Rozmowy |
|
Polonista w WilnieZ profesorem Tadeuszem Bujnickim rozmawia Halina StankiewiczZasadniczą kwestią staje się zakres oddziaływania Wilna na zewnątrz. Dokładnego zbadania i opisu wymaga bogate czasopiśmiennictwo wileńskie, ruch wydawniczy, różne aspekty życia literackiego - mówi profesor Tadeusz Bujnicki, kierownik Katedry Kultury Literackiej Pogranicza UJ
Halina Stankiewicz:
Tadeusz Bujnicki: Wiadomo, że skromny stan wiedzy o przedwojennym Wilnie jest konsekwencją uwarunkowań politycznych. Dlatego ze zrozumiałych powodów zainteresowanie życiem kulturalnym Wilna wzrosło w ostatnich latach i sukcesywnie się nasila. Sądzę, że wiele jeszcze problemów i zagadnień pozostaje nadal poza zasięgiem uwagi badaczy. Jakie, Pańskim zdaniem, są najważniejsze? - Oczywiście jest prawdą, że w wiedzy o mieście, mimo wielu wartościowych prac historyków i badaczy kultury, istnieje jeszcze olbrzymie pole, które należy zagospodarować. O Wilnie w ostatnich latach pisało się dużo, powstały świetne książki i rozprawy Małgorzaty Stolzman, Andrzeja Romanowskiego, Józefa Poklewskiego, Stanisława Beresia, Marek Zaleskiego, Andrzeja Zieniewicza czy Krzysztofa Woźniakowskiego, że wspomnę tylko te, które się wiążą z moją dyscypliną. Jest mnóstwo wspomnień, zwłaszcza o międzywojennym Wilnie. Jednak ciągle istnieją luki, głównie dotyczące widocznego w tym mieście "styku" narodowości i kultur. Do tej pory zajmowaliśmy się przede wszystkim literaturą i kulturą polską, spychając na dalszy plan to wszystko, co miało charakter "pograniczny" i synkretyczny. Wiemy dotąd bardzo mało o naprawdę znaczącej w Wilnie - "Jeruzalem Północy" - literaturze i kulturze żydowskiej; ciągle stanowczo za skromnie przedstawia się wiedza o kulturze i literaturze litewskiej w mieście oraz o związkach litewsko-polskich. Na interpretatorów czeka również wileńskie środowisko białoruskie, rosyjskie, tatarskie i karaimskie. W takich kontekstach szczególnej wagi nabiera typ i charakter związków, formy osmozy i formy napięć na styku tych wszystkich zróżnicowanych światów. Zasadniczą kwestią staje się zakres oddziaływania Wilna na zewnątrz. Dokładnego zbadania i opisu wymaga bogate czasopiśmiennictwo wileńskie, ruch wydawniczy, różne aspekty życia literackiego. Tematy podobne można mnożyć. Lecz badania takie wymagają wysiłku nie jednostek, lecz całych zespołów, wymagają umiejętnie sprecyzowanych projektów badawczych i - rzecz jasna - międzynarodowej współpracy. Przy tym należy się wyzbyć resentymentów i nawet płynących z najszlachetniejszych pobudek - sentymentów, tak aby zamierzone naukowe działania można było prowadzić sine ira et studio.
W "Przewodniku radiosłuchacza" z 1939 roku przeczytałam, że ciche Wilno, "pomazane" dostojeństwem historii - nie lubi nowoczesności, hałasu, niepewnych nowinek. Kto tu chce zamieszkać, musi się dostroić, przesiąknąć specyficznym klimatem miasta, uszanować jego godność - inaczej doczeka się zarzutu, że jest "nietutejszy". Tak było w dwudziestoleciu międzywojennym. Ofiarą tego stał się wielki działacz społeczny Witold Hulewicz. Czy zgadza się Pan z tą myślą? - Mówimy tym razem o Wilnie międzywojennym, a więc mieście, którego ówczesny byt określały fakty zdecydowanie odmienne od dzisiejszych. Wówczas, w okresie niedawno odzyskanej niepodległości, w atmosferze politycznych i ideowych konfliktów, próbowano określić wileńską tożsamość także i w takiej opozycji: "tutejszy" i "przybysz". Akcentowano odrębną wartość Wileńszczyzny, nawet w jej anachronicznych kształtach. Były to również kwestie ambicjonalne, czasem dodatkowo motywowane ideologicznie. Sądzę, że z takich powodów atakowano Hulewicza i jego radiowych współpracowników. Równocześnie jednak, w bardzo wielu przypadkach "przybysze" stawali się największymi "patriotami" Wilna: Łopalewski, Limanowski, Lorentz - to pierwsze z brzegu przykłady. Takim wileńskim patriotą był również autor zbiorku wierszy Miasto pod chmurami... Witold Hulewicz. Wraz z prof. Elżbietą Janus był Pan pomysłodawcą wznowienia w 1993 roku polonistyki na Uniwersytecie Wileńskim. Już od 9 lat działa pomyślnie katedra polonistyki kierowana przez prof. Algisa Kaledę. Aby utworzyć jakąkolwiek nową placówkę naukową, potrzebna była zgoda najwyższych władz. Podejrzewam, że uruchomienie Katedry nie było łatwe? - Przede wszystkim sprostowanie - "pomysłodawcą", o ile mi wiadomo, był Jerzy Giedroyc. Realizacją tego pomysłu zajął się prof. Jan Widacki, ówczesny ambasador Polski na Litwie. To właśnie od niego otrzymałem propozycję zajęć na powstającej polonistyce. Pani profesor Janus i ja byliśmy pierwszymi przyjezdnymi z Polski. A nieco później, jako lektor, zjawiła się pani Małgorzata Kasner (obecnie dyrektor Instytutu Polskiego w Wilnie). Zaczęliśmy wykładać we wrześniu 1993 roku, roku, w którym rozpoczęły się zajęcia na polonistyce wileńskiej. Ja byłem dwa lata, prof. Janus - trzy. Zasadniczo jednak ciężar organizacji Katedry spoczywał na barkach Algisa Kaledy, którego energii i poświęceniu zawdzięcza ona najwięcej. Współpracowało się nam świetnie i ten okres mego życia wspominam jako jeden z najciekawszych. Mam nadzieję, że kiedy spotkamy się za rok na dziesięciolecie Katedry, będzie o czym wspominać. Jakie kontakty wiążą Pana dzisiaj z polonistyką wileńską na Uniwersytecie Wileńskim i Pedagogicznym?
- Jak już mówiłem, w Wilnie, po zamknięciu dwuletniego pobytu, bywam kilka razy w roku, zwykle od kilku dni do paru tygodni. Prawie zawsze kontaktuję się z obiema Katedrami, czasem prowadzę wykłady. Odczuwam silny, przyjazny związek z polonistami wileńskimi, mam nadzieję, że z wzajemnością. Zasadniczo jednak prowadzę tutaj badania naukowe (w ramach już drugiego projektu badawczego). Udało mi się (z czego jestem bardzo dumny) współorganizować trzy kolejne sesje naukowe poświęcone literaturze i życiu literackiemu Wilna: w 1997, 1999 i obecnie w kwietniu. Mam wrażenie, że były to konferencje owocne (materiały pierwszej opublikowaliśmy w 2000 roku jako I tom serii Z prac Katedry Kultury Literackiej Pogranicza). Staram się równocześnie utrzymywać związki personalne i naukowe członków mojej krakowskiej Katedry z Wilnem, a zwłaszcza pomagać w umocnieniu wileńskiej polonistyki (m.in. oceniając prace doktorskie i otwierając przewody doktorskie). Mówiąc słowami profesora Kaledy, polonistyka wileńska "rośnie" przede wszystkim dzięki pomocy z Polski. Jaka, Pańskim zdaniem, jest kadra wileńska? Są to jeszcze ludzie młodzi, wielu z nich pisze jeszcze doktoraty? Czy może Pan nazwać ich pełnowartościowymi partnerami polskich uczelni? - Opinia Algisa Kaledy jest trafna, ale tylko do pewnego stopnia. Moim zdaniem, w Wilnie kształtuje się polonistyka o własnym i zapewne w niedługim czasie znaczącym charakterze. Dowodzą tego rozprawy samego Kaledy oraz prace Teresy Daleckiej, Ireny Fedorowicz, Danuty Balaszaitene i Reginy Jakubienas z Uniwersytetu Wileńskiego, czy rozprawy Romualda Naruńca, Haliny Turkiewicz i Krystyny Syrnickiej z Uniwersytetu Pedagogicznego. Mówię przy tym wyłącznie o historykach literatury, bo się na tym znam. Twierdzę stanowczo, że Wilno to kopalnia tematów historycznoliterackich, a nieprzebadanych materiałów jest mnóstwo. Jest to także zasadnicza baza dla naszej krakowskiej Katedry (na tych materiałach zbudowana została książka Andrzeja Romanowskiego o Młodej Polsce wileńskiej i przygotowywana przez tego samego autora książka o "pozytywizmie wileńskim", a także powstające rozprawy doktorskie Pawła Bukowca i Beaty Kalęby. Zatem nasze partnerstwo jest oczywistością, a z chwilą, gdy doświadczenie wileńskich kolegów się powiększy, będzie to na pewno pełna wymiana naukowych usług. Sądzę, że racja bytu litewskiej polonistyki polega między innymi na prowadzeniu badań materiałów związanych z Wilnem. W Wilnie leżą przyprószone kurzem rękopisy i mnóstwo innych ważnych źródeł. Nadal jest bardzo niewiele prac dwujęzycznych. Przypuszczam, że mogło to w jakiejś mierze decydować o powstaniu działającej pod Pańskim kierownictwem Katedry Kultury Literackiej Pogranicza na UJ? Jakie są jej najważniejsze zadania? - Gdybym miał określić perspektywy wileńskiej polonistyki, to widziałbym je następująco: przede wszystkim opracowanie owych niezwykle bogatych materiałów w bibliotekach i archiwach, stworzenie możliwości wydawniczych dla rzadkich i rękopiśmiennych tekstów, ale także badania nad "stykiem" kultur i literatur, swoista praca komparatystyczna obejmująca stosunki literackie polsko-litewskie, białoruskie, żydowskie, rosyjskie i in. To olbrzymi i leżący odłogiem obszar badawczy. Być może w przyszłości da się stworzyć szczególną historię literatury (i kultury) obszarów dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego? Pamiętajmy także o roli Wilna w formowaniu literatury ogólnopolskiej. A skoro mowa o mojej Katedrze, to może warto zwrócić uwagę na jej genezę. Powstała początkowo (w 1998 roku) jako Pracownia Literatury i Życia Literackiego Dawnych Kresów Wschodnich, przekształciła się później w Zakład, a od dwóch lat - w Katedrę, zmieniając równocześnie nazwę i w pewnym stopniu przedmiot badań. Jesteśmy zatem jednostką młodą, składającą się z 4 pracowników etatowych (dwóch profesorów i dwóch doktorów) oraz trojga doktorantów, placówką dopiero kształtującą swój profil badawczy, dydaktyczny i organizacyjny. Co ważne, mamy sprzyjający klimat w naszym Instytucie i na Uczelni, spore grono współpracowników (w tym najwierniejszych z krakowskiej AP: prof. Tadeusza Budrewicza i dra Jerzego S. Ossowskiego), a także pomysły badawcze w nadmiarze. Jak już wspominałem, ruszyła seria prac Katedry (trzy tomy opublikowane, trzy przygotowane do druku); współorganizowaliśmy 3 sesje naukowe, a w przygotowaniu są kolejne, myślimy także o odpowiedniej specjalizacji dydaktycznej. W zespole związanym z Katedrą powstał pomysł Encyklopedii Kultury Pogranicza Wschodniego, którą zamierzamy przygotować do druku w przyszłym roku akademickim. Mam nadzieję, że odchodząc za rok na emeryturę, pozostawię Katedrę dobrze przygotowaną do dalszych działań i - co ważne - oddam ją w godne ręce prof. Andrzeja Romanowskiego. Trwa właśnie przygotowywanie przez zespół złożony z pracowników UJ i AP "Encyklopedii Kultury Pogranicza Wschodniego". Skąd mają Państwo zamiar dostać dotacje i kiedy tak potrzebna encyklopedia wreszcie ujrzy światło dzienne? - Wspominając o Encyklopedii, mówiłem przede wszystkim o jej przygotowaniu merytorycznym. Jej poziom - jak sądzę - zapewnia współpraca autorów z różnych ośrodków, w tym także litewskich. Dodajmy, autorów tak wybitnych jak profesorowie Jacek Kolbuszewski, Józef Poklewski i Stanisław Uliasz. Jednakże staramy się, aby zdecydowaną większość haseł opracowali nasi krakowscy współpracownicy. Dotacje to jeszcze wielka niewiadoma, dopiero zaczniemy się o nie starać, natomiast, jak już powiedziałem, Encyklopedia powinna być gotowa w przyszłym roku. Słyszałam, że ma być także wydana praca doktorska J. Hernik-Spalińskiej o wileńskim teatrze w czasie II wojny światowej. Czy może Pan Profesor wskazać konkretny termin? - Jak zwykle mówienie o "konkretnym terminie" jest raczej życzeniem niż pewnością. Jeśli uzyskamy środki na druk - to szybko, gdyż praca jest już całkowicie gotowa i po opracowaniu redakcyjnym, czyli może być publikowana. Ale już teraz wiemy, że Instytut Sztuki w Warszawie, gdzie była broniona praca, nie ma możliwości finansowego wsparcia, a nasze lokalne środki są też niewystarczające. Szukamy zatem "bogatszych" sponsorów. Do zadań Katedry należy organizowanie sesji naukowych. W dniach 25-27 kwietnia br. w Wileńskim Uniwersytecie Pedagogicznym odbyła się konferencja naukowa "Wilno literackie na styku kultur". Jakiej problematyce była ona poświęcona i jaki był jej cel? Przebieg tej konferencji, mimo braku kilku referentów, był niesłychanie interesujący. Zgłosiło się na nią tak wielu chętnych, że zastanawialiśmy się, czy nie podzielić jej obrad na sekcje. Przeważyła - i słusznie - koncepcja obrad plenarnych, nawet za cenę ograniczenia czasu wygłaszania referatów i skrócenia dyskusji. Co bardzo istotne, konferencja objęła szeroki wachlarz problemów i stała na dobrym merytorycznie poziomie. Była rzeczywiście sesją międzynarodową i ogarnęła szereg ośrodków badawczych Polski i Litwy, a także Uppsali (dr Maria Zadencka). Z Polski przybyli badacze z Krakowa, Wrocławia, Warszawy, Opola, Poznania, Szczecina, Rzeszowa, Olsztyna, Wilno było reprezentowane przez aż 16 referentów. Sesja odbywała się w doskonałej atmosferze. Jest to zasługa wileńskich organizatorów i utrwalonych już więzi między ośrodkami badawczymi w Polsce a Uniwersytetem Wileńskim i Uniwersytetem Pedagogicznym w Wilnie. Jak dowiodła konferencja, kontakty nawiązane kilka lat temu dają coraz lepsze rezultaty. Skoro padło pytanie o cel konferencji, to warto odpowiedzieć powtarzając jej tytuł: Wilno literackie na styku kultur. Pokazała ona, jak w życiu kulturalnym miasta literatura i sztuka polska współegzystowały i nasycały się elementami innych literatur i sztuk. Przedstawiła Wilno jako mozaikę: polską, litewską, żydowską, rosyjską, białoruską... Szczególne znaczenie miał na konferencji referat Joanny Lisek o międzywojennej poezji "Jung Wilne", zjawisku literackim na skale europejską, a dotąd zapomnianym. Efektem wileńskiego naukowego spotkania jest ukazanie składników współżycia kultur, a także jej momentów spornych, konfliktowych. Dopiero przedstawienie dawnego i obecnego Wilna z różnych perspektyw daje jego obraz rzeczywisty i nie zmitologizowany. A do takich badań "na styku kultur" Wilno nadaje się jak żadne inne miasto wschodniej i środkowej Europy. Katedra zajmuje się wydawaniem indywidualnych prac naukowych (np. wspomnianej już niezwykle cennej książki A. Romanowskiego) oraz książek zbiorowych. "Młoda Polska wileńska" jest pierwszą monografią kultury polskiej na ziemiach litewsko-białoruskich przed I wojną światową. Wciąż trwają dyskusje o metodzie pisania prac o życiu literacko-kulturalnym. Nadal brakuje szerokiego zaplecza teoretycznego w dziedzinie badań nad tzw. życiem literacko-kulturalnym. We wprowadzeniu do wydanego przed dwoma laty zbiorowego tomu "Życie literackie i literatura w Wilnie XIX-XX wieku" (pod redakcją T. Bujnickiego i A. Romanowskiego) zaznacza Pan, że w tym wypadku nie można ograniczyć się do jednej metody. Czy mógłby Pan powiedzieć coś więcej na ten temat? - To temat na dłuższy wywód, a właściwie na panelową dyskusję. W Polsce badania nad strukturami życia literackiego są dobrze rozwinięte, zwłaszcza w "szkole" nieżyjącego już prof. Stefana Żółkiewskiego i jego następców. Metody wypracowane w tym kręgu uczonych z powodzeniem mogą służyć także naszym badaniom. Ale mimo wszystko nie sposób się do nich ograniczyć. Moim zdaniem, a pisałem o tym w wstępnej rozprawce przywołanego przez Panią tomu, interpretacje zjawisk literackich zachodzących na pograniczach wymagają bardziej złożonych narzędzi o komparatystycznym charakterze. Zjawiska dwu- (i więcej) języczności, zróżnicowanie języków, wiar, tradycji, stanowią tu obszar dla wielopoziomowych porównań, zestawień i kontrastów. Mam nadzieję, że w trakcie szczegółowych badań te metody będą się doskonaliły i wzbogacały. Co mógłby Pan powiedzieć o niedawno powstałej Fundacji Królowej Jadwigi? Kogo ona wspiera? - To szalenie ważna inicjatywa, która powstała dzięki wielkiej dotacji Pruszyńskich, rodziny znakomitego pisarza Ksawerego Pruszyńskiego; rodziny o korzeniach kresowo-pogranicznych, południowo-wschodnich. Ksawery był wielkim rzecznikiem mniejszości w okresie międzywojennym, a jego rodzina traktuje problematykę powiązań Polski z obszarami pogranicznymi jako znaczące wyzwanie. Założeniem Fundacji jest wspieranie stypendiami młodych przede wszystkim naukowców z krajów wschodniej i środkowej Europy, którzy są zainteresowani historią, kulturą czy literaturą polską, a także polską nauką. Z fundacji skorzystało już ponad stu uczonych z Rosji, Litwy, Łotwy, Estonii, Białorusi i innych krajów. Nie ma tu żadnych ograniczeń narodowościowych, nie są konieczne "korzenie" polskie, chociaż rzecz jasna wielu stypendystów może się nimi wykazać. Zasadniczo jednak chodzi o wspieranie naukowego "lobby" polskiego poza granicami Polski. Od tego roku Fundacja rozszerzyła się na organizację studiów dwusemestralnych dla studentów z różnych krajów. Fundacja Królowej Jadwigi jest dla naszej Katedry szczególnie ważna, nie tylko dlatego, że daje nam zajęcia dydaktyczne, ale przede wszystkim dlatego, że pozwala na nawiązywanie różnych i wielostronnych kontaktów. To wielka szansa dla dalszego rozwoju badań "pogranicznych". Czy nie sądzi Pan, że stanowczo za mało jest wydanych rozpraw o zasłużonych dla Wilna działaczach kulturalnych, pisarzach, muzykach, malarzach? Czy Pańska Katedra coś w związku z tym planuje? - Na tak sformułowane pytanie odpowiedź może być jedna: oczywiście, że za mało. Ale robi się już wiele i ciągle powstają jakieś prace i przyczynki o zasłużonych Wilnianach. Co do nas, to pragniemy w ramach naszej wydawniczej serii publikować zapomniane bądź pozostające w rękopisach pamiętniki i wspomnienia. Mogą nam one dostarczyć mnóstwa ciekawego materiału, nie tylko faktograficznego, lecz także ukazującego mentalność, rodzaj emocjonalności i świat wartości autorów. Dziękuję za rozmowę. Rozmawiała Halina Stankiewicz | ![]() | |||||
Copyright © zespół "Konspektu"
Kraków, lipiec 2002 | |||||||