@Pismo 5 (1/2003)

 

 

 

 

***

      Pusta w środku, tylko powietrze. Nie miała myśli, tajemnic ani świadomości. Naiwnie odbijała się od zwykłej rzeczywistości. Krzykliwe kolory podkreślały inność. Lubiła zwiedzać stare podwórka. Kochała patrzeć na deszcz ale chowała się przed słońcem. Bawiła się w lesie, kąpała w morzu lecz zawsze była sama. Gdy ktoś się nią zajmował to tylko ją bił lub kopał. Wracała do domu sama bez najmniejszej chęci do dalszej egzystencji. W kącie pokoju było jej miejsce, tam odpoczywała, marzyła to tylko prócz pustki jej zostało. Z czasem częściej pozostawała w domu, nikt nie miał dla niej czasu. Nie było lasu, morza, kąpieli ani kropli rosy był szary pusty kąt. Przyjacielem stał się stary piec, pluszowy miś bez oka i różowy dziecinny koc. Gdy znaleziono ją po paru latach. Chudą, bez tchnienia to przypomniały się chwile dzieciństwa. Zdziwionym oczom ukazała się wypompowana piłka w kolorze żółtym.

***

      Miłość jest jak ognisko. Można je rozpalać powoli, dokładając coraz to nowych, większych gałęzi jakimi są tajemnice i marzenia. Na początku, uśmiechy, mrugnięcia i pierwsze nieporadne słowa, pocałunki. Aż w końcu strach przed utrata tej drugiej osoby, przed silniejszym podmuchem wiatru, deszczem łez. Kiedy ogień jest za słaby, możesz zgasić go bardzo łatwo. Rozpalić można też dużą już ułożoną watrę. Zapali się szybko i bez odpowiedniej pielęgnacji równie szybko zgaśnie, po prostu się wypali.  Kiedy kochasz, ale nie jesteś kochany, ogień będzie dogasał, lecz ciągle będzie się tlić. Na dnie twojego serca będzie żar, do którego włożywszy gałązkę i dodawszy jedno spojrzenie, drobny gest jak podmuch wiatru znów zapłonie. Najtrudniej jest zgasić, tak naprawdę do końca, ognisko młodzieńczej miłości, tej pierwszej, czystej i prawdziwej.  W taki zwykły dzień, gdy przechadzasz się po mieście, liczysz mijające cię pary. Oni spoglądają na ciebie jakby chcieli powiedzieć „patrz na nasze szczęście, może kiedyś ci się uda”. Teraz pozostaje tylko fakt pogodzenia się z tym co konieczne. Ognisko się tli, a on podchodząc, dmucha prosto w twoje serce. Rozpala i gasi, rozpala i gasi, rozpala …Kolejny szary dzień spędzony w szkolnej ławie. Sama jej oddałaś to, co tak bardzo kochałaś. Powiedziałaś mu: „idź, spełnij swoje marzenia”. Teraz siedzisz i liczysz utracone słowa, pocałunki, pragnienia. Dotyk, gest w twoją stronę oznacza powrót do wspomnień zostawionych na wczorajszym talerzu dnia. One, te same, codziennie na nowo odkrywane, z coraz to czystszym znaczeniem. Siedzisz nad stołem z kartka papieru, piszesz spalona różą dostaną z miłości, maczasz ją w atramencie z łez rozpaczy. Słuchasz tylko słów „jesteś żałosna”. Więc czemu cię pokochał? I ciągle roznieca ogień który już prawie zgasł?

Patrycja Hrabiec, I rok IBiIN

 

  góra strony 

| Ustaw stronę jako startową
Copyright: @Pismo 2002-2003 Webmastering&Design: