Psychologia 

 

Następny artykuł
Poprzedni artykuł
Strona główna


Artykuły z poprzednich numerów

Archiwum X. I
Archiwum X. II
Achiwum X. III
Archiwum X. IV

L. Wrona

 
Leszek Wrona

Archiwum X

 
 
 
 

Manipulacja człowiekiem, czyli podstępny wpływ na jego osobowość i zachowanie, jest zjawiskiem powszechnym. Wielu z nas doznało jej w jakiejś formie albo było jej sprawcami. Człowiek inteligentny, refleksyjny i asertywny bez większego trudu radzi sobie z takim zagrożeniem, jeśli nie towarzyszy mu dodatkowy czynnik - nacisk społeczny

Sprawcą nacisku może być pojedyncza osoba, grupa ludzi albo duża społeczność, na przykład: terytorialna, religijna, etniczna czy polityczna. Perswazje rodziców skierowane do dziecka w stylu: "zjedz jeszcze łyżeczkę zupki za zdrowie mamusi, a teraz za zdrowie tatusia..." etc., przeżył chyba każdy z nas w wieku szczenięcym, w tym wypadku z pożytkiem dla własnej tężyzny fizycznej, o ile nie był niepoprawnym łakomczuchem. Niektórzy z nas jako dorośli z różnym skutkiem opierali się naciskowi imprezującego, podpitego towarzystwa, domagającego się aktywnego udziału w zabawie słowami: "jak to, z nami się nie napijesz, do dna..., teraz twoja kolej..." Brak asertywności w tej sytuacji kończył się niekiedy porannym, podłym samopoczuciem Doktora Hiszpana ze znanej fraszki Mistrza z Czarnolasu.

Zauważmy, że w przytoczonych przykładach nacisk uzasadniają powszechnie przyjęte wartości moralne. Jakże bowiem można nie kochać rodziców i nie życzyć im zdrowia, jakże można być niesolidarnym i nie wypić owej kolejki do dna z zaprzyjaźnionym towarzystwem. W pierwszym przykładzie miłość i troska, w drugim solidarność z grupą nakłaniają człowieka do zachowania się zgodnego z intencją wymuszających.

Im ważniejsze dla nas są dane wartości, tym łatwiej ulegamy naciskom społecznym. Niekiedy nawet nie jest potrzebna perswazja. Sygnał: "zwiewamy z lekcji" może być podany klasie w szkole w formie propozycji a nie nakazu przywódcy grupy, a mimo tego w pewnych sytuacjach wszyscy uciekają z lekcji bez zastanowienia się nad sensem takiego postępowania. Sprzyjającą okolicznością może tu być nieodrobienie zadania a wartością wspomagającą nacisk - lojalność. Z punktu widzenia obyczajowości szkolnej wydaje się bowiem oczywiste, że kto nie "zwieje", ten donosi, a ponadto jest lizusem i tchórzem. Słowem - jest niesolidarny i nielojalny. Uchybienie wartościom uznawanym przez członków grupy jest dla jednostki trudne. Na straży tych wartości stoją różnego rodzaju zagrożenia: odrzucenie, upokorzenie, odwet. Ludzie boją się narażać grupie. Pamiętam ze szkolnych czasów słowa matki donosiciela klasowego: "mój syn już nic nie powie, co się dzieje w klasie, woli być ukarany w domu niż oberwać od kolegów".

Nauczyciele wykazujący braki w swej wiedzy psychologicznej, bezskutecznie walczą ze ściąganiem na klasówkach czy sprawdzianach. Walka ta jest z góry skazana na niepowodzenie, bo po pierwsze: pomysłowość uczniów nie zna granic, a po drugie, co ważniejsze, użyczanie ściąg i podpowiadanie jest w poczuciu uczniów wyrazem postaw prospołecznych wpisanych w nieformalne normy obowiązujące w grupie. Lepiej zatem zastosować takie metody sprawdzania kompetencji, które same przez się ograniczają występowanie tego uciążliwego zjawiska.

Nacisk społeczny może wywoływać skutki znacznie groźniejsze niż niezasłużona ocena pozytywna z klasówki. Jeżeli wartości uzasadniające jego występowanie mają charakter ponadczasowy, ostateczny, to grupy ludzkie, niekiedy nawet całą społeczność można nakłonić do działań zagrażających porządkowi świata. Członkowie niektórych wspólnot religijnych o skrajnie fundamentalistycznej ideologii gotowi są zniszczyć dorobek współczesnej cywilizacji, mordować niewinnych ludzi, nierzadko ponosić samobójczą śmierć w zamachach terrorystycznych.

Nacisk na członków tych społeczności jest wielostronnych i szczególnie silny. Podstawową wartością w imię której należy podejmować szaleńcze działania jest rzekoma wola odpowiednio przedstawionego Boga. Jego namiestnicy głoszą tzw. słowa boże, w których zawarte są równocześnie obietnice szczęścia po śmierci w razie uległości, i potępienia w przypadku stawiania oporu.

Złoczyńcy, we wszystkich religiach, zwani eufemistycznie kapłanami, manipulują gromadami wiernych tak, aby wywołać złudzenie, że cała społeczność, wszyscy bez wyjątku poddają się woli bożej. Stwarza to dodatkowy nacisk: wszyscy są za, nie ma sprzeciwu.

Rodzi się w ludziach toksyczna mieszanina panicznego strachu, patologicznej wrogości, nadziei i ekstazy. Jest to mieszanka wybuchowa, tak trudna do kontroli, że nawet jednostki wykształcone nie zawsze są w stanie nad nią zapanować. Przymus ze strony przywódców nie jest potrzebny. Mechanizm agresji ma swój wewnętrzny napęd. Przywódcy wskazują tylko cele i sposoby wykonania terrorystycznych zadań. Sprawcy natomiast sami podejmują odpowiednie decyzje.

Podobnie funkcjonował mechanizm autoagresji u samurajów. Warunkiem uniknięcia hańby bądź środkiem zmywającym winy było popełnienie harakiri. Nie działał tu bezpośredni przymus wewnętrzny. Istotą nacisku był lęk przed uchybieniem takiej wartości jak honor, a w rezultacie narażeniem się na ostracyzm społeczny.

Można postawić pytanie: czy uleganie naciskom społecznym w imię ważnych wartości jest złe samo w sobie? Przecież takie zjawiska jak poddawanie się wychowaniu, szacunek dla autorytetów, sumienne wykonywanie obowiązków, zawierają w sobie elementy nacisku społecznego. Mimo to nikt rozsądny nie ocenia tych zjawisk negatywnie.

Istnieją co najmniej dwie różnice między normą a patologią, tkwiące w nacisku społecznym. Za normę wypada uznać poddawanie się wpływom uzasadnionych wartości prawomocnych ze swej natury, takich jak: uczciwość, prawdomówność, pracowitość, lub uprawomocnionych w danym czasie historycznym np. ofiarnością czy gotowością do poświęcenia się dla dobra i bezpieczeństwa ojczyzny. Każda uległość w imię wartości nieprawomocnych jest podejrzana lub z gruntu zła. Oczywiście manipulatorzy starają się te wartości tak przedstawić, aby stwarzały pozory prawomocności. Nie trzeba chyba nikogo przekonywać, że wysoko cenimy taką wartość jak ludzka solidarność. Ale czym innym jest solidarność międzyludzka, a zupełnie czym innym, solidarność mafijna, mimo że obie można tak samo nazywać (!?).

Druga różnica ujawnia się wtedy, gdy występuje konflikt wartości. Patologiczne, występne podporządkowanie to uleganie naciskom w imię dowolnej, nawet prawomocnej wartości, z uszczerbkiem dla innych równie ważnych.

Prawdomówność donosiciela wobec wrogów, członków macierzystej społeczności, wzbudza sprzeciw, gdyż narusza porządek moralny regulujący stosunki międzyludzkie. Prawdomówność w zgodzie z innymi ważnymi wartościami jest natomiast cenna i ze wszech miar pożądana. Kryterium zgody wartości uzasadniających uleganie naciskom jest jednak zbyt ogólne, aby uchronić nas przed dylematami moralnymi typu: poddać się, czy nie poddawać naciskowi.

Skutecznych recept tu nie ma i lepiej ich nie oczekiwać. Dlatego w wątpliwych przypadkach jesteśmy zdani na własną dojrzałość i roztropność.

Leszek Wrona  

 

Do góry strony

Copyright © "Konspekt" Kraków, listopad 2002
Statystyka