Japonia czy Meksyk. Jednocześnie, my także uruchomiliśmy studia z językiem wykładowym angielskim, dla studentów z zagranicy. Proponujemy im 43 pełne cykle wykładów, czyli ponad 1200 godzin zajęć prowadzonych przez 40 pracowników naukowych naszej uczelni, wśród których jest aż 15 profesorów

K.S.: Mówił Pan o nadużywaniu terminu "zarządzanie". Mam jednak nadzieję, że w naszej rozmowie jego użycie znajdzie swoje uzasadnienie. Wiemy, że jest Pan autorem wielu prac z zakresu efektywności zarządzania finansami w przedsiębiorstwie. Pisał Pan również o procesach ich przekształceń, restrukturyzacji i rozwoju. Gdyby zechciałby Pan paralelnie potraktować uczelnię i pokusić się o analizę takiego, nietypowego przedsiębiorstwa. Jak wygląda kwestia zarządzania placówką naukowo-dydaktyczną?

P.C.: Chcemy, innymi słowy, zapytać czy AE jest, z racji takiej ilości ekspertów, zarządzana modelowo?

- Państwa pytania są co najmniej przewrotne i, nie ukrywam, dla mnie bardzo trudne. Jak wiadomo zaszczytną funkcję rektora sprawuję począwszy od inauguracji obecnego roku akademickiego, a zgodziłem się kandydować na ten urząd w oparciu o tezę, którą ukułem tu przed laty. Od dawna, mianowicie, twierdziłem, że nasza szkoła jest żywym zaprzeczeniem tego, czego w niej uczymy. Szkoły wyższe są bardzo złożonymi organizmami i to, w jaki sposób są zarządzane, jest kwestią priorytetową, a - o dziwo - nie wszyscy mają tego świadomość. Wśród tych "dużych przedsiębiorstw" jest i Akademia, której przewodzę. Przez jej konta przepływa prawie 90 mln złotych, Uczelnia dysponuje ogromnym majątkiem, którego wartość jest oczywiście większa niż same obroty, i zapleczem personalnym, liczącym ponad 1300 osób. Już te trzy wielkości świadczą o tym, jaki to organizm. Oczywiście, nie można potraktować uczelni jako typowego przedsiębiorstwa produkcyjnego. Uczelnia to specyficzna firma, która jest, jak prof. Franciszek Ziejka często podkreśla: "instytucją wyższej użyteczności".

K.S.: Objęcie stanowiska powoduje, że ma Pan zapewne skonkretyzowane plany na przyszłość.

- O części z nich już mówiłem, ale proszę pozwolić, że powtórzę, iż za priorytet w swoich działaniach uznaję przede wszystkim wyraźne określenie polityki uczelni wobec publicznych i niepublicznych szkół wyższych. Rozwój innych uczelni ekonomicznych, tego typu wydziałów lub kierunków, traktujemy jako zjawisko korzystne dla szeroko rozumianej edukacji społeczeństwa. Nie możemy jednak spokojnie patrzeć na to, że wiele osób podejmuje pracę na kilku etatach poza macierzystą uczelnią, kosztem aktywności zawodowej w naszej Akademii. W obliczu tego zjawiska musimy zapobiegać degradacji uczelni i kierunków ekonomicznych oraz obniżaniu się jakości kształcenia. Nie możemy godzić się, aby w nowo powstających szkołach niepublicznych i na kierunkach w uczelniach państwowych przedmioty "ekonomiczne" prowadziły osoby o wykształceniu technicznym, humanistycznym czy rolniczym, bez dorobku naukowego w dziedzinie gospodarki i zarządzania. Drugim priorytetem będzie kontynuowanie działań mających na celu poprawę jakości kształcenia i większej, niż do tej pory, elastyczności studiów. Proponowane programy nauczania muszą nadążać za postępem i być otwarte na zmiany zewnętrzne i potrzeby samych studentów. Szukamy możliwości tworzenia nowych kierunków studiów oraz studiów tzw. wielotematycznych i międzywydziałowych, przy współpracy z innymi uczelniami. Taki sposób działania umożliwi nam konstruowanie specjalności studiów "w poprzek" istniejących kierunków, a ponadto stworzy możliwości pojawienia się zupełnie nowych, atrakcyjnych form oraz wyzwolenia inicjatywy i pomysłowości kadry nauczającej. Trzecim elementem tej reformy będzie zdynamizowanie działalności naukowo-badawczej Uczelni poprzez motywowanie pracowników do większej aktywności w pozyskiwaniu środków z KBN na duże granty oraz środków na badania z resortów gospodarczych i różnych funduszy zagranicznych. Bezwzględnie konieczne jest włączenie się AE, poprzez udział w 6. Programie Ramowym Unii Europejskiej, do europejskiej współpracy naukowej. W tym celu kierownictwo Uczelni sprzyjać będzie tworzeniu międzykatedralnych i międzywydziałowych zespołów badawczych, a także zespołów interdyscyplinarnych z udziałem pracowników innych uczelni i jednostek badawczo-rozwojowych oraz ośrodków zagranicznych. Nie możemy pogodzić się z faktem, że do dziś żaden z naszych wydziałów - przy ogromnym potencjale naukowym - nie posiada według kategoryzacji KBN kategorii A. Kolejnym priorytetem jest rozwijanie różnych form współdziałania z gospodarką, administracją państwową i samorządową, stowarzyszeniami naukowymi i organizacjami zawodowymi, a poprzez to inicjowanie działań integrujących środowisko naszych absolwentów i przyciąganie do współpracy z AE wybitnych praktyków gospodarczych. Dalej, mamy w planie przeprowadzenie systemowej analizy ustroju Uczelni, jej struktury i organizacji, uporządkowanie systemu finansowego, systemu sprawozdawczości i obiegu informacji, a także gospodarki mieniem ruchomym i nieruchomym. Wszystkie działania prowadzone będą po to, by dokonać śmiałej decentralizacji zarządzania Uczelnią. Kontynuować również będziemy prace inwestycyjne związane z zakończeniem II etapu budowy pawilonu naukowo-dydaktycznego. Będziemy musieli rozstrzygnąć poważne problemy techniczne i finansowe, związane z eksploatacją funkcjonującego zaledwie trzy lata kompleksu sportowo-dydaktycznego. Wreszcie ostatnim, choć nie mniej ważnym zadaniem, będzie usprawnienie warunków pracy i rozwoju wszystkich grup pracowniczych, eliminowanie przeszkód i utrudnień w procesach awansowych, kształtowanie klimatu wzajemnego zrozumienia, współpracy, dobrej atmosfery, szacunku oraz uczciwej oceny dorobku, postaw i zachowań, a więc poczucia wspólnoty akademickiej.

K.S.: Zapowiada się zatem, że w AE będą od tego roku akademickiego sprawowane "rządy silnej ręki". Obowiązki administracyjne i dydaktyczne z pewnością będą pochłaniać większość Pana energii. Czy nie braknie czasu na działalność naukową i badawczą?

- Miałem to szczęście, że od samego początku, kiedy postanowiłem poświęcić się nauce i pozostać w krakowskiej AE, trafiłem pod opiekę prof. Ludwika Mayera - z pochodzenia wiedeńczyka, człowieka, który, jak głosi anegdota, urodził się w pociągu między Budapesztem a Wiedniem. To postać niezwykle ciekawa (odsyłam do Encyklopedii Polskich Inżynierów, w której umieściłem jego biogram). Ale, wracając do meritum, w pierwszym dniu mojej pracy usłyszałem: "Kolego! A oto instrukcja dla młodego naukowca. Najpierw należy wypić kawę i nieco odpocząć. Na to poświęcamy pierwszą godzinę. W drugiej trzeba wybrać się na Wydział Ceramiczny AGH i odnaleźć prof. Tokarskiego. Trzecia godzina, to początek badań naukowych". Jako świeżo upieczony absolwent byłem po prostu przerażony. W taki właśnie sposób rozpoczęła się moja wędrówka po przedsiębiorstwach i związane z tym tematem badania. Do dziś tłumaczę moim studentom i pracownikom, że tylko pokora i skromność, a do tego ciągła, nieprzerwana praca mogą spowodować, że odnajdziemy się w tej, jakże dziś skomplikowanej, rzeczywistości. Trzeba ciągle uczyć się na nowo, bo nic dwa razy się nie zdarza. Oczywiście, zdaję sobie sprawę z obciążeń pracą administracyjną i dydaktyczną, z braku czasu wynikającego z częstych kontaktów wewnętrznych iĘmiędzyuczelnianych. Wiedząc o tym wszystkim, przyrzekłem sobie jednak, że z uporem maniaka będę dążył do tego, aby nie wyłączyć się z działalności naukowej. Na biurku czekają dwie niedokończone książki. Każdego dnia - patrząc na nie - myślę sobie, że gdy tylko nadarzy się sposobność, dokończę je. Obiecuję, że w czasie mojej kadencji rektorskiej, moje nazwisko nie zniknie z rynku wydawniczego.

P.C.: Z tych deklaracji wynika, że jest Pan człowiekiem wiele od siebie wymagającym. Czy również od swoich pracowników?

- Staram się wszystkich traktować tak samo. Taką zasadą kieruję się np. przy doborze pracowników do własnej katedry. Mogą Państwo sprawdzić, że nie przyjmuję do pracy młodych ludzi, którzy właśnie ukończyli studia. Każdego chętnego odsyłam przynajmniej na rok do pracy poza strukturami Uczelni. Jeżeli dana osoba wróci po tym czasie i w dalszym ciągu będzie chciała rozpocząć karierę akademicką, to będę ją wspierał. Bywam często mile zaskoczony. Zdarza się, że osoby, które rozpoczęły pracę w wielkich firmach i otrzymywały gratyfikacje pięciokrotnie wyższe niż ta, którą ja mogłem zaproponować, z radością wracały do macierzystej Uczelni.

K.S.: Życzymy tylko takich pracowników i rozwoju na miarę uczelni XXI wieku, nadążającej za wyzwaniami, jakie stawia dziś rynek.

Rozmawiali Klaudia B. Sosin, Piotr Cymanow   

 

Do góry strony

Copyright © "Konspekt" Kraków, listopad 2002
Statystyka