|
WYDARZENIA: Lot nad Człowieczym
Gniazdem
Niebo z Ziemi często wygląda... jak? Tafla
jeziora i nurt rzeki i bita śmietana i wzburzone
morze i paleta farb i smoła i... i tak dalej. A
jak wygląda Ziemia z Nieba? Dla nas wygląda
tylko zza rogu, bo jest rozkochana w każdej cząstce
swojego ziemskiego ciała, które boi się stracić
i tylko czasami wychyla się bardziej żeby onieśmielić
nas swoim dzikim, nieokiełznanym a jednocześnie
tak idealnym pięknem, które tak skutecznie
niszczymy własną idealną głupotą.
Przechadzając się krakowskimi plantami między
11 lipca a 3 listopada tego roku, mogliśmy
podziwiać wystawę zatytułowaną "Ziemia z
Nieba. Portret planety u progu XXI wieku",
nad którą patronat objęła Pani Jolanta Kwaśniewska
oraz Polski Komitet ds. UNESCO. Fotografie w
formacie 180x 120,dostępne bezpłatnie, oświetlone
w nocy i czynne całą dobę, tworzyły jedyną w
swoim rodzaju plenerową ekspozycję fotograficzną.
Yann Arthus - Bertrand ze 100 000 zdjęć wybrał
123, które według niego doskonale pokazują różne
zakątki świata i naturę danych regionów, która
w zaskakujący sposób potrafiła wyczarować
magiczne obrazy. I właśnie tę twórczość
stworzoną rękami Matki Natury, francuski
fotografik postanowił uwiecznić na zdjęciach,
które obiegają cały świat a album pod takim
samym tytułem już stał się światowym
bestsellerem. Trzeba dodać, że oryginalność
tych fotografii polega na tym, iż są robione z
lotu ptaka.
 |
 |

|
Dywany z Marrakeszu |
Serce w Voh |
Karawana dromaderów |
Kiedy nadchodził wieczór , wtedy te wielo
formatowe zdjęcia przypominały wycinki z naszych
najpiękniejszych i najbarwniejszych snów. Mogliśmy
podziwiać tzw. Oko Malediwów, powstałe z
koralowych wysp na podwodnej skale, kopalnie
uranu, czy nurt rzeki Thjorsa, które z lotu
ptaka, przybierały postać witraży o
abstrakcyjnych formach. Z kolei, kto by
przypuszczał, że w Anglii istnieje biały koń o
długości 111 metrów! Oczywiście wykonany z
wapienia, prawdopodobnie przez Celtów jakieś 100
lat p.n.e. Natomiast w Australii zaskakuje
specyficzny kształt piaszczystej wydmy w kształcie
ludzkiej stopy, czy krater Gosses Bluff, powstały
po uderzeniu meteorytu około 135 milionów lat
temu. Niestety wystawa nie obfituje tylko w zdjęcia
zapierające dech w piersiach. Jeden z największych
współczesnych fotografików przedstawił nam też
obraz Ziemi widziany oczami bezsilności. Skutki tornada na Florydzie, wioski zalane błotem na
wyspie Luzan na Filipinach, opuszczone miasto
Prypeć , znajdujące się w pobliżu elektrownii
jądrowej w Czarnobylu na Ukrainie, czy nie
doinwestowane robotnicze przedmieścia w Brazylii
z tak zwanymi corticos - czyli tandetnymi blokami.
Kiedy patrzymy na zdjęcia typu tkaniny bawełniane
z Dżajpur czy dywany z Marrakeszu przypominają
nam ułożone obok siebie obrazy Jacksona
Pollock'a, zaskakując nas swoimi barwami i różnorodnością
wzorów. Niestety mało ludzi zdaje sobie sprawę
z tego, że przy owych bawełnianych czy
jedwabnych tkaninach bądź przepięknych dywanach
pracują głównie kobiety i dzieci, które są
zmuszane do pracy i pozbawione dostępu do oświaty.
Pozwolę sobie zacytować fragment z opisu jednego
ze zdjęć: "Na świecie jest zatrudnionych
211 milionów dzieci w wieku 5-14 lat, czyli jedna
piąta ludności świata w tym przedziale
wiekowym. 73 miliony spośród nich nie ma jeszcze
10 lat...". I w ten oto sposób dochodzimy do
rzeźni, zdjęcia, które jeszcze dosadniej
ukazuje problem wyzysku pracy. Szczątki mięsa,
krwawe odpady i odór pomieszane z niewinnością
i naiwnością dziecięcą - mieszanka wybuchowa a
jaka łatwa do realizacji. Jednym z ostatnich zdjęć
jest znajdujące się w Kuwejcie cmentarzysko
irackich czołgów. Oby więcej było takich
cmentarzysk, gdzie będziemy mogli chować bez
najmniejszych skrupułów machiny wojenne. Może nadejdzie taki
dzień, że pochowamy je wszystkie, a Drzewo Życia
rosnące w Kenii przemieni się w Drzewo Pokoju i
będzie dostarczało wszystkim istotom pożywienia
w postaci wyłącznie pozytywnych uczuć. Przecież
można pobujać w obłokach...
Więcej zdjęć na stronie
internetowej wystawy: http://www.ziemiaznieba.pl
Photos ©Yann Arthus-Bertrana
www.yannarthusbertrand.org
Tina
Zobacz także: poprzednie
artykuły autorki o podobnej tematyce
Artysta
mistyk Pejzaż polski
MUZYKA:
... Stróżu mój, Ty zawsze
przy mnie stój

Pierwszy, drugi, trzeci, czwarty, piąty, szósty,
siódmy ,ósmy, dziewiąty , dziesiąty,
jedenasty, dwunasty, trzynasty krok... stawiam
,postawiłam i już się nie cofnę.
 |
16 września tego roku, na rynku muzycznym ukazała
się druga płyta zespołu A Perfect Circle
zatytułowana "Thirteenth step".
Po długiej, bo aż trzy letniej przerwie, nieco
zmieniony skład w postaci Maynard'a, Billy'ego,
James'a, Jeordi'ego i Josh'a rozpoczął promocje
płyty.
"Nowe
piosenki, nowi ludzie i nowy wiek". Tym
jednym krótkim zdaniem James Maynard Keenan
zapoczątkował powrót Idealnego Kręgu na
światową scenę muzyczną. Nowe, nowi,
nowy to chyba właściwe słowa, bo oprócz
wspólnego elementu jakim jest ta sama ilość
utworów na "Mer de Noms"
i "13th step" te dwa
albumy nie mogłyby być swoimi lustrzanymi
odbiciami.
|
"13th
step" - okładka |
Obydwa idealnie wypielęgnowane
przez członków Idealnego Kręgu a jednak
tak różne.
|
|
Na pierwszy rzut
oka zauważamy, że Maynard bardziej
eksperymentuje z głosem niż na pierwszej płycie.
Podczas gdy na "Mer de Noms" akcentował
siłę jego przebicia tak na "13th step"
odkrywa przed nami paletę dźwięków i operuje
wszelkimi możliwymi barwami. Drugi album z pewnością
jest jeszcze bardziej naładowany emocjami, lecz
niekoniecznie ekspresją. Wręcz przeciwnie, jest
to płyta na pewno stonowana i każda modulacja głosem
jest dokładnie wyważona. Niektóre utwory
wykonywane są z niezwykłą subtelnością a
nawet można by powiedzieć patosem. |

|
|
|
"Mer de Noms" - okładka |
Tak się
dzieje chociażby w przypadku trzeciego kawałka "The
Noose", gdzie doskonale potęgowany jest
podniosły nastrój, który w końcówce piosenki
przybiera postać melancholijnego dynamizmu. Linia
wydobywających się dźwięków nie jest gwałtownie
zaburzana, lecz prowadzona bardzo ostrożnie.
Dzieje się tak, bo dla mnie, płyta jest jakby Programem
Dwunastu Kroków, które pokonuje człowiek
uzależniony. Jest to pewnego rodzaju muzyczne
leczenie odwykowe. Stąd też członkowie zespołu
próbują nie zachwiać równowagi psychicznej
pacjenta.
|

|
Najpierw w utworze "The Package"
ukazują mu sytuację, w której się znajduje,
gdzie nie liczy się z nikim i niczym
"Czas nakarmić potwora. Nie potrzebuje
kolejnego przyjaciela. Pocieszenie jest nieszczęściem,
wypełzającym z mojej własnej skóry. Więc daj
mi to po co przyszedłem a już mnie niema
ponownie". Kolejny utwór "Weak
and powerless" przynosi świadomość własnej
bezsilności. Człowiek oczekuje pomocy "bladego
anioła", którego jednak odgania ze słowami
pełnymi nadziei "Przyjdź ponownie innego
dnia", bo wie, że jest zbyt zdesperowany
i słaby, aby pokonać szatana, który "posiadł
jego ucho". Każda następna piosenka to
ruch w stronę uwolnienia się z pajęczyny nałogów.
O Całym albumie można powiedzieć, że jest
jakby okresem intensywnego rozmyślania nad sensem
|
|
życia, błędami przeszłości i próbą
odnalezienia właściwej ścieżki w rozwoju
duchowym. "Zanikam, zanikam, wyżej, wyżej
w powietrze, powoli zanikam" tak szepcze
Maynard w "Vanishing". Bezradnie
oddalający się głos, delikatnie się ulatnia,
aby w utworze "The Outsider" mocnym
brzmieniem upaść na ziemię i przemówić "
Po co się tak spieszysz, każdy ma wyznaczony swój
dzień śmierci. Jeśli zdecydujesz się pociągnąć
za spust[...] zrób to gdzieś byle daleko stąd."
Utwór po utworze i kolejny utwór i znowu utwór...
kawałek po kawałku i kolejny kawałek i znowu
kawałek nas zanika gdzieś w przestrzeni, rozpływa
się, rozmywa aby na koniec w "Gravity"
przebudzić się z letargu i na nowo ujrzeć słońce,
zaczerpnąć energii i wybrać życie.
|

Zatem, czym
jest "Trzynasty krok"? Keenan wypowiada
się zdecydowanie, że po prostu jest to jego 13
rok pobytu w Los Angeles. Natomiast zarówno
utwory jak i nazwę możemy interpretować
dowolnie i niekoniecznie musi to być odpowiednik 12
Kroków. Zespół nadal potrafi zarażać fanów
swoją muzycznie - refleksyjną aurą i dba o
utrzymanie magicznej i nie do końca odkrytej
postaci, którą stworzyła cała grupa. Świadczy
o tym fakt, iż podczas koncertu promującego
najnowszy album, A Perfect Circle okryci byli
mrokiem i ledwo zauważalne były jakiekolwiek
szczegóły.
 |
Fragment recenzji z koncertu w Nowym
Yorku, bardzo dobrze ukazuje zachowanie na scenie
zespołu a w tym przypadku wokalisty: "
Czy to z powodu nieśmiałości, czy też
nieprzemijającego pragnienia by pozostać
tajemniczym, Keenan ani razu nie pokazał swojej
twarzy. Zamiast tego, pozostawał w cieniu okrytej
półmrokiem grzędy, skulony jak długowłosy
Nosferatu, wijąc się jak marionetka w rękach
amatora." No tak, trzeba przyznać, że
specyficzne ruchy Maynarda są niewątpliwie czymś
rzadko spotykanym u wokalistów rockowych. Będąc
na koncercie Tool'a w Krakowie 20 czerwca 2001
roku mogłam na żywo przyjrzeć się jego
poczynaniom na scenie. Wyglądało to
niesamowicie, zwłaszcza że w tle były wyświetlane
obrazy rzucane przez projektor. Ci z was, którzy
orientują się w cięższych brzmieniach wiedzą,
że Maynard pełni rolę wokalisty także w
zespole Tool. Dlatego też główną przyczyną długotrwałej
przerwy A Perfect Circle była trasa koncertowa
tego zespołu, a jak sam Keenan twierdzi - nie można
zaniedbywać jednego dziecka kosztem drugiego. |
|
Musiał najpierw dopiąć na ostatni guzik
wszystkie sprawy związane z promocją płyty
"Lateralus", aby zebrać się za pielęgnację
drugiej pociechy. |
Szkoda tylko, że A
Perfect Circle nie dotrą do Polski z koncertami
ponieważ to, co przeżyłam podczas występu
Tool'a pozostało i pozostanie na długo w mojej
pamięci, zwłaszcza że nie każdemu się trafia
zaszczyt poznania całego zespołu i możliwość
odbycia kilkugodzinnej rozmowy po występie. No to
skoro się już troszkę pochwaliłam, przydałoby
się teraz podsumowanie całego artykułu.
Przyznam szczerze,
iż wszelkie próby obiektywnej recenzji płyty,
które podejmowałam wychodziły bardzo
nieudolnie, a związane to było po prostu z moją
fascynacją A Perfect Circle. Stąd też dany
artykuł jest w 100% subiektywną opinią
wszelakich zjawisk, spraw, rzeczy dotkniętych
przez członków Idealnego Kręgu.
Tina
MUZYKA: Muzyka Filmowa
Witam w nowej rubryce Waszego @Pisma - "Muzyka
Filmowa" ! Rubrykę tą postanowiłem
prowadzić by przybliżyć wam znanych kompozytorów
muzyki filmowej i ponadczasowe dzieła tychże
kompozytorów. Jestem studentem I roku INiB. Muzyką
filmową interesuję się na poważnie od ponad 9
lat. Jestem także prywatnie jednym z sześciu twórców
największego w Polsce portalu internetowego o
muzyce filmowej - Soundtrack.pl
"Muzyka Filmowa" podziela będzie w tym
i w następnych numerach pisma na poddziały :
"Biografie" (gdzie zamieszczać będę
biografie wraz z najważniejszą filmografią
jednego kompozytora) , "Recenzje Dzieł Które
Trzeba Znać" (gdzie zamieszczone będę moje
recenzje albumów z muzyką ilustracyjną - tylko
dzieł legendarnych i ponadczasowych) oraz
"Artykuły" (gdzie pojawiać się będą
różnego typu wywiady, artykuły oraz wiadomości
o muzyce filmowej). W tym numerze postanowiłem
zaprezentować Wam sylwetkę kompozytora Johna
Barry`ego i recenzje dwóch płyt z muzyką filmową
z filmów "Pożegnanie z Afryką"
i "Tańczący z Wilkami".
Przeczytać będziecie też mogli recenzje dwóch
wydań muzyki z filmu "Forrest Gump" i
artykuł "Co To Jest Muzyka Filmowa"
gdzie opiszę ogólnie ten typ muzyki. Pojawi się
dla Was też słowniczek kilku pojęć związanych
z muzyką filmową, które pomogą Wam zrozumieć
znaczenie profesjonalnych pojęć którymi się
posługuję lub będę posługiwał w najbliższych
numerach pisma.
W moim pierwszym spotkaniu z Czytelnikami nie
bez powodu postanowiłem opisać sylwetkę Johna
Barry`ego - jest on bowiem moim ulubionym
kompozytorem muzyki filmowej. Jego muzyka zawładnęła
mną już ponad 8 lat temu. To od niego zaczęła
się moja przygoda z tym typem muzyki. I również
te dwie recenzje to recenzje płyt z muzyką
Barry`ego. "Pożegnanie z Afryką" i
"Tańczący z Wilkami" to dwa największe
dzieła tego kompozytora - i oba nagrodzone
Oskarem.
Macie jakieś pytania odnośnie muzyki filmowej
lub spraw z nią związanych? Piszcie do mnie na
maila - adam@soundtrack.pl . Odpowiem na każdy
list z wyjątkiem tych które będą typu :
"Skąd mogę ściągnąć muzykę z..."
itp...
A teraz zapraszam do czytania mojej pracy w tym
numerze :)
Artykuły
| Biografie |
Dzieła, Które
Znać Trzeba | Ważne Pojęcia
Adam Krysiński
MUZYKA:
Wpływ gastronomii na muzykę, czyli jak
oberwać w ucho Naleśnikiem
Jest rok 1993. Dwóch długowłosych facetów
popija wprost ze szklanek wspaniały trunek,
znany powszechnie jako jabol. Wyraźnie widać,
że obu panów coś gryzie. Problem który początkowo
wydawał się nie do rozwiązania, tracił na
komplikacji wprost proporcjonalnie do ilości
wypitego napoju. W pewnym momencie, okolicą
wstrząsnął okrzyk jednego z nich: Ślimaku!
Co powiesz na naleśnika?! W taki sposób mogła
powstać nazwa jednego z najciekawszych zespołów
metalowych lat 90. Czy tak było w rzeczywistości?
Nie wiem, nie to jest najważniejsze.
Naleśnik, czyli po angielsku FLAPJACK, powstał
tak naprawdę w wyniku wydania przez Acid
Drinkers płyty VILE VICIOUS VISION. Sam zespół
nie był z niej do końca zadowolony. Brakowało
jej czadu, energii, które zatraciły się gdzieś
podczas produkcji albumu. Ślimakowi (bębny) i
Licy (gitara) wymyślił się pomysł stworzenia
nowej grupy, gdzie obaj mogliby odreagować i dać
upust swoim pomysłom. W ten sposób powstał
zespół, który dokonaniami muzycznymi nieźle
narozrabiał na polskim rynku.
Początkowo
FLAPJACK był bardzo luźnym projektem, przez który
przewinęło się wielu muzyków (m.in. Tytus
z Acid Drinkers, Lipa z Illusion).
Podczas nagrywania pierwszej płyty skład
wykrystalizował się na tyle, że można było
stwierdzić, iż trzon kapeli oprócz Ślimaka i
Licy tworzyli: Chraplak (bass), Jahnz (gitara) i
Vimek (saksofon). Początkowo wokalami zająć
się miała niejaka Elizabeth, lecz szybko się
okazało, że lepiej w roli wokalisty wypada młody,
trójmiejski śpiewak, zapatrzony w rap i
hip-hop - Guzik.
Debiutancki krążek
Flapjack'a nosił tytuł Ruthless Kick. Jego okładkę
zdobił odcisk trepa - pomysł prosty, a jakże
trafiony. Napis na CD For Only Mosh nie
pozostawiał wątpliwości jaką niesie muzykę
i do kogo jest ona skierowana.
Rzeczywiście. Tą
płytą, zespół olał bezlitosnego kopniaka
branży muzycznej. Przy całym swoim ładunku
energetycznym i ciężarze, nie była ona
pozbawiona melodii. Pojawiły się niesamowite
sola gitarowe, których twórcą był Jahnz.
Wilce interesujące okazało się połączenie
metalowej muzy z hip-hopowymi wokalami Guzika. W
ogóle aranże stworzone na tej płycie powalają
słuchaczy do dziś.
Swoją klasę Flapjack udowodnił także na
koncertach. Pojawił się w Jarocinie '94, był
gościem na trasie Illusion, oraz poprzedzał
takie gwiazdy jak Biohazard i Paradise Lost.
|

|

|

|
|
Okładki: Ruthless Kick |
Fairplay |
Juicy Planted Earth |
Po sukcesie
debiutu i wszystkich tych koncertach, rozpoczęto
kompletować materiał na drugą płytę.
Fairplay, bo taki tytuł nosił, ukazał się na
początku 1996 r. Myślą przewodnią krążka,
było jak tłumaczył to Guzik, przeniesienie do
życia codziennego szczytnej ideii uczciwego współzawodnictwa.
Okładkę zdobiły dwie zwrócone do siebie
cyfry 3, które symbolizować miały ludzi, którzy
sobie nawzajem pomagają, a nie odwracają się
do siebie.
Pod względem
muzycznym druga płyta jest bardziej
urozmaicona. Znalazło się miejsce na czad
("Brazil"), psychodelię ("Slap
My Neck"), jak i czystą zabawę dźwiękami
("Whooz Next"). Po raz pierwszy w
historii zespołu pisaniem tekstów zajął się
Guzik, czym był wielce ucieszony.
Sam materiał, choć stracił nieco na
przebojowości, był na tyle atrakcyjny, że
utwory takie jak "Whooz Next" czy
"Idol Free Zone" zdobyły niemałą
popularność.
Jak zwykle podczas nagrań pojawili się goście.
W dwóch kawałkach zaśpiewał wokalista
DYNAMID- Rafał "Hau" Mirocha, w dwóch innych na perkusji zagrał
T. Molka. Płytę zespół gromadził na swoim własnym,
bardzo udanym tournee. Jeden z koncertów został
zarejestrowany przez TVP i od czasu do czasu można
go obejrzeć w telewizjach regionalnych.
Mniej więcej rok
po wydaniu Fairplay, na rynku ukazał się
trzeci, jak dotąd ostatni krążek Flapjack'a,
zatytułowany Juicy Planted Earth. Na tej płycie
zespół pokazał swoje nowe oblicze. Muzyka
momentami była cięższa niż na debiucie.
Muzycy zaczęli poszukiwać nowych brzmień i dźwięków.
Gitarowe riffy wspierał, zamiast Vimka,
przyjaciel Guzika obsługujący klawisze- Domin.
Wskazówkami w którą stronę podążył
Flapjack były utwory takie jak: "Dead
Elizabeth" z debiutu, czy "Slap My
Neck" z Fairplay.
 |
Niestety, zabawy z odważniejszymi
dźwiękami nie przypadły do gustu fanom.
Wielu z nich uważało Soczystą Planetę
Ziemię za najsłabsze wydawnictwo zespołu.
Sami muzycy byli z niego zadowolenia na maxa,
tym bardziej, że było tworzone niejako
korespondencyjnie. Flapjack od początku
istnienia nie spotykał się na tradycyjnie
rozumianych próbach. Pomysły muzycy
przekazywali sobie za pomocą kaset i
poczty.
Płyta promowana była koncertami na trasie
w którą Naleśnik wyruszył wraz z zespołem
Albert Rosenfield i krakowskim ska-bandem
Bandog. Flapjack zagrał jeszcze później
kilka koncertów m.in. przed Faith No More
i... rozwiązał się. |
W tym roku, z inicjatywy Ślimaka muzycy zeszli
się ponownie. Kwestia tego jak będzie brzmiało
nowe wydawnictwo i czy w ogóle takie będzie
jest kwestią przyszłości. Obecnie zespól w
poszerzonym a basistę Gienię składzie zagrał
mini-trasę. Jak powiedział Lica, los
Flapjack'a leży w rękach słuchaczy. Jeżeli będzie
z ich strony zainteresowanie, to być może zespół
wyda coś już na wiosnę przyszłego roku. Być
może w tej chwili dwóch facetów, już nie długowłosych,
siedzi przy szklankach bardziej markowych trunków
i omawia kwestię nowego wydawnictwa?
Oby tak było, bo przecież naleśnik to naprawdę
dobre żarcie!
Szczegółowe informacje o
zespole na jego stronie internetowej: www.flapjack.art.pl
PRYMIE
Zobacz także: Cyborgi & Tequila
Kilka słów o muzyce
Po powrocie z Hiszpanii
Witam wszystkich !!! Dziś nie będę Wam opowiadał
o kolejnym artyście, którego działalność wpłynęła
(lub nie wpłynęła) na rozwój muzyki. Dziś w
kilku słowach chcę
się z wami podzielić moimi wrażeniami po
powrocie z Hiszpanii.
A
co tam robiłem ? Grałem koncerty wraz z Perła
Big-Band'em dla polonii mieszkającej w Madrycie.
Nasze koncerty podobno :-) się podobały, ale
najbardziej w Hiszpanii zaskoczyło mnie podejście
rządu do rodzaju muzyki puszczanej na
dyskotekach, w sklepach i innych miejscach
publicznych. Otóż wyobraźcie sobie, że wraz z
Bogdanem Wójtowiczem, u którego nocowałem,
pojechaliśmy na dyskotekę do znakomitego trzypiętrowego
centrum rozrywki o nazwie OPCION. Tam uszom własnym
nie wierzę, wszędzie słychać tylko hiszpańską
muzykę - i to jaką : klimaty były różne ( w
zależności od klubu ) począwszy od salsy
poprzez sambę i muzykę latynoską !!!! Ani
jednego kawałka Alizee czy innych "artystów"
, których kochany zachód wpycha nam na siłę. A
wszystko dlatego, że rząd hiszpański uregulował
to, jaka muzyka może być odgrywana w miejscach
publicznych (pomyśleć tu o naszym rządzie) i
tylko 16 % z całości to muzyka zagraniczna,
reszta to same hiszpańskie rytmy.
To jest dopiero promocja kultury swojego narodu
!!!
Dominik Gromadzki
|