Dydaktyka 

 

Następny artykuł

Strona tytułowa

Poprzedni artykuł


 
Beata Klaudia Sosin

Nieskromnie mówiąc: "Najlepsi z najlepszymi"

 

Dzięki współpracy rektora Akademii Pedagogicznej w Krakowie, dyrektora Instytutu Filologii Polskiej oraz Wydawnictwa Edukacyjnego w dniach 19-20 kwietnia br. zorganizowane zostało I Ogólnopolskie Spotkanie Nauczycieli Języka Polskiego Szkół Ponadgimnazjalnych, na którym przedstawiono program, a także podręcznik do nauczania języka polskiego w liceum ogólnokształcącym, liceum profilowanym oraz technikum To lubię! Do udziału w tej imprezie zaproszeni zostali nauczyciele najlepszych szkół z całego kraju.

Jak poinformował w czasie konferencji prasowej prof. Bolesław Faron, osoba najbardziej zaangażowana w przygotowanie i sam przebieg imprezy organizatorzy spodziewali się przybycia około setki zainteresowanych. Na podstawie rankingów prasowych wytypowano listę najlepszych liceów w naszym kraju, a następnie rozesłano stosowne zaproszenia. Nikt jednak nie spodziewał się tak pozytywnej reakcji środowiska. Odzew był natychmiastowy i ostatecznie, po podwojeniu ilości zaproszeń, w auli AP pojawiło się około 180 osób.

Spotkanie, które już w założeniu miało mieć charakter intelektualny, a nie tylko komercyjny, zainaugurował JM Rektor prof. Michał Śliwa. Wraz z nim za stołem zasiedli: mgr Bożena Czernek, prezes Wydawnictwa Edukacyjnego, prof. Bolesław Faron oraz przybyli autorzy podręczników z serii To lubię!: dr Zofia Agnieszka Kłakówna, prof. Maria Jędrychowska, dr Waldemar Martyniuk, mgr Piotr Kołodziej, dr Iwona Steczko i mgr Elżbieta Szudek.

Swe powitalne wystąpienie rektor rozpoczął od zabawnego skojarzenia. Goszcząc w murach Uczelni tak liczne i zacne grono Pań i Panów pedagogów, nie sposób, jak sam powiedział, powstrzymać się od wzniesienia okrzyku: "To lubię!" Rektor zwrócił też uwagę na fakt, że inicjatywa wydawnicza podjęta w głównej mierze przez pracowników dydaktycznych Instytutu Filologii Polskiej rzeczywiście powiodła się, a krakowska Akademia Pedagogiczna jest najwłaściwszym miejscem do rozważań nad problemami polonistycznymi i szeroko rozumianą dydaktyką. Rektor dodał również, że ta najstarsza w Polsce uczelnia pedagogiczna jest uważana za najlepszą tego typu w naszym kraju. Świadczą o tym choćby rankingi ogłaszane na łamach "Polityki", "Perspektyw" czy "Rzeczpospolitej". A że w spotkaniu biorą udział najlepsi nauczyciele z całej Polski, wniosek Rektora mógł być tylko jeden: "Dziś spotykają się najlepsi z najlepszymi!"

Rozmiar: 65268 bajtów

Po wystąpieniu Rektora głos zabrał prof. Bolesław Faron, który jest na trwałe związany zarówno z Akademią Pedagogiczną (obecnie jako dyrektor Instytutu Filologii Polskiej), jak i z Wydawnictwem Edukacyjnym, w którym zajmował różne stanowiska, a obecnie sprawuje funkcję dyrektora naukowego. Uradowany widokiem sporej liczby przybyłych prof. Faron zastanawiał się na przyczyną tak dużej frekwencji. "Czy to za sprawą sławy rektora, samej Uczelni, wreszcie uroków Krakowa, a może zainteresowania podręcznikiem?" - żartował. Miejmy nadzieję, że wszystkie te czynniki złożyły się na to, że na sali pojawiło się wielu nauczycieli (w dużej mierze absolwentów tutejszego Instytutu Filologii Polskiej), a także wizytatorzy i przedstawiciele kuratoriów.

Nim jeszcze doszło do szczegółowych prezentacji podręczników i omówienia problematyki związanej z nową publikacją, prof. Bolesław Faron wygłosił niezwykle interesujący referat dotyczący ważnego szczególnie dziś, a ciągle jeszcze niewystarczająco zgłębionego na płaszczyźnie przekazu dydaktycznego, problemu postmodernizmu. Wybór tego tematu podyktowany został licznymi obserwacjami, z których wynika, że kategoria "ponowoczesności" była i nadal jest silnie kontestowana z powodu nieznajomości samego pojęcia. A przecież "wszędobylski postmodernizm" to dziś nie tylko problem teoretycznej analizy naukowej, ale przede wszystkim zjawisko silnie zakorzenione w życiu. Skoro więc uczeń spotyka się z "postmoderną" na co dzień, to nie sposób pominąć tej kwestii w szkole, której podstawowym celem jest przecież przygotowanie młodego człowieka do życia w społeczeństwie. Przypominając i charakteryzując poszczególne wyznaczniki nowej kategorii, takie jak choćby intertekstualność, fragmentaryczność, "zróżnicowanie w jednorodności", anarchiczność duchowa, etc., prof. Faron odwoływał się zarówno do własnych spostrzeżeń, jak i przykładów tego typu literatury na gruncie polskim i zagranicznym.

Referat ten, choć na pozór nie dotyczył bezpośrednio problemów dydaktycznych, spotkał się z dużym zainteresowaniem za strony słuchaczy. Nie inaczej było w trakcie kolejnego wystąpienia. Po krótkiej przerwie głos zabrała bowiem, związana z Wydawnictwem od początku jego istnienia, dr Zofia Agnieszka Kłakówna. Jej wykład na temat kształcenia kulturowego i literackiego w programach i podręcznikach To lubię! miał na celu ogólną prezentację przyjętych rozwiązań. Autorka podkreślała wyjątkowość tej propozycji. Novum polega m.in. na odejściu, na poziomie liceum, od układu historyczno- i teoretycznoliterackiego prezentowania zjawisk literackich i, w miejsce tego, na porządkowaniu tekstów w ujęciach problemowych. Nie oznacza to oczywiście rezygnacji z refleksji na temat procesów i przełomów kulturowych. Rzecz w tym, że nowa szkoła ponadgimnazjalna, ze względu choćby na charakter współczesnego świata, nie może być nastawiona jedynie na transmisję wiedzy o przeszłości. Dr Kłakówna podkreślała również konieczność korelacji kształcenia kulturowo-literackiego z kształceniem językowym. Takie podejście gwarantuje lepszą efektywność nauczania także za sprawą zmiany postawy ucznia. Nowoczesne, choć już sprawdzone przez autorów metody powodują, że znudzony do tej pory uczeń ma teraz szansę podjąć z zainteresowaniem zaproponowaną przez nauczyciela tematykę. Pozytywne zaś odczucia są, o czym zapewniła także na podstawie własnej praktyki autorka, gwarancją trwałego przyswojenia wiedzy poprzez uruchomienie funkcji zapamiętywania pod wpływem pozytywnych emocji.

Z wystąpieniem dr Kłakówny korespondował, ostatni już w tym dniu, wykład zatytułowany: Kształcenie sprawności językowych w szkołach ponadgimnazjalnych. Dr Iwona Steczko rozpoczęła go od osobistego spostrzeżenia dotyczącego podejścia do tej tematyki w całym procesie nauczania. Dawne spojrzenie na gramatykę opisową, oparte na strukturalizmie bez uwzględniania takich dziedzin nauki o języku, jak teoria aktów mowy, pragmalingwisytka, lingwistyka kulturowa czy kognitywizm, powodowało, że język badano za pomocą niewystarczających narzędzi. Aby bowiem ukazać moc języka, jego fenomen, by móc odpowiedzieć na pytanie: Co ja robię mówiąc?, trzeba było odnieść się do całego wachlarza poglądów na sprawy języka. Wykład miał na celu prezentację metody kształcenia językowego w To lubię! Zdaniem dr Iwony Steczko, przekazywana wiedza ma kształtować kompetencje tworzenia tekstów i ich rozumienia (nadawania znaczeń). Ta umiejętność może zostać ukształtowana tylko na podstawie pracy z różnorodnym materiałem. W tym celu autorzy proponują w podręczniku autentyczne, więc niespreparowane, fragmenty rozmaitych tekstów lub teksty w całości. Dr I. Steczko w sposób ciekawy i dynamiczny streściła zawartości książki oraz zaprezentowała zasadę jej konstrukcji na przykładzie pierwszej części Na drodze do samopoznania. Wykład cieszył się dużym zainteresowaniem.

