***
Pusta w środku, tylko powietrze. Nie miała myśli,
tajemnic ani świadomości. Naiwnie odbijała się
od zwykłej rzeczywistości. Krzykliwe kolory
podkreślały inność. Lubiła zwiedzać stare
podwórka. Kochała patrzeć na deszcz ale chowała
się przed słońcem. Bawiła się w lesie, kąpała
w morzu lecz zawsze była sama. Gdy ktoś się nią
zajmował to tylko ją bił lub kopał. Wracała
do domu sama bez najmniejszej chęci do dalszej
egzystencji. W kącie pokoju było jej miejsce,
tam odpoczywała, marzyła to tylko prócz pustki
jej zostało. Z czasem częściej pozostawała w
domu, nikt nie miał dla niej czasu. Nie było
lasu, morza, kąpieli ani kropli rosy był szary
pusty kąt. Przyjacielem stał się stary piec,
pluszowy miś bez oka i różowy dziecinny koc.
Gdy znaleziono ją po paru latach. Chudą, bez
tchnienia to przypomniały się chwile dzieciństwa.
Zdziwionym oczom ukazała się wypompowana piłka
w kolorze żółtym.
***
Miłość
jest jak ognisko. Można je rozpalać powoli, dokładając
coraz to nowych, większych gałęzi jakimi są
tajemnice i marzenia. Na początku, uśmiechy,
mrugnięcia i pierwsze nieporadne słowa, pocałunki.
Aż w końcu strach przed utrata tej drugiej
osoby, przed silniejszym podmuchem wiatru,
deszczem łez. Kiedy ogień jest za słaby, możesz
zgasić go bardzo łatwo. Rozpalić można też dużą
już ułożoną watrę. Zapali się szybko i bez
odpowiedniej pielęgnacji równie szybko zgaśnie,
po prostu się wypali. Kiedy kochasz, ale
nie jesteś kochany, ogień będzie dogasał, lecz
ciągle będzie się tlić. Na dnie twojego serca
będzie żar, do którego włożywszy gałązkę i
dodawszy jedno spojrzenie, drobny gest jak podmuch
wiatru znów zapłonie. Najtrudniej jest zgasić,
tak naprawdę do końca, ognisko młodzieńczej miłości,
tej pierwszej, czystej i prawdziwej. W taki
zwykły dzień, gdy przechadzasz się po mieście,
liczysz mijające cię pary. Oni spoglądają na
ciebie jakby chcieli powiedzieć „patrz na nasze
szczęście, może kiedyś ci się uda”. Teraz
pozostaje tylko fakt pogodzenia się z tym co
konieczne. Ognisko się tli, a on podchodząc,
dmucha prosto w twoje serce. Rozpala i gasi,
rozpala i gasi, rozpala …Kolejny szary dzień spędzony
w szkolnej ławie. Sama jej oddałaś to, co tak
bardzo kochałaś. Powiedziałaś mu: „idź, spełnij
swoje marzenia”. Teraz siedzisz i liczysz
utracone słowa, pocałunki, pragnienia. Dotyk,
gest w twoją stronę oznacza powrót do wspomnień
zostawionych na wczorajszym talerzu dnia. One, te
same, codziennie na nowo odkrywane, z coraz to
czystszym znaczeniem. Siedzisz nad stołem z
kartka papieru, piszesz spalona różą dostaną z
miłości, maczasz ją w atramencie z łez
rozpaczy. Słuchasz tylko słów „jesteś żałosna”.
Więc czemu cię pokochał? I ciągle roznieca
ogień który już prawie zgasł?
Patrycja Hrabiec, I rok IBiIN
|