@Pismo 11 (1/2005)

  

 

 
 

Studia w cieniu Wieży Eiffla - i co dalej?

I co po studiach? Każdy student piątego roku zadaje sobie to pytanie! Gdzie się udać aby znaleźć pierwszą pracę?

Studia we Francji przygotowują studentów  lepiej niż w Polsce do odbycia stażu oraz do zaistnienia na rynku pracy. Jednakże nie wszystkim dane jest od początku do końca realizować swoje cele edukacyjne oraz zawodowe. Nawet studentom francuskim, a co za tym idzie również obcokrajowcom trudno jest odbyć zadawalający staż i znaleźć satysfakcjonującą pracę. Ci, którym poszukiwania schodzą najdłużej nie są jednak pozostawieni na łaskę losu. Każdy wcześniej czy później, przy z reguły udanych wysiłkach i odrobinie szczęścia doczeka się wezwania na rozmowę kwalifikacyjną.

Ponadto system umożliwia i pozwala na utrzymywanie doskonałych kontaktów w środowiskach akademickich i uczelnianych pomiędzy osobami zainteresowanymi aktualnościami na rynku pracy. Oczywiście z uwzględnieniem profesjonalnych firm, zakładów i ich przedstawicielstw. Jednym z najlepszych sposobów na pobudzanie takich kontaktów jest organizacja targów, gdzie ich raczej handlowy niż edukacyjny albo informacyjny charakter nie jest żadną przeszkodą. Student nie czuje się wtedy osamotniony, ponieważ dzięki ścisłym kontaktom z uczelnią, której jest absolwentem może w takich targach być aktywnym uczestnikiem.

      Można powiedzieć, że   od strony organizacyjnej jak i finansowej znajduje się w wówczas pod opieką uniwersytetu.

       Z praktycznej strony cała organizacja sprowadza się do kontaktu e-mailowego, w którym pozostają absolwenci ze swoimi byłymi profesorami. Poszukujący pracy żak dowiaduje się często, że istnieje możliwość sfinansowania jego uczestnictwa albo przynajmniej dużej części  kosztów w tego typu targach, nawet jeśli mają one miejsce w innym mieście.

Siedziba Unesco zaprasz stażystów

            Często zaopatrzony w rozległe i aktualne informacje o rynku pracy, powraca z nowymi, konkretnymi projektami oraz pomysłami na przyszłość. 

    

Sławomir Chmura

 

Etudier sous l'ombre de la Tour Eiffel -Et quoi apres?

 

      

      Les études et quoi apres? Chaque étudiant d'une cinquieme année se pose cette question! Ou on doit se diriger pour trouver le premier travail?
      Un systeme éducatif en France beaucoup mieux q'en Pologne prépare d'étudiants a faire un stage et aussi a obtenir une bonne position sur le marché du travail. Cependant, les buts professionnels et educatifs sont difficilles a atteindre pour tous. Meme les étudiants français ne peuvent pas toujours réaliser ses projets comme ils voudraient et n'arrivent pas toujours a faire un stage qu'il les conviendrait le mieux ou a obtenir l'emploi satisfaisant. Ceux, qui ménent ses recherchers longtemps ne sont pas laissés sans l'aide, quand-meme. Chaque d'entre eux plus tôt ou plus tard, renforcé d'efforts habituellement rentables et en ayant un petit morceau de bonheur va attendu l'invitation sur l'entretien.
      Également un systeme donne la possibillité et permet de soutenir les contactes superbes dans l'envirennements universitaires et étudiants entre ceux qu'ils sont intéressés aux actualités sur un marché du travail. Évidemment, sans oublier les sociétés profesionnels, les firmes et les entreprises ou leur légitions. Un de les meilleurs façons de stimuler de telles contacts est l'organisation de foires, ou leur charactere plutôt commerciale qu'éducatif ou informatif ne représente aucune empechement.

      L'étudiant n'est pas seul alors, car grâce a ces contacts précis avec l'université maternelle il peut participer personellement sur telles foires. De côté financiere et de côté de l'organisation il se trouve, on peut dire, sous la surveillance de l'université. De côté pratique toute cette organisation se ramene a un contact éléctronique entre les enseignants et les diplomés. En train de chercher d'un emploi, un gord s'informe souvent qu'il y a une posibillité de financer sa participation ou au moins d'une grande partie de frais sur les foires de ce genre , meme s'ils se déroulent hors de la ville.
Souvent, équipé d'informations actuelles et étendus sur un marché du travail, il revient chez soi avec les projets cocncrets et nouvelles, en possedant les idées pour son avenir. 

 

Sławomir Chmura

 


 

Za granicę po studiach



      Zdecydowana większość ofert stypendiów zagranicznych skierowana jest do osób uczących się na studiach licencjackich, inżynierskich i magisterskich. Absolwenci mają małe szanse na wyjazd, chyba że są na studiach podyplomowych lub pracują naukowo.

