Studia w cieniu Wieży
Eiffla - i co dalej?
I
co po studiach? Każdy student piątego roku
zadaje sobie to pytanie! Gdzie się udać aby
znaleźć pierwszą pracę?
 |
Studia we Francji przygotowują studentów
lepiej niż w Polsce do odbycia stażu oraz
do zaistnienia na rynku pracy. Jednakże nie
wszystkim dane jest od początku do końca
realizować swoje cele edukacyjne oraz zawodowe.
Nawet studentom francuskim, a co za tym idzie również
obcokrajowcom trudno jest odbyć zadawalający staż
i znaleźć satysfakcjonującą pracę. Ci, którym
poszukiwania schodzą najdłużej nie są jednak
pozostawieni na łaskę losu. Każdy wcześniej
czy później, przy z reguły udanych wysiłkach i
odrobinie szczęścia doczeka się wezwania na
rozmowę kwalifikacyjną.
Ponadto
system umożliwia i pozwala na utrzymywanie
doskonałych kontaktów w środowiskach
akademickich i uczelnianych pomiędzy osobami
zainteresowanymi aktualnościami na rynku pracy.
Oczywiście z uwzględnieniem profesjonalnych
firm, zakładów i ich przedstawicielstw. Jednym z
najlepszych sposobów na pobudzanie takich kontaktów
jest organizacja targów, gdzie ich raczej
handlowy niż edukacyjny albo informacyjny
charakter nie jest żadną przeszkodą.
Student
nie czuje się wtedy osamotniony, ponieważ
dzięki ścisłym kontaktom z uczelnią, której
jest absolwentem może w takich targach być
aktywnym uczestnikiem.
|
|
Można powiedzieć,
że
od strony organizacyjnej jak i
finansowej znajduje się w wówczas pod
opieką uniwersytetu.
Z praktycznej strony
cała organizacja sprowadza się do
kontaktu e-mailowego, w którym pozostają
absolwenci ze swoimi byłymi profesorami.
Poszukujący pracy żak dowiaduje się często,
że istnieje możliwość sfinansowania
jego uczestnictwa albo przynajmniej dużej
części
kosztów w tego typu targach, nawet
jeśli mają one miejsce w innym mieście. |
 |
|
Siedziba Unesco
zaprasz stażystów |
Często zaopatrzony w rozległe i
aktualne informacje o rynku pracy, powraca
z nowymi, konkretnymi projektami oraz
pomysłami na przyszłość. |
Sławomir Chmura

Etudier sous l'ombre de la Tour
Eiffel -Et quoi apres?
|
Les études et quoi apres? Chaque étudiant d'une
cinquieme année se pose cette question! Ou on
doit se diriger pour trouver le premier travail?
Un systeme éducatif
en France beaucoup mieux q'en Pologne prépare d'étudiants
a faire un stage et aussi a obtenir une bonne
position sur le marché du travail. Cependant, les
buts professionnels et educatifs sont difficilles
a atteindre pour tous. Meme les étudiants français
ne peuvent pas toujours réaliser ses projets
comme ils voudraient et n'arrivent pas toujours a
faire un stage qu'il les conviendrait le mieux ou
a obtenir l'emploi satisfaisant. Ceux, qui ménent
ses recherchers longtemps ne sont pas laissés
sans l'aide, quand-meme. Chaque d'entre eux plus tôt
ou plus tard, renforcé d'efforts habituellement
rentables et en ayant un petit morceau de bonheur
va attendu l'invitation sur l'entretien.
Également un
systeme donne la possibillité et permet de
soutenir les contactes superbes dans
l'envirennements universitaires et étudiants
entre ceux qu'ils sont intéressés aux actualités
sur un marché du travail. Évidemment, sans
oublier les sociétés profesionnels, les firmes
et les entreprises ou leur légitions. Un de les
meilleurs façons de stimuler de telles contacts
est l'organisation de foires, ou leur charactere
plutôt commerciale qu'éducatif ou informatif ne
représente aucune empechement.
|
 |
|
L'étudiant n'est pas seul alors, car
grâce a ces contacts précis avec
l'université maternelle il peut
participer personellement sur telles
foires. De côté financiere et de côté
de l'organisation il se trouve, on peut
dire, sous la surveillance de
l'université. De côté pratique toute
cette organisation se ramene a un contact
éléctronique entre les enseignants et
les diplomés. En train de chercher d'un
emploi, un gord s'informe souvent qu'il y
a une posibillité de financer sa
participation ou au moins d'une grande
partie de frais sur les foires de ce genre
, meme s'ils se déroulent hors de la
ville.
Souvent, équipé d'informations actuelles
et étendus sur un marché du travail, il
revient chez soi avec les projets
cocncrets et nouvelles, en possedant les
idées pour son avenir. |
Sławomir Chmura
 |
Za
granicę po studiach
|
Zdecydowana większość
ofert stypendiów zagranicznych skierowana jest do
osób uczących się na studiach licencjackich, inżynierskich
i magisterskich. Absolwenci mają małe szanse na
wyjazd, chyba że są na studiach podyplomowych
lub pracują naukowo.
Znacznie łatwiej mają pracownicy naukowi. Nie dość,
że polscy naukowcy mogą liczyć na stypendia
fundowane przez rządy innych państw lub
fundacje, to jeszcze wiele zagranicznych uczelni i
instytucji naukowo-badawczych na własną rękę
(i koszt) zaprasza pracowników naukowych na trwające
kilka, kilkanaście miesięcy staże naukowe.
Korzystając z takich programów polski pracownik
naukowy (i to nie tylko młody), może wyjechać
do większości państw europejskich, a także
dalej - do Stanów Zjednoczonych, Japonii czy w
bardziej egzotyczne miejsca pracy, jak Tunezja,
Iran czy Kazachstan. Oprócz tego istnieją
programy, które nie określają kraju docelowego
- teoretycznie można wybrać sobie dowolne państwo,
do którego chce się jechać. Później trzeba
oczywiście wykazać, że wybór ten jest
uzasadniony merytorycznie. Takie stypendia
proponuje m.in. program Socrates-Erasmus czy
fundacja Crescendum Est-Polonia.
Nie trzeba być studentem
W trudniejszej
sytuacji są te osoby, które chciałyby wyjechać
na stypendium, a nie są ani studentami, ani
pracownikami naukowymi (uczestnicy studiów
podyplomowych nie mają statusu studentów). Ale i
oni mogą znaleźć coś dla siebie. I nawet nie
zawsze muszą być na studiach podyplomowych.
Fundacja im. Macieja Nowickiego oferuje
absolwentom kierunków związanych z ochroną środowiska
półroczne stypendia w Niemczech, podczas których
stypendysta pracuje na uczelni lub w znanej
firmie. Do Niemiec, a konkretnie do Bawarii, można
pojechać za środki z tamtejszego Ministerstwa Oświaty,
Wyznań, Nauki i Sztuki. Za około 7500 euro
trzeba przez rok się utrzymać, a czas ten poświęcić
na studia uzupełniające, doktoranckie lub
podyplomowe na jednej z bawarskich uczelni. Na
podobnych zasadach można też wyjechać do innych
państw, m.in. Belgii, Holandii, Francji.
Osoby szczególnie zainteresowane zagadnieniami
związanymi z Europą Centralną będą miały łatwiejszą
od innych drogę do uzyskania stypendium
fundowanego przez Międzynarodowy Fundusz
Wyszehradzki. Za 4000 euro stypendysta musi opłacić
swój pobyt w jednym z państw należącym do
Grupy Wyszehradzkiej, czyli w Czechach, na Słowacji
lub na Węgrzech.
MBA też można za darmo
Można również
otrzymać fundusze na studia typu MBA. Francuski
rząd oferuje 9-miesięczne wyjazdy Polakom, którzy
chcieliby skończyć studia uzupełniające lub
podyplomowe we Francji. Studenci studiów
podyplomowych mogą skorzystać również z
propozycji Finlandii. Jej władze fundują nie
tylko kilkumiesięczne staże naukowe, ale opłacają
też kilkudniowe wizyty studyjne - można w tym
czasie wziąć udział w konferencji, skorzystać
z bibliotek czy „zwiedzić" firmy lub
instytucje, którymi stypendysta zajmuje się
podczas pracy naukowej czy studiów podyplomowych.
Decydując się na wyjazd na stypendium, pamiętać
trzeba o kilku sprawach. Po pierwsze, z reguły
trzeba zgłaszać się na kilka miesięcy przed
planowanym wyjazdem. Po drugie, znajomość języka
miejscowego zwykle jest wymagana, ale nie zawsze -
trzeba się dowiedzieć. Po trzecie - stypendium
czasem nie pokrywa wszystkich kosztów, niekiedy
trzeba samemu opłacić np. dojazd. Po czwarte -
skorzystanie z niektórych ofert wiąże się z
pewnymi zobowiązaniami. Na przykład stypendysta
fundacji Crescendum Est-Polonia przez wyjazdem
wystawia weksel in blanco na sumę pięciokrotnie
wyższą niż przyznana kwota i podpisuje oświadczenie,
że po zakończeniu stażu minimum pięć lat
przepracuje w Polsce. Jeśli wcześniej wyjedzie z
kraju, będzie musiał spłacić ten weksel.
Przydatne adresy www:
www.buwiwm.edu.pl
www.socrates.org.pl
www.kas.pl
www.crescendumest.pl
Tekst udostępniony przez
serwis pracuj.pl
Do Grecji z Socratesem
Swój wyjazd w ramach
programu Socrates-Erasmus zaplanowałam na czwarty
rok studiów, (w semestrze zimowym, dokładnie na
wrzesień 2003), lecz można wyjeżdżać już na
trzecim roku. Całą procedurę związaną z
wyjazdem zaczęłam załatwiać zimą 2002, to był
już ostatni dzwonek jak się okazało.
Zainteresowany(a) takim wyjazdem dostaje wykaz
uczelni na których może studiować w różnych
krajach Europy, sam(a) musi się zorientować
jakie są kierunki na tych uczelniach i przedmioty
na tych kierunkach, źródło informacji (często
jedyne) to Internet, większość informacji
podana jest w języku angielskim. Przy wyborze
kraju trzeba wziąć pod uwagę znajomość języka
obcego. Ktoś kto nie zna np. francuskiego może
sobie najwyżej pomarzyć o wyjeździe do Francji.
Niestety w wykazie uczelni partnerskich, który
dostałam nie było Anglii czy Irlandii czyli krajów,
które interesowałyby kogoś kto posługuje się
językiem angielskim. Taka osoba może pojechać
do Portugalii, krajów Skandynawskich czy Grecji.
Ponieważ uwielbiam słońce i odczuwam chroniczny
brak światła w Polsce, szczególnie porą
jesienno-zimową, zdecydowałam się na Grecję i
to nie na Saloniki czy Ateny lecz na Kretę, gdyż
stwierdziłam, że tam będzie najbardziej
egzotycznie, najwięcej słońca. I co za ciekawe
miejsce! Kolebka cywilizacji europejskiej. Zawsze
miałam ochotę zobaczyć miejsca znane mi z
mitologii greckiej, którą poznałam w dzieciństwie
z opowieści taty. Do wybrania Uniwersytetu na
Krecie zachęcił mnie też dodatkowo dyrektor
naszego Instytutu Sztuki- pan Marcin Pawłowski, a
także absolwentka naszego kierunku, która również
była stypendystką na Krecie.
Z uczelni dostaje
się jednorazowy grant kwota wynosi 140 € na
miesiąc; gdy wyjeżdża się do krajów „droższych"
dostaje się więcej- jedno jest pewne, nie da się
z tego „wyżyć". Na spotkaniu wytłumaczono
nam, że kwota ta ma wyrównać różnicę
utrzymania polskiego studenta za granicą, wychodząc
z takiego założenia. Za sam wynajem mieszkania płaciło
się około 200 €, obiad na stołówce
uniwersyteckiej kosztował 2€, więc koszt wyżywienia
na tydzień wychodzi około 42€, do tego dochodzą
jeszcze wydatki na rozrywki (wycieczki, wyjścia
do pubów wieczorem), a także bilet na autobus
(15€). Sumując wszystkie wydatki koszt
utrzymania jednego studenta będzie wynosił około
500€ miesięcznie.
Zakwaterowanie załatwiono mi, przez biuro międzynarodowe
na Uniwersytecie Kreteńskim, nie w akademiku, gdyż
posiadają tam mało akademików i nie kwaterują
tam studentów z innych krajów. Miałam zamieszkać
w pensjonacie, gdzie również umieszczono innych
studentów z tego programu.
Wyjechałam pod koniec września. Przyleciałam
samolotem czarterowym do Chanii razem z turnusem
wczasowym. Na Krecie są cztery duże miasta licząc
od zachodu - Chania, Rethymno, Iraklio, Agios
Nikolaos. Uniwersytet, który wybrałam mieścił
się w Rethymnie. Z Krakowa wyleciałam o północy
w dwie godziny byłam w Chanii. Z tamtąd
autobusem dojechałam do Rethymna. Stamtąd wzięłam
taksówkę do pensjonatu. Gdy dojechałam na
miejsce była 7 rano.
Pensjonat - miejsce
w którym zamieszkałam, był bardzo przyjemny.
Pokoje przytulne. Na dachu ogród z pięknymi
kwiatami- hobby właściciela. Stamtąd widać też
wieżę minaretu, meczety na Krecie to pozostałość
po okupacji tureckiej obecnie nie pełnią
pierwotnego przeznaczenia, ten obok pensjonatu służył
jako filharmonia.
Pensjonat mieści
się w starym mieście, pięć minut drogi od
starego portu weneckiego i plaży przy porcie.
Uliczki w starym mieście są bardzo wąskie i
stanowią istny labirynt, bardzo łatwo się zgubić.
Dowiedziałam się, że taki układ uliczek to
zasadzka na piratów, którzy w dawnych czasach
byli tu częstymi, niechcianymi gośćmi. W
pensjonacie mieszkali oprócz mnie też inni
studenci z programu Socrates/Erasmus- trzy Niemki,
Czech, dwie Hiszpanki, czwórka Francuzów, dwie
Austriaczki i jeden Austriak oraz Węgierka.
Wszystkich studentów z tego programu było tam
około 50. Oprócz tego studenci z programu
Leonardo da Vinci. Spotykaliśmy się dość często
na różnego rodzaju imprezach integracyjnych.
|

|
Campus uniwersytecki nie mieści
się w samym mieście lecz we wiosce obok
miasta- Gallos co znaczy Francuz. Budynek
został zbudowany po wojnie na wzór
labiryntu w Knossos. Uniwersytet mieścił
się na wzgórzu, z którego rozciągał się
piękny widok na morze i góry. Po pierwszej
wizycie na uniwersytecie dowiedziałam się,
że nauczyciele akademiccy strajkują więc
można z czystym sumieniem korzystać sobie
z pięknej pogody, plaży, morza i innych
uroków Krety. Wolny czas spędziłam m.in.
na zwiedzaniu pięknych plaż. A pogoda była
jak najbardziej plażowa, do końca
listopada można się było smażyć w słońcu
na plaży. Potem były na przemian dni słoneczne
i deszczowe. Po Krecie podróżowałam razem
ze studentami z mojego pensjonatu wynajętym
samochodem co się na Krecie lepiej opłaca
niż podróż autobusem. Mogłabym długo
opisywać piękne miejsca na Krecie. Takie
jak Elafonesi, gdzie piasek ma różowe
zabarwienie od pokruszonego koralu, z plaży
można tam przejść wpław na wyspę która
oddzielona jest od lądu tylko płytką
laguną. Na wyspie właśnie gdzieś w październiku
kwitną piękne białe kwiaty. Niezwykle
urokliwa plaża znajduje się w Gieorgopouli
niedaleko Rethymna, w odległości około
20km. Do morza wpada tam górska rzeka, woda
jest więc na górze zimna a na dole ciepła.
|
Widok na morze z campusu
uniwersyteckiego
w Gallos |
Kąpiel w
takiej wodzie jest bardzo odświeżająca i jest
ciekawym doświadczeniem. Pięknym miejscem jest |
|
Matala, tuż przy tamtejszej plaży znajduje się
wapienna skała w której są wydrążone jaskinie
będące niegdyś miejscem pochówku pierwszych
chrześcijan. Zaś w nieodległej przeszłości
jaskinie te wykorzystywali hippisi. O tamtych
czasach przypomina napis na murze przy plaży „TODAY IS LIFE, TOMORROW NEVER COMES".
Miejscem ulubionym przez hippisów jest również
Preveli, gdzie podobnie jak w Georgiopouli do
morza wpada górska rzeka. Na plażę schodzi się
stromą ścieżką i można stamtąd podziwiać
widok na tą górską rzekę o seledynowym kolorze
wpadającą do lazurowego morza. |
|
Pięknym i niesłychanie
urokliwym miejscem jest także wąwóz Samaria,
najdłuższy w Europie (15 km). Mieszkańcy Krety
są bardzo dumni ze swojej wyspy. Uważają, że
wszystko jest u nich naj... Mają więc najdłuższy
wąwóz, najpiękniejsze plaże, najlepszą kuchnię,
najstarsze zabytki itd. No i nie warto się z nimi
sprzeczać. Wąwóz Samaria poza tym, że jest
najdłuższy w Europie, faktycznie wart jest
obejrzenia. Wąskimi ścieżkami wędruje się
przez rezerwat o niezwykłej urodzie. Na szlaku
spotkać można kozice kri-kri, które żyją
sobie tam swobodnie. Przez wąwóz płynie leniwie
strumyczek, szemrząc sobie pośród skał. Ten
spokojny strumyczek w zimie staje się rwącą
rzeką i uniemożliwia przejście wąwozu. W wąwozie
napotyka się ułożone stosiki kamieni.
|

|
|
Ponoć
gdy się ułoży taki stosik spełni się życzenie
.
Wędrówka wąwozem kończy się
|
Napis przy plaży w Matali |
|
w miejscowości
Ayia Roumeli z której nie ma żadnych dróg, można
jedynie przepłynąć promem do miejscowości
Sfakia.
|
Bardzo ciekawa byłam zabytków z epoki
minojskiej. Najpierw wybrałam się do pałacu w
Knossos. Dojeżdża się tam autobusem miejskim z
miasta Iraklion. Jako studentka programu
Socrates-Erasmus miałam grecką legitymację
studencką, więc i zniżki na autobusy i darmowy
wstęp do wszystkich muzeów.
Z pałacem w Knossos związany jest mit o
Minotaurze, żona krola Minosa - Pasifae zakochała
się w byku i ze związku tego urodził się
Minotaur - potwór z głową byka. Król Minos
ukrył go w zaprojektowanym przez genialnego
budowniczego Dedala: pałacu - labiryncie, gdzie
bestia zajmowała się pożeraniem młodzieńców
i dziewic dostarczanych mu z Aten. Tezeusz, syn króla
Aten, zgłosił się jako ochotnik do transportu
kolejnych ofiar minotaura i przy pomocy Ariadny, córki
Minosa, zabił straszliwego potwora. Tezeusz uciekł
z królewną, ale po namiętnej nocy porzucił ja
na wyspie Nakos.
Pałac w Knossos a tym samym cywilizacja minojska
zostały odkryte przez sir Arthura Evansa. 23
marca 1900 roku rozpoczęły się prace
wykopaliskowe pod jego kierunkiem. Odkrywca podjął
decyzję o rekonstrukcji pałacu, która do dziś
budzi wiele kontrowersji. Zbigniew Herbert w „Labiryncie nad morzem" pisze na
usprawiedliwienie Evansa „...materiał z którego
zbudowany był Knossos, mógł przyprawić o
desperację. Pałac był jakby z mgły i marzeń,
uciekał przed archeologiem, ściany pokryte
freskami rozsypywały się w proch za byle dotknięciem,
spalone kolumny, a właściwie ich ślady, nie
podtrzymywały żadnych stropów. Więc Evans
postanowił ścigać swoją wizję pałacu".
Rekonstrukcja sprawia, że to co widzimy na
fotografiach w książkach uznajemy za autentyk. Wędrując
po pałacu ma się wątpliwość co jest prawdą a
co hipotezą. Na pałacowych ścianach freski
zostały odtworzone „jak nowe", te zaś
które zobaczyłam w muzeum w Iraklionie okazują
się wyszarzałymi, pozbawionymi kolorów
fragmencikami. O cywilizacji minojskiej wiadomo
bardzo niewiele, wciąż jest ona wielką tajemnicą,
jej miłośnicy gubią się wśród domysłów i
hipotez.
Cały pałac jest budowlą olbrzymią, zajmującą
przestrzeń 180 na 130 metrów (J. Ciechanowicz,
1996), liczącą ponad 1000 pomieszczeń - do większości
nie można wejść. Największe zainteresowanie
budzi Sala Tronowa z alabastrowym „tronem
Minosa" - najstarszym tronem Europy. Czy był
on rzeczywiście tronem i czy zasiadał na nim
jakiś władca, tego nie wiadomo na pewno.
|

|

|
|
Pałac w Knossos |
Mozaika pól na Płaskowyżu
Lassiti |
Są tu liczne pomieszczenia - reprezentacyjne,
kultowe, warsztaty, magazyny - skupione wokół
centralnego, prostokątnego dziedzińca. Ich
przeznaczenia opisane w publikacjach są nie do końca
zbadane i opierają się na hipotezach. Dla przykładu
podam jak fantastyczne są niektóre z nich. Jeden
z badaczy Erich van Daniken uważał, że znajdujące
się w magazynach pitosy - olbrzymie dzbany służyły
do przechowywania zapasów paliwa dla pojazdów
naszych braci z kosmosu. Jak podaje Jerzy
Ciechanowicz w książce Cień Minotaura.
Zwiedziłam też pałac minojski w Malli, ruiny
wykopaliska znajdują się niedaleko morza na płaskim
terenie. W Malli znajdował się jeden z
prowincjonalnych ośrodków mniej wspaniały niż
pałac w Knossos, który uważany jest za ówczesną
stolicę. Zasady architektoniczne są takie same,
co w innych pałacach minojskich: pomieszczenia
skupione wokół centralnego prostokątnego
dziedzińca. Pozostawione wśród ruin dwa
wielkie, gliniane pitosy sklejone z zachowanych
fragmentów górują dziś nad ścianami pałacowych
sal zachowanych do znacznie mniejszej wysokości.
Wędrując pośród niskich murków, stanowiących
jakby wielki, kamienny plan budowli, trzeba wznosić
na nowo ściany, aby przywołać obraz dawnego
kształtu pałacowych pomieszczeń.
Aby dopełnić
obrazu kultury minojskiej jaki został odkryty
zwiedziłam Muzeum Archeologiczne w Iraklionie, które
pozwala poznać życie codzienne, modły, sny i
humor Minojczyków. Uwagę przykuwa dysk z Fajstos,
gliniany krążek o średnicy 16 cm, pokryty do
dziś nie rozszyfrowanym pismem obrazkowym.
Widnieją na nim naniesione spiralnie, symbole ryb
muszli, statku, narzędzi, biegnących postaci i
kwiatów. Wywołuje on w oglądającym przemożną
chęć odkrycia tajemnicy i wydaje się, że jest
się o krok od odczytania... W salach muzeum oglądamy
wyroby ceramiczne, posążki bożków, figurki
wotywne przedstawiające ludzi i zwierzęta, biżuterię
, broń... Na piętrze są umieszczone freski, a
także słynny sarkofag z Ayia Triadha, którego
barwami tak zachwyca się Herbert w swojej książce
„Labirynt nad morzem".
Kreta jest mitycznym miejscem narodzin Zeusa.
Kronos, władca bogów, poślubił swoją siostrę
Reę i spłodził pięcioro dzieci, które zjadał
obawiając się przepowiedni, że zostanie
pokonany przez swojego syna. Aby uratować nie
narodzone dziecko Rea uciekła na Kretę i w
grocie Dhikte, nad płaskowyżem Lasithiou, urodziła
Zeusa. Niemowlę wychowywało się w grocie Ida, w
górach Psiloritis. Płaskowyż Lasithiou pokryty
jest małymi zielonymi i brązowymi polami, których
szachownica tworzy niezwykle ciekawy pejzaż. Leży
on między 817 i 950 m n.p.m. i jest jedynym tak
wysoko położonym płaskowyżem na Krecie
zamieszkałym przez cały rok. Wpływa na to żyzność
gleby, która dodatkowo jest nawadniana przez
pompujące wodę wiatraki.
Gdy strajk trwający miesiąc dobiegł końca
rozpoczęły się zajęcia na uniwersytecie.
Studenci programu Socrates/Erasmus sami wybierali
kursy, którymi byli zainteresowani. Za każdy
kurs dostawało się określoną ilość punktów
ECTS. W sumie należało uzbierać 30 punktów w
ciągu jednego semestru aby zaliczyć program.
Oczywiście każdy student programu miał możliwość
uczenia się języka greckiego.
|
Poza kursem języka
greckiego na uniwersytecie nie było prowadzonych
zajęć specjalnie dla obcokrajowców w języku
angielskim. Kursy zaliczało się indywidualnie u
prowadzących. Przeważnie na zaliczenie zadawali
oni do napisania esej i przychodziło się co jakiś
czas na indywidualne konsultacje. Jeden z profesorów
na uczelni- Marios Pourkos świetnie mówił po
polsku. Spędził on w Polsce 10 lat, na
Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie robił
doktorat z psychologii. Troje studentów z Polski,
oprócz mnie jeszcze Agnieszka i Tomek z
socjologii na UJ, wybraliśmy seminarium na temat
czasu z panem Pourkosem. Bardzo mile wspominam zajęcia
plastyczne z panem Frixosem, do którego wszyscy
studenci zwracali się po imieniu. Prowadził on
pracownie artystyczną dla studentów w której były
udostępnione wszelkie potrzebne materiały
plastyczne (farby, blejtramy itp.). Prace które
tam namalowałam zostały zaprezentowane na
wystawie w galerii Xenia w Rethymnie, we wrześniu
tegoż roku, wspólnie z pracami innych studentów.
Na zajęciach z Frixosem zrobiliśmy też mozaikę
na ścianie uczelni. Departament Pedagogiczny
ozdobiony jest mozaikami wykonanymi przez studentów,
a także przez dzieci, gdyż Frixos organizuje także
zajęcia dla dzieci w swojej pracowni.
|

|
|
|
Mozaika wykonana przeze mnie
na ścianie w Departamencie Pedagogicznym |
Pobyt na Krecie był
ciekawym doświadczeniem i gdy nadarzy się okazja
na pewno tam powrócę. Rethymno to miasteczko
turystyczne, po sezonie panuje tam szczególny
klimat. Nie ma już tak wielu turystów a ci co są
to przeważnie tacy którzy wracają w to miejsce
co roku, aby po prostu pobyć tu jakiś czas,
odpocząć od szybkiego tempa. Dla Greków czas płynie
bardzo wolno i nigdy im się nie spieszy, gdy widzą
kogoś na ulicy idącego szybkim krokiem odwracają
się patrząc na niego zdumieni. Niezwykle
celebruje się np. picie kawy, przeciągając
nieraz to posiedzenie do godziny lub dłużej,
bardzo często uczęszczane miejsce w campusie w
Gallos to właśnie kawiarnie i to tam można było
spotkać większość studentów, którzy popijali
kawę lub frappe- kawę na zimno, grając w grę
planszową black gammon.
|

|
Poza stałymi mieszkańcami w
Rethymnie po sezonie jest też sporo studentów,
za których sprawą kwitnie życie nocne, lecz jeśli
ktoś miałby ochotę wybrać się do pubu i nie
zastać tego miejsca całkiem pustego nie powinien
się wybierać wcześniej niż przed północą,
gdyż dopiero wtedy zapełniają się lokale. Na
imprezach tanecznych jedynymi tańczącymi są
obcokrajowcy, Grecy są powściągliwi i raczej
nie tańczą, tym bardziej Greczynki, którym nie
wypada zachowywać się zbyt wyzywająco. Grecy są
bardzo przywiązani do swej tradycji i przeważnie
są posłuszni swoim rodzicom, niechętnie się
|
|
Sezon pomarańczowy w
Rethymnie |
usamodzielniają i wyprowadzają
z domu.
|
|
Dobrze jest pojechać na Kretę w styczniu, wtedy
jest tam sezon pomarańczowy, wystarczy wyjechać
trochę za miasto, aby znaleźć się w gaju
pomarańczowym z dojrzałymi owocami. I tego mi
bardzo brakuje - świeżych, soczystych pomarańczy,
a także gajów oliwnych, słońca i szumu morza.
Jeżeli ktoś jest zainteresowany wyjazdem na
studia w Rethymno na Krecie z programu Socrates/Erasmus
chętnie udzielę wszelkich informacji, mój
e-mail - magdatobiasz@interia.pl
|
Magdalena Tobiasz
Policyjny weekend pedagogów
Niedawno
zakończyły się studenckie ferie, podczas których
pewna grupa studentów postanowiła spędzić czas
w nieszablonowy sposób, a przy okazji dowiedzieć
się czegoś nowego i ciekawego. Członkowie Koła
Naukowego Prewencji Socjalnej działającego przy
Instytucie Nauk o Wychowaniu AP wraz ze słuchaczami
podyplomowych studiów Profilaktyki Społecznej i
Prewencji Kryminalnej Akademii Pedagogicznej,
mieli okazję w dniach 11-13 lutego b.r. zwiedzić
niezwykłą szkołę- jedną z najlepszych w
Europie- Wyższą Szkołę Policyjną w Szczytnie.
Okazja była niepowtarzalna, gdyż przeciętny
obywatel nie ma najmniejszych szans wejść na jej
teren „z ulicy", nie mówiąc już o
zwiedzaniu i poznawaniu jej tajemnic. Po męczącej
podróży (trwającej prawie całą noc) nasza
grupa wraz z opiekunem, panem doktorem Arkadiuszem
Żukiewiczem na czele, została ulokowana w
policyjnym akademiku. Nasz błogi sen nie trwał
jednak długo- poranny apel i śniadanie o 7.30
pozwoliły nam tylko na dwie godziny odpoczynku.
Dowiedzieliśmy się, że w dni powszednie słuchacze
szkoły spożywają śniadania o...6.30, zaś w
weekendy godzinę później. Dla niektórych z
nas, przyzwyczajonych do późnego wstawania, był
to spory szok.
Po śniadaniu zostaliśmy zapoznani z bardzo
szczelnie wypełnionym harmonogramem zwiedzania.
Zaczęliśmy od powitania przez pana insp. dr
Janusza Fiebiga, Prorektora ds. Dydaktycznych
WSPol. Wygłosił on także krótki wykład dotyczący
szkoły, jej celów, zasad i form kształcenia
kadr policyjnych. Na koniec zaprezentowano nam
film na temat historii szkoły od lat powojennych
aż do dziś. Podkreślono w nim również bardzo
aktualne wyzwania jakie stoją przed polską
policją w Unii Europejskiej. Bardzo szczegółowo
przedstawiona została oferta edukacyjna dla słuchaczy,
od podstawowych kursów trwających 10 miesięcy
po specjalistyczne kilkumiesięczne szkolenia dla
policjantów z doświadczeniem zawodowym. W
planach szkoły są także szkolenia dla słuchaczy
cywilnych- będą się mogli kształcić w
zakresie administracji i bezpieczeństwa wewnętrznego.
Kolejnym punktem naszego programu był kompleks
obiektów sportowych, który zaczęliśmy zwiedzać
od pięknego basenu wybudowanego przez WSPol wspólnie
z władzami miasta. Dzięki temu mogą korzystać
z niego również dzieci i dorośli ze Szczytna i
okolic. Nasz przewodnik, pan Arkadiusz Kunze
odpowiadał cierpliwie na nasze wszystkie pytania
a pomagali mu w tym inni policjanci. Na strzelnicy
zostały nam zaprezentowane wszystkie rodzaje
broni, jakiej używa policja w Polsce. Mieliśmy
okazję obejrzeć też różne rodzaje amunicji,
zobaczyć jak działa strzelnica i postrzelać do
tarczy - z laserowego pistoletu. Niestety, ze względów
bezpieczeństwa nie pozwolono nam użyć
prawdziwej broni, ale i tak wyszliśmy pełni wrażeń
i emocji. Ponadto obejrzeliśmy piękną salę
lekkoatletyczną oraz siłownię.
|

|
|
W strzelnicy- broń nie ma przed nami
tajemnic... |
Dla zachowania równowagi
między potrzebami ciała i ducha zostaliśmy
zaproszeni do zwiedzenia pracowni analizy
kryminalnej. Tutaj dowiedzieliśmy się jak wygląda
praca analityka kryminalnego. Od kandydata wymaga
się olbrzymiej wiedzy i umiejętności, ciągłego
doskonalenia się. W pracowni daktyloskopii
zaprezentowano nam narzędzia używane przez
techników dochodzeniowych przy ściąganiu śladów
z miejsca zbrodni. Duże emocje wzbudził
wariograf (wykrywacz kłamstw), padały pytania o
prawne podstawy używania go w śledztwie. Uświadomiło
nam to jak trudno jest znaleźć dowody na popełnienie
przestępstwa i wskazanie prawdziwego sprawcy. Nie
jest to takie proste jak na filmach, często wiąże
się z wieloma dylematami- także etycznymi.
Następną pozycją harmonogramu było spotkanie z
rzecznikiem prasowym szkoły. Mimo naszego zmęczenia
wzbudziło żywe zainteresowanie uczestników
wyjazdu. Jego krótki wykład o pozycjach
wydawanych przez WSPol sprawił, że mała
wydawnicza księgarnia została oblężona. Mieliśmy
okazję, zwłaszcza słuchacze studiów
podyplomowych, aby zakupić potrzebną literaturę,
niedostępną w Krakowie. Następna była
biblioteka wraz z katalogiem komputerowym, tam
wpisaliśmy się do pamiątkowych ksiąg i
obejrzeliśmy m.in. wystawę fotograficzną poświęconą
policjantom polskim zamordowanym w Kozielsku.
Ponieważ policjant powinien umieć wykorzystać
zdobytą wiedzę przede wszystkim w praktyce, słuchacze
WSPol egzaminowani są z niej w tzw. salach
symulacyjnych. W małych pomieszczeniach
umeblowanych i urządzonych jak w prawdziwym życiu,
przyszły policjant otrzymuje zadanie do
wykonania. Co robić, gdy wezwani na domową
interwencję patrol znajduje w mieszkaniu
uzbrojonego przestępcę? Jak radzić sobie z
agresywnym kierowcą, który nie chce opuścić
samochodu? Jak dbać o bezpieczeństwo swoje i
partnera w czasie akcji? Na bezpieczeństwo
funkcjonariusza na co dzień i w czasie akcji
szczególnie kładła nacisk nadkom. dr Agata
Tyburska. W tym zawodzie zasada ochrony życia
jest nadrzędną.
|

|
|
Sala symulacyjna- tutaj przyszli policjanci ćwiczą
umiejętności praktyczne |
Jednym z
ostatnich punktów programu było spotkanie
integracyjne ze słuchaczami WSPol przy kawie
zorganizowane przez panią nadkomisarz. Wzięli w
nim udział zarówno słuchacze początkujący jak
i doświadczeni policjanci, dzięki czemu mogliśmy
poznać specyfikę szkoły od podszewki. Po
spotkaniu część grupy udała się wraz z
opiekunem na basen oraz saunę. Przyjemnie było
odreagować stresy i zmęczenie w tak nowoczesnym
i kolorowym miejscu. Inni zostali w akademiku, spędzając
czas na dyskusjach, podsumowaniu dnia i
integracji.
Następnego dnia rano udaliśmy się do Szczytna
gdzie zwiedziliśmy muzeum, pełne oryginalnych
wyrobów ludowych oraz udaliśmy się do przepięknego
kościoła. Pogoda była zimowa, zamarznięte
jezioro i biały śnieg tworzyły miły dla oczu
krajobraz. Udało się nam również zobaczyć
ruiny zamku, do którego zgodnie z tradycją
Jurand ze Spychowa udał się po Danusię; Humory
dopisywały, atmosfera w grupie była wspaniała.
Żałowaliśmy, że nie mamy więcej czasu na dokładne
zwiedzenie miasta.
Po powrocie na teren szkoły czekał na nas
wspaniały obiad, po nim zaś krótki wykład dr
Żukiewicza na temat profilaktyki i prewencji
(socjalnej i kryminalnej). Nadszedł czas na pożegnanie
- przebiegało ono w ciepłej atmosferze; krótko
podsumowaliśmy dwa dni pełne wrażeń i podziękowaliśmy
za gościnę i trud jaki włożyli w zapewnienie
nam jak najlepszego pobytu gospodarze. Jeszcze
tylko kilka pamiątkowych zdjęć i z powrotem
znaleźliśmy się w autokarze wiozącym nas do
Krakowa. Powrót był bezproblemowy, choć tuż za
Szczytnem zatrzymała nas... policja, oczywiście
była to tylko rutynowa kontrola...
Wyjazd był
wspaniałym doświadczeniem. Wizyta w szkole
zmieniła nasze spojrzenie na pracę policjantów,
uświadomiła jak bardzo są potrzebni społeczeństwu,
jak bardzo stereotypowo są przez wszystkich
postrzegani. Jako przyszli pedagodzy, pracownicy
socjalni, wychowawcy powinniśmy posiadać rzetelną
wiedzę na ten temat, znać realia pracy policji,
umieć nawiązywać z nią szeroko rozumianą współpracę.
Tego nie nauczą nas podręczniki, choćby były
bardzo mądre i grube. To trzeba przeżyć, doświadczyć
a organizowanie wyjazdów takich jak ten pozwala
na zaczerpnięcie wiedzy u samego źródła.
Jednocześnie pobyt w Szczytnie był wspaniałą
formą integracji i poznania się zaś wymiana doświadczeń
ze studentami podyplomowymi była dla nas
niezwykle cenna.
Na zakończenie chcemy przede wszystkim podziękować
opiekunowi wycieczki- dr Żukiewiczowi za pomysł,
organizację i pieczę nad nami w trakcie wyjazdu.
Słowa wdzięczności pragniemy skierować także
do pana insp. dr Janusza Fiebiga, Prorektora ds.
Dydaktycznych WSPol, nadkom. dr Agaty Tyburskiej -
którzy wspaniale zapełnili cały czas pobytu
naszej grupy, panu Arkadiuszowi Kunze, który był
naszym cierpliwym przewodnikiem po placówce i
wszystkim innym osobom, które umożliwiły nam
zwiedzenie Wyższej Szkoły Policyjnej w
Szczytnie.
Magdalena Duma
Koło Naukowe Prewencji Socjalnej przy
Instytucie Nauk o Wychowaniu AP Kraków
III rok Pedagogiki Społeczno- Opiekuńczej
Akademia Pedagogiczna w Krakowie
Zdjęcia udostępnione dzięki
uprzejmości słuchaczy Podyplomowych Studiów
Profilaktyki Społecznej i Prewencji Kryminalnej
AP w Krakowie
|