Wystąpienie dr I. Steczko nie było ostatnią atrakcją przewidzianą na piątek. Wieczorem nauczyciele i pozostali goście przenieśli się w okolice Rynku Głównego. Tam też, w kawiarni Jama Michalika przy ulicy Floriańskiej, odbyło się spotkanie o nieco swobodniejszym charakterze. Miejsce znane m.in. z kabaretu "Zielony Balonik" przyciągnęło, mimo wyczerpującego dnia, liczne grono zaproszonych. Wieczór uświetniła prelekcja prof. Bolesława Farona, który jest chyba najlepszym znawcą historii tego szczególnego miejsca. Owocem fascynacji profesora jest bowiem wspaniały przewodnik po Jamie Michalika. Autor chętnie dzielił się swoją wiedzą z nauczycielami - praktykami, zauważył bowiem ścisłą korespondencję pomiędzy miejscem, w którym się aktualnie znajdował, a koncepcją podręczników To lubię! Zarówno malowidła na ścianach wnętrza kawiarni, jak i obrazy zamieszczane w publikacjach WE to dowód szczególnej wagi znaczeń kulturowych ukrytych w ikonosferze.

Na sobotę natomiast zaplanowano jeszcze inną "wycieczkę" kulturalną: wizytę w muzeum Młodej Polski, czyli słynnej bronowickiej "Rydlówce". Od rana natomiast trwały prowadzone równolegle w trzech grupach warsztaty. Równolegle, by każdy mógł zapoznać się z trzema wybranymi partiami podręcznika. Sobotnie zajęcia pokazywały koncepcję kształcenia To lubię! w praktyce.

Do warsztatów przystąpić mieli zarówno ci, którzy pierwszy raz zetknęli się z nowym podręcznikiem, jak i "znawcy" krakowskiej serii (To lubię! od lat z powodzeniem funkcjonuje w szkole podstawowej i gimnazjum). A oto co jeszcze przed warsztatami mówiła jedna z uczestniczek, Katarzyna Bomba:

"Z zajęciami praktycznymi wiążę duże nadzieje. W zawodzie nauczycielskim pracuję od siedmiu lat. Zaczynałam od nauki języka polskiego w szkole podstawowej, pracowałam również w gimnazjum. Dodatkowo w tym roku rozpoczęłam nauczanie w liceum. Mam wrażenie, że z roku na rok coraz głębiej zapoznawałam się z metodą, jaką obrali autorzy, przygotowywanych przez Wydawnictwo Edukacyjne z Krakowa, podręczników. Wydaje mi się, że dziś już bardzo dobrze znam tę koncepcję. Mam na myśli oczywiście podręczniki do nauki w szkole podstawowej i gimnazjum. Teraz czekają mnie nowe wyzwania. Jestem bardzo ciekawa, jak skomponowany został podręcznik będący propozycją dla liceum. Przyznaję, że jest to dla mnie szczególnie ważne z tego powodu, że mając za sobą dobre doświadczenia z poprzednimi edycjami, w nadchodzącym roku szkolnym chciałabym rozpocząć pracę z młodzieżą licealną na podstawie proponowanego właśnie podręcznika. Liczę na to, że w czasie odbywających się warsztatów będę miała okazję zweryfikować moją dotychczasową wiedzę, a na tym gruncie przećwiczyć nieznany mi jeszcze materiał. Kiedy rozpoczynałam pracę w zawodzie, miałam to szczęście, ze od samego początku towarzyszyły mi te podręczniki. Niestety jednak, ciągle mam do czynienia z nauczycielami, dla których jest to nowość wywołująca paraliżujący strach przed skorzystaniem z pomysłów To lubię! Jest to zapewne związane z pewnym trudem przezwyciężenia dawnych nawyków i często niezdrowych przyzwyczajeń. Z mej studenckiej praktyki pamiętam też, że tzw.<<stare>> podręczniki nie dawały tak szerokiej możliwości przeprowadzania lekcji twórczych, aktywizujących ucznia. Jeżeli za cel nadrzędny postawimy sobie dobro ucznia, to nie powinien zrażać fakt, że trzeba się nieco więcej przygotowywać przed przeprowadzeniem zajęć i nie można stworzyć sobie gotowego wzorca, idealnego konspektu. Lekcję tworzy bowiem nie sam nauczyciel, ale przede wszystkim uczeń we współpracy z prowadzącym. Autorzy zalecają także sięganie do innych źródeł wiedzy. Takie sugestie wymagają wielkiej elastyczności od nauczyciela, który często sam musi kompilować bądź też rozszerzać nabytą wcześniej wiedzę odpowiednio do wymogów danej sytuacji. Jest to najbardziej widoczne, kiedy zauważam, że po raz pierwszy spotykam się z tak integralnym potraktowaniem treści językowych z literackimi. Podsumowując, chcę zaznaczyć jedno: te podręczniki nie pozwalają popaść w rutynę".

W czasie warsztatów przeprowadzanych w systemie blokowym mgr Janusz Waligóra oraz mgr Piotr Kołodziej mieli przedstawić koncepcję kształcenia kulturowo-literackiego, zaś dr Iwona Steczko rozdział podręcznika poświęcony kształceniu językowemu. Poszczególne partie książki są bowiem ściśle skorelowane. Oczywiście ze względu na ilość uczestników był to dość szczególny typ warsztatów.

Zarówno cykl piątkowych wykładów, jak i sobotnie zajęcia praktyczne spotkały się z dużym zainteresowaniem polonistów z całej Polski. Było to pierwsze spotkanie na tak wielką skalę, ale nie precedensowe w historii Wydawnictwa. WE od kilku lat prowadzi bowiem szeroko pojętą działalność dydaktyczną. Organizuje warsztaty metodyczne dla nauczycieli różnych przedmiotów, prowadzone przez autorów podręczników oraz doświadczonych dydaktyków. Nowatorskie propozycje metodyczne zostały docenione przez nauczycieli oraz Ministerstwo Edukacji. Świadczy o tym choćby nagroda na 5. Targach Książki Szkolnej - Edukacja'98 - Puchar Ministra Edukacji za nowoczesność w dydaktyce i edytorstwie oraz Nagroda Edukacja'98 za walory edukacyjno-poznawcze książki To lubię! Teksty i zadania. Klasa VII. Innym rodzajem wyróżnienia są recenzje prezentowanego właśnie podręcznika do szkół ponadgimnazjalnych. Oto dwa tylko fragmenty:

"Podręcznik (...) jest propozycją nowatorską, gdyż burzy tradycyjny, wzorowany na dydaktyce uniwersyteckiej, sposób prezentowania wiedzy o literaturze i kulturze (...). Komunikacja jest tutaj traktowana jako komunikacja symboliczno-aksjologiczna, która tworzy swoiste środowisko naturalne człowieka, stanowi o jego wolności i człowieczeństwie. To lubię! dla uczniów klas I liceum ogólnokształcącego proponuje "wychowanie do rozumnego korzystania z wolności", a tym samym określenie się wobec kwestii tożsamości kulturowej i narodowej oraz związanej z nim tradycji (...).

prof. Barbara Myrdzik  

 

"Cykl To lubię! - co wielokrotnie podkreślała Bożena Chrząstowska - uznać można za swoistą <<lokomotywę reformy>>. Jak słusznie - jako jedna z jego pierwszych recenzentek - przewidywała Mirosława Kondys, przyczynił się on do prawdziwego przewrotu w metodyce. To, co stało się udziałem wielu nauczycieli szkół podstawowych i gimnazjalnych, teraz ma szansę zaistnieć na poziomie zreformowanego liceum (...). Propozycja adresowana do licealistów wyraźnie nawiązuje do współczesnych europejskich standardów, zgodnie z którymi pożądaną cechą materiałów edukacyjnych jest otwartość na rozmaite możliwości ich formowania. Tak programy, jak i podręczniki nie są dane do <<realizacji>>, ale niejako już w swojej konstrukcji eksponują potrzebę autorskiej aktywności nauczyciela".

dr Maria Kwiatkowska-Ratajczak  

 

Tego typu opinie rzeczoznawców, a także spotkanie, które miało miejsce w Akademii Pedagogicznej, dowodzą, iż podręcznikami To lubię! warto się zainteresować i je po prostu polubić!

O ich wartości niech świadczy jeszcze jeden fakt i chyba najlepsza cenzurka, na jaką może sobie zasłużyć książka. Prof. Bolesław Faron za kulisami opowiedział mi o takim zdarzeniu. Pewnego dnia do Wydawnictwa przyszedł list. Była to korespondencja od małej dziewczynki, która wówczas przebywała w szpitalu. Kiedy dowiedziała się, że będzie hospitalizowana przez prawie miesiąc, zabrała ze sobą tylko jedną książkę - To lubię! właśnie, swój podręcznik do języka polskiego.
Czy potrzeba innego komentarza?

Beata Klaudia Sosin  

* * *

"Przeczytać, przeżyć, zrozumieć, skomentować, uporządkować wiedzę" - o koncepcji podręcznika do klasy I liceum ogólnokształcącego i innych typów szkół ponadgimnazjalnych, tuż przez rozpoczęciem zajęć warsztatowych opowiadał jeden z autorów, Piotr Kołodziej.

 

Beata Klaudia Sosin:
Jaki jest cel organizacji spotkań takich jak te? Jaką rolę miałyby pełnić przygotowane m.in. przez Pana warsztaty?

Piotr Kołodziej:
- Podstawowym celem tych warsztatów jest zapoznanie nauczycieli szkół średnich z zupełnie jednak nową koncepcją kształcenia na poziomie ponadgimnazjalnym. Będziemy pracować oczywiście na konkretnych przykładach z naszego podręcznika, bo to on przecież jest wykładnią założeń zawartych w programie. Książka do kształcenia kulturowo-literackiego do pewnego stopnia przypomina poprzednie publikacje z serii To lubię!, prezentowany podręcznik licealny jest kontynuacją cyklu. Ci uczestnicy warsztatów, którzy się już z To lubię! zetknęli w szkole podstawowej lub gimnazjum, są, rzecz jasna, w nieco lepszej sytuacji. Skądinąd wiemy jednak, bo przecież warsztaty prowadzimy w całej Polsce i nie od dziś, że tylko bardzo nieliczni nauczyciele z liceów są zorientowani, czym tak naprawdę zajmuje się polonista w gimnazjum, z jakich książek tam się uczy. Będziemy chcieli wyraźnie podkreślić, iż absolwent gimnazjum to zupełnie inny człowiek niż dawny ósmoklasista. Nowe, trzyletnie liceum, to także zupełnie inna szkoła średnia niż dawniej, z zupełnie inna maturą. Poza tym mamy nową Polskę i XXI wiek... Wszystko to oczywiście uwzględniliśmy w naszej koncepcji i, co za tym idzie, w konstrukcji podręcznika. O tym wszystkim również piszemy w osobnej książce dla nauczyciela. W sumie więc będziemy chcieli podczas warsztatów pokazać przede wszystkim, jak podręcznik jest zbudowany, jak z nim pracować, jaką pomocą w codziennej pracy może być książka nauczyciela. Na zajęciach wykorzystamy własne szkolne doświadczenia, bo przecież sami pracujemy również w liceum, gdzie mogliśmy na bieżąco weryfikować nasze pomysły.

Jak zatem zbudowana jest książka dla ucznia?

- Trudno to objaśnić w paru słowach. Krótko mówiąc: odchodzimy od prezentacji chronologicznie ułożonej wiedzy o literaturze. Tego nie da się dłużej w szkole utrzymać. Już dawno Michał Głowiński nazywał szkolną historię literatury "karykaturą" a Janusz Sławiński "parodią" dyscypliny uniwersyteckiej. A przecież obaj nie mieli na myśli szkoły, która ma trwać - jak teraz - tylko trzy lata, a w praktyce dwa i pół roku. Układ chronologiczny, prawem zasiedzenia i przez wygodę chyba, uznawany jest przez wielu za jedyny słuszny sposób porządkowania w liceum refleksji o kulturze. Przez to właśnie nauczyciele przesiadujący co roku w komisjach maturalnych, tak jak my, dowiadują się na przykład, że wszyscy ludzie, którym przyszło żyć w czasach średniowiecza, myśleli tylko i wyłącznie o Bogu. Ale na tysiąc lat średniowiecza z konieczności poświęca się tylko miesiąc lub dwa w pierwszej klasie. To musi prowadzić do frazesu. A przecież literatura, jak mówi Maria Janion, to forma rozumienia ludzi. Autor Lamentu świętokrzyskiego nie pisał swego dzieła z myślą o pierwszej klasie, tak jak Camus nie adresował Dżumy do maturzystów. Obaj natomiast z pewnością chcieli powiedzieć coś ważnego o człowieku i świecie, borykali się ze swym człowieczeństwem. Chronologicznie rzecz biorąc, dzielą ich wieki, ale jako ludzie mówiący o immanentnej dla naszej kondycji tajemnicy cierpienia są sobie współcześni. Są też nam - nauczycielom, uczniom, wszystkim - współcześni. I o tym chcemy mówić na lekcjach: o człowieku i jego sprawach, w zamian za kieszonkowy kurs historii literatury dla maluczkich.

Układ chronologiczny porządkuje refleksję o kulturze tylko w pewien sposób, a wpędza przy tym w liczne pułapki i w sumie utrudnia pracę w szkole, o czym wie każdy nauczyciel-praktyk. Przyszedł czas, by to zmienić, w każdym razie my chcemy to zmienić. Każdy nauczyciel zrobi, co zechce, na rynku będzie co najmniej kilkanaście różnych podręczników. My chcemy, by uczeń widział sens czytania literatury czy innych tekstów kultury, by miał świadomość, że problemy, z którymi zmagają się twórcy różnych epok zresztą, dotyczą również jego samego. W naszym podręczniku więc proponujemy wiele utworów, których nikt nigdy w polskiej szkole nie widział, bo nie było dla nich miejsca, bo nie były ilustracją takiego czy innego zjawiska w historii czy teorii literatury, bo nie starczało dla nich czasu. Odświeżamy listę lektur. W książkach na dwa i pół roku edukacji jest miejsce tylko na bardzo dobre teksty, które mówią o sprawach bardzo ważnych, zasadniczych dla każdego człowieka, również ucznia. Zamiast porządku chronologicznego proponujemy fundament o wiele solidniejszy, uniwersalny, to, co Ferdinand Braudel określa formułą "długie trwanie". Proponujemy ujęcie problemowe, refleksję wokół kwestii uniwersalnych. Niekończące się spory o periodyzację pozostawiamy fachowcom, a uczniom dajemy możliwość, zamiast reprodukcji gotowych formuł, samodzielnego szukania odpowiedzi na ważne pytania dotyczące kondycji człowieka-twórcy i uczestnika kultury, istoty z natury kulturalnej. To cel podstawowy, który wymaga od nas i od nauczycieli trudu autentycznej reformy. Dla uczniów i tak wszystko jest nowe. Mówiąc zaś o człowieku, już od pierwszego rozdziału jednak podejmujemy także refleksję historycznoliteracką. Mamy na to swoje oryginalne i sprawdzone sposoby, o których piszemy w książce nauczyciela i o których będziemy również mówić podczas warsztatów. W ogóle nasze podręczniki są tak zbudowane, że gwarantują spełnienie wszystkich wymogów "prawa", bo inaczej nikt nie dałby nam atestu. Ale założenia Podstawy programowej to nie wszystko. Opieraliśmy się przede wszystkim na filozofii, głównie Józefa Tischnera, na osiągnięciach współczesnej psychologii i pedagogiki, oczywiście literaturoznawstwa, językoznawstwa oraz na własnych doświadczeniach nauczycielskich.

Czego może się spodziewać nauczyciel po zetknięciu się z przeznaczonym dla niego podręcznikiem?

- Tego, co naszym zdaniem, zdaniem praktyków, powinien mieć "pod ręką". Oprócz więc szczegółowego objaśnienia koncepcji i przyjętych rozwiązań zamieszczamy tam liczne sugestie interpretacyjne i dydaktyczne, czyli co, jak i dlaczego możemy robić na lekcjach. Tłumaczymy się z naszych pomysłów, nie zapominamy o ani jednym tekście zamieszczonym w książkach do kształcenia kulturowo- -literackiego i językowego. Mamy świadomość, że żaden nauczyciel nie jest w stanie tygodniami przygotowywać się do każdej lekcji, zawsze mieć błyskotliwy, nowy pomysł, codziennie biegać do Biblioteki Jagiellońskiej po dodatkowe materiały. Wszystko to, co niezbędne, w naszym rozumieniu, ma mieć "pod ręką" w swoim podręczniku. I nie chodzi o jakieś uniwersalne wytrychy-scenariusze lekcji czy gotowe konspekty, gdyż te nikomu jeszcze nie pomogły, ale za to świetnie prowadzą na skróty do rutyny. Często żartujemy, że tę książkę piszemy właściwie dla siebie, by sobie ułatwić pracę. Jak z naszych sugestii skorzystają inni nauczyciele - i czy w ogóle skorzystają - zależy już od konkretnych ludzi. Na szczęście każdy jest wolnym człowiekiem i wie, co ma robić. Należy tylko pamiętać, że pracujemy z żywymi uczniami, którym "chodzi o życie" i którzy drugi raz do liceum już nie pójdą. I to wszystko.

Jak reaguje Pan na głosy tych nauczycieli, którzy uważają, że to kolejny z serii podręczników przeznaczony wyłącznie dla bardzo inteligentnego odbiorcy?

- Jest to jeden ze stereotypów na temat To lubię!, a ze stereotypami ciężko się walczy. Już teraz jesteśmy świadkami tworzenia się nowego, że w naszym podręczniku nie ma chronologii i historii literatury. I tę walkę oczywiście podejmiemy. Owszem, nasz podręcznik jest trudny o tyle, że idzie z duchem czasu, że uczy i wymaga od ucznia i nauczyciela samodzielnej refleksji, a nie przyjmowania na wiarę dogmatycznej wiedzy do reprodukowania na egzaminach. Ale budujemy go tak, by uczniowi i nauczycielowi pozwolić na samodzielność. Nasza dziedzina nie należy do nauk "twardych", to nie chemia, gdzie połączenie w pewnych warunkach dwóch pierwiastków zawsze da ten sam związek. Połączenie na polskim dwóch tekstów przynosi za każdym razem inne efekty, zależne od tego kto, kiedy, jak i w jakim celu je łączy. Ważne, by robić to świadomie i z przekonaniem. W naszej książce nie ma "połączeń" przypadkowych. Gdyby język sztuki był jednoznaczny, jak język nauk "twardych", przestałby być językiem sztuki. A nie chcemy też w pospiesznym kursie historii literatury tłumaczyć go na frazes. To wszystko, o czym mówię, jest oczywiście bardzo trudne. Budujemy więc w naszym podręczniku takie układy kontekstualne tekstów o różnym stopniu trudności w odbiorze, by refleksję o sprawach ważnych można było podejmować lub kończyć na różnych poziomach. To oznacza, że książka ta jest przeznaczona dla wszystkich uczniów. Ci "inteligentni" sięgną po prostu głębiej. Ci słabsi zaś muszą dotrzeć na tyle daleko, by szkoła mogła nazywać się jeszcze "średnią". Wszystko zależy od konkretnej sytuacji, konkretnych uczniów i nauczycieli. A nauczyciel, a więc specjalista od kształcenia, zna swoich uczniów i wie, co i kiedy jest dla nich dobre.

Czy może Pan podać jakiś konkretny przykład, jak to wygląda w praktyce?

- O tym właśnie będziemy mówić podczas warsztatów. Posłużymy się przykładem pierwszego rozdziału. Cała książka jest podporządkowana refleksji pod hasłem "tożsamość i pamięć". W pierwszej części stajemy, jak mówi tytuł, Na drodze do samopoznania. Rozważamy kwestię zewnętrznych przejawów tożsamości człowieka jako twórcy i uczestnika kultury. Semantyka stroju i nagości, moda, moda jako metafora kultury: barbarzyńcy, którzy chcą się "ubrać", i odwrotnie: cywilizacja, która chce się "rozebrać", wrócić do natury - oto z grubsza przebieg rozważań. Teksty są tak dobrane, by problem z czasem się komplikował, pogłębiał, poszerzał lub przeciwnie, powoli wyjaśniał. Nie ma gotowego scenariusza, dokąd uda się daną klasą dotrzeć. My pokażemy, dokąd można by dotrzeć i jak korzystać z poszczególnych rodzajów tekstów. Bo w naszej książce są różne teksty, co plastycznie objaśnia specjalna Legenda na końcu podręcznika. To niezwykle funkcjonalne zróżnicowanie tekstów i ich układ jest naszym wielkim wynalazkiem i oczywiście zupełną nowością w szkole. Sporo również w To lubię! starannie dobranej ikonografii, ale nigdy w roli dodatku do literatury lub ozdobnika. Dzieła niewerbalne zawsze traktujemy i czytamy jak inne teksty kultury. W sumie wszystkich materiałów jest w książce "o wiele za wiele", jak mówi Szymborska, co stwarza duże możliwości manewru.

Czy zatem ten nadmiar nie wywołuje wątpliwości o to, co jest najważniejsze?

- W podręczniku mamy do czynienia z czymś w rodzaju "słodkiego nadmiaru" i rzeczywiście trzeba wybierać, co może budzić obawy części nauczycieli. Wsparcie znajdziemy jednak w książce nauczyciela. Wielkim wynalazkiem i pomocą w wyznaczaniu kierunku działań są w naszym podręczniku zadania wstępne umieszczone przed każdym rozdziałem. Przygotowanie jednego często zajmowało nam i tydzień czasu. Ale było warto. Zadania te wyzwalają aktywność uczniów, wprowadzają na język polski ich kontekst osobisty, prywatne sprawy, współczesny świat. Cała reszta to rozwijanie problematyki wprowadzonej w zadaniach. Uczeń nie przychodzi na lekcję jak na bezludną wyspę oddzieloną beznadziejnie oceanem od życia, lecz by dowiedzieć się czegoś o życiu właśnie. A że robi to, czytając na przykład, o dziwo z przejęciem, Jana Jakuba Rousseau... tym lepiej. Do sprawdzania efektów działań lekcyjnych służą równie przemyślane zadania końcowe, które są przy okazji szczególnie przydatną formą sukcesywnego przygotowania do matury.

Wszystko to, co w podręczniku okaże się "nadmiarem", zawsze się może przydać, chociażby olimpijczykom czy szczególnie zainteresowanym danym tematem, np. podczas zajęć fakultatywnych. Gdyby i to źródło tekstów się wyczerpało, co nam raczej nie grozi, zawsze pozostają starannie przemyślane, liczne wskazówki bibliograficzne zawarte w książce nauczyciela.

Kto decydował o doborze tekstów?

- Decydowały wyznaczone cele, charakter podejmowanej problematyki, wartość artystyczna, stopień trudności, niebezpiecznie zwiększająca się objętość książki... Każdy tekst zaproponowany przez kogoś ze współautorów podręcznika był kilkakrotnie głośno czytany, a później odbywała się dyskusja trwająca nieraz, z przerwami, całe miesiące. Osobny problem to trafność wyboru fragmentów poszczególnych utworów. By w podręczniku zamieścić trzy strony wspomnianego Rousseau, trzeba było ich przeczytać setki. W ogóle pisanie takich książek jest bardzo czasochłonne. Kilka miesięcy autorzy spotykali się codziennie, niemalże z sobą mieszkali. Wszystko rodziło się w dyskusji, każdy pomysł był zawsze bardzo krytycznie analizowany przez cały zespół. Takich książek nie da się pisać w pojedynkę lub przez e-mail. No i potrzebna jest jeszcze szkolna praktyka.

Czy teraz, kiedy podręcznik ma trafić do nauczycieli i uczniów, dokonałby Pan jakichś drobnych poprawek? Czy dostrzega Pan jakieś konstrukcyjne błędy albo niedociągnięcia?

- Każda rzecz, która budziła choćby najmniejszą wątpliwość któregokolwiek z autorów, jeśli chodzi o dobór tekstu, jego jakość, nawet kwestie druku: dobór odpowiedniej czcionki czy zdjęcia, była prędzej czy później dyskutowana. Wszyscy bardzo się staraliśmy, ale człowiek jest tylko człowiekiem. Na razie nam się wszystko w podręczniku podoba. Jeśli będą tu jakieś potknięcia, to jedynie, mam nadzieję, literówki...

Dziękuję bardzo za rozmowę.

Rozmawiała Beata Klaudia Sosin

Rozmiar: 4333 bajtów

Do góry strony

Copyright © zespół "Konspektu" Kraków, lipiec 2002
Statystyka