@Pismo 10 (3/2004)

  

 

 

 

Iluzją w rzeczywistość

 

      Czy znacie zespół ILLUSION? Gdański kwartet, który zasłynął dzięki energetycznym koncertom, bardzo fajnej, ciężkiej muzyce i co naprawdę rzadko się zdarza bardzo mądrym, inteligentnym, czasem nawet poetyckim tekstom? Jeśli Twoja odpowiedź Drogi Czytelniku brzmi nie, to ...
Wstydź się ! ! !

 

      Zespół Illusion tworzyli: Paweł Herbasch, obsługujący instrument zwany perkusją; Jarek Rutkowski, który oprócz tego, że zrywał kolejne struny w swojej gitarze, potrafił wywalić takie solo, że szczena opadała; Jarek Śmigiel, niesamowity basista; Tomasz Lipa Lipnicki, tak zwany wokalista, gitarzysta i autor tekstów w jednej osobie.

      O Illusion zaczęło być głośno, kiedy chłopcy wygrali finały pewnego konkursu dla młodych zespołów, Marlboro Rock-In. Wtedy tak naprawdę wszystko się zaczęło. Pierwsza płyta zespołu ukazała się w listopadzie 1993 roku i nosiła niespodziewany tytuł „Illusion". Nota bene, później zaczęto nazywać ją „jedynką", a to dlatego, że rok po debiucie na rynku ukazała się następczyni „Illusion"... Kto zgadnie? Brawo. Druga płyta gdańskiego kwartetu nosiła tytuł „Illusion 2". Cóż za pomysłowość powiecie, ale kto powiedział, że trzeba silić się na wymyślanie tytułów? Tak było łatwiej i już. A wracając do kwestii wydawnictw zespołu, Illusion nagrało pięć płyt. Po „2", ukazała się „3". Po „3" ukazało się jedyne koncertowe wydawnictwo zespołu, czyli... „4 - Bolilol Tour", a po „4" pojawił się w 1998 roku ostatni sygnowany nazwą Illusion materiał pod szokującym i niezwykle przewrotnym tytułem „6". "Dlaczego „6"?" - zastanowisz się Czytelniku. Ano dlatego, że jak tłumaczyli sami muzycy, szczeciński zespół Hey wydał płytę, która jakoś tam się nazywała, ale zawsze i wszędzie mówili o niej „5", więc po co się wcinać kolegom (i koleżance) po fachu? Trzeba być przecież oryginalnym. Stąd wzięła się szóstka, chyba najbardziej odważny pod względem stylistycznym album gdańskiego kwartetu.

      Jaką muzykę grało Illusion? Po wydaniu debiutu, często gęsto można było usłyszeć, iż zespół jest totalną kalką dokonań muzyków zza oceanu, spod gwiazdy o nazwie grunge. Nie wiem czy tak w istocie było. Naturalnym jest przecież fakt, że grając, czerpie się skądś inspiracje, nieświadomie przemyca się jakieś brzmienia, czy zasłyszane patenty. Jeśli podoba Ci się np. Korn i kręci Cię ich muza, graj ją sobie i niech Ci będzie z tym dobrze, ale czy na siłę trzeba wrzucać na siebie dresy ADIDASA i wokalnie upodabniać się do Jonathana Davisa, bezmyślnie kopiując styl i czerpać korzyści z pracy innych? To przecież straszne... 

Na szczęście Illusion może i czerpało swoje wzorce z zachodnich kapel, niemniej jednak była to kapela stojąca mocno na swoich polskich nogach. Chociaż pierwsza płyta była dosyć nierówna i słychać było, że chłopcy bardzo chcą grać, tylko jeszcze troszkę do doskonałości brakuje (pomimo tego, że tak naprawdę nie byli muzycznymi niemowlakami), to jednak jest to krążek godny polecenia. Tym bardziej, że niemałą popularność zdobył utwór „Cierń", który można było często usłyszeć w radyjku (to były czasy, gdy stacje radiowe nie zalewały nas chłamem w stylu śpiewającej po francusku Włoszki - InGrid), a i teledysk można było często zobaczyć w telewizorku. Z ciekawostek można by wymienić fakt, iż na „1" wokalnie udzielał się niejaki Grzesiek Guziński, który później objął posadę wokalisty w zespole Flapjack. Ogólnie rzecz ujmując muzycy nie popełnili blamażu tą płytą, a dzięki zwiększającej się ilości granych koncertów, fama o dobrym zespole rozniosła się po kraju.

      Dwójka przyniosła bardziej dojrzałą muzykę, brak na niej słabych momentów. Ogólnie czuć, że chłopcy solidnie pracowali na próbach i efekty były od razu widoczne. Muzyka jest cięższa, kompozycje są równiejsze, bardziej dojrzałe i przemyślane. Aranże były coraz bogatsze. . . Ktoś, kiedyś w jakiejś gazecie muzycznej napisał w recenzji tej płyty, że gitarzyści Illusion wzięli korepetycje u „wujka Litzy" (Litza to były lider poznańskiego zespołu Acid Drinkers, współzałożyciel Flapjacka i 2Tm, 2-3, ex-gitarzysta Kazika Na Żywo, założyciel Arki Noego) i rzeczywiście jest w tym trochę racji.
Zespół coraz bardziej ewoluował w stronę grania bardziej metalowego (??), co z całą siłą pokazało się na „3". Kto słyszał ten album, ten wie o czym piszę, jak ktoś nie słuchał to zapraszam z całego serduszka do zapoznania się z nim. Naprawdę warto. Ważnym jest też fakt, że Tomek (wokalista Illusion) na „3" prawie we wszystkich piosenkach śpiewa po polsku, co jak wiadomo, zwiększa wyrazistość i jasność przekazu. Z „3" największy rozgłos miał singiel i teledysk do utworu „Vendetta".

      Przyszedł w końcu czas na koncertowe CD zespołu nagrane w Klubach EB (pamiętacie jeszcze piwko o takiej nazwie??!!). Koncertówki dzielą się z reguły na dobre i skiepszczone. Illusion nagrało tę dobrą. Co prawda często gęsto można na niej usłyszeć niezbyt cenzuralne słowa padające z ust Lipy, które mogą nie przypaść do gustu wrażliwszym osobom, ale materiał w miarę rzetelnie oddał to, co działo się na ówczesnych koncertach zespołu( np. jest kilkuminutowa przerwa w koncercie spowodowana zejściem ze sceny zespołu po tym, gdy ochroniarz pobił jednego z fanów). Muzycznie działo się dużo i ciekawie, bo Illusion podobnie jak Acid Drinkers, był typowym zespołem koncertowym, który spełniał się w czasie spotkań z publicznością na żywo. Dobre pomysły ze studia, przeobrażały zespół w koncertowego potwora.

      Sielanka trwała do 1998 roku, kiedy na rynku ukazał się piąty album gdańszczan, a mianowicie „Illusion 6". Jak wcześniej pisałem, był to najodważniejszy album zespołu. Można było na nim usłyszeć bardzo „psychodeliczne" brzmienia, różnorakie pogłosy, efekty gitarowe itp. Album, choć jak na tę kapelę zaskakujący, zebrał bardzo pochlebne recenzje u krytyków. Wśród publiczności, szczególnie u starszych fanów, panował pogląd, że zabawy Illusion z elektroniką to niezbyt dobry pomysł. Był to w zasadzie początek końca zespołu. Z powodu różnic w podejściu do muzyki i wypaleniu się układów między muzykami zespół zakończył swoją działalność. 14 listopada w Gdańsku, w klubie „Kwadratowa" odbył się pożegnalny koncert kwartetu.

Okładki kaset - Illusion 1, 2, 3, 4, 6

      Prawdą jest chyba fakt, że na pewne rzeczy należy patrzeć z dystansu. Ja nigdy nie byłem wielkim fanem tej kapeli. W pierwszym okresie byłem nawet lekko zdegustowany jej twórczością, którą znałem początkowo jedynie z nagrań, a wiadomo, że płyta to połowa sukcesu. Najważniejsza jest konfrontacja z publicznością. Jednak czas i dokonania Illusion, potwierdziły słowa, które kiedyś, przy jakiejś tam okazji dało się słyszeć z ust Kazika Staszewskiego, że: „...fajne zespoły grają fajną muzykę, a głupie zespoły grają głupią muzykę...". Może niezbyt to odkrywcze, ale na pewno prawdziwe. Czwórka facetów z Gdańska robiła to co lubiła i wkładała w to masę pracy i serca. Za to należy im się szacunek, bo choć słucham trochę muzyki, ostatnio nawet takiej, że aż sam się dziwię, to szczerych, prawdziwych wykonawców jest jak na lekarstwo, a wydaje mi się, że będzie jeszcze gorzej. Dlatego lubię sobie czasem sięgnąć do historii i pomyśleć i posłuchać z nostalgią jak to było kiedyś... I może Ty, Drogi Czytelniku, sięgniesz po CD Illusion i zrozumiesz o co w tym wszystkim chodzi?!

Prymie


 Dies Irae: Metallica, Chorzów 2004

Madly In Anger With World Tour

 

 

      „Gorączka złota ( ang. Ecstasy Of Gold) - napływ dużej ilości osób chcących się szybko wzbogacić na tereny, gdzie odkryto złoża szlachetnych kruszców, szczególnie złota. Terminem tym określa się także pogoń za zyskiem pochodzącym z innych źródeł". The Ecstasy Of Gold"  - tym utworem rozpoczęła się inna gorączka, która opanowała ludzi przybyłych 31 maja na Stadion Śląski w Chorzowie. Można ją nazwać gorączką mocnego brzmienia, a zamiast złota prawie 50 tysięcy osób miało okazję odkryć inny, jakże szlachetny METAL.

      

      Na pół godziny przed pierwszym supportem przedostaliśmy się przez bramki by ulokować się na - dosłownie - z góry upatrzonych pozycjach, gdyż droga do naszych miejsc prowadziła od najwyżej położonych rzędów po najniższe, znajdujące się na wysokości sceny. Z sektora doskonale było widać jeszcze pustą scenę, jak i płytę stadionu, która stopniowo zapełniała się tysiącami niecierpliwie oczekujących ludzi.

      Vader był pierwszym zespołem, który wystąpił przed publicznością. Nie ukrywamy, że liczyliśmy na coś więcej... Światowa sława nie stanęła na wysokości zadania - nie „otworzyli Wrót Piekieł" jak zapowiadał Peter (wokalista) witając licznie przybyłych fanów zespołu. Ktoś może stwierdzić, iż powodem słabego występu było nagłośnienie, które delikatnie mówiąc pozostawiało wiele do życzenia. Wiadomo jednak, że dźwiękowcy muszą traktować supporty po macoszemu, aby gwiazda wieczoru zabrzmiała jak na gwiazdę przystało. Mimo wszystko wydaje się nam, że muzykom Vader'a po prostu zabrakło chęci. Odnieśliśmy wrażenie, iż pragnęli jak najszybciej odegrać parę kawałków i zejść. Zespół nie postarał się choćby o umieszczenie swojego transparentu na scenie.

      „BLOOD! Here comes the pain. Enemy, show me what you wanna be" 1 -  ten tekst wyryczany gardłem wokalisty Corey`ego Taylora rozpoczął występ kolejnego supportu. Zespół Slipknot na scenie to nie tylko muzyka, to przede wszystkim show. Olbrzymi banner z nazwą zespołu, specyficzne rozstawienie instrumentów (ale czy np. ogromne metalowe beki można nazwać instrumentem???) i ośmiu zamaskowanych szaleńców robiło spore wrażenie. Nawet ci, którzy nie darzą sympatią Slipknota wypowiadali się o ich występie bardzo pozytywnie. Co więcej - „rozkołysanie" publiczności, które nie udało się Vader`owi. panom ze Slipknota wyszło jak najbardziej.  Scena pozostawała wiecznie żywa, muzycy przebiegali z jednej strony na drugą, a przy okazji zdarzyło im się na przykład zahaczyć kijem baseballowym o kotły. Jeżeli ktoś lubi demolkę sceniczną - polecamy Slipknot na żywo! Corey miał świetny kontakt z publicznością, zdarzyło mu się powiedzieć kilka słów  „po naszemu" (szkoda, że nie możemy przytoczyć - ale brzmiało to dość zabawnie ), miło było też usłyszeć nazwę naszego kraju po angielsku wypowiadaną tak dobitnie i mrocznie. Wydaje się nam, iż Slipknot zyskał sobie sympatię publiki - jeżeli nie muzyką to na pewno energiczną, zdecydowaną postawą sceniczną.

      Około dwudziestej pierwszej skrócono mękę oczekiwań. Na czterech telebimach ujrzeliśmy postać samotnego rewolwerowca z westernu „The Good, The Bad & The Ugly". W tle "Extasy of gold"- kompozycja Ennio Moricone znana przecież nie tylko z tego filmu. Kolejno z ciemności zaczęły się wyłaniać postaci Czterech Jeźdźców Apokalipsy - tak bowiem zwani bywają członkowie legendarnego zespołu METALLICA

      „I dano im władzę nad (...)" *  tysiącami fanów zgromadzonych na Stadionie Śląskim. Ogromny wrzask publiczności - i zaczęło się! Z głośników począł rozbrzmiewać pojedynczy jęk elektrycznych gitar. Dźwięk narastał, łączył się z innymi tworząc wstęp właściwy tylko jednemu utworowi - „Blackened". Melodyjne gitarowe intro przeszło w ostrą kompozycję perkusji i riffów. Dynamiczny kawałek zapowiadał, iż ten koncert będzie pamiętny! Po nim wokalista James Hetfield przywitał publikę dodając:

„Poland, Metallica is with you! Are you with Metallica? Give me an M, come on now, I said 'Give me an M'! Give me an E! Give me a T! Give me an A! Give me an L! Gimme fuel, gimme fire, gimme that which I desire!" 2

      Niniejszym rozpalona już publiczność została poczęstowana paliwem - „Fuel" , pierwszym utworem z płyty „RELOAD". Ze sceny buchały płomienie, co w połączeniu z muzyką tworzyło niesamowity klimat. Później zagrano starszy kawałek - „The Four Horsemen" (już wiecie, skąd to porównanie do Apokaliptycznych Jeźdźców?)

 z debiutanckiego krążka „Kil`em All". Mocny początek koncertu uspokoiła ballada  „Fade To Black". Po niej James zapowiedział utwór „Frantic" (barrrdzo twarrrdo wypowiadając errrr) znajdujący się na najnowszej płycie „St. Anger". Wraz z perkusistą Lars`em Urlich`em zachęcili publiczność do skandowania słowa „Hey" w odpowiednich momentach piosenki. Nie mogło oczywiście zabraknąć solówek gitarowych Kirk`a Hammett`a! Jedna z nich poprzedzała „King Nothing", po którym popłynął „No Leaf Clover" - utwór z albumu „S$M" (wykonywany wraz z Orkiestrą Synfoniczną San Francisco pod batutą nieżyjącego już Maestro Michaela Camena). Kolejną porcję „Świętego Gniewu" z najnowszego krążka otrzymaliśmy dzięki tytułowemu „St. Anger" (pewnie wielu z Was widziało klip nakręcony w więzieniu San Quentin). 

       Po chwili James zaintonował wspólny śpiew  mrocznego „Sad But True" z legendarnego czarnego  albumu, niemalże cały stadion powtarzał znane na  pamięć słowa refrenu. Hetfield dziękując za pomoc  fanów zażartował, że najwyraźniej codziennie ćwiczą  śpiewanie urządzając 'karaoke Metallica'.  Postanowił ponownie wykorzystać głosy publiki: 

„So I need your help once again. I'd like you to count  in the next song. I'm not sure if you  could  count to  four in English? (Yeah) Yeah? That's it. So I  want   you to follow me. It's very fast. So follow me:  one-two  -three-four (one-two-three-four) [4x] Yeah!  Yeah,   Creeping Death!"  3

      Te dwa ostatnie słowa to tytuł utworu, który rozpoczął się po tej zapowiedzi. Znów prawie pięćdziesiąt tysięcy gardeł dośpiewywało tekst o najstraszliwszej z plag egipskich. Czadowym kawałkom nie było końca, zaraz po „Creeping Death" usłyszeliśmy bardzo szybki i drapieżny „Battery", który rozpoczyna się melodyjnym intro na gitarach klasycznych. Podczas grania James nie omieszkał dodać słynne
„Are you alive? Tell me how does it feel to be alive?" 4  A jakże, publiczność była bardzo żywa i czuła się wyśmienicie! Po ogromnej dawce energii czerpanej z tytułowej baterii nastał czas, by odrobinę odetchnąć. Usłyszeliśmy historię włóczęgi - „Wherever I May Roam", po której Kirk Hamett uraczył nas kolejnym solo. 

      Niebawem reflektory zgasły, cztery punktowe światła rozjaśniały sylwetki muzyków, którzy rozpoczęli najsłynniejszą chyba balladę „Nothing Else Matters". Przyznamy szczerze, iż dla nas ta chwila była 

niesamowita, cały stadion oświetlały wyłącznie migoczące płomienie zapalniczek trzymanych w rozkołysanych dłoniach. Trudno opisać słowami to, co czuliśmy wtedy.

      Z zadumy wyrwał nas oczekiwany przez rzeszę wielbicieli utwór „Master of Puppets". Po nim światła znów zgasły. Jeden z reflektorów zapalił się po chwili by omiatać świetlistym snopem płytę i trybuny stadionu. Wyglądało to tak, jakby z jakiejś wieży wartowniczej próbowano kogoś wyszukać. Z głośników dobiegały odgłosy strzałów, walki, które przerodziły się w dźwięk śmigieł helikoptera. Wszystkiemu towarzyszyły wybuchy fajerwerków i efekty pirotechniczne. Nie mieliśmy wątpliwości - to był „One", jeden z najbardziej znanych utworów Metalliki. Świetne wykonanie, wprost zapierające dech w piersiach efekty specjalne - ten fragment koncertu utkwi nam chyba w głowach na zawsze, szczególnie, że wydarzenia w Iraku czyniły metaforykę „One" bardzo aktualną. 

      Chwilę potem James