Teraz Nowa Huta
Pochodzę z Nowego Sącza i wszystko co NOWE
bardzo mnie interesuje. Dlatego po przyjeździe na
studia do grodu Kraka zainteresowała mnie Nowa
Huta.
Po tym jak nie dostałam swojego kawałka podłogi
w jednym z naszych domów studenckich, rozpoczęłam
poszukiwania niedrogiego lokum. Porównując ceny
różnych ofert, najbardziej realne do
zrealizowania okazało się wynajęcie mieszkania
właśnie w Nowej Hucie. W związku z tym, że
jestem otwarta na świat, potraktowałam tę zsyłkę
jako przyczynek do kolejnej przygody.
 |
Nasłuchałam się dużo
niedobrych rzeczy o NH, więc po osiedleniu się w
tej dzielnicy postanowiłam skonfrontować pogłoski
z rzeczywistością. Okazało się, że w świadomości
ludzi, zarówno z Krakowa, jaki i z Huty,
zakodowane są pewne mity, których próba
obalenia równa się walce z wiatrakami.
Budowa Nowej Huty Budowa
rozpoczęła się w kwietniu 1950 roku. Trzeba
zaznaczyć, że zanim do tego doszło, to ZSRR
zadecydował w 1947 roku, że gdzieś w Polsce ma
powstać huta. Legenda głosi, że miejsce wybrano
losowo, ot spodobało się komuś zindustrializować
piękne, podkrakowskie łąki. Inne podania
przekazują nam informacje o tym, że takie
umiejscowienie fabryki miało być karą dla
Krakowa, za jego mieszczańskie panoszenie się
oraz za to, że zagłosował nie tak, jak tego
oczekiwano, w pewnym referendum. Jakby nie było,
w 1949 roku Rząd PRL podjął decyzję o
utworzeniu kombinatu metalurgicznego na terenie
dawnych wsi Czyżyny, Krzesławice, Bieńczyce i
Mogiła. Czyli na wschodnich od Krakowa terenach.
Biorąc teraz pod uwagę, że w Polsce przeważają
wiatry wschodnie i że wszelkie zanieczyszczenia
wydobywające się z fabrycznych kominów
|
| przeważnie
będą atakować zabytki ledwo ocalałego po wojnie Krakowa, to można w
tych wszystkich spekulacjach odkryć sens.
Ale nie tym chcemy się dziś zajmować. Mamy
rok 2003. Trzeba schować "do kieszeni"
przekazywane przez pokolenia animozje i spojrzeć
na relacje Nowej Huty i Krakowa z innej
perspektywy. |
Przede wszystkim nie wierzmy stereotypom
Od pewnego czasu zbieram informacje o Nowej Hucie,
wypytuję o nią znajomych i nieznajomych,
autochtonów i ludzi, którzy jej nie zamieszkują...
Nie żebym miała jakąś fiksacje na punkcie tego
miejsca, po prostu biorę udział takim projekcie
artystycznym o nazwie FENIKS. (Nie wdając się w
szczegóły napiszę tylko, że jego organizatorem
jest Małopolski Instytut Kultury. Informacje o
projekcie dostępne są na stronie: http://www.mik.krakow.pl/feniks.html,
a o tym co już zrobiliśmy przeczytacie tutaj:
http://republika.pl/feniks_huta/).
Wróćmy do wątku. Zbieram informacje o NH i
bardzo często opinie pejoratywne o tej dzielnicy
słyszę z ust ludzi, którzy albo tutaj nigdy nie
byli, albo tędy jedynie przejeżdżali. Co oni
wiedzą o Nowej Hucie?? Jak "w głuchym
telefonie" powtarzają utarte slogany nie
podejmując żadnych kroków by sprawdzić ich
prawdziwość.
Zaciekawiło mnie, że najczęstszymi autorami
entuzjastycznych zdań na temat tej dzielnicy są
byli jej mieszkańcy. Bardzo miło ją wspominają,
wręcz z dumą oznajmiają: "Ja mieszkałem w
Hucie". Czyżby uwalniał się w ich myśleniu
mechanizm typu: "Kiedyś było
lepiej..."?
Student i Nowa Huta?
Owszem, jest trochę daleko na Akademię, ale w
autobusie czy tramwaju można przygotować się na
zajęcia, (jeśli przypadkiem nie zrobiło się
tego wcześniej), zjeść śniadanie, zdrzemnąć
się albo można po prostu obserwować ludzi,
poznawać ich, niechcący podsłuchiwać o czym
toczą się poranne lub wieczorne Polaków rozmowy
. Poza tym są uczelnie, które mają w tamtych
okolicach swoje instytuty. W takich przypadkach
odległość przestaje być "kulą u
nogi".
Na koniec jeszcze jeden truizm. Nową Hutę utożsamia
się z chuliganami. Zgadza się, są tu tacy. Ale
uważajcie, bo roi się od nich również w
centrum Krakowa i innych jego dzielnicach.
P.S.
Jeśli chcecie podzielić się waszymi doświadczeniami
związanymi z Nowa Hutą, to zapraszam do
dyskusji. Nie musimy ograniczać się jedynie do
tej dzielnicy, może zaobserwowaliście inne,
warte opisania, zjawiska.
Małgorzata Czoch
Dobrzy podopieczni niedobrego
guru
Trzy lata temu w polskich gazetach pojawiły
się ogłoszenia Tvind Humany namawiające młodych
Polaków do pracy w charakterze wolontariatu.
Przygoda ta miała rozpocząć się szkoleniami
odbywającymi się w Danii, następnie miał odbyć
się wyjazd do egzotycznych krajów w celu pomocy
najbardziej ubogim państwom trzeciego świata.
Cel szczytny, ale czy mający naprawdę coś wspólnego
z humanitaryzmem?
Gazeta Wyborcza w artykule "Szef zamieszkał
w raju" z marca 2002 roku jako pierwsza ukazała
mechanizm działania tejże organizacji uznając ją
za sektę. Pół roku później na antenie TVN w
"Superwizjerze" wyemitowano podobny
materiał. Czym więc tak naprawdę jest Tvind
Humany? Na początek szczypta historii. Zaczęło
się skromnie. W 1968 roku kilku Duńczyków
postanowiło podróżować po świecie. Pierwszym
etapem były Indie. Przejęci byli ubóstwem tego
kraju, postanowili zostać i założyć Travelling
High School i zająć się biednymi dziećmi.
Przywódcą grupy został Amdi Petersen, niespełna
trzydziestoletni nauczyciel, który został
zwolniony ze szkoły z powodu swoich włosów, które
były zbyt długie jak na ówczesne standardy. Za
wspólne pieniądze kupili duńskie gospodarstwo w
Tvind na Jutlandii, wybudowali pierwsze budynki
szkolne a w 1975 roku wiatrak, który produkował
energię. Był to protest przeciwko energii
atomowej. Następnie założyli The Teachers Group
(grupę nauczycieli) w Danii później min. w
Norwegii, Hiszpanii, Karaibach i Stanach
Zjednoczonych. Grupa miała kształcić poprzez
podróże i doświadczenia, dopuszczani do niej
byli i nadal są tylko wypróbowani członkowie
Tvind, którzy podpisują z nimi umowę do końca
życia. Pomimo prężnej działalności w 1979
roku Amdi Petersen znika. Od tej pory nie wiadomo
co się z nim dzieje. Członkowie The Teachers
Group twierdzili, że nie mieli z nim kontaktu. W
październiku niespodziankę zrobili duńscy
dziennikarze, którzy odnaleźli Amdiego Petersena.
Okazało się, że żyje on w luksusowej willi na
wyspie Fisher Island niedaleko Miami, gdzie dostać
można się jedynie prywatnym jachtem i poruszać
na podstawie karty identyfikacyjnej. Tvind straciło
poparcie rządu duńskiego a przez Francję i
Belgię zostało uznane za sektę. Legendarny założyciel
zebrał na swoim koncie oskarżenia o niekorzystną
działalność wobec duńskiej gospodarki, błędy
w sztuce nauczania, popieranie wojny palestyńsko-izraelskiej,
wyłudzenia od rządu duńskiego jak i innych
organizacji charytatywnych, trenowanie bojówkarzy
querilli z Zimbabwe, "pranie mózgów"
wolontariuszom i zmuszanie ich do niewolniczej
pracy, oszustwa podatkowe a przede wszystkim za
posiadanie nieprzyzwoicie bogatej willi w Miami.
17 lutego 2002 roku został aresztowany w Stanach
Zjednoczonych, gdzie do dziś przebywa w areszcie
w Los Angeles. Skąd były pieniądze na tak
luksusowy dom? Śledztwo wciąż trwa.
Jak obecnie wygląda
werbowanie przyszłych wolontariuszy? Na początek
organizowane są infoweekendy podczas których nakłania
się potencjalnych wolontariuszy do podpisania
umowy. Przyjeżdżają na pół roku do Danii,
Norwegii, Anglii, Republiki Południowej Afryki
lub USA, gdzie są szkoły organizacji. By zacząć
szkolenie trzeba mieć min. 4000 zł plus
kieszonkowe...(pełna kwota wynosi 14 tyś. zł -
w tym jest 8 miesięcy szkolenia, bilet do Afryki,
kieszonkowe plus kwota za zwerbowanie). Ci, którzy
nie mają tych pieniędzy, Humana daje możliwość
zarobienia ich w trakcie tzw. netupu. Jest to
przeważnie praca w sortowni odzieży używanej w
Szwecji, należącej do Tvind. Zatrudniani są w
second handach lub też pracują na zlecenie na
budowach lub w ogrodach. Nie mają jednak
ubezpieczenia ani wizy na czas pobytu. Nie ma
problemu w uzyskaniu wizy, jednak Tvind o nie występuje,
gdyż nie chce by rząd duński wiedział ilu
wolontariuszy szkoli się w szeregach organizacji.
Podczas szkolenia mają się nauczyć jak być
wolontariuszami, a w międzyczasie przez dwa
tygodnie każdego miesiąca zarabiają pieniądze,
które trafiają do kieszeni Humana. Ale to nie
jedyne źródło dochodu, zarabiają również na
sprzedaży odzieży używanej, która powinna
trafiać do krajów Trzeciego Świata, jest to
jednak malutki procent. Większość rzeczy jest
sprzedawana w Europie Zachodniej. Po pół roku
szkolenia wolontariusze na własny koszt wyjeżdżają
do Azji, Afryki lub Ameryki Południowej gdzie nie
mając ubezpieczenia ciężko pracują, głodują
i poddawani są psychicznym manipulacjom. Jeden z
poszkodowanych wolontariuszy mówi: "Przez
dwa miesiące fizycznej pracy w Goeteborgu schudłem
25 kg a moja dziewczyna 12 kg a dlatego, że nam
dawano tylko 300 koron szwedzkich na jedzenie
gdzie sam chleb kosztuje 30 koron nie mówiąc już
o innych produktach. Dlatego wciąż byliśmy głodni."
Dodaje, że "Praca jest bardzo ciężka,
trzeba podnosić duże kosze z ubraniami ważące
od 100 do 200 kg, worki z butami ważące od 25 do
35 kg itp. Wszystko to wykonuje się ręcznie a
przerwy są tylko po 5 minut co 2 godziny". A
zarobionych pieniędzy nikt nigdy nie widział na
oczy, trafiają one do Tvind. Być może to jest właśnie
odpowiedź na pytanie skąd Amdi Petersen zdobył
pieniądze na swój luksusowy dom...
Historii na temat
przeżyć byłych wolontariuszy w Humana People to
People jest mnóstwo. I pojawiają się nowe.
Ludzie Ci postanowili walczyć z Tvind aby uchronić
innych przed oszustwem, dlatego powstały i wciąż
powstają nowe strony internetowe (np. http://gwiazda163.webpark.pl/
), które przedstawiają ich historie. Dziś wielu
młodych ludzi czuje chęć niesienia pomocy
ubogim i pokrzywdzonym przez los. To piękne. Ważne
jest jednak by robić to z czystej potrzeby pomocy
innym. Anna mówi: "Jeśli masz problemy w
domu, na przykład ze swoim chłopakiem, praca,
współlokatorami, nie oczekuj, ze znikną, kiedy
tylko opuścisz swój kraj. Najprawdopodobniej będą
cię prześladować i będą jeszcze bardziej uciążliwe,
kiedy dodatkowo pojawia się problemy kulturowe i
z przystosowaniem. Łatwo się przystosowujesz?
Jesteś głodny wiedzy? Możesz nauczyć się
nowego języka, nowej kultury, nowego sposobu życia.
Łatwość przystosowania i cierpliwość to
klucze, by to doświadczenie było satysfakcjonujące".
Moi drodzy, kiedy
planujecie podobny wyjazd zastanówcie się dobrze
dlaczego decydujecie się na to a przede wszystkim
czy organizacja, pod której skrzydła chcecie wejść
jest uczciwa i rzeczywiście pomaga najuboższym.
Warto np. skontaktować się z Dominikańskim
Centrum Informacji o Sektach w Krakowie, by później
nie mieć podobnie przykrego bagażu doświadczeń.
Aneta Pietroniec
Rowerem po drogach i bezdrożach
Podkarpacia
Proponowana przeze mnie wycieczka rozpoczyna swój
bieg z mojego rodzinnego miasta - Dynowa. Obierając
trasę kierowałem się głównie moim
upodobaniem. Wybierałem miejscowości, czy
zabytki, które są szczególnie mi bliskie. To
miejsca, gdzie spędziłem moje dzieciństwo oraz
młodość. To przez wycieczki poznawałem mój
region bliżej, a wycieczki rowerowe były moim
hobby. Region Parku Krajobrazowego Pogórza
Przemyskiego, Pogórze Dynowskie to bardzo piękny
obszar, niestety zapomniany, opuszczony i zacofany
gospodarczo. Ale na "horyzoncie" można
zobaczyć, że nadchodzi metamorfoza i Bieszczady
zaczynają odwiedzać turyści, którzy w
przyrodzie szukają ukojenia, nie omijając również
doliny Sanu. I jest więcej niż pewne, że ten
region spełnia ich oczekiwania. Mogą bliżej
poznać naturę, pokochać ją i zrozumieć... Człowiek
jest częścią przyrody, stanowi jej ułamek,
dlatego właśnie tylko w kontakcie z przyrodą,
zaznaje ukojenia i najchętniej odpoczywa na łonie
natury. Życzę miłych wrażeń podczas wycieczek
po obszarze Parku Krajobrazowego Pogórza
Przemyskiego.
 |
Trasa
Podczas wycieczki będziemy przejeżdżać przez
następujące miejscowości:
Dynów - Dąbrówka Starzeńska - Siedliska - Huta
Poręby - Borownica - Lipa - Malawa - Stara Bircza
- Arłamów - Bircza - Brzuska - Bachów - Iskań
- Dubiecko - Słonne - Pawłkoma - Bartkówka -
Dynów.
Długość trasy
Pierwszy dzień wycieczki:
Dynów - Arłamów.
Długość trasy wynosi ok. 45 km Drugi dzień wycieczki:
Arłamów - Dynów
Długość trasy wynosi ok. 45 km W sumie daje to, że podczas dwóch dni
pokonanych zostanie ok. 90 km.
|
Opis wycieczki
Pogórze Dynowskie, po którym będzie wiódł
szlak naszej wycieczki jest częścią Pogórza
Karpackiego. Przeważają tu lasy mieszane złożone
z jodły i buka. Nie brakuje tu również grabów,
dębów, sosen, olch szarych i czarnych. Cechą
charakterystyczną są strome zbocza i wyniosłości
porośnięte gęstymi lasami. Tereny, których
stoki są łagodne oraz doliny zostały
praktycznie całkowicie wylesione na rzecz pól
uprawnych. Lasy mieszane występujące na terenie
Pogórza Dynowskiego tworzą podczas jesieni
wspaniałą wielobarwną kompozycję.
Dynów - miejsce "startowe" naszej
wycieczki - można nazwać stolicą Pogórza
Dynowskiego. Miasteczko położone jest nad rzeką
San. Administracyjnie należy do województwa
podkarpackiego i powiatu rzeszowskiego. Główna
zabudowa miasta mieści się po lewej stronie
(orograficznej) rzeki. Po przeciwnej stronie zaś
położona jest dzielnica Dynowa - Bartkówka.
Miasto otoczone jest niewysokimi, łagodnymi wzgórzami,
które nazwane zostało Pogórzem Dynowskim.
Wysokość tych wzniesień mieści się w
przedziale od 360 do 504 m. n.p.m.
Natomiast samo miasto, jak również inne
miejscowości leżące nad rzeką San należą do
terenu tzw. Obniżenia Dubieckiego. Rzeźba tego
terenu ukształtowała się w okresie trzeciorzędu,
tj. górotwórczego kształtowania się Karpat. W
budowie geologicznej Pogórza występują
naprzemianległe zespoły warstw piaskowców
ilastych.
Warto wiedzieć, że na terenie Pogórza
Dynowskiego występują złoża bituminów: ropy
naftowej i gazu ziemnego. Odkryto tu także złoża
łupków bitumicznych. Napotkać tu również można
wody mineralne, żwirowiska, urodzajne mady
rzeczne, korzystne dla rolnictwa.
Wycieczka rowerowa rozpoczyna się w centrum Pogórza
Dynowskiego - Dynowie. Warunkiem "sinequanom"
jest sprawny rower górski. Na wycieczkę należy
zabrać jedynie najpotrzebniejsze rzeczy oraz
"coś dla ciała" czyli żywność. Nie
należy jej brać za wiele, gdyż co pewien czas będą
robione przerwy na odpoczynek i wtedy będzie można
zaopatrzyć się w produkty żywnościowe. Poza
tym nie należy zapomnieć o płaszczu
przeciwdeszczowym, który będzie niezbędny w
pokonywaniu dalszej drogi przy niesprzyjającej
aurze. Najlepszym rozwiązaniem jest zabranie ze
sobą plecaka, gdyż podróżowanie z obciążeniem
na kierownicy będzie bardzo utrudnione i uciążliwe.
Należy wziąć strój lekki, sportowy, wygodny,
ewentualnie cieplejszy sweter, gdyby wieczór był
chłodny..
Wycieczka rozpoczyna się o brzasku dnia, czyli
około godziny 6.00. Spotkanie uczestników odbywa
się na rynku w Dynowie, a dokładniej rzecz biorąc
pod pomnikiem Władysława Jagiełły, który jest
jednym z zabytków w tym mieście. Został on
wzniesiony w 1910 roku, dla uczczenia 500-letniej
rocznicy bitwy pod Grunwaldem w 1410 r. Korzystając
z okazji można poznać zabytki miasteczka oraz w
wielkim skrócie poznać jego historię. Miasto to
nie posiada wielu zabytków, ale te które tu się
znajdują, zasługują na dużą uwagę i
zainteresowanie. Nadrzędną budowlą, która
wznosi się w Dynowie jest kościół pod
wezwaniem św. Wawrzyńca. Pierwotnie był to kościół
drewniany w stylu gotyckim. W 1462 był
restaurowany. Obecnie jest murowanym budynkiem
utrzymanym w stylu renesansowym. Został on
wzniesiony na miejscu poprzedniego, spalonego w
XVII wieku. Świątynia ta miała burzliwą
historię. Często ulegała przebudowom, co miało
miejsce po najeździe szwedzkim i siedmiogrodzkim
w 1663 roku i w latach późniejszych. Kościół
jest jednonawową świątynią z dwiema bocznymi
kaplicami. We wnętrzu rzucają się w oczy piękne,
późnorenesansowe sklepienia bogato zdobione
sztukaterami. Występuje tu barokowe zdobnictwo,
które pochodzi z XVII i XVIII wieku. Na uwagę
zasługuje XVIII-wieczny wczesnobarokowy obraz
Matki Bożej, nazywany potocznie przez mieszkańców
Matką Boską Dynowską. Z innych, budzących
zainteresowanie zwiedzających kościół turystów,
ciekawych detali wyposażenia można znaleźć
barokową ambonę, rokokowy prospekt organowy,
XVII wieczną drewnianą chrzcielnicę.
Renesansowa brama kościoła p.w. Św. Wawrzyńca
w
Dynowie
Wokół kościoła znajduje się murowane
ogrodzenie z renesansową bramą, której kształt
przypomina łuk triumfalny z trzema wejściami. Na
bokach bramy widnieją statuetki aniołów. Występują
na niej motywy roślinne i główki puttonów.
W południowo - zachodnim narożniku placu kościelnego
wznosi się XVIII-wieczna, późnobarokowa
dzwonnica, w dolnej kondygnacji której znajduje
się kaplica św. Teresy. Uwagę skupia także
pomnik Jana Pawła II ufundowany przez rodaków,
którzy mieszkają poza granicami Polski. Pomnik
ten jest wierną kopią pomnika papieża, który
znajduje się na Jasnej Górze.
Następnie, po obejrzeniu kościoła można ruszać
w drogę w kierunku Zabramy (odcinek ul. Piłsudskiego,
potocznie zwany Zabrama). Napotykamy tu wolnostojące
domy. Następnie mijamy po lewej stronie park, który
niewątpliwie wzbudza zainteresowanie. Jest to
cmentarz żydowski - zniszczony. Zachował się tu
jedynie mały budynek, do którego co pewien czas
zjeżdżają się Żydzi, aby oddać się wspólnej
medytacji. Jest to teren prywatny, dlatego wstęp
na teren cmentarza nie jest możliwy. Przemierzając
w dalszym ciągu trasę kierujemy się w stronę
mostu na Sanie. Tuż przed tymże mostem, po lewej
stronie mieści się stacja kolejki wąskotorowej
Przeworsk - Dynów, gdzie podziwiać możemy model
parowej lokomotywy i starych wagonów. Obiekt
wzbudza zainteresowanie turystów. Kolej ta została
doprowadzona do Dynowa w 1904 roku. Służyła do
przewozu surowców przemysłowych oraz
naturalnych, jak np. buraki cukrowe, które była
dowożone przez kolej do cukrowni w Przeworsku. Był
to rynek zbytu tutejszych rolników. Niestety
aktualnie kolejka wąskotorowa stanowi jedynie
element turystyczny. Cieszy się wielkim
powodzeniem, ale mówi się o jej ewentualnej
likwidacji. Należy mieć nadzieję, że to nie
nastąpi...
Parowy model kolejki
Następnie należy przejechać przez most, który
nie tak dawno był remontowany. Gdy most zostawimy
już za sobą skręcamy w prawo i jedziemy dalej
nieco zniszczoną asfaltową drogą w kierunku Dąbrówki
Starzeńskiej. Wzdłuż prawej strony drogi ciągnie
się San. Mijamy "porozrzucane" po
polach domostwa, które skupiają uwagę ze względu
na ciekawą architekturę. Bardzo łatwo docieramy
do wsi Dąbrówka Starzeńska, na której początku,
po lewej mijamy ruiny zamku i niewielki kościół
o współczesnej architekturze. Wybudowany na tym
miejscu zamek był własnością wielu rodzin,
m.in. Stadnickich. Następnie był wielokrotnie
rozbudowywany. Zamek ten był zamieszkiwany do końca
1944 roku. Właściciele opuścili go dopiero po
przeprowadzonej reformie rolnej.. W 1947 roku
zamek - dwór popadający w ruinę spłonął w
niewyjaśnionych okolicznościach. Dziś wznoszą
się tylko jego ruiny, będące pozostałością
dawnych murów, obiektów mieszkalnych i dwóch
baszt.
Teren Dąbrówki Starzeńskiej jest bardzo piękny,
dlatego wzbudza tak wielkie zainteresowanie turystów,
którzy zachwycają się terenem doliny Sanu.
Jedna z baszt ruin zamku w Dąbrówce Starzeńskiej
Mijając Dąbrówkę Starzeńską wkracza się na
teren Parku Krajobrazowego Pogórza Przemyskiego.
Podczas jazdy możemy podziwiać "Matkę
Naturę" i rozkoszować się świeżym
powietrzem.
Z Dąbrówki udajemy się w kierunku Siedlisk,
pokonując 4-kilometrowy odcinek. Z daleka spojrzeć
można na prom gminny, który umożliwia przeprawę
z Siedlisk do Nozdrzca. Korzystają z niego zarówno
piesi, jak i zmotoryzowani mieszkańcy całej
okolicy. Przejazd jest bezpłatny. Na tej trasie
zobaczymy sztuczny zbiornik wodny, gdzie za
niewielką opłatą można spróbować swoich sił
w wędkowaniu. Atrakcja jest tym większa, że w
zbiorniku są różne gatunki ryb, np.: szczupaki,
pstrągi, itp. Warunkiem jest jednak zabranie własnego
sprzętu wędkarskiego.
Przejeżdżamy przez Siedliska docierając do bloków
mieszkalnych byłego PGR-u, po czym na skrzyżowaniu
skręcamy w lewo. Ta droga zawiedzie nas do
miejscowości Huta Poręby, która słynęła w
przeszłości z wytopu szkła. Znajdujemy tu pole
namiotowe Politechniki Rzeszowskiej oraz stary
cmentarz ukraiński z zachowanymi do dziś mogiłami.
Wybudowany w niedalekiej przeszłości kościół
parafialny stanowi ostatni ważniejszy punkt
turystyczny tej wsi.
Udajemy się teraz stale wznoszącą się drogą
asfaltową w prawo, a tam po przebyciu 1
kilometra, czeka następna atrakcja - wypalarnia węgla
drzewnego. W produkt uzyskiwany z gorszych gatunków
drewna, zaopatrywane są zarówno rynki krajowe,
jak i zagraniczne. Na wierzchołku wzniesienia skręcamy
w lewo, by w ten sposób dotrzeć drogą leśną
do Borownicy. W kampanii wrześniowej 1939 rozegrała
się tu krwawa bitwa, zaś polegli w niej żołnierze
spoczywają na miejscowym cmentarzu. W Borownicy
znajdziemy także groby Polaków pomordowanych
przez Ukraińców podczas II wojny światowej.
Niecodziennymi elementami krajobrazu są ambony myśliwskie,
które wyraźnie świadczą o występowaniu w tych
lasach zwierzyny łownej, np. dzika, sarny,
jelenia oraz zająca. Okolica ta uznawana jest także
za swoisty "raj" dla łowców runa leśnego.
W lasach tych można również spotkać ok. 200
gatunków ptaków. Do najczęściej spotykanych
należą: płochacz halny, siwiernik, orzeł
przedni, puchacz, drozd skalny i coraz częściej
spotykany nad rzekami bocian czarny. Najliczniej
występującymi drzewami są tu: buk, jodła,
olszyna.
Następnie wjeżdżamy w strefę pięknych widoków
na wszystkie strony świata. Można powiedzieć,
że droga ta to "grzbiet". Tu spotykamy
niespodziankę - jeśli można to tak nazwać. A
mianowicie natrafiamy na serpentyny, co urozmaica
pokonywaną do tej pory drogę o lekkich zakrętach...
Teraz rozpoczyna się zjazd, który prowadzi nas
do miejscowości Lipa. Przed wsią mijamy odbicie
drogi do Brzeżawy. Lipa to rozciągnięta, rzadko
zabudowana wioska. Znajduje się tu m.in. gmina
wyznaniowa zielonoświątkowców. Żegnając tę
wioskę wkraczamy do doliny potoku. Warto wspomnieć,
że w 1994 roku przeprowadzono tu reintrodukcję
bobra europejskiego. Cała ta akcja zakończyła
się wielkim sukcesem.
Pokonując dalszą drogę wkraczamy do kolejnej
wioski - Malwy. Po naszej prawej stronie
napotykamy na blok mieszkalny, którego wystrój
zewnętrzny nie wygląda zachęcająco. Budynek
ten jest "spuścizną" po dawnym PGR.
Następnie zaś, po lewej stronie mijamy zabytkową,
murowaną cerkiew, która jest godna naszej uwagi.
I tu należy podziwiać piękno architektury, łącząc
oglądanie z krótkim odpoczynkiem.
Następnie wkraczamy na wyjątkowo korzystną, jak
dla zmęczonego już rowerzysty drogę. Ruch
odbywa się po prostej, równej, dolinnej szosie.
Już wkrótce, zgodnie z kierunkowskazem musimy
skręcić w prawo i udać do Starej Birczy. Stamtąd
udajemy się w prawo, w kierunku Leszczawy Górnej.
Trasa ta prowadzi w górę, umożliwia przejazd
przez Trójcę, gdzie znajduje się okazały rządowy
ośrodek wypoczynkowy.
W ten sposób pokonaliśmy ok. 45 km trasy.
Odpoczywać i regenerować swoje siły będziemy w
ośrodku w Arłamowie, który w latach 70-tych i
80-tych zajmował obszar ponad 20 tys. hektarów.
Jest to dawny ośrodek myśliwski. Obecnie w
obiektach kompleksu Arłamowa znajduje się
atrakcyjny, dostępny dla wszystkich hotel, który
oferuje wypoczynek wśród lasów nadleśnictwa
Bircza. Warto od razu zaznaczyć, że nie jest to
tani ośrodek, ale ze względu na piękny teren
warto się w nim zatrzymać. Tu także można spożyć
ciepłą strawę. Chętni mogą pospacerować po
dziewiczych jeszcze lasach. Zmęczone nogi mogą
odpocząć i ogrzać się przy ognisku, które można
tu zorganizować. Ci najbardziej strudzeni mogą
udać się na spoczynek Pozostali mogą obcować
sam na sam z przyrodą.
Czas, który spędza się razem, można wykorzystać
na "doinformowanie" się o nadleśnictwie
Bircza, która może pochwalić się wspaniałymi
okazami flory i fauny.
Pobudka następnego dnia o 7.00. O 7.15 śniadanie,
również w tym samym budynku. Należy tak sobie
rozplanować czas, aby najpóźniej do godziny
8.15 być gotowym do drogi.
Wyruszamy. Zjeżdżamy w dół przez Posadę
Rybotycką, Wolę Korzeniecką i kierujemy się w
stronę Birczy.
Gmina Bircza zajmuje powierzchnię 25 404 ha, co
daje jej trzecie miejsce pod względem obszaru
gmin w Polsce. Prawie 60% jej terenu to obszary
zalesione. W 24 wsiach gminę tę zamieszkuje 7245
mieszkańców, z czego 1141 mieszka w Birczy.
Obszar gminy Bircza posiada wiele walorów
turystycznych. Na największą uwagę zasługują
zabytki architektury sakralnej. Coś dla siebie
znajdą tu również miłośnicy archeologii i
przyrody oraz naturalnie ci, którzy potrzebują
wyciszenia i obcowania z naturą, a także ci, którzy
po prostu uwielbiają wędrówki po górskich
szlakach w towarzystwie starych drzew. Najczęstszym
motywem roślinnym pojawiającym się w lasach są:
śledziennica skrętolistna oraz owocujęcy
czworolist pospolity. Tereny Nadleśnictwa Bircza
to prawdziwy raj dla myśliwych.
Bircza była miasteczkiem powiatowym. Słynęła w
dawnych czasach z handlu końmi i wyrobu płótna.
II wojna światowa nie oszczędziły tego
miasteczka. W latach okupacji hitlerowskiej
wymordowanych tu zostało 2000 Żydów
Ku czci poległych żołnierzy i milicjantów
wzniesiono w Birczy dwa pomniki. Jeden przy drodze
z Przemyśla, drugi bardziej okazały będziemy
mogli zobaczyć w Rynku. Napis na nim głosi: Żywi
to pamiętają, żywi dziś czuwają. Poległym za
wolność z faszystowskimi bandami UPA w latach
1944 - 1947 Żołnierzom WP, WOP, KBW,
Funkcjonariuszom MO, UB, ORMO.
Z zabytków przeszłości miasteczka pozostało
niewiele. Na uwagę zasługuje pałac Humnickich z
XIX wieku, kaplica grobowa Kowalskich z 1850 r. ,
w której umieszczono epitafium Maurycego
Kowalskiego zginął w walce o niepodległość
ojczyzny w 1863 r. , dom (apteka) z pierwszej połowy
XIX wieku, plebania grecko - katolicka z pierwszej
połowy XIX wieku, pozostałości fortyfikacji
miejskich z XVII w.
Z zabytków przyrody na uwagę zasługuje ponad
500-letni dąb obok kościoła i park ze
starodrzewiem otaczający pałac.
Wyjeżdżamy z centrum Birczy początkowo do drogi
asfaltowej Przemyśl - Sanok. Na niej skręcamy w
lewo ( w kierunku Sanoka), a po przejechaniu przez
most na Stupnicy - w prawo. Następnie podróż
nie jest trudna, łatwo poruszamy się po drodze
asfaltowej wzdłuż doliny potoku, mijając rzednące
zabudowania Birczy, a następnie Nowej Wsi. Po 5,3
km drogi rozpoczyna się wieś Sufczyna.
Opuszczamy tą wioskę i kierujemy się nadal na północ.
Na drodze napotykamy gęsto zarośnięte lasy, które
tworzą wspaniałe kompozycje, co sprawia, że
czujemy nastrój obcowania z przyrodą. Poznajemy
bliżej naturę, osobliwości natury Parku
Krajobrazowego Pogórza Przemyskiego. W naszej wędrówce
towarzyszy nam rzeka Słupnica. Następnie należy
kierować się do wioski Brzuska, którą mijamy i
kierujemy się nadal na północ, do Bachowa.
Nieopodal tej miejscowości ma swoje źródło
rzeczka Słupnica.
Tu natrafiamy na rozdwojenie dróg. Należy skręcić
w kierunku miejscowości Iskań. W zasięgu wzroku
mamy już San. Gdy miejscowość ta zostanie już
za nami, przejeżdżamy przez most ponad rzeką
Jawornik.
Jadąc prosto docieramy do mostu, który łączy
brzegi Sanu. Po przekroczeniu rzeki obieramy
kierunek na Dubiecko. Opuszczamy teren Parku
Krajobrazowego i docieramy do dobrej drogi
asfaltowej - 884. Teraz bardzo łatwo trafić można
do Dubiecka, gdzie jest kilka osobliwości godnych
uwagi. Jest to urocza miejscowość położona na
lewym brzegu Sanu. Otaczają je malownicze wzgórza.
Obecnie liczy około 3 tysięcy mieszkańców. Jej
przeszłość historyczna jest niezwykle bogata.
Pierwsze wzmianki o Dubiecku, jako osadzie królewskiej,
leżącej na prawym brzegu Sanu, sięgają jeszcze
roku 1358. Pozostałością po tej osadzie jest
grodzisko wczesnośredniowieczne, które zostało
odkryte nad Sanem. W 1407 roku Władysław Jagiełło
nadaje Dubiecku prawa miejskie. W sąsiedztwie
nowo utworzonego miasta wznoszą Kmitowie obronny,
bogato wyposażony zamek z przeznaczeniem na
magnacką siedzibę.
W XVI w. poprzez koligacje rodzinne, zamek
przechodzi w posiadanie rodziny Stadnickich, którzy
swą działalnością przysparzają Dubiecku wiele
rozgłosu i nie zawsze dobrej sławy. Za rządów
Stanisława Mateusza Stadnickiego , Dubiecko staje
się ogniskiem reformacji promieniującym na całą
ziemię przemyską. Słynny ideolog kalwinizmu
Franciszek Stankar organizuje gminę wyznaniową i
zakłada w Dubiecku szkołę kalwińską, która
ze względu na wysoki poziom nauczania cieszyła
się popularnością wśród okolicznej szlachty
przemyskiej.
Około 1650 roku nawiedził miasteczko i zamek pożar,
który przyniósł ogromne straty.
Historycznym wydarzeniem był dzień 3 lutego
1735r. W tym dniu to właśnie urodził się na
zamku Ignacy Krasicki., późniejszy biskup i
największy poeta polskiego Oświecenia. Bardzo często
bywał on w Dubiecku.
Z upływem lat zamek podupada, a przeprowadzone później
remonty zmieniają jego oblicze. Przypominał
bardziej dwór...
Z Dubieckiem związane były także inne osobowości.
Tu swoją twórczość rozwijali poeta Aleksander
Krasicki, Franciszek Karpiński i Aleksandra z
Krasickich Konarska.
Tu także urodził się w roku 1551 postrach ziemi
przemyskiej, "zabijaka" Stanisław
Stadnicki, zwany również diabłem łańcuckim.
Gmina Dubiecko położona jest na terenie Parku
Krajobrazowego Pogórza Dynowskiego.
W czasie ostatniej wojny bogate i kwitnące miasto
poniosło szczególnie wielkie straty. Okupant
aresztował Polaków, oraz wywoził ich na roboty
przymusowe do Niemiec. Hitlerowcy zgładzili tutaj
ok. 200 Żydów, reszta została wywieziona do
obozów zagłady. Z całej ludności, która liczyła
przed wybuchem wojny 5000 mieszkańców, po
wyzwoleniu pozostało niewiele ponad 1000 osób. Wówczas
to Dubiecko utraciło prawa miejskie, których
mimo starań, nie odzyskało.
W 1958 roku pałac dubiecki został przeznaczony
na ośrodek wypoczynkowy.
W parku, aktualnie starannie utrzymanym, rosną
rzadkie i bardzo stare drzewa, min. miłorzęby i
planty. Z okazji 200 rocznicy urodzin Ignacego
Krasickiego wzniesiono przed pałacem obelisk z
jego popiersiem. Dzięki staraniom Muzeum Ziemi
Przemyskiej zorganizowane zostało w roku 1969
Muzeum Biograficzne Ignacego Krasickiego. Znaleźć
tam można zachowane pamiątki, dokumenty,
portrety poety, jego przyjaciół i rodziny,
wydane dzieła.
Zapoznawszy się z ogólnym zarysem historii pałacu
i miejscowości możemy śmiało wjeżdżać do
centrum. Na początek udajemy się do pałacu, który
będzie pierwszym zabytkiem, jaki będziemy
podziwiać. Musimy wziąć pod uwagę fakt, że w
poniedziałki muzeum to jest nieczynne. Ceny biletów
różnią się w zależności od kategorii
wiekowej. Bilet wstępu dla dorosłych wynosi 4 złote,
dla młodzieży zaś 2 złote. Na zwiedzanie tego
muzeum należy poświęcić ok. 1,5 godziny.
Innym zabytkiem, który należy odwiedzić będąc
w Dubiecku są dwa murowane młyny wodne oraz
cerkiew greko-katolicka pod wezwaniem Podwyższenia
Krzyża Świętego, która pochodzi z 1927 roku.
Po tak wyczerpującym zwiedzaniu można odpocząć
w tutejszej restauracji "Złoty Kłos",
która oferuje zarówno ciepłe, jak i zimne
dania. Cena obiadu może zamknąć się w kwocie
20 złotych.
Innym ciekawym obiektem jest kościół parafialny
z lat 1934 - 1952. Okazała świątynia została
wzniesiona na miejscu wcześniejszych drewnianych
kościołów. W wyposażeniu wnętrza kościoła
jest XV-wieczna gotycka kropielnica oraz wiele
detali pochodzących z gotyckiego kościółka z
XVIII i XIX wieku.
Opuściwszy Dubiecko należy skręcić po ok. 3 km
w lewo. I znów wjeżdżamy na teren Parku
Krajobrazowego Pogórza Przemyskiego. Wzdłuż
trasy płynie San, którego bieg jest przeciwny do
kierunku, w którym się przemieszczamy... Droga,
na którą wkroczyliśmy prowadzi nas prosto na Słonne
z ośrodkiem wypoczynkowym, gdzie także można
zamówić domki noclegowe. Ośrodek położony
jest w dolinie Sanu, który malowniczą wstęgą
rozdziela Pogórze Dynowskie i Pogórze
Przemyskie. San posiadający jedne z najczystszych
wód w kraju, doskonale zarybiony, umożliwia nie
tylko kąpiele, ale również spływy kajakowe.
Wzniesienia Pogórza Przemyskiego, które otaczają
ośrodek osiągają wysokość 300 - 500 m. n.p.m.
i stanowią wspaniały teren do wycieczek
turystycznych. Na obszarze tym panuje klimat
umiarkowany, odpowiedni dla chorych na serce i
nadciśnienie. Samo Słonne, oddalone od wszelkich
źródeł hałasu, daje gwarancję pełni
regeneracji sił. Tu również można zorganizować
ognisko. Można tu także zażyć kąpieli słonecznych
i wodnych (naturalnie w sezonie letnim). Teren ten
jest bardzo często odwiedzany przez turystów, w
opinii których, jest to wymarzone miejsce
odpoczynku od miejskich aglomeracji. Jest to
niezwykle malowniczy i bardzo atrakcyjny zakątek
gminy Dubiecko. To miejsce spotkań artystów i
malarzy z całej Polski. Obszar ten posiada walory
zdrowotne - słone źródła, mikroklimat o
zawartości jodu w powietrzu. Rzeka jest
stosunkowo płytka, czysta i zdatna do kąpieli.
Niewątpliwą atrakcją miejscowości jest kładka,
która wznosi się ponad lustrem wody ok. 10 m. i
łączy Słonne z jego przysiółkiem Łączki.
kładka na Sanie w Słonnym
Tam na wzgórzu rozłożył swoje gościnne
podwoje ośrodek wypoczynkowy "Zielona
Polana", gdzie oprócz posiłku można
skorzystać z kąpieli w basenie (wstęp 5 zł za
godzinę).
Po wypoczynku w Słonnym należy ruszać w dalszą
drogę. Obieramy drogę w kierunku Sielnicy. Droga
przez przysiółek Radonówki umożliwi nam
dotarcie do Pawlokomy, skąd kierujemy się w
stronę Bartkówki - dzielnicy Dynowa.
Godnym uwagi jest tutaj kościół. Ciekawa jest również
tzw. Winnica, która jest jednym z większych
wzniesień w tym regionie. Na jej szczycie
znajduje się nadajnik telefonii cyfrowej. A z
Bartkówki do końca naszej wyprawy już
niedaleko. Wystarczy przeprawić się przez most,
ten sam, przez który wiodła początkowa trasa
wycieczki. Dalej po przekroczeniu mostu kierujemy
się na prawo. Mijamy cmentarz żydowski na
Zabramie, jedziemy prosto, aż dojeżdżamy do kościoła,
następnie kierujemy się na Rynek, gdzie trasa
wyprawy dobiega końca.
Bibliografia:
Jan Rożański: "Województwo
przemyskie" - Krajowa Agencja Wydawnicza
1982.
Ryszard Kosterkiewicz: "Po drogach i
bezdrożach Parku Krajobrazowego Pogórza
Przemyskiego" - Wojewódzki Zarząd Parków
Krajobrazowych w Przemyślu 1997
Tadeusz Budziński: "Ziemia
Przemyska" - Wydawnictwo Sport i Turystyka
Warszawa.
Polskie Przedsiębiorstwo Wydawnictw
Kartograficznych: Mapa krajoznawcza; Małopolska
Wschodnia, Karpaty Wschodnie.
Janusz Michalak: "Dynów i
okolice".
Stefan Gut: "Osobliwości przyrody
województwa rzeszowskiego" - Kraków 1961
Tomasz Jurasz: "Znane i
nieznane"
Tomasz Burzyński
|