      Znacznie łatwiej mają pracownicy naukowi. Nie dość, że polscy naukowcy mogą liczyć na stypendia fundowane przez rządy innych państw lub fundacje, to jeszcze wiele zagranicznych uczelni i instytucji naukowo-badawczych na własną rękę (i koszt) zaprasza pracowników naukowych na trwające kilka, kilkanaście miesięcy staże naukowe.

      Korzystając z takich programów polski pracownik naukowy (i to nie tylko młody), może wyjechać do większości państw europejskich, a także dalej - do Stanów Zjednoczonych, Japonii czy w bardziej egzotyczne miejsca pracy, jak Tunezja, Iran czy Kazachstan. Oprócz tego istnieją programy, które nie określają kraju docelowego - teoretycznie można wybrać sobie dowolne państwo, do którego chce się jechać. Później trzeba oczywiście wykazać, że wybór ten jest uzasadniony merytorycznie. Takie stypendia proponuje m.in. program Socrates-Erasmus czy fundacja Crescendum Est-Polonia.

Nie trzeba być studentem
      W trudniejszej sytuacji są te osoby, które chciałyby wyjechać na stypendium, a nie są ani studentami, ani pracownikami naukowymi (uczestnicy studiów podyplomowych nie mają statusu studentów). Ale i oni mogą znaleźć coś dla siebie. I nawet nie zawsze muszą być na studiach podyplomowych. Fundacja im. Macieja Nowickiego oferuje absolwentom kierunków związanych z ochroną środowiska półroczne stypendia w Niemczech, podczas których stypendysta pracuje na uczelni lub w znanej firmie. Do Niemiec, a konkretnie do Bawarii, można pojechać za środki z tamtejszego Ministerstwa Oświaty, Wyznań, Nauki i Sztuki. Za około 7500 euro trzeba przez rok się utrzymać, a czas ten poświęcić na studia uzupełniające, doktoranckie lub podyplomowe na jednej z bawarskich uczelni. Na podobnych zasadach można też wyjechać do innych państw, m.in. Belgii, Holandii, Francji.

      Osoby szczególnie zainteresowane zagadnieniami związanymi z Europą Centralną będą miały łatwiejszą od innych drogę do uzyskania stypendium fundowanego przez Międzynarodowy Fundusz Wyszehradzki. Za 4000 euro stypendysta musi opłacić swój pobyt w jednym z państw należącym do Grupy Wyszehradzkiej, czyli w Czechach, na Słowacji lub na Węgrzech.

MBA też można za darmo
      Można również otrzymać fundusze na studia typu MBA. Francuski rząd oferuje 9-miesięczne wyjazdy Polakom, którzy chcieliby skończyć studia uzupełniające lub podyplomowe we Francji. Studenci studiów podyplomowych mogą skorzystać również z propozycji Finlandii. Jej władze fundują nie tylko kilkumiesięczne staże naukowe, ale opłacają też kilkudniowe wizyty studyjne - można w tym czasie wziąć udział w konferencji, skorzystać z bibliotek czy „zwiedzić" firmy lub instytucje, którymi stypendysta zajmuje się podczas pracy naukowej czy studiów podyplomowych.

      Decydując się na wyjazd na stypendium, pamiętać trzeba o kilku sprawach. Po pierwsze, z reguły trzeba zgłaszać się na kilka miesięcy przed planowanym wyjazdem. Po drugie, znajomość języka miejscowego zwykle jest wymagana, ale nie zawsze - trzeba się dowiedzieć. Po trzecie - stypendium czasem nie pokrywa wszystkich kosztów, niekiedy trzeba samemu opłacić np. dojazd. Po czwarte - skorzystanie z niektórych ofert wiąże się z pewnymi zobowiązaniami. Na przykład stypendysta fundacji Crescendum Est-Polonia przez wyjazdem wystawia weksel in blanco na sumę pięciokrotnie wyższą niż przyznana kwota i podpisuje oświadczenie, że po zakończeniu stażu minimum pięć lat przepracuje w Polsce. Jeśli wcześniej wyjedzie z kraju, będzie musiał spłacić ten weksel.

Przydatne adresy www:
www.buwiwm.edu.pl
www.socrates.org.pl
www.kas.pl
www.crescendumest.pl

Tekst udostępniony przez serwis pracuj.pl 

 


 

 

Do Grecji z Socratesem



     Swój wyjazd w ramach programu Socrates-Erasmus zaplanowałam na czwarty rok studiów, (w semestrze zimowym, dokładnie na wrzesień 2003), lecz można wyjeżdżać już na trzecim roku. Całą procedurę związaną z wyjazdem zaczęłam załatwiać zimą 2002, to był już ostatni dzwonek jak się okazało. Zainteresowany(a) takim wyjazdem dostaje wykaz uczelni na których może studiować w różnych krajach Europy, sam(a) musi się zorientować jakie są kierunki na tych uczelniach i przedmioty na tych kierunkach, źródło informacji (często jedyne) to Internet, większość informacji podana jest w języku angielskim. Przy wyborze kraju trzeba wziąć pod uwagę znajomość języka obcego. Ktoś kto nie zna np. francuskiego może sobie najwyżej pomarzyć o wyjeździe do Francji. Niestety w wykazie uczelni partnerskich, który dostałam nie było Anglii czy Irlandii czyli krajów, które interesowałyby kogoś kto posługuje się językiem angielskim. Taka osoba może pojechać do Portugalii, krajów Skandynawskich czy Grecji. Ponieważ uwielbiam słońce i odczuwam chroniczny brak światła w Polsce, szczególnie porą jesienno-zimową, zdecydowałam się na Grecję i to nie na Saloniki czy Ateny lecz na Kretę, gdyż stwierdziłam, że tam będzie najbardziej egzotycznie, najwięcej słońca. I co za ciekawe miejsce! Kolebka cywilizacji europejskiej. Zawsze miałam ochotę zobaczyć miejsca znane mi z mitologii greckiej, którą poznałam w dzieciństwie z opowieści taty. Do wybrania Uniwersytetu na Krecie zachęcił mnie też dodatkowo dyrektor naszego Instytutu Sztuki- pan Marcin Pawłowski, a także absolwentka naszego kierunku, która również była stypendystką na Krecie.
      Z uczelni dostaje się jednorazowy grant kwota wynosi 140 € na miesiąc; gdy wyjeżdża się do krajów „droższych" dostaje się więcej- jedno jest pewne, nie da się z tego „wyżyć". Na spotkaniu wytłumaczono nam, że kwota ta ma wyrównać różnicę utrzymania polskiego studenta za granicą, wychodząc z takiego założenia. Za sam wynajem mieszkania płaciło się około 200 €, obiad na stołówce uniwersyteckiej kosztował 2€, więc koszt wyżywienia na tydzień wychodzi około 42€, do tego dochodzą jeszcze wydatki na rozrywki (wycieczki, wyjścia do pubów wieczorem), a także bilet na autobus (15€). Sumując wszystkie wydatki koszt utrzymania jednego studenta będzie wynosił około 500€ miesięcznie.
Zakwaterowanie załatwiono mi, przez biuro międzynarodowe na Uniwersytecie Kreteńskim, nie w akademiku, gdyż posiadają tam mało akademików i nie kwaterują tam studentów z innych krajów. Miałam zamieszkać w pensjonacie, gdzie również umieszczono innych studentów z tego programu.
Wyjechałam pod koniec września. Przyleciałam samolotem czarterowym do Chanii razem z turnusem wczasowym. Na Krecie są cztery duże miasta licząc od zachodu - Chania, Rethymno, Iraklio, Agios Nikolaos. Uniwersytet, który wybrałam mieścił się w Rethymnie. Z Krakowa wyleciałam o północy w dwie godziny byłam w Chanii. Z tamtąd autobusem dojechałam do Rethymna. Stamtąd wzięłam taksówkę do pensjonatu. Gdy dojechałam na miejsce była 7 rano.
      Pensjonat - miejsce w którym zamieszkałam, był bardzo przyjemny. Pokoje przytulne. Na dachu ogród z pięknymi kwiatami- hobby właściciela. Stamtąd widać też wieżę minaretu, meczety na Krecie to pozostałość po okupacji tureckiej obecnie nie pełnią pierwotnego przeznaczenia, ten obok pensjonatu służył jako filharmonia.
      Pensjonat mieści się w starym mieście, pięć minut drogi od starego portu weneckiego i plaży przy porcie. Uliczki w starym mieście są bardzo wąskie i stanowią istny labirynt, bardzo łatwo się zgubić. Dowiedziałam się, że taki układ uliczek to zasadzka na piratów, którzy w dawnych czasach byli tu częstymi, niechcianymi gośćmi. W pensjonacie mieszkali oprócz mnie też inni studenci z programu Socrates/Erasmus- trzy Niemki, Czech, dwie Hiszpanki, czwórka Francuzów, dwie Austriaczki i jeden Austriak oraz Węgierka. Wszystkich studentów z tego programu było tam około 50. Oprócz tego studenci z programu Leonardo da Vinci. Spotykaliśmy się dość często na różnego rodzaju imprezach integracyjnych.

      Campus uniwersytecki nie mieści się w samym mieście lecz we wiosce obok miasta- Gallos co znaczy Francuz. Budynek został zbudowany po wojnie na wzór labiryntu w Knossos. Uniwersytet mieścił się na wzgórzu, z którego rozciągał się piękny widok na morze i góry. Po pierwszej wizycie na uniwersytecie dowiedziałam się, że nauczyciele akademiccy strajkują więc można z czystym sumieniem korzystać sobie z pięknej pogody, plaży, morza i innych uroków Krety. Wolny czas spędziłam m.in. na zwiedzaniu pięknych plaż. A pogoda była jak najbardziej plażowa, do końca listopada można się było smażyć w słońcu na plaży. Potem były na przemian dni słoneczne i deszczowe. Po Krecie podróżowałam razem ze studentami z mojego pensjonatu wynajętym samochodem co się na Krecie lepiej opłaca niż podróż autobusem. Mogłabym długo opisywać piękne miejsca na Krecie. Takie jak Elafonesi, gdzie piasek ma różowe zabarwienie od pokruszonego koralu, z plaży można tam przejść wpław na wyspę która oddzielona jest od lądu tylko płytką laguną. Na wyspie właśnie gdzieś w październiku kwitną piękne białe kwiaty. Niezwykle urokliwa plaża znajduje się w Gieorgopouli niedaleko Rethymna, w odległości około 20km. Do morza wpada tam górska rzeka, woda jest więc na górze zimna a na dole ciepła.

Widok na morze z campusu uniwersyteckiego
w Gallos

Kąpiel w takiej wodzie jest bardzo odświeżająca i jest ciekawym doświadczeniem. Pięknym miejscem jest 

Matala, tuż przy tamtejszej plaży znajduje się wapienna skała w której są wydrążone jaskinie będące niegdyś miejscem pochówku pierwszych chrześcijan. Zaś w nieodległej przeszłości jaskinie te wykorzystywali hippisi. O tamtych czasach przypomina napis na murze przy plaży „TODAY IS LIFE, TOMORROW NEVER COMES". Miejscem ulubionym przez hippisów jest również Preveli, gdzie podobnie jak w Georgiopouli do morza wpada górska rzeka. Na plażę schodzi się stromą ścieżką i można stamtąd podziwiać widok na tą górską rzekę o seledynowym kolorze wpadającą do lazurowego morza.

Pięknym i niesłychanie urokliwym miejscem jest także wąwóz Samaria, najdłuższy w Europie (15 km). Mieszkańcy Krety są bardzo dumni ze swojej wyspy. Uważają, że wszystko jest u nich naj... Mają więc najdłuższy wąwóz, najpiękniejsze plaże, najlepszą kuchnię, najstarsze zabytki itd. No i nie warto się z nimi sprzeczać. Wąwóz Samaria poza tym, że jest najdłuższy w Europie, faktycznie wart jest obejrzenia. Wąskimi ścieżkami wędruje się przez rezerwat o niezwykłej urodzie. Na szlaku spotkać można kozice kri-kri, które żyją sobie tam swobodnie. Przez wąwóz płynie leniwie strumyczek, szemrząc sobie pośród skał. Ten spokojny strumyczek w zimie staje się rwącą rzeką i uniemożliwia przejście wąwozu. W wąwozie napotyka się ułożone stosiki kamieni. 

Ponoć gdy się ułoży taki stosik spełni się życzenie . Wędrówka wąwozem kończy się

Napis przy plaży w Matali

w miejscowości Ayia Roumeli z której nie ma żadnych dróg, można jedynie przepłynąć promem do miejscowości Sfakia.

      Bardzo ciekawa byłam zabytków z epoki minojskiej. Najpierw wybrałam się do pałacu w Knossos. Dojeżdża się tam autobusem miejskim z miasta Iraklion. Jako studentka programu Socrates-Erasmus miałam grecką legitymację studencką, więc i zniżki na autobusy i darmowy wstęp do wszystkich muzeów.
Z pałacem w Knossos związany jest mit o Minotaurze, żona krola Minosa - Pasifae zakochała się w byku i ze związku tego urodził się Minotaur - potwór z głową byka. Król Minos ukrył go w zaprojektowanym przez genialnego budowniczego Dedala: pałacu - labiryncie, gdzie bestia zajmowała się pożeraniem młodzieńców i dziewic dostarczanych mu z Aten. Tezeusz, syn króla Aten, zgłosił się jako ochotnik do transportu kolejnych ofiar minotaura i przy pomocy Ariadny, córki Minosa, zabił straszliwego potwora. Tezeusz uciekł z królewną, ale po namiętnej nocy porzucił ja na wyspie Nakos.


      Pałac w Knossos a tym samym cywilizacja minojska zostały odkryte przez sir Arthura Evansa. 23 marca 1900 roku rozpoczęły się prace wykopaliskowe pod jego kierunkiem. Odkrywca podjął decyzję o rekonstrukcji pałacu, która do dziś budzi wiele kontrowersji. Zbigniew Herbert w „Labiryncie nad morzem" pisze na usprawiedliwienie Evansa „...materiał z którego zbudowany był Knossos, mógł przyprawić o desperację. Pałac był jakby z mgły i marzeń, uciekał przed archeologiem, ściany pokryte freskami rozsypywały się w proch za byle dotknięciem, spalone kolumny, a właściwie ich ślady, nie podtrzymywały żadnych stropów. Więc Evans postanowił ścigać swoją wizję pałacu".
      Rekonstrukcja sprawia, że to co widzimy na fotografiach w książkach uznajemy za autentyk. Wędrując po pałacu ma się wątpliwość co jest prawdą a co hipotezą. Na pałacowych ścianach freski zostały odtworzone „jak nowe", te zaś które zobaczyłam w muzeum w Iraklionie okazują się wyszarzałymi, pozbawionymi kolorów fragmencikami. O cywilizacji minojskiej wiadomo bardzo niewiele, wciąż jest ona wielką tajemnicą, jej miłośnicy gubią się wśród domysłów i hipotez.
Cały pałac jest budowlą olbrzymią, zajmującą przestrzeń 180 na 130 metrów (J. Ciechanowicz, 1996), liczącą ponad 1000 pomieszczeń - do większości nie można wejść. Największe zainteresowanie budzi Sala Tronowa z alabastrowym „tronem Minosa" - najstarszym tronem Europy. Czy był on rzeczywiście tronem i czy zasiadał na nim jakiś władca, tego nie wiadomo na pewno.

Pałac w Knossos

Mozaika pól na Płaskowyżu Lassiti


      Są tu liczne pomieszczenia - reprezentacyjne, kultowe, warsztaty, magazyny - skupione wokół centralnego, prostokątnego dziedzińca. Ich przeznaczenia opisane w publikacjach są nie do końca zbadane i opierają się na hipotezach. Dla przykładu podam jak fantastyczne są niektóre z nich. Jeden z badaczy Erich van Daniken uważał, że znajdujące się w magazynach pitosy - olbrzymie dzbany służyły do przechowywania zapasów paliwa dla pojazdów naszych braci z kosmosu. Jak podaje Jerzy Ciechanowicz w książce Cień Minotaura.
Zwiedziłam też pałac minojski w Malli, ruiny wykopaliska znajdują się niedaleko morza na płaskim terenie. W Malli znajdował się jeden z prowincjonalnych ośrodków mniej wspaniały niż pałac w Knossos, który uważany jest za ówczesną stolicę. Zasady architektoniczne są takie same, co w innych pałacach minojskich: pomieszczenia skupione wokół centralnego prostokątnego dziedzińca. Pozostawione wśród ruin dwa wielkie, gliniane pitosy sklejone z zachowanych fragmentów górują dziś nad ścianami pałacowych sal zachowanych do znacznie mniejszej wysokości. Wędrując pośród niskich murków, stanowiących jakby wielki, kamienny plan budowli, trzeba wznosić na nowo ściany, aby przywołać obraz dawnego kształtu pałacowych pomieszczeń.
      Aby dopełnić obrazu kultury minojskiej jaki został odkryty zwiedziłam Muzeum Archeologiczne w Iraklionie, które pozwala poznać życie codzienne, modły, sny i humor Minojczyków. Uwagę przykuwa dysk z Fajstos, gliniany krążek o średnicy 16 cm, pokryty do dziś nie rozszyfrowanym pismem obrazkowym. Widnieją na nim naniesione spiralnie, symbole ryb muszli, statku, narzędzi, biegnących postaci i kwiatów. Wywołuje on w oglądającym przemożną chęć odkrycia tajemnicy i wydaje się, że jest się o krok od odczytania... W salach muzeum oglądamy wyroby ceramiczne, posążki bożków, figurki wotywne przedstawiające ludzi i zwierzęta, biżuterię , broń... Na piętrze są umieszczone freski, a także słynny sarkofag z Ayia Triadha, którego barwami tak zachwyca się Herbert w swojej książce „Labirynt nad morzem".
      Kreta jest mitycznym miejscem narodzin Zeusa. Kronos, władca bogów, poślubił swoją siostrę Reę i spłodził pięcioro dzieci, które zjadał obawiając się przepowiedni, że zostanie pokonany przez swojego syna. Aby uratować nie narodzone dziecko Rea uciekła na Kretę i w grocie Dhikte, nad płaskowyżem Lasithiou, urodziła Zeusa. Niemowlę wychowywało się w grocie Ida, w górach Psiloritis. Płaskowyż Lasithiou pokryty jest małymi zielonymi i brązowymi polami, których szachownica tworzy niezwykle ciekawy pejzaż. Leży on między 817 i 950 m n.p.m. i jest jedynym tak wysoko położonym płaskowyżem na Krecie zamieszkałym przez cały rok. Wpływa na to żyzność gleby, która dodatkowo jest nawadniana przez pompujące wodę wiatraki.
Gdy strajk trwający miesiąc dobiegł końca rozpoczęły się zajęcia na uniwersytecie. Studenci programu Socrates/Erasmus sami wybierali kursy, którymi byli zainteresowani. Za każdy kurs dostawało się określoną ilość punktów ECTS. W sumie należało uzbierać 30 punktów w ciągu jednego semestru aby zaliczyć program. Oczywiście każdy student programu miał możliwość uczenia się języka greckiego. 

      Poza kursem języka greckiego na uniwersytecie nie było prowadzonych zajęć specjalnie dla obcokrajowców w języku angielskim. Kursy zaliczało się indywidualnie u prowadzących. Przeważnie na zaliczenie zadawali oni do napisania esej i przychodziło się co jakiś czas na indywidualne konsultacje. Jeden z profesorów na uczelni- Marios Pourkos świetnie mówił po polsku. Spędził on w Polsce 10 lat, na Uniwersytecie Jagiellońskim, gdzie robił doktorat z psychologii. Troje studentów z Polski, oprócz mnie jeszcze Agnieszka i Tomek z socjologii na UJ, wybraliśmy seminarium na temat czasu z panem Pourkosem. Bardzo mile wspominam zajęcia plastyczne z panem Frixosem, do którego wszyscy studenci zwracali się po imieniu. Prowadził on pracownie artystyczną dla studentów w której były udostępnione wszelkie potrzebne materiały plastyczne (farby, blejtramy itp.). Prace które tam namalowałam zostały zaprezentowane na wystawie w galerii Xenia w Rethymnie, we wrześniu tegoż roku, wspólnie z pracami innych studentów. Na zajęciach z Frixosem zrobiliśmy też mozaikę na ścianie uczelni. Departament Pedagogiczny ozdobiony jest mozaikami wykonanymi przez studentów, a także przez dzieci, gdyż Frixos organizuje także zajęcia dla dzieci w swojej pracowni.

Mozaika wykonana przeze mnie na ścianie w Departamencie Pedagogicznym


      Pobyt na Krecie był ciekawym doświadczeniem i gdy nadarzy się okazja na pewno tam powrócę. Rethymno to miasteczko turystyczne, po sezonie panuje tam szczególny klimat. Nie ma już tak wielu turystów a ci co są to przeważnie tacy którzy wracają w to miejsce co roku, aby po prostu pobyć tu jakiś czas, odpocząć od szybkiego tempa. Dla Greków czas płynie bardzo wolno i nigdy im się nie spieszy, gdy widzą kogoś na ulicy idącego szybkim krokiem odwracają się patrząc na niego zdumieni. Niezwykle celebruje się np. picie kawy, przeciągając nieraz to posiedzenie do godziny lub dłużej, bardzo często uczęszczane miejsce w campusie w Gallos to właśnie kawiarnie i to tam można było spotkać większość studentów, którzy popijali kawę lub frappe- kawę na zimno, grając w grę planszową black gammon. 

Poza stałymi mieszkańcami w Rethymnie po sezonie jest też sporo studentów, za których sprawą kwitnie życie nocne, lecz jeśli ktoś miałby ochotę wybrać się do pubu i nie zastać tego miejsca całkiem pustego nie powinien się wybierać wcześniej niż przed północą, gdyż dopiero wtedy zapełniają się lokale. Na imprezach tanecznych jedynymi tańczącymi są obcokrajowcy, Grecy są powściągliwi i raczej nie tańczą, tym bardziej Greczynki, którym nie wypada zachowywać się zbyt wyzywająco. Grecy są bardzo przywiązani do swej tradycji i przeważnie są posłuszni swoim rodzicom, niechętnie się 

Sezon pomarańczowy w Rethymnie

usamodzielniają i wyprowadzają z domu.

      Dobrze jest pojechać na Kretę w styczniu, wtedy jest tam sezon pomarańczowy, wystarczy wyjechać trochę za miasto, aby znaleźć się w gaju pomarańczowym z dojrzałymi owocami. I tego mi bardzo brakuje - świeżych, soczystych pomarańczy, a także gajów oliwnych, słońca i szumu morza. Jeżeli ktoś jest zainteresowany wyjazdem na studia w Rethymno na Krecie z programu Socrates/Erasmus chętnie udzielę wszelkich informacji, mój e-mail - magdatobiasz@interia.pl

Magdalena Tobiasz


Policyjny weekend pedagogów

 

       Niedawno zakończyły się studenckie ferie, podczas których pewna grupa studentów postanowiła spędzić czas w nieszablonowy sposób, a przy okazji dowiedzieć się czegoś nowego i ciekawego. Członkowie Koła Naukowego Prewencji Socjalnej działającego przy Instytucie Nauk o Wychowaniu AP wraz ze słuchaczami podyplomowych studiów Profilaktyki Społecznej i Prewencji Kryminalnej Akademii Pedagogicznej, mieli okazję w dniach 11-13 lutego b.r. zwiedzić niezwykłą szkołę- jedną z najlepszych w Europie- Wyższą Szkołę Policyjną w Szczytnie. Okazja była niepowtarzalna, gdyż przeciętny obywatel nie ma najmniejszych szans wejść na jej teren „z ulicy", nie mówiąc już o zwiedzaniu i poznawaniu jej tajemnic. Po męczącej podróży (trwającej prawie całą noc) nasza grupa wraz z opiekunem, panem doktorem Arkadiuszem Żukiewiczem na czele, została ulokowana w policyjnym akademiku. Nasz błogi sen nie trwał jednak długo- poranny apel i śniadanie o 7.30 pozwoliły nam tylko na dwie godziny odpoczynku. Dowiedzieliśmy się, że w dni powszednie słuchacze szkoły spożywają śniadania o...6.30, zaś w weekendy godzinę później. Dla niektórych z nas, przyzwyczajonych do późnego wstawania, był to spory szok.
      Po śniadaniu zostaliśmy zapoznani z bardzo szczelnie wypełnionym harmonogramem zwiedzania. Zaczęliśmy od powitania przez pana insp. dr Janusza Fiebiga, Prorektora ds. Dydaktycznych WSPol. Wygłosił on także krótki wykład dotyczący szkoły, jej celów, zasad i form kształcenia kadr policyjnych. Na koniec zaprezentowano nam film na temat historii szkoły od lat powojennych aż do dziś. Podkreślono w nim również bardzo aktualne wyzwania jakie stoją przed polską policją w Unii Europejskiej. Bardzo szczegółowo przedstawiona została oferta edukacyjna dla słuchaczy, od podstawowych kursów trwających 10 miesięcy po specjalistyczne kilkumiesięczne szkolenia dla policjantów z doświadczeniem zawodowym. W planach szkoły są także szkolenia dla słuchaczy cywilnych- będą się mogli kształcić w zakresie administracji i bezpieczeństwa wewnętrznego.
      Kolejnym punktem naszego programu był kompleks obiektów sportowych, który zaczęliśmy zwiedzać od pięknego basenu wybudowanego przez WSPol wspólnie z władzami miasta. Dzięki temu mogą korzystać z niego również dzieci i dorośli ze Szczytna i okolic. Nasz przewodnik, pan Arkadiusz Kunze odpowiadał cierpliwie na nasze wszystkie pytania a pomagali mu w tym inni policjanci. Na strzelnicy zostały nam zaprezentowane wszystkie rodzaje broni, jakiej używa policja w Polsce. Mieliśmy okazję obejrzeć też różne rodzaje amunicji, zobaczyć jak działa strzelnica i postrzelać do tarczy - z laserowego pistoletu. Niestety, ze względów bezpieczeństwa nie pozwolono nam użyć prawdziwej broni, ale i tak wyszliśmy pełni wrażeń i emocji. Ponadto obejrzeliśmy piękną salę lekkoatletyczną oraz siłownię.

W strzelnicy- broń nie ma przed nami tajemnic...

 

      Dla zachowania równowagi między potrzebami ciała i ducha zostaliśmy zaproszeni do zwiedzenia pracowni analizy kryminalnej. Tutaj dowiedzieliśmy się jak wygląda praca analityka kryminalnego. Od kandydata wymaga się olbrzymiej wiedzy i umiejętności, ciągłego doskonalenia się. W pracowni daktyloskopii zaprezentowano nam narzędzia używane przez techników dochodzeniowych przy ściąganiu śladów z miejsca zbrodni. Duże emocje wzbudził wariograf (wykrywacz kłamstw), padały pytania o prawne podstawy używania go w śledztwie. Uświadomiło nam to jak trudno jest znaleźć dowody na popełnienie przestępstwa i wskazanie prawdziwego sprawcy. Nie jest to takie proste jak na filmach, często wiąże się z wieloma dylematami- także etycznymi.
Następną pozycją harmonogramu było spotkanie z rzecznikiem prasowym szkoły. Mimo naszego zmęczenia wzbudziło żywe zainteresowanie uczestników wyjazdu. Jego krótki wykład o pozycjach wydawanych przez WSPol sprawił, że mała wydawnicza księgarnia została oblężona. Mieliśmy okazję, zwłaszcza słuchacze studiów podyplomowych, aby zakupić potrzebną literaturę, niedostępną w Krakowie. Następna była biblioteka wraz z katalogiem komputerowym, tam wpisaliśmy się do pamiątkowych ksiąg i obejrzeliśmy m.in. wystawę fotograficzną poświęconą policjantom polskim zamordowanym w Kozielsku.


      Ponieważ policjant powinien umieć wykorzystać zdobytą wiedzę przede wszystkim w praktyce, słuchacze WSPol egzaminowani są z niej w tzw. salach symulacyjnych. W małych pomieszczeniach umeblowanych i urządzonych jak w prawdziwym życiu, przyszły policjant otrzymuje zadanie do wykonania. Co robić, gdy wezwani na domową interwencję patrol znajduje w mieszkaniu uzbrojonego przestępcę? Jak radzić sobie z agresywnym kierowcą, który nie chce opuścić samochodu? Jak dbać o bezpieczeństwo swoje i partnera w czasie akcji? Na bezpieczeństwo funkcjonariusza na co dzień i w czasie akcji szczególnie kładła nacisk nadkom. dr Agata Tyburska. W tym zawodzie zasada ochrony życia jest nadrzędną.

Sala symulacyjna- tutaj przyszli policjanci ćwiczą umiejętności praktyczne

      Jednym z ostatnich punktów programu było spotkanie integracyjne ze słuchaczami WSPol przy kawie zorganizowane przez panią nadkomisarz. Wzięli w nim udział zarówno słuchacze początkujący jak i doświadczeni policjanci, dzięki czemu mogliśmy poznać specyfikę szkoły od podszewki. Po spotkaniu część grupy udała się wraz z opiekunem na basen oraz saunę. Przyjemnie było odreagować stresy i zmęczenie w tak nowoczesnym i kolorowym miejscu. Inni zostali w akademiku, spędzając czas na dyskusjach, podsumowaniu dnia i integracji.
      Następnego dnia rano udaliśmy się do Szczytna gdzie zwiedziliśmy muzeum, pełne oryginalnych wyrobów ludowych oraz udaliśmy się do przepięknego kościoła. Pogoda była zimowa, zamarznięte jezioro i biały śnieg tworzyły miły dla oczu krajobraz. Udało się nam również zobaczyć ruiny zamku, do którego zgodnie z tradycją Jurand ze Spychowa udał się po Danusię; Humory dopisywały, atmosfera w grupie była wspaniała. Żałowaliśmy, że nie mamy więcej czasu na dokładne zwiedzenie miasta.
Po powrocie na teren szkoły czekał na nas wspaniały obiad, po nim zaś krótki wykład dr Żukiewicza na temat profilaktyki i prewencji (socjalnej i kryminalnej). Nadszedł czas na pożegnanie - przebiegało ono w ciepłej atmosferze; krótko podsumowaliśmy dwa dni pełne wrażeń i podziękowaliśmy za gościnę i trud jaki włożyli w zapewnienie nam jak najlepszego pobytu gospodarze. Jeszcze tylko kilka pamiątkowych zdjęć i z powrotem znaleźliśmy się w autokarze wiozącym nas do Krakowa. Powrót był bezproblemowy, choć tuż za Szczytnem zatrzymała nas... policja, oczywiście była to tylko rutynowa kontrola...

      Wyjazd był wspaniałym doświadczeniem. Wizyta w szkole zmieniła nasze spojrzenie na pracę policjantów, uświadomiła jak bardzo są potrzebni społeczeństwu, jak bardzo stereotypowo są przez wszystkich postrzegani. Jako przyszli pedagodzy, pracownicy socjalni, wychowawcy powinniśmy posiadać rzetelną wiedzę na ten temat, znać realia pracy policji, umieć nawiązywać z nią szeroko rozumianą współpracę. Tego nie nauczą nas podręczniki, choćby były bardzo mądre i grube. To trzeba przeżyć, doświadczyć a organizowanie wyjazdów takich jak ten pozwala na zaczerpnięcie wiedzy u samego źródła. Jednocześnie pobyt w Szczytnie był wspaniałą formą integracji i poznania się zaś wymiana doświadczeń ze studentami podyplomowymi była dla nas niezwykle cenna.
      Na zakończenie chcemy przede wszystkim podziękować opiekunowi wycieczki- dr Żukiewiczowi za pomysł, organizację i pieczę nad nami w trakcie wyjazdu. Słowa wdzięczności pragniemy skierować także do pana insp. dr Janusza Fiebiga, Prorektora ds. Dydaktycznych WSPol, nadkom. dr Agaty Tyburskiej - którzy wspaniale zapełnili cały czas pobytu naszej grupy, panu Arkadiuszowi Kunze, który był naszym cierpliwym przewodnikiem po placówce i wszystkim innym osobom, które umożliwiły nam zwiedzenie Wyższej Szkoły Policyjnej w Szczytnie.

Magdalena Duma
Koło Naukowe Prewencji Socjalnej przy Instytucie Nauk o Wychowaniu AP Kraków
III rok Pedagogiki Społeczno- Opiekuńczej
Akademia Pedagogiczna w Krakowie

Zdjęcia udostępnione dzięki uprzejmości słuchaczy Podyplomowych Studiów Profilaktyki Społecznej i Prewencji Kryminalnej AP w Krakowie

 

   

  góra strony 

| Ustaw stronę jako startową
Copyright: @Pismo 2002-2005 Webmastering&Design: