@Pismo 7 (3/2003)

  

 

 

 

Teraz Nowa Huta

Pochodzę z Nowego Sącza i wszystko co NOWE bardzo mnie interesuje. Dlatego po przyjeździe na studia do grodu Kraka zainteresowała mnie Nowa Huta.

      Po tym jak nie dostałam swojego kawałka podłogi w jednym z naszych domów studenckich, rozpoczęłam poszukiwania niedrogiego lokum. Porównując ceny różnych ofert, najbardziej realne do zrealizowania okazało się wynajęcie mieszkania właśnie w Nowej Hucie. W związku z tym, że jestem otwarta na świat, potraktowałam tę zsyłkę jako przyczynek do kolejnej przygody.

Nasłuchałam się dużo niedobrych rzeczy o NH, więc po osiedleniu się w tej dzielnicy postanowiłam skonfrontować pogłoski z rzeczywistością. Okazało się, że w świadomości ludzi, zarówno z Krakowa, jaki i z Huty, zakodowane są pewne mity, których próba obalenia równa się walce z wiatrakami.

Budowa Nowej Huty
Budowa rozpoczęła się w kwietniu 1950 roku. Trzeba zaznaczyć, że zanim do tego doszło, to ZSRR zadecydował w 1947 roku, że gdzieś w Polsce ma powstać huta. Legenda głosi, że miejsce wybrano losowo, ot spodobało się komuś zindustrializować piękne, podkrakowskie łąki. Inne podania przekazują nam informacje o tym, że takie umiejscowienie fabryki miało być karą dla Krakowa, za jego mieszczańskie panoszenie się oraz za to, że zagłosował nie tak, jak tego oczekiwano, w pewnym referendum. Jakby nie było, w 1949 roku Rząd PRL podjął decyzję o utworzeniu kombinatu metalurgicznego na terenie dawnych wsi Czyżyny, Krzesławice, Bieńczyce i Mogiła. Czyli na wschodnich od Krakowa terenach. Biorąc teraz pod uwagę, że w Polsce przeważają wiatry wschodnie i że wszelkie zanieczyszczenia wydobywające się z fabrycznych kominów 

przeważnie będą atakować zabytki ledwo ocalałego po wojnie Krakowa, to można w tych wszystkich spekulacjach odkryć sens.

Ale nie tym chcemy się dziś zajmować. Mamy rok 2003. Trzeba schować "do kieszeni" przekazywane przez pokolenia animozje i spojrzeć na relacje Nowej Huty i Krakowa z innej perspektywy.

Przede wszystkim nie wierzmy stereotypom
Od pewnego czasu zbieram informacje o Nowej Hucie, wypytuję o nią znajomych i nieznajomych, autochtonów i ludzi, którzy jej nie zamieszkują... Nie żebym miała jakąś fiksacje na punkcie tego miejsca, po prostu biorę udział takim projekcie artystycznym o nazwie FENIKS. (Nie wdając się w szczegóły napiszę tylko, że jego organizatorem jest Małopolski Instytut Kultury. Informacje o projekcie dostępne są na stronie: http://www.mik.krakow.pl/feniks.html,
a o tym co już zrobiliśmy przeczytacie tutaj: http://republika.pl/feniks_huta/).

Wróćmy do wątku. Zbieram informacje o NH i bardzo często opinie pejoratywne o tej dzielnicy słyszę z ust ludzi, którzy albo tutaj nigdy nie byli, albo tędy jedynie przejeżdżali. Co oni wiedzą o Nowej Hucie?? Jak "w głuchym telefonie" powtarzają utarte slogany nie podejmując żadnych kroków by sprawdzić ich prawdziwość.
Zaciekawiło mnie, że najczęstszymi autorami entuzjastycznych zdań na temat tej dzielnicy są byli jej mieszkańcy. Bardzo miło ją wspominają, wręcz z dumą oznajmiają: "Ja mieszkałem w Hucie". Czyżby uwalniał się w ich myśleniu mechanizm typu: "Kiedyś było lepiej..."?

Student i Nowa Huta?
Owszem, jest trochę daleko na Akademię, ale w autobusie czy tramwaju można przygotować się na zajęcia, (jeśli przypadkiem nie zrobiło się tego wcześniej), zjeść śniadanie, zdrzemnąć się albo można po prostu obserwować ludzi, poznawać ich, niechcący podsłuchiwać o czym toczą się poranne lub wieczorne Polaków rozmowy . Poza tym są uczelnie, które mają w tamtych okolicach swoje instytuty. W takich przypadkach odległość przestaje być "kulą u nogi".

Na koniec jeszcze jeden truizm. Nową Hutę utożsamia się z chuliganami. Zgadza się, są tu tacy. Ale uważajcie, bo roi się od nich również w centrum Krakowa i innych jego dzielnicach.

P.S.
Jeśli chcecie podzielić się waszymi doświadczeniami związanymi z Nowa Hutą, to zapraszam do dyskusji. Nie musimy ograniczać się jedynie do tej dzielnicy, może zaobserwowaliście inne, warte opisania, zjawiska.

 

 

 Małgorzata Czoch


 

Dobrzy podopieczni niedobrego guru



Trzy lata temu w polskich gazetach pojawiły się ogłoszenia Tvind Humany namawiające młodych Polaków do pracy w charakterze wolontariatu. Przygoda ta miała rozpocząć się szkoleniami odbywającymi się w Danii, następnie miał odbyć się wyjazd do egzotycznych krajów w celu pomocy najbardziej ubogim państwom trzeciego świata. Cel szczytny, ale czy mający naprawdę coś wspólnego z humanitaryzmem? 

      Gazeta Wyborcza w artykule "Szef zamieszkał w raju" z marca 2002 roku jako pierwsza ukazała mechanizm działania tejże organizacji uznając ją za sektę. Pół roku później na antenie TVN w "Superwizjerze" wyemitowano podobny materiał. Czym więc tak naprawdę jest Tvind Humany? Na początek szczypta historii. Zaczęło się skromnie. W 1968 roku kilku Duńczyków postanowiło podróżować po świecie. Pierwszym etapem były Indie. Przejęci byli ubóstwem tego kraju, postanowili zostać i założyć Travelling High School i zająć się biednymi dziećmi. Przywódcą grupy został Amdi Petersen, niespełna trzydziestoletni nauczyciel, który został zwolniony ze szkoły z powodu swoich włosów, które były zbyt długie jak na ówczesne standardy. Za wspólne pieniądze kupili duńskie gospodarstwo w Tvind na Jutlandii, wybudowali pierwsze budynki szkolne a w 1975 roku wiatrak, który produkował energię. Był to protest przeciwko energii atomowej. Następnie założyli The Teachers Group (grupę nauczycieli) w Danii później min. w Norwegii, Hiszpanii, Karaibach i Stanach Zjednoczonych. Grupa miała kształcić poprzez podróże i doświadczenia, dopuszczani do niej byli i nadal są tylko wypróbowani członkowie Tvind, którzy podpisują z nimi umowę do końca życia. Pomimo prężnej działalności w 1979 roku Amdi Petersen znika. Od tej pory nie wiadomo co się z nim dzieje. Członkowie The Teachers Group twierdzili, że nie mieli z nim kontaktu. W październiku niespodziankę zrobili duńscy dziennikarze, którzy odnaleźli Amdiego Petersena. Okazało się, że żyje on w luksusowej willi na wyspie Fisher Island niedaleko Miami, gdzie dostać można się jedynie prywatnym jachtem i poruszać na podstawie karty identyfikacyjnej. Tvind straciło poparcie rządu duńskiego a przez Francję i Belgię zostało uznane za sektę. Legendarny założyciel zebrał na swoim koncie oskarżenia o niekorzystną działalność wobec duńskiej gospodarki, błędy w sztuce nauczania, popieranie wojny palestyńsko-izraelskiej, wyłudzenia od rządu duńskiego jak i innych organizacji charytatywnych, trenowanie bojówkarzy querilli z Zimbabwe, "pranie mózgów" wolontariuszom i zmuszanie ich do niewolniczej pracy, oszustwa podatkowe a przede wszystkim za posiadanie nieprzyzwoicie bogatej willi w Miami. 17 lutego 2002 roku został aresztowany w Stanach Zjednoczonych, gdzie do dziś przebywa w areszcie w Los Angeles. Skąd były pieniądze na tak luksusowy dom? Śledztwo wciąż trwa.


      Jak obecnie wygląda werbowanie przyszłych wolontariuszy? Na początek organizowane są infoweekendy podczas których nakłania się potencjalnych wolontariuszy do podpisania umowy. Przyjeżdżają na pół roku do Danii, Norwegii, Anglii, Republiki Południowej Afryki lub USA, gdzie są szkoły organizacji. By zacząć szkolenie trzeba mieć min. 4000 zł plus kieszonkowe...(pełna kwota wynosi 14 tyś. zł - w tym jest 8 miesięcy szkolenia, bilet do Afryki, kieszonkowe plus kwota za zwerbowanie). Ci, którzy nie mają tych pieniędzy, Humana daje możliwość zarobienia ich w trakcie tzw. netupu. Jest to przeważnie praca w sortowni odzieży używanej w Szwecji, należącej do Tvind. Zatrudniani są w second handach lub też pracują na zlecenie na budowach lub w ogrodach. Nie mają jednak ubezpieczenia ani wizy na czas pobytu. Nie ma problemu w uzyskaniu wizy, jednak Tvind o nie występuje, gdyż nie chce by rząd duński wiedział ilu wolontariuszy szkoli się w szeregach organizacji.

      Podczas szkolenia mają się nauczyć jak być wolontariuszami, a w międzyczasie przez dwa tygodnie każdego miesiąca zarabiają pieniądze, które trafiają do kieszeni Humana. Ale to nie jedyne źródło dochodu, zarabiają również na sprzedaży odzieży używanej, która powinna trafiać do krajów Trzeciego Świata, jest to jednak malutki procent. Większość rzeczy jest sprzedawana w Europie Zachodniej. Po pół roku szkolenia wolontariusze na własny koszt wyjeżdżają do Azji, Afryki lub Ameryki Południowej gdzie nie mając ubezpieczenia ciężko pracują, głodują i poddawani są psychicznym manipulacjom. Jeden z poszkodowanych wolontariuszy mówi: "Przez dwa miesiące fizycznej pracy w Goeteborgu schudłem 25 kg a moja dziewczyna 12 kg a dlatego, że nam dawano tylko 300 koron szwedzkich na jedzenie gdzie sam chleb kosztuje 30 koron nie mówiąc już o innych produktach. Dlatego wciąż byliśmy głodni." Dodaje, że "Praca jest bardzo ciężka, trzeba podnosić duże kosze z ubraniami ważące od 100 do 200 kg, worki z butami ważące od 25 do 35 kg itp. Wszystko to wykonuje się ręcznie a przerwy są tylko po 5 minut co 2 godziny". A zarobionych pieniędzy nikt nigdy nie widział na oczy, trafiają one do Tvind. Być może to jest właśnie odpowiedź na pytanie skąd Amdi Petersen zdobył pieniądze na swój luksusowy dom...


      Historii na temat przeżyć byłych wolontariuszy w Humana People to People jest mnóstwo. I pojawiają się nowe. Ludzie Ci postanowili walczyć z Tvind aby uchronić innych przed oszustwem, dlatego powstały i wciąż powstają nowe strony internetowe (np. http://gwiazda163.webpark.pl/ ), które przedstawiają ich historie. Dziś wielu młodych ludzi czuje chęć niesienia pomocy ubogim i pokrzywdzonym przez los. To piękne. Ważne jest jednak by robić to z czystej potrzeby pomocy innym. Anna mówi: "Jeśli masz problemy w domu, na przykład ze swoim chłopakiem, praca, współlokatorami, nie oczekuj, ze znikną, kiedy tylko opuścisz swój kraj. Najprawdopodobniej będą cię prześladować i będą jeszcze bardziej uciążliwe, kiedy dodatkowo pojawia się problemy kulturowe i z przystosowaniem. Łatwo się przystosowujesz? Jesteś głodny wiedzy? Możesz nauczyć się nowego języka, nowej kultury, nowego sposobu życia. Łatwość przystosowania i cierpliwość to klucze, by to doświadczenie było satysfakcjonujące".


      Moi drodzy, kiedy planujecie podobny wyjazd zastanówcie się dobrze dlaczego decydujecie się na to a przede wszystkim czy organizacja, pod której skrzydła chcecie wejść jest uczciwa i rzeczywiście pomaga najuboższym. Warto np. skontaktować się z Dominikańskim Centrum Informacji o Sektach w Krakowie, by później nie mieć podobnie przykrego bagażu doświadczeń.

 

Aneta Pietroniec



 

Rowerem po drogach i bezdrożach Podkarpacia


      Proponowana przeze mnie wycieczka rozpoczyna swój bieg z mojego rodzinnego miasta - Dynowa. Obierając trasę kierowałem się głównie moim upodobaniem. Wybierałem miejscowości, czy zabytki, które są szczególnie mi bliskie. To miejsca, gdzie spędziłem moje dzieciństwo oraz młodość. To przez wycieczki poznawałem mój region bliżej, a wycieczki rowerowe były moim hobby. Region Parku Krajobrazowego Pogórza Przemyskiego, Pogórze Dynowskie to bardzo piękny obszar, niestety zapomniany, opuszczony i zacofany gospodarczo. Ale na "horyzoncie" można zobaczyć, że nadchodzi metamorfoza i Bieszczady zaczynają odwiedzać turyści, którzy w przyrodzie szukają ukojenia, nie omijając również doliny Sanu. I jest więcej niż pewne, że ten region spełnia ich oczekiwania. Mogą bliżej poznać naturę, pokochać ją i zrozumieć... Człowiek jest częścią przyrody, stanowi jej ułamek, dlatego właśnie tylko w kontakcie z przyrodą, zaznaje ukojenia i najchętniej odpoczywa na łonie natury. Życzę miłych wrażeń podczas wycieczek po obszarze Parku Krajobrazowego Pogórza Przemyskiego.

Trasa
Podczas wycieczki będziemy przejeżdżać przez następujące miejscowości:
Dynów - Dąbrówka Starzeńska - Siedliska - Huta Poręby - Borownica - Lipa - Malawa - Stara Bircza - Arłamów - Bircza - Brzuska - Bachów - Iskań - Dubiecko - Słonne - Pawłkoma - Bartkówka - Dynów.

Długość trasy
Pierwszy dzień wycieczki:
Dynów - Arłamów.
Długość trasy wynosi ok. 45 km
Drugi dzień wycieczki:
Arłamów - Dynów
Długość trasy wynosi ok. 45 km
W sumie daje to, że podczas dwóch dni pokonanych zostanie ok. 90 km.

Opis wycieczki
      Pogórze Dynowskie, po którym będzie wiódł szlak naszej wycieczki jest częścią Pogórza Karpackiego. Przeważają tu lasy mieszane złożone z jodły i buka. Nie brakuje tu również grabów, dębów, sosen, olch szarych i czarnych. Cechą charakterystyczną są strome zbocza i wyniosłości porośnięte gęstymi lasami. Tereny, których stoki są łagodne oraz doliny zostały praktycznie całkowicie wylesione na rzecz pól uprawnych. Lasy mieszane występujące na terenie Pogórza Dynowskiego tworzą podczas jesieni wspaniałą wielobarwną kompozycję.
      Dynów - miejsce "startowe" naszej wycieczki - można nazwać stolicą Pogórza Dynowskiego. Miasteczko położone jest nad rzeką San. Administracyjnie należy do województwa podkarpackiego i powiatu rzeszowskiego. Główna zabudowa miasta mieści się po lewej stronie (orograficznej) rzeki. Po przeciwnej stronie zaś położona jest dzielnica Dynowa - Bartkówka. Miasto otoczone jest niewysokimi, łagodnymi wzgórzami, które nazwane zostało Pogórzem Dynowskim. Wysokość tych wzniesień mieści się w przedziale od 360 do 504 m. n.p.m.
      Natomiast samo miasto, jak również inne miejscowości leżące nad rzeką San należą do terenu tzw. Obniżenia Dubieckiego. Rzeźba tego terenu ukształtowała się w okresie trzeciorzędu, tj. górotwórczego kształtowania się Karpat. W budowie geologicznej Pogórza występują naprzemianległe zespoły warstw piaskowców ilastych.
      Warto wiedzieć, że na terenie Pogórza Dynowskiego występują złoża bituminów: ropy naftowej i gazu ziemnego. Odkryto tu także złoża łupków bitumicznych. Napotkać tu również można wody mineralne, żwirowiska, urodzajne mady rzeczne, korzystne dla rolnictwa.
      Wycieczka rowerowa rozpoczyna się w centrum Pogórza Dynowskiego - Dynowie. Warunkiem "sinequanom" jest sprawny rower górski. Na wycieczkę należy zabrać jedynie najpotrzebniejsze rzeczy oraz "coś dla ciała" czyli żywność. Nie należy jej brać za wiele, gdyż co pewien czas będą robione przerwy na odpoczynek i wtedy będzie można zaopatrzyć się w produkty żywnościowe. Poza tym nie należy zapomnieć o płaszczu przeciwdeszczowym, który będzie niezbędny w pokonywaniu dalszej drogi przy niesprzyjającej aurze. Najlepszym rozwiązaniem jest zabranie ze sobą plecaka, gdyż podróżowanie z obciążeniem na kierownicy będzie bardzo utrudnione i uciążliwe. Należy wziąć strój lekki, sportowy, wygodny, ewentualnie cieplejszy sweter, gdyby wieczór był chłodny..
      Wycieczka rozpoczyna się o brzasku dnia, czyli około godziny 6.00. Spotkanie uczestników odbywa się na rynku w Dynowie, a dokładniej rzecz biorąc pod pomnikiem Władysława Jagiełły, który jest jednym z zabytków w tym mieście. Został on wzniesiony w 1910 roku, dla uczczenia 500-letniej rocznicy bitwy pod Grunwaldem w 1410 r. Korzystając z okazji można poznać zabytki miasteczka oraz w wielkim skrócie poznać jego historię. Miasto to nie posiada wielu zabytków, ale te które tu się znajdują, zasługują na dużą uwagę i zainteresowanie. Nadrzędną budowlą, która wznosi się w Dynowie jest kościół pod wezwaniem św. Wawrzyńca. Pierwotnie był to kościół drewniany w stylu gotyckim. W 1462 był restaurowany. Obecnie jest murowanym budynkiem utrzymanym w stylu renesansowym. Został on wzniesiony na miejscu poprzedniego, spalonego w XVII wieku. Świątynia ta miała burzliwą historię. Często ulegała przebudowom, co miało miejsce po najeździe szwedzkim i siedmiogrodzkim w 1663 roku i w latach późniejszych. Kościół jest jednonawową świątynią z dwiema bocznymi kaplicami. We wnętrzu rzucają się w oczy piękne, późnorenesansowe sklepienia bogato zdobione sztukaterami. Występuje tu barokowe zdobnictwo, które pochodzi z XVII i XVIII wieku. Na uwagę zasługuje XVIII-wieczny wczesnobarokowy obraz Matki Bożej, nazywany potocznie przez mieszkańców Matką Boską Dynowską. Z innych, budzących zainteresowanie zwiedzających kościół turystów, ciekawych detali wyposażenia można znaleźć barokową ambonę, rokokowy prospekt organowy, XVII wieczną drewnianą chrzcielnicę.

Renesansowa brama kościoła p.w. Św. Wawrzyńca w Dynowie
Wokół kościoła znajduje się murowane ogrodzenie z renesansową bramą, której kształt przypomina łuk triumfalny z trzema wejściami. Na bokach bramy widnieją statuetki aniołów. Występują na niej motywy roślinne i główki puttonów.
W południowo - zachodnim narożniku placu kościelnego wznosi się XVIII-wieczna, późnobarokowa dzwonnica, w dolnej kondygnacji której znajduje się kaplica św. Teresy. Uwagę skupia także pomnik Jana Pawła II ufundowany przez rodaków, którzy mieszkają poza granicami Polski. Pomnik ten jest wierną kopią pomnika papieża, który znajduje się na Jasnej Górze.
Następnie, po obejrzeniu kościoła można ruszać w drogę w kierunku Zabramy (odcinek ul. Piłsudskiego, potocznie zwany Zabrama). Napotykamy tu wolnostojące domy. Następnie mijamy po lewej stronie park, który niewątpliwie wzbudza zainteresowanie. Jest to cmentarz żydowski - zniszczony. Zachował się tu jedynie mały budynek, do którego co pewien czas zjeżdżają się Żydzi, aby oddać się wspólnej medytacji. Jest to teren prywatny, dlatego wstęp na teren cmentarza nie jest możliwy. Przemierzając w dalszym ciągu trasę kierujemy się w stronę mostu na Sanie. Tuż przed tymże mostem, po lewej stronie mieści się stacja kolejki wąskotorowej Przeworsk - Dynów, gdzie podziwiać możemy model parowej lokomotywy i starych wagonów. Obiekt wzbudza zainteresowanie turystów. Kolej ta została doprowadzona do Dynowa w 1904 roku. Służyła do przewozu surowców przemysłowych oraz naturalnych, jak np. buraki cukrowe, które była dowożone przez kolej do cukrowni w Przeworsku. Był to rynek zbytu tutejszych rolników. Niestety aktualnie kolejka wąskotorowa stanowi jedynie element turystyczny. Cieszy się wielkim powodzeniem, ale mówi się o jej ewentualnej likwidacji. Należy mieć nadzieję, że to nie nastąpi...

Parowy model kolejki
Następnie należy przejechać przez most, który nie tak dawno był remontowany. Gdy most zostawimy już za sobą skręcamy w prawo i jedziemy dalej nieco zniszczoną asfaltową drogą w kierunku Dąbrówki Starzeńskiej. Wzdłuż prawej strony drogi ciągnie się San. Mijamy "porozrzucane" po polach domostwa, które skupiają uwagę ze względu na ciekawą architekturę. Bardzo łatwo docieramy do wsi Dąbrówka Starzeńska, na której początku, po lewej mijamy ruiny zamku i niewielki kościół o współczesnej architekturze. Wybudowany na tym miejscu zamek był własnością wielu rodzin, m.in. Stadnickich. Następnie był wielokrotnie rozbudowywany. Zamek ten był zamieszkiwany do końca 1944 roku. Właściciele opuścili go dopiero po przeprowadzonej reformie rolnej.. W 1947 roku zamek - dwór popadający w ruinę spłonął w niewyjaśnionych okolicznościach. Dziś wznoszą się tylko jego ruiny, będące pozostałością dawnych murów, obiektów mieszkalnych i dwóch baszt.
Teren Dąbrówki Starzeńskiej jest bardzo piękny, dlatego wzbudza tak wielkie zainteresowanie turystów, którzy zachwycają się terenem doliny Sanu.


Jedna z baszt ruin zamku w Dąbrówce Starzeńskiej
Mijając Dąbrówkę Starzeńską wkracza się na teren Parku Krajobrazowego Pogórza Przemyskiego. Podczas jazdy możemy podziwiać "Matkę Naturę" i rozkoszować się świeżym powietrzem.
Z Dąbrówki udajemy się w kierunku Siedlisk, pokonując 4-kilometrowy odcinek. Z daleka spojrzeć można na prom gminny, który umożliwia przeprawę z Siedlisk do Nozdrzca. Korzystają z niego zarówno piesi, jak i zmotoryzowani mieszkańcy całej okolicy. Przejazd jest bezpłatny. Na tej trasie zobaczymy sztuczny zbiornik wodny, gdzie za niewielką opłatą można spróbować swoich sił w wędkowaniu. Atrakcja jest tym większa, że w zbiorniku są różne gatunki ryb, np.: szczupaki, pstrągi, itp. Warunkiem jest jednak zabranie własnego sprzętu wędkarskiego.
Przejeżdżamy przez Siedliska docierając do bloków mieszkalnych byłego PGR-u, po czym na skrzyżowaniu skręcamy w lewo. Ta droga zawiedzie nas do miejscowości Huta Poręby, która słynęła w przeszłości z wytopu szkła. Znajdujemy tu pole namiotowe Politechniki Rzeszowskiej oraz stary cmentarz ukraiński z zachowanymi do dziś mogiłami. Wybudowany w niedalekiej przeszłości kościół parafialny stanowi ostatni ważniejszy punkt turystyczny tej wsi.
Udajemy się teraz stale wznoszącą się drogą asfaltową w prawo, a tam po przebyciu 1 kilometra, czeka następna atrakcja - wypalarnia węgla drzewnego. W produkt uzyskiwany z gorszych gatunków drewna, zaopatrywane są zarówno rynki krajowe, jak i zagraniczne. Na wierzchołku wzniesienia skręcamy w lewo, by w ten sposób dotrzeć drogą leśną do Borownicy. W kampanii wrześniowej 1939 rozegrała się tu krwawa bitwa, zaś polegli w niej żołnierze spoczywają na miejscowym cmentarzu. W Borownicy znajdziemy także groby Polaków pomordowanych przez Ukraińców podczas II wojny światowej.
Niecodziennymi elementami krajobrazu są ambony myśliwskie, które wyraźnie świadczą o występowaniu w tych lasach zwierzyny łownej, np. dzika, sarny, jelenia oraz zająca. Okolica ta uznawana jest także za swoisty "raj" dla łowców runa leśnego.


