@Pismo 7 (3/2003)

  

 

 

WYDARZENIA:

Lot nad Człowieczym Gniazdem



      Niebo z Ziemi często wygląda... jak? Tafla jeziora i nurt rzeki i bita śmietana i wzburzone morze i paleta farb i smoła i... i tak dalej. A jak wygląda Ziemia z Nieba? Dla nas wygląda tylko zza rogu, bo jest rozkochana w każdej cząstce swojego ziemskiego ciała, które boi się stracić i tylko czasami wychyla się bardziej żeby onieśmielić nas swoim dzikim, nieokiełznanym a jednocześnie tak idealnym pięknem, które tak skutecznie niszczymy własną idealną głupotą.


      Przechadzając się krakowskimi plantami między 11 lipca a 3 listopada tego roku, mogliśmy podziwiać wystawę zatytułowaną "Ziemia z Nieba. Portret planety u progu XXI wieku", nad którą patronat objęła Pani Jolanta Kwaśniewska oraz Polski Komitet ds. UNESCO. Fotografie w formacie 180x 120,dostępne bezpłatnie, oświetlone w nocy i czynne całą dobę, tworzyły jedyną w swoim rodzaju plenerową ekspozycję fotograficzną. Yann Arthus - Bertrand ze 100 000 zdjęć wybrał 123, które według niego doskonale pokazują różne zakątki świata i naturę danych regionów, która w zaskakujący sposób potrafiła wyczarować magiczne obrazy. I właśnie tę twórczość stworzoną rękami Matki Natury, francuski fotografik postanowił uwiecznić na zdjęciach, które obiegają cały świat a album pod takim samym tytułem już stał się światowym bestsellerem. Trzeba dodać, że oryginalność tych fotografii polega na tym, iż są robione z lotu ptaka.

Dywany z Marrakeszu

Serce w Voh

Karawana dromaderów

      Kiedy nadchodził wieczór , wtedy te wielo formatowe zdjęcia przypominały wycinki z naszych najpiękniejszych i najbarwniejszych snów. Mogliśmy podziwiać tzw. Oko Malediwów, powstałe z koralowych wysp na podwodnej skale, kopalnie uranu, czy nurt rzeki Thjorsa, które z lotu ptaka, przybierały postać witraży o abstrakcyjnych formach. Z kolei, kto by przypuszczał, że w Anglii istnieje biały koń o długości 111 metrów! Oczywiście wykonany z wapienia, prawdopodobnie przez Celtów jakieś 100 lat p.n.e. Natomiast w Australii zaskakuje specyficzny kształt piaszczystej wydmy w kształcie ludzkiej stopy, czy krater Gosses Bluff, powstały po uderzeniu meteorytu około 135 milionów lat temu. Niestety wystawa nie obfituje tylko w zdjęcia zapierające dech w piersiach. Jeden z największych współczesnych fotografików przedstawił nam też obraz Ziemi widziany oczami bezsilności. Skutki tornada na Florydzie, wioski zalane błotem na wyspie Luzan na Filipinach, opuszczone miasto Prypeć , znajdujące się w pobliżu elektrownii jądrowej w Czarnobylu na Ukrainie, czy nie doinwestowane robotnicze przedmieścia w Brazylii z tak zwanymi corticos - czyli tandetnymi blokami. Kiedy patrzymy na zdjęcia typu tkaniny bawełniane z Dżajpur czy dywany z Marrakeszu przypominają nam ułożone obok siebie obrazy Jacksona Pollock'a, zaskakując nas swoimi barwami i różnorodnością wzorów. Niestety mało ludzi zdaje sobie sprawę z tego, że przy owych bawełnianych czy jedwabnych tkaninach bądź przepięknych dywanach pracują głównie kobiety i dzieci, które są zmuszane do pracy i pozbawione dostępu do oświaty. Pozwolę sobie zacytować fragment z opisu jednego ze zdjęć: "Na świecie jest zatrudnionych 211 milionów dzieci w wieku 5-14 lat, czyli jedna piąta ludności świata w tym przedziale wiekowym. 73 miliony spośród nich nie ma jeszcze 10 lat...". I w ten oto sposób dochodzimy do rzeźni, zdjęcia, które jeszcze dosadniej ukazuje problem wyzysku pracy. Szczątki mięsa, krwawe odpady i odór pomieszane z niewinnością i naiwnością dziecięcą - mieszanka wybuchowa a jaka łatwa do realizacji. Jednym z ostatnich zdjęć jest znajdujące się w Kuwejcie cmentarzysko irackich czołgów. Oby więcej było takich cmentarzysk, gdzie będziemy mogli chować bez najmniejszych skrupułów machiny wojenne. Może nadejdzie taki dzień, że pochowamy je wszystkie, a Drzewo Życia rosnące w Kenii przemieni się w Drzewo Pokoju i będzie dostarczało wszystkim istotom pożywienia w postaci wyłącznie pozytywnych uczuć. Przecież można pobujać w obłokach...

Więcej zdjęć na stronie internetowej wystawy:
http://www.ziemiaznieba.pl

Photos ©Yann Arthus-Bertrana
 www.yannarthusbertrand.org

Tina

 

Zobacz także: poprzednie artykuły autorki o podobnej tematyce
Artysta mistyk
 Pejzaż polski

 


MUZYKA:

 

... Stróżu mój, Ty zawsze przy mnie stój
Myan

 

    Pierwszy, drugi, trzeci, czwarty, piąty, szósty, siódmy ,ósmy, dziewiąty , dziesiąty, jedenasty, dwunasty, trzynasty krok... stawiam ,postawiłam i już się nie cofnę.

        16 września tego roku, na rynku muzycznym ukazała się druga płyta zespołu  A Perfect Circle zatytułowana "Thirteenth step". Po długiej, bo aż trzy letniej przerwie, nieco zmieniony skład w postaci Maynard'a, Billy'ego, James'a, Jeordi'ego i Josh'a rozpoczął promocje płyty.
       "Nowe piosenki, nowi ludzie i nowy wiek". Tym jednym krótkim zdaniem James Maynard Keenan zapoczątkował powrót Idealnego Kręgu na światową scenę muzyczną. Nowe, nowi, nowy to chyba właściwe słowa, bo oprócz wspólnego elementu jakim jest ta sama ilość utworów na "Mer de Noms" i "13th step" te dwa albumy nie mogłyby być swoimi lustrzanymi odbiciami. 

  "13th step" - okładka

Obydwa idealnie wypielęgnowane przez członków Idealnego Kręgu a jednak tak różne.

      Na pierwszy rzut oka zauważamy, że Maynard bardziej eksperymentuje z głosem niż na pierwszej płycie. Podczas gdy na "Mer de Noms" akcentował siłę jego przebicia tak na "13th step" odkrywa przed nami paletę dźwięków i operuje wszelkimi możliwymi barwami. Drugi album z pewnością jest jeszcze bardziej naładowany emocjami, lecz niekoniecznie ekspresją. Wręcz przeciwnie, jest to płyta na pewno stonowana i każda modulacja głosem jest dokładnie wyważona. Niektóre utwory wykonywane są z niezwykłą subtelnością a nawet można by powiedzieć patosem.

"Mer de Noms" - okładka

      Tak się dzieje chociażby w przypadku trzeciego kawałka "The Noose", gdzie doskonale potęgowany jest podniosły nastrój, który w końcówce piosenki przybiera postać melancholijnego dynamizmu. Linia wydobywających się dźwięków nie jest gwałtownie zaburzana, lecz prowadzona bardzo ostrożnie. Dzieje się tak, bo dla mnie, płyta jest jakby Programem Dwunastu Kroków, które pokonuje człowiek uzależniony. Jest to pewnego rodzaju muzyczne leczenie odwykowe. Stąd też członkowie zespołu próbują nie zachwiać równowagi psychicznej pacjenta.

   Najpierw w utworze "The Package" ukazują mu sytuację, w której się znajduje, gdzie nie liczy się z nikim i niczym "Czas nakarmić potwora. Nie potrzebuje kolejnego przyjaciela. Pocieszenie jest nieszczęściem, wypełzającym z mojej własnej skóry. Więc daj mi to po co przyszedłem a już mnie niema ponownie".
   Kolejny utwór "Weak and powerless" przynosi świadomość własnej bezsilności. Człowiek oczekuje pomocy "bladego anioła", którego jednak odgania ze słowami pełnymi nadziei "Przyjdź ponownie innego dnia", bo wie, że jest zbyt zdesperowany i słaby, aby pokonać szatana, który "posiadł jego ucho". Każda następna piosenka to ruch w stronę uwolnienia się z pajęczyny nałogów. O Całym albumie można powiedzieć, że jest jakby okresem intensywnego rozmyślania nad sensem 

życia, błędami przeszłości i próbą odnalezienia właściwej ścieżki w rozwoju duchowym.  "Zanikam, zanikam, wyżej, wyżej w powietrze, powoli zanikam" tak szepcze Maynard w "Vanishing". Bezradnie oddalający się głos, delikatnie się ulatnia, aby w utworze "The Outsider" mocnym brzmieniem upaść na ziemię i przemówić " Po co się tak spieszysz, każdy ma wyznaczony swój dzień śmierci. Jeśli zdecydujesz się pociągnąć za spust[...] zrób to gdzieś byle daleko stąd." Utwór po utworze i kolejny utwór i znowu utwór... kawałek po kawałku i kolejny kawałek i znowu kawałek nas zanika gdzieś w przestrzeni, rozpływa się, rozmywa aby na koniec w "Gravity" przebudzić się z letargu i na nowo ujrzeć słońce, zaczerpnąć energii i wybrać życie.

A Perfect Circle


      Zatem, czym jest "Trzynasty krok"? Keenan wypowiada się zdecydowanie, że po prostu jest to jego 13 rok pobytu w Los Angeles. Natomiast zarówno utwory jak i nazwę możemy interpretować dowolnie i niekoniecznie musi to być odpowiednik 12 Kroków. Zespół nadal potrafi zarażać fanów swoją muzycznie - refleksyjną aurą i dba o utrzymanie magicznej i nie do końca odkrytej postaci, którą stworzyła cała grupa. Świadczy o tym fakt, iż podczas koncertu promującego najnowszy album, A Perfect Circle okryci byli mrokiem i ledwo zauważalne były jakiekolwiek szczegóły.

Fragment recenzji z koncertu w Nowym Yorku, bardzo dobrze ukazuje zachowanie na scenie zespołu a w tym przypadku wokalisty: " Czy to z powodu nieśmiałości, czy też nieprzemijającego pragnienia by pozostać tajemniczym, Keenan ani razu nie pokazał swojej twarzy. Zamiast tego, pozostawał w cieniu okrytej półmrokiem grzędy, skulony jak długowłosy Nosferatu, wijąc się jak marionetka w rękach amatora." No tak, trzeba przyznać, że specyficzne ruchy Maynarda są niewątpliwie czymś rzadko spotykanym u wokalistów rockowych. Będąc na koncercie Tool'a w Krakowie 20 czerwca 2001 roku mogłam na żywo przyjrzeć się jego poczynaniom na scenie. Wyglądało to niesamowicie, zwłaszcza że w tle były wyświetlane obrazy rzucane przez projektor. Ci z was, którzy orientują się w cięższych brzmieniach wiedzą, że Maynard pełni rolę wokalisty także w zespole Tool. Dlatego też główną przyczyną długotrwałej przerwy A Perfect Circle była trasa koncertowa tego zespołu, a jak sam Keenan twierdzi - nie można zaniedbywać jednego dziecka kosztem drugiego. 

Musiał najpierw dopiąć na ostatni guzik wszystkie sprawy związane z promocją płyty "Lateralus", aby zebrać się za pielęgnację drugiej pociechy.

      Szkoda tylko, że A Perfect Circle nie dotrą do Polski z koncertami ponieważ to, co przeżyłam podczas występu Tool'a pozostało i pozostanie na długo w mojej pamięci, zwłaszcza że nie każdemu się trafia zaszczyt poznania całego zespołu i możliwość odbycia kilkugodzinnej rozmowy po występie. No to skoro się już troszkę pochwaliłam, przydałoby się teraz podsumowanie całego artykułu.
      Przyznam szczerze, iż wszelkie próby obiektywnej recenzji płyty, które podejmowałam wychodziły bardzo nieudolnie, a związane to było po prostu z moją fascynacją A Perfect Circle. Stąd też dany artykuł jest w 100% subiektywną opinią wszelakich zjawisk, spraw, rzeczy dotkniętych przez członków Idealnego Kręgu.

Tina

 


MUZYKA:

Muzyka Filmowa

Witam w nowej rubryce Waszego @Pisma - "Muzyka Filmowa" ! Rubrykę tą postanowiłem prowadzić by przybliżyć wam znanych kompozytorów muzyki filmowej i ponadczasowe dzieła tychże kompozytorów. Jestem studentem I roku INiB. Muzyką filmową interesuję się na poważnie od ponad 9 lat. Jestem także prywatnie jednym z sześciu twórców największego w Polsce portalu internetowego o muzyce filmowej - Soundtrack.pl "Muzyka Filmowa" podziela będzie w tym i w następnych numerach pisma na poddziały : "Biografie" (gdzie zamieszczać będę biografie wraz z najważniejszą filmografią jednego kompozytora) , "Recenzje Dzieł Które Trzeba Znać" (gdzie zamieszczone będę moje recenzje albumów z muzyką ilustracyjną - tylko dzieł legendarnych i ponadczasowych) oraz "Artykuły" (gdzie pojawiać się będą różnego typu wywiady, artykuły oraz wiadomości o muzyce filmowej). W tym  numerze postanowiłem zaprezentować Wam sylwetkę kompozytora Johna Barry`ego i recenzje dwóch płyt z muzyką filmową z filmów "Pożegnanie z Afryką" i  "Tańczący z Wilkami". Przeczytać będziecie też mogli recenzje dwóch wydań muzyki z filmu "Forrest Gump" i artykuł "Co To Jest Muzyka Filmowa" gdzie opiszę ogólnie ten typ muzyki. Pojawi się dla Was też słowniczek kilku pojęć związanych z muzyką filmową, które pomogą Wam zrozumieć znaczenie profesjonalnych pojęć którymi się posługuję lub będę posługiwał w najbliższych numerach pisma.

W moim pierwszym spotkaniu z Czytelnikami nie bez powodu postanowiłem opisać sylwetkę Johna Barry`ego - jest on bowiem moim ulubionym kompozytorem muzyki filmowej. Jego muzyka zawładnęła mną już ponad 8 lat temu. To od niego zaczęła się moja przygoda z tym typem muzyki. I również te dwie recenzje to recenzje płyt z muzyką Barry`ego. "Pożegnanie z Afryką" i "Tańczący z Wilkami" to dwa największe dzieła tego kompozytora - i oba nagrodzone Oskarem.

Macie jakieś pytania odnośnie muzyki filmowej lub spraw z nią związanych? Piszcie do mnie na maila - adam@soundtrack.pl . Odpowiem na każdy list z wyjątkiem tych które będą typu : "Skąd mogę ściągnąć muzykę z..." itp...

A teraz zapraszam do czytania mojej pracy w tym numerze :)

Artykuły  |  Biografie  |  Dzieła, Które Znać Trzeba  |  Ważne Pojęcia

Adam Krysiński

 

 


MUZYKA:

Wpływ gastronomii na muzykę,
czyli jak oberwać w ucho Naleśnikiem

 

      Jest rok 1993. Dwóch długowłosych facetów popija wprost ze szklanek wspaniały trunek, znany powszechnie jako jabol. Wyraźnie widać, że obu panów coś gryzie. Problem który początkowo wydawał się nie do rozwiązania, tracił na komplikacji wprost proporcjonalnie do ilości wypitego napoju. W pewnym momencie, okolicą wstrząsnął okrzyk jednego z nich: Ślimaku! Co powiesz na naleśnika?! W taki sposób mogła powstać nazwa jednego z najciekawszych zespołów metalowych lat 90. Czy tak było w rzeczywistości? Nie wiem, nie to jest najważniejsze.

 

      Naleśnik, czyli po angielsku FLAPJACK, powstał tak naprawdę w wyniku wydania przez Acid Drinkers płyty VILE VICIOUS VISION. Sam zespół nie był z niej do końca zadowolony. Brakowało jej czadu, energii, które zatraciły się gdzieś podczas produkcji albumu. Ślimakowi (bębny) i Licy (gitara) wymyślił się pomysł stworzenia nowej grupy, gdzie obaj mogliby odreagować i dać upust swoim pomysłom. W ten sposób powstał zespół, który dokonaniami muzycznymi nieźle narozrabiał na polskim rynku.
      Początkowo FLAPJACK był bardzo luźnym projektem, przez który przewinęło się wielu muzyków (m.in. Tytus z   Acid Drinkers, Lipa z Illusion). Podczas nagrywania pierwszej płyty skład wykrystalizował się na tyle, że można było stwierdzić, iż trzon kapeli oprócz Ślimaka i Licy tworzyli: Chraplak (bass), Jahnz (gitara) i Vimek (saksofon). Początkowo wokalami zająć się miała niejaka Elizabeth, lecz szybko się okazało, że lepiej w roli wokalisty wypada młody, trójmiejski śpiewak, zapatrzony w rap i hip-hop - Guzik.
      Debiutancki krążek Flapjack'a nosił tytuł Ruthless Kick. Jego okładkę zdobił odcisk trepa - pomysł prosty, a jakże trafiony. Napis na CD For Only Mosh nie pozostawiał wątpliwości jaką niesie muzykę i do kogo jest ona skierowana.
      Rzeczywiście. Tą płytą, zespół olał bezlitosnego kopniaka branży muzycznej. Przy całym swoim ładunku energetycznym i ciężarze, nie była ona pozbawiona melodii. Pojawiły się niesamowite sola gitarowe, których twórcą był Jahnz. Wilce interesujące okazało się połączenie metalowej muzy z hip-hopowymi wokalami Guzika. W ogóle aranże stworzone na tej płycie powalają słuchaczy do dziś.
Swoją klasę Flapjack udowodnił także na koncertach. Pojawił się w Jarocinie '94, był gościem na trasie Illusion, oraz poprzedzał takie gwiazdy jak Biohazard i Paradise Lost.

Okładki: Ruthless Kick

Fairplay

Juicy Planted Earth

      Po sukcesie debiutu i wszystkich tych koncertach, rozpoczęto kompletować materiał na drugą płytę. Fairplay, bo taki tytuł nosił, ukazał się na początku 1996 r. Myślą przewodnią krążka, było jak tłumaczył to Guzik, przeniesienie do życia codziennego szczytnej ideii uczciwego współzawodnictwa. Okładkę zdobiły dwie zwrócone do siebie cyfry 3, które symbolizować miały ludzi, którzy sobie nawzajem pomagają, a nie odwracają się do siebie.
      Pod względem muzycznym druga płyta jest bardziej urozmaicona. Znalazło się miejsce na czad ("Brazil"), psychodelię ("Slap My Neck"), jak i czystą zabawę dźwiękami ("Whooz Next"). Po raz pierwszy w historii zespołu pisaniem tekstów zajął się Guzik, czym był wielce ucieszony.
Sam materiał, choć stracił nieco na przebojowości, był na tyle atrakcyjny, że utwory takie jak "Whooz Next" czy "Idol Free Zone" zdobyły niemałą popularność.
Jak zwykle podczas nagrań pojawili się goście. W dwóch kawałkach zaśpiewał wokalista DYNAMID- Rafał "Hau" Mirocha, w dwóch innych na perkusji zagrał T. Molka. Płytę zespół gromadził na swoim własnym, bardzo udanym tournee. Jeden z koncertów został zarejestrowany przez TVP i od czasu do czasu można go obejrzeć w telewizjach regionalnych.
      Mniej więcej rok po wydaniu Fairplay, na rynku ukazał się trzeci, jak dotąd ostatni krążek Flapjack'a, zatytułowany Juicy Planted Earth. Na tej płycie zespół pokazał swoje nowe oblicze. Muzyka momentami była cięższa niż na debiucie. Muzycy zaczęli poszukiwać nowych brzmień i dźwięków. Gitarowe riffy wspierał, zamiast Vimka, przyjaciel Guzika obsługujący klawisze- Domin. Wskazówkami w którą stronę podążył Flapjack były utwory takie jak: "Dead Elizabeth" z debiutu, czy "Slap My Neck" z Fairplay.

Niestety, zabawy z odważniejszymi dźwiękami nie przypadły do gustu fanom. Wielu z nich uważało Soczystą Planetę Ziemię za najsłabsze wydawnictwo zespołu. Sami muzycy byli z niego zadowolenia na maxa, tym bardziej, że było tworzone niejako korespondencyjnie. Flapjack od początku istnienia nie spotykał się na tradycyjnie rozumianych próbach. Pomysły muzycy przekazywali sobie za pomocą kaset i poczty.
Płyta promowana była koncertami na trasie w którą Naleśnik wyruszył wraz z zespołem Albert Rosenfield i krakowskim ska-bandem Bandog. Flapjack zagrał jeszcze później kilka koncertów m.in. przed Faith No More i... rozwiązał się.

      W tym roku, z inicjatywy Ślimaka muzycy zeszli się ponownie. Kwestia tego jak będzie brzmiało nowe wydawnictwo i czy w ogóle takie będzie jest kwestią przyszłości. Obecnie zespól w poszerzonym a basistę Gienię składzie zagrał mini-trasę. Jak powiedział Lica, los Flapjack'a leży w rękach słuchaczy. Jeżeli będzie z ich strony zainteresowanie, to być może zespół wyda coś już na wiosnę przyszłego roku. Być może w tej chwili dwóch facetów, już nie długowłosych, siedzi przy szklankach bardziej markowych trunków i omawia kwestię nowego wydawnictwa?
Oby tak było, bo przecież naleśnik to naprawdę dobre żarcie!

Szczegółowe informacje o zespole na jego stronie internetowej:
www.flapjack.art.pl

PRYMIE

Zobacz także: Cyborgi & Tequila


 

Kilka słów o muzyce

Po powrocie z Hiszpanii

 

      Witam wszystkich !!! Dziś nie będę Wam opowiadał o kolejnym artyście, którego działalność wpłynęła (lub nie wpłynęła) na rozwój muzyki. Dziś w kilku słowach chcę się z wami podzielić moimi wrażeniami po powrocie z Hiszpanii. 

      A co tam robiłem ? Grałem koncerty wraz z Perła Big-Band'em dla polonii mieszkającej w Madrycie. Nasze koncerty podobno :-) się podobały, ale najbardziej w Hiszpanii zaskoczyło mnie podejście rządu do rodzaju muzyki puszczanej na dyskotekach, w sklepach i innych miejscach publicznych. Otóż wyobraźcie sobie, że wraz z Bogdanem Wójtowiczem, u którego nocowałem, pojechaliśmy na dyskotekę do znakomitego trzypiętrowego centrum rozrywki o nazwie OPCION. Tam uszom własnym nie wierzę, wszędzie słychać tylko hiszpańską muzykę - i to jaką : klimaty były różne ( w zależności od klubu ) począwszy od salsy poprzez sambę i muzykę latynoską !!!! Ani jednego kawałka Alizee czy innych "artystów" , których kochany zachód wpycha nam na siłę. A wszystko dlatego, że rząd hiszpański uregulował to, jaka muzyka może być odgrywana w miejscach publicznych (pomyśleć tu o naszym rządzie) i tylko 16 % z całości to muzyka zagraniczna, reszta to same hiszpańskie rytmy.


To jest dopiero promocja kultury swojego narodu !!!

Dominik Gromadzki

Zobacz także: 
inne artykuły z cyklu Kilka słów o muzyce  

Fortepian z Harlemu
Candy was here
Gospel-co to jest?
Louis Armstrong
Kilka słów o trąbce
Słuchając nocą Milesa Davisa

  

  góra strony 

| Ustaw stronę jako startową
Copyright: @Pismo 2002-2003 Webmastering&Design: