Psychologia 

 

Następny artykuł

Strona tytułowa

Poprzedni artykuł


Artykuły z poprzednich numerów

Archiwum X. I
Archiwum X. II
Achiwum X. III

L. Wrona

 
Leszek Wrona

Archiwum X

 
 
 
 

Czytelnik, który zadał sobie trud choćby pobieżnego przejrzenia poprzednich moich felietonów, mógł dopatrzyć się w nich trudnych czasami do ukrycia oznak irytacji. Tak, to prawda, pisząc o niechlubnym wkładzie niektórych pseudouczonych w toksyczne ideologie nękające naszą kulturę, byłem wściekły - nie chciałem zachować dystansu. Nazwałem rzeczy po imieniu, nie stosując eufemizmów ani podobnych w funkcji zabiegów stylistycznych. Myślę, że udawanie tak zwanego "obiektywizmu", byłoby z mojej strony tanim pozerstwem. Należę do pokolenia, które na własnej skórze, a właściwie własnym mózgu doświadczyło indoktrynacji obecnej w latach 60. i 70. Wtedy to właśnie postawy magiczne, określane napuszoną nazwą "światopogląd naukowy", były nie tylko propagowane, ale wręcz wymuszane. Oczywiście rzekomy światopogląd naukowy był niczym innym, jak tylko wiarą w pryncypia marksowsko-leninowskiego materializmu dialektycznego oraz jedynie słuszną koncepcją polityczną PZPR. Cały ten galimatias idei koncentrował się wokół swoistego sacrum, jakim był Wielki Brat zza Buga, któremu przychodzili w sukurs pomniejsi braciszkowie nadwiślańscy. Były też święte księgi, które należało studiować ze służalczym zrozumieniem oraz cytować w uczonych rozprawach fragmenty, szczególnie dobrze widziane przez ówczesne władze. Pamiętam również nabożeństwa dla ludu, w postaci zjazdów "partii zewnętrznej" oraz na poły tajne misteria dla wybranych, czyli plenarne posiedzenia partii wewnętrznej.

Wynikiem tych żałosnych ceremonii były rozpowszechniane w oficjalnych mediach wskazówki, jak coś tam budować, rozszerzać, pogłębiać i umacniać, abyśmy byli świadomi, zdrowi, postępowi i szczęśliwi - amen.

Dlatego gdy dzisiaj słyszę, jak ktoś o umysłowości przysłowiowej przygłupiastej blondynki (podkreślam - przysłowiowej, a nie realnej) poucza ludzi, jak żyć, jak rozszerzać świadomość, umacniać integrację osobowości, pogłębiać autorefleksję itp., kwituję to powiedzeniem z żargonu studenckiego: "oddal się stąd niezwłocznie!".

Jeśli moje zdecydowane stanowisko kojarzy się komuś z nietolerancją, bo przecież w systemie demokratycznym każdy ma podobno prawo do posiadania i wyrażania własnych poglądów, to przypomnę, że niektóre poglądy głoszone publicznie i przekładane na praktyczne działanie, naruszają porządek prawny. Przykładów nie trzeba wymyślać. Zapewne pamiętamy proces sądowy przeciw rodzicom, którzy z racji swych poglądów religijnych prawie że zagłodzili własne dziecko i nie chcieli dopuścić do interwencji lekarza. Podobnie, przypadki pobicia obywateli demokratycznego państwa i podpalania ich domów tylko dlatego, że należą do mniejszości etnicznej, wywołane są głoszeniem i wcielaniem w życie obłędnych idei. Ich głosiciele ścigani są przez policję i odpowiadają przed sądem. Nie ma sensu mnożyć przykładów, gdyż opisane zdarzenia są powszechnie znane. Okazuje się, że niezmiennie aktualny jest we współczesnym świecie problem granic wolności człowieka. Wydawałoby się, że wszystko na ten temat zostało już powiedziane, a dalsze dyskusje przypominają chłostanie zdechłego konia, a jednak w kawiarnianych kręgach intelektualnych problem jest nadal żywy, a propozycje rozwiązań stają się niestety podstawą decyzji społeczno-politycznych. Parlamenty niektórych państw, w imię wolności i tolerancji, usankcjonowały ustawowo sypianie pod jednym dachem z dziećmi dwóch "tatusiów", ewentualnie dwóch "mamuś". Zastanawiam się, jak dziecko z homoseksualnej "rodziny" identyfikuje się z własną płcią i jaki wpływ na jego rozwój uczuciowy mają obserwacje gry miłosnej "rodziców". To oczywiście nie obchodziło większości parlamentarzystów, bo wolność człowieka jest sacrum, któremu nie wolno uchybić.

Okazuje się, że można nie wierzyć w duchy, czary ani tajemne siły, a przyjmować postawę magiczną, której centrum to odpowiednio spreparowana idea, skądinąd godna szacunku, pełniąca tu rolę nienaruszalnej świętości. Tego rodzaju postawy magiczne są niezwykle trudne do zidentyfikowania, gdyż z pozoru przypominają zwykłe ludzkie postawy, zawierające składnik racjonalny oraz uczuciowy. W odróżnieniu jednak od tamtych charakteryzują się nadmiernie wybujałym składnikiem afektywnym, który zakłóca racjonalne myślenie, prowadząc do przekonania o ich uniwersalizmie, ponadczasowości czy szczególnie wysokiej wartości moralnej.

Wszyscy w mniejszym lub większym stopniu jesteśmy podatni na zewnętrzne wpływy zaszczepiające i rozwijające w nas postawy magiczne. Ludzki umysł to nie komputer przetwarzający informacje. Posiadamy uczucia, wpływające na całą resztę naszej psychiki, a w szczególności na nasz umysł. Dlatego też nie zawsze potrafimy się obronić przed manipulacją, czyli wpływaniem na naszą osobowość bez naszej wiedzy i zgody. Najczęściej prześladowca, który nami manipuluje, czyni to poprzez wpływanie na nasze uczucia. Odwoływanie się bezpośrednio do umysłu może bowiem zakończyć się porażką, gdy ofiara wykaże dostateczny poziom inteligencji.

Techniki manipulacji są dosyć proste i mają historię dłuższą niż nauka psychologii. Niektóre z nich stosują nawet małe dzieci, aby wymusić coś na rodzicach. Manipulacja na skalę masową wymaga jednak więcej inwencji i wysiłku. W przybliżeniu wygląda to tak: zanim prześladowca przystąpi do właściwych działań, stara się korzystnie zaprezentować wybranym ofiarom - bądź to jako mędrzec, bądź bohater albo doradca, opiekun - słowem człowiek godny zaufania. W odczuciu społecznym jest to jednostka obdarzona charyzmą, szczególnym darem, stanowiącym rację jej dalszego postępowania. Może wydawać się dziwne, że tak naprawdę ów charyzmatyk niekiedy okazuje się prymitywnym cwaniakiem, chamem, oszustem, albo pedofilem, a otoczenie tego nie zauważa. Pamiętajmy jednak, że ludzie spostrzegają w innych raczej to, co chcą spostrzec, niż to, co jest widoczne na pierwszy rzut oka. Fachowa autoprezentacja maskuje skutecznie te wymienione wyżej "drobne" wady, poprzez wzbudzenie nadziei na lepsze jutro, uwolnienie od kłopotów - ogólnie: nadziei na jakąś formę wybawienia. Kamuflaż jest tym skuteczniejszy, im wyższy jest stopień frustracji społecznej, a zatem oczekiwania na jakiś cud, który położy kres uciążliwościom życia. Jeżeli wstępny etap zakończył się sukcesem, to prześladowca - manipulator może zastosować wiele szczegółowych sposobów z zasobów psychotechnik sygnowanych nazwą "inżynieria behawioralna". Przede wszystkim on sam, nierzadko z zespołem współmanipulatorów, usilnie pracuje nad zmianą znaczenia słów i całych wyrażeń językowych w celu nadania jednym pozytywnych, a innym negatywnych konotacji. Pozytywne uczucia budzą w nas idee skojarzone na przykład z przymiotnikami: naukowy, nowoczesny, humanistyczny, podmiotowy. Cokolwiek by to było, jeśli jest "humanistyczne", to musi być (w domyśle) dobre. Uczucia negatywne powstają w nas, gdy jakakolwiek idea jest określona jako przestarzała, upraszczająca, technokratyczna, niedemokratyczna, niesprzyjająca rozwojowi. W praktyce doświadczeni prześladowcy stosują bardziej finezyjne zabiegi na słowach. W latach 70. ubiegłego stulecia ktoś zaproponował, aby siedziba Telewizji Polskiej mieściła się na ulicy Jana Pawła Woronicza, a nie jak dotąd tylko Pawła Woronicza. Niechęć społeczna do telewizji była jednak zbyt wielka, aby skojarzenia z imionami Ojca Świętego cokolwiek tu zmieniło. Manipulacja językiem owocuje jako nowomowa, a więc mowa zawierająca pozornie zwykłe słowa, ale o znaczeniu zgodnym z intencją manipulatorów.

Równie istotnym zabiegiem manipulacyjnym jest wskazanie ludziom celów, do których mają zmierzać. Jeśli odbiorcy są fanatyczni i niezbyt inteligentni, cele określane są dokładnie i konkretnie - na przykład: pobyt w raju, rozkosze zażywane w towarzystwie pięknych hurys, nieśmiertelność, wieczna szczęśliwość itp. Odbiorcom bardziej krytycznym przedstawia się cele niedookreślone, opisane mgliście, niejednoznacznie, możliwe do realizacji w bliżej nieokreślonym czasie. Oczywiście, na wypadek gdyby realizacja głoszonych idei napotkała na przeszkody, trzeba wymyślić wroga, który złośliwie i podstępnie działa na szkodę ludzi. Może to być niedowiarek, imperialista, globalista, konserwatysta, alpinista, Żyd albo listonosz. Obojętnie, kim on jest. Ważne jest tylko to, że jest wrogiem i należy go zwalczać. W razie wzrostu niezadowolenia w danej społeczności można wskazać kierunek i sposób wyładowania złości. Nie zaszkodzi od czasu do czasu przyłapać jednego z wrogów na gorącym uczynku, nieważne jakim, osądzić go, skazać i obarczyć odpowiedzialnością za niepowodzenia w dążeniu społeczności do wytyczonych celów.

Sukces manipulacji zależy od utrzymującej się nieustannie wdzięczności ofiar dla manipulatora za dobro i łaski, którymi ich obdarza. Dlatego tak ważne jest nieustanne wytwarzanie w społeczności ofiar poczucia zobowiązania i poczucia winy, za nie dość ochocze podejmowanie wyznaczonych zadań. Manipulatorzy tworzą w tym celu o sobie samych mity, zawierające sceny cierpienia, poświęcenia dla ludu, obrazy heroicznych zmagań z przeciwnościami i inne bajeczki wyciskające łzy z oczu lub wywołujące gęsią skórkę. Wszystko to okraszone jest prowadzoną nieustannie propagandą sukcesu, kiedy podkreśla się wiekopomne osiągnięcia społeczności pod wodzą manipulatora, oraz propagandą strachu, gdy wywołuje się lęk przed porażką, wrogiem, własną niedoskonałością. Tak nakreślony obraz przypomina ustrój społeczny nazwany przez Orwella Anglo-Soc. Fikcja literacka autora nie odbiega jednak zbyt daleko od rzeczywistości. Do tej pory mamy na świecie kraje zorganizowane właśnie na taką modłę i stan ten może trwać jeszcze dość długo.

Na koniec zadajmy pytanie: Czy zagraża nam pułapka manipulacji? Odpowiedź jest teoretycznie prosta. Jeśli trafnie rozpoznamy fakt manipulacji i intencje prześladowcy, zagrożenie znika. Sprawa komplikuje się, jeżeli wystąpią dodatkowe czynniki zakłócające naszą ocenę. Jednym z nich jest nacisk społeczny. Każdy z nas doznaje go w jakiejś formie, a niekiedy chętnie mu ulega. Przykładem może być moda na ubiór, fryzurę, makijaż... Ale to bardziej śmieszne niż groźne. W następnym odcinku postaram się przedstawić taki wpływ społeczny, który owocuje czymś poważniejszym niż zwichnięta kostka fajtłapowatej pani chodzącej w butach na zbyt wysokich obcasach.

Leszek Wrona  

 
Rozmiar: 4333 bajtów

Do góry strony

Copyright © zespół "Konspektu" Kraków, lipiec 2002
Statystyka