W lasach tych można również spotkać ok. 200 gatunków ptaków. Do najczęściej spotykanych należą: płochacz halny, siwiernik, orzeł przedni, puchacz, drozd skalny i coraz częściej spotykany nad rzekami bocian czarny. Najliczniej występującymi drzewami są tu: buk, jodła, olszyna.
Następnie wjeżdżamy w strefę pięknych widoków na wszystkie strony świata. Można powiedzieć, że droga ta to "grzbiet". Tu spotykamy niespodziankę - jeśli można to tak nazwać. A mianowicie natrafiamy na serpentyny, co urozmaica pokonywaną do tej pory drogę o lekkich zakrętach... Teraz rozpoczyna się zjazd, który prowadzi nas do miejscowości Lipa. Przed wsią mijamy odbicie drogi do Brzeżawy. Lipa to rozciągnięta, rzadko zabudowana wioska. Znajduje się tu m.in. gmina wyznaniowa zielonoświątkowców. Żegnając tę wioskę wkraczamy do doliny potoku. Warto wspomnieć, że w 1994 roku przeprowadzono tu reintrodukcję bobra europejskiego. Cała ta akcja zakończyła się wielkim sukcesem.
Pokonując dalszą drogę wkraczamy do kolejnej wioski - Malwy. Po naszej prawej stronie napotykamy na blok mieszkalny, którego wystrój zewnętrzny nie wygląda zachęcająco. Budynek ten jest "spuścizną" po dawnym PGR. Następnie zaś, po lewej stronie mijamy zabytkową, murowaną cerkiew, która jest godna naszej uwagi. I tu należy podziwiać piękno architektury, łącząc oglądanie z krótkim odpoczynkiem.
Następnie wkraczamy na wyjątkowo korzystną, jak dla zmęczonego już rowerzysty drogę. Ruch odbywa się po prostej, równej, dolinnej szosie.
Już wkrótce, zgodnie z kierunkowskazem musimy skręcić w prawo i udać do Starej Birczy. Stamtąd udajemy się w prawo, w kierunku Leszczawy Górnej. Trasa ta prowadzi w górę, umożliwia przejazd przez Trójcę, gdzie znajduje się okazały rządowy ośrodek wypoczynkowy.
W ten sposób pokonaliśmy ok. 45 km trasy.
Odpoczywać i regenerować swoje siły będziemy w ośrodku w Arłamowie, który w latach 70-tych i 80-tych zajmował obszar ponad 20 tys. hektarów.
Jest to dawny ośrodek myśliwski. Obecnie w obiektach kompleksu Arłamowa znajduje się atrakcyjny, dostępny dla wszystkich hotel, który oferuje wypoczynek wśród lasów nadleśnictwa Bircza. Warto od razu zaznaczyć, że nie jest to tani ośrodek, ale ze względu na piękny teren warto się w nim zatrzymać. Tu także można spożyć ciepłą strawę. Chętni mogą pospacerować po dziewiczych jeszcze lasach. Zmęczone nogi mogą odpocząć i ogrzać się przy ognisku, które można tu zorganizować. Ci najbardziej strudzeni mogą udać się na spoczynek Pozostali mogą obcować sam na sam z przyrodą.
Czas, który spędza się razem, można wykorzystać na "doinformowanie" się o nadleśnictwie Bircza, która może pochwalić się wspaniałymi okazami flory i fauny.
Pobudka następnego dnia o 7.00. O 7.15 śniadanie, również w tym samym budynku. Należy tak sobie rozplanować czas, aby najpóźniej do godziny 8.15 być gotowym do drogi.
Wyruszamy. Zjeżdżamy w dół przez Posadę Rybotycką, Wolę Korzeniecką i kierujemy się w stronę Birczy.
Gmina Bircza zajmuje powierzchnię 25 404 ha, co daje jej trzecie miejsce pod względem obszaru gmin w Polsce. Prawie 60% jej terenu to obszary zalesione. W 24 wsiach gminę tę zamieszkuje 7245 mieszkańców, z czego 1141 mieszka w Birczy.
Obszar gminy Bircza posiada wiele walorów turystycznych. Na największą uwagę zasługują zabytki architektury sakralnej. Coś dla siebie znajdą tu również miłośnicy archeologii i przyrody oraz naturalnie ci, którzy potrzebują wyciszenia i obcowania z naturą, a także ci, którzy po prostu uwielbiają wędrówki po górskich szlakach w towarzystwie starych drzew. Najczęstszym motywem roślinnym pojawiającym się w lasach są: śledziennica skrętolistna oraz owocujęcy czworolist pospolity. Tereny Nadleśnictwa Bircza to prawdziwy raj dla myśliwych.
Bircza była miasteczkiem powiatowym. Słynęła w dawnych czasach z handlu końmi i wyrobu płótna. II wojna światowa nie oszczędziły tego miasteczka. W latach okupacji hitlerowskiej wymordowanych tu zostało 2000 Żydów
Ku czci poległych żołnierzy i milicjantów wzniesiono w Birczy dwa pomniki. Jeden przy drodze z Przemyśla, drugi bardziej okazały będziemy mogli zobaczyć w Rynku. Napis na nim głosi: Żywi to pamiętają, żywi dziś czuwają. Poległym za wolność z faszystowskimi bandami UPA w latach 1944 - 1947 Żołnierzom WP, WOP, KBW, Funkcjonariuszom MO, UB, ORMO.
Z zabytków przeszłości miasteczka pozostało niewiele. Na uwagę zasługuje pałac Humnickich z XIX wieku, kaplica grobowa Kowalskich z 1850 r. , w której umieszczono epitafium Maurycego Kowalskiego zginął w walce o niepodległość ojczyzny w 1863 r. , dom (apteka) z pierwszej połowy XIX wieku, plebania grecko - katolicka z pierwszej połowy XIX wieku, pozostałości fortyfikacji miejskich z XVII w.
Z zabytków przyrody na uwagę zasługuje ponad 500-letni dąb obok kościoła i park ze starodrzewiem otaczający pałac.
Wyjeżdżamy z centrum Birczy początkowo do drogi asfaltowej Przemyśl - Sanok. Na niej skręcamy w lewo ( w kierunku Sanoka), a po przejechaniu przez most na Stupnicy - w prawo. Następnie podróż nie jest trudna, łatwo poruszamy się po drodze asfaltowej wzdłuż doliny potoku, mijając rzednące zabudowania Birczy, a następnie Nowej Wsi. Po 5,3 km drogi rozpoczyna się wieś Sufczyna. Opuszczamy tą wioskę i kierujemy się nadal na północ. Na drodze napotykamy gęsto zarośnięte lasy, które tworzą wspaniałe kompozycje, co sprawia, że czujemy nastrój obcowania z przyrodą. Poznajemy bliżej naturę, osobliwości natury Parku Krajobrazowego Pogórza Przemyskiego. W naszej wędrówce towarzyszy nam rzeka Słupnica. Następnie należy kierować się do wioski Brzuska, którą mijamy i kierujemy się nadal na północ, do Bachowa. Nieopodal tej miejscowości ma swoje źródło rzeczka Słupnica.
Tu natrafiamy na rozdwojenie dróg. Należy skręcić w kierunku miejscowości Iskań. W zasięgu wzroku mamy już San. Gdy miejscowość ta zostanie już za nami, przejeżdżamy przez most ponad rzeką Jawornik.
Jadąc prosto docieramy do mostu, który łączy brzegi Sanu. Po przekroczeniu rzeki obieramy kierunek na Dubiecko. Opuszczamy teren Parku Krajobrazowego i docieramy do dobrej drogi asfaltowej - 884. Teraz bardzo łatwo trafić można do Dubiecka, gdzie jest kilka osobliwości godnych uwagi. Jest to urocza miejscowość położona na lewym brzegu Sanu. Otaczają je malownicze wzgórza. Obecnie liczy około 3 tysięcy mieszkańców. Jej przeszłość historyczna jest niezwykle bogata.
Pierwsze wzmianki o Dubiecku, jako osadzie królewskiej, leżącej na prawym brzegu Sanu, sięgają jeszcze roku 1358. Pozostałością po tej osadzie jest grodzisko wczesnośredniowieczne, które zostało odkryte nad Sanem. W 1407 roku Władysław Jagiełło nadaje Dubiecku prawa miejskie. W sąsiedztwie nowo utworzonego miasta wznoszą Kmitowie obronny, bogato wyposażony zamek z przeznaczeniem na magnacką siedzibę.
W XVI w. poprzez koligacje rodzinne, zamek przechodzi w posiadanie rodziny Stadnickich, którzy swą działalnością przysparzają Dubiecku wiele rozgłosu i nie zawsze dobrej sławy. Za rządów Stanisława Mateusza Stadnickiego , Dubiecko staje się ogniskiem reformacji promieniującym na całą ziemię przemyską. Słynny ideolog kalwinizmu Franciszek Stankar organizuje gminę wyznaniową i zakłada w Dubiecku szkołę kalwińską, która ze względu na wysoki poziom nauczania cieszyła się popularnością wśród okolicznej szlachty przemyskiej.
Około 1650 roku nawiedził miasteczko i zamek pożar, który przyniósł ogromne straty.
Historycznym wydarzeniem był dzień 3 lutego 1735r. W tym dniu to właśnie urodził się na zamku Ignacy Krasicki., późniejszy biskup i największy poeta polskiego Oświecenia. Bardzo często bywał on w Dubiecku.
Z upływem lat zamek podupada, a przeprowadzone później remonty zmieniają jego oblicze. Przypominał bardziej dwór...
Z Dubieckiem związane były także inne osobowości. Tu swoją twórczość rozwijali poeta Aleksander Krasicki, Franciszek Karpiński i Aleksandra z Krasickich Konarska.
Tu także urodził się w roku 1551 postrach ziemi przemyskiej, "zabijaka" Stanisław Stadnicki, zwany również diabłem łańcuckim.
Gmina Dubiecko położona jest na terenie Parku Krajobrazowego Pogórza Dynowskiego.
W czasie ostatniej wojny bogate i kwitnące miasto poniosło szczególnie wielkie straty. Okupant aresztował Polaków, oraz wywoził ich na roboty przymusowe do Niemiec. Hitlerowcy zgładzili tutaj ok. 200 Żydów, reszta została wywieziona do obozów zagłady. Z całej ludności, która liczyła przed wybuchem wojny 5000 mieszkańców, po wyzwoleniu pozostało niewiele ponad 1000 osób. Wówczas to Dubiecko utraciło prawa miejskie, których mimo starań, nie odzyskało.
W 1958 roku pałac dubiecki został przeznaczony na ośrodek wypoczynkowy.
W parku, aktualnie starannie utrzymanym, rosną rzadkie i bardzo stare drzewa, min. miłorzęby i planty. Z okazji 200 rocznicy urodzin Ignacego Krasickiego wzniesiono przed pałacem obelisk z jego popiersiem. Dzięki staraniom Muzeum Ziemi Przemyskiej zorganizowane zostało w roku 1969 Muzeum Biograficzne Ignacego Krasickiego. Znaleźć tam można zachowane pamiątki, dokumenty, portrety poety, jego przyjaciół i rodziny, wydane dzieła.
Zapoznawszy się z ogólnym zarysem historii pałacu i miejscowości możemy śmiało wjeżdżać do centrum. Na początek udajemy się do pałacu, który będzie pierwszym zabytkiem, jaki będziemy podziwiać. Musimy wziąć pod uwagę fakt, że w poniedziałki muzeum to jest nieczynne. Ceny biletów różnią się w zależności od kategorii wiekowej. Bilet wstępu dla dorosłych wynosi 4 złote, dla młodzieży zaś 2 złote. Na zwiedzanie tego muzeum należy poświęcić ok. 1,5 godziny.
Innym zabytkiem, który należy odwiedzić będąc w Dubiecku są dwa murowane młyny wodne oraz cerkiew greko-katolicka pod wezwaniem Podwyższenia Krzyża Świętego, która pochodzi z 1927 roku. Po tak wyczerpującym zwiedzaniu można odpocząć w tutejszej restauracji "Złoty Kłos", która oferuje zarówno ciepłe, jak i zimne dania. Cena obiadu może zamknąć się w kwocie 20 złotych.
Innym ciekawym obiektem jest kościół parafialny z lat 1934 - 1952. Okazała świątynia została wzniesiona na miejscu wcześniejszych drewnianych kościołów. W wyposażeniu wnętrza kościoła jest XV-wieczna gotycka kropielnica oraz wiele detali pochodzących z gotyckiego kościółka z XVIII i XIX wieku.
Opuściwszy Dubiecko należy skręcić po ok. 3 km w lewo. I znów wjeżdżamy na teren Parku Krajobrazowego Pogórza Przemyskiego. Wzdłuż trasy płynie San, którego bieg jest przeciwny do kierunku, w którym się przemieszczamy... Droga, na którą wkroczyliśmy prowadzi nas prosto na Słonne z ośrodkiem wypoczynkowym, gdzie także można zamówić domki noclegowe. Ośrodek położony jest w dolinie Sanu, który malowniczą wstęgą rozdziela Pogórze Dynowskie i Pogórze Przemyskie. San posiadający jedne z najczystszych wód w kraju, doskonale zarybiony, umożliwia nie tylko kąpiele, ale również spływy kajakowe. Wzniesienia Pogórza Przemyskiego, które otaczają ośrodek osiągają wysokość 300 - 500 m. n.p.m. i stanowią wspaniały teren do wycieczek turystycznych. Na obszarze tym panuje klimat umiarkowany, odpowiedni dla chorych na serce i nadciśnienie. Samo Słonne, oddalone od wszelkich źródeł hałasu, daje gwarancję pełni regeneracji sił. Tu również można zorganizować ognisko. Można tu także zażyć kąpieli słonecznych i wodnych (naturalnie w sezonie letnim). Teren ten jest bardzo często odwiedzany przez turystów, w opinii których, jest to wymarzone miejsce odpoczynku od miejskich aglomeracji. Jest to niezwykle malowniczy i bardzo atrakcyjny zakątek gminy Dubiecko. To miejsce spotkań artystów i malarzy z całej Polski. Obszar ten posiada walory zdrowotne - słone źródła, mikroklimat o zawartości jodu w powietrzu. Rzeka jest stosunkowo płytka, czysta i zdatna do kąpieli.
Niewątpliwą atrakcją miejscowości jest kładka, która wznosi się ponad lustrem wody ok. 10 m. i łączy Słonne z jego przysiółkiem Łączki.
kładka na Sanie w Słonnym
Tam na wzgórzu rozłożył swoje gościnne podwoje ośrodek wypoczynkowy "Zielona Polana", gdzie oprócz posiłku można skorzystać z kąpieli w basenie (wstęp 5 zł za godzinę).
Po wypoczynku w Słonnym należy ruszać w dalszą drogę. Obieramy drogę w kierunku Sielnicy. Droga przez przysiółek Radonówki umożliwi nam dotarcie do Pawlokomy, skąd kierujemy się w stronę Bartkówki - dzielnicy Dynowa.
Godnym uwagi jest tutaj kościół. Ciekawa jest również tzw. Winnica, która jest jednym z większych wzniesień w tym regionie. Na jej szczycie znajduje się nadajnik telefonii cyfrowej. A z Bartkówki do końca naszej wyprawy już niedaleko. Wystarczy przeprawić się przez most, ten sam, przez który wiodła początkowa trasa wycieczki. Dalej po przekroczeniu mostu kierujemy się na prawo. Mijamy cmentarz żydowski na Zabramie, jedziemy prosto, aż dojeżdżamy do kościoła, następnie kierujemy się na Rynek, gdzie trasa wyprawy dobiega końca.

Bibliografia:
Jan Rożański: "Województwo przemyskie" - Krajowa Agencja Wydawnicza 1982.
Ryszard Kosterkiewicz: "Po drogach i bezdrożach Parku Krajobrazowego Pogórza Przemyskiego" - Wojewódzki Zarząd Parków Krajobrazowych w Przemyślu 1997
Tadeusz Budziński: "Ziemia Przemyska" - Wydawnictwo Sport i Turystyka Warszawa.
Polskie Przedsiębiorstwo Wydawnictw Kartograficznych: Mapa krajoznawcza; Małopolska Wschodnia, Karpaty Wschodnie.
Janusz Michalak: "Dynów i okolice".
Stefan Gut: "Osobliwości przyrody województwa rzeszowskiego" - Kraków 1961
Tomasz Jurasz: "Znane i nieznane"

Tomasz Burzyński

 

  góra strony 

| Ustaw stronę jako startową
Copyright: @Pismo 2002-2003 Webmastering&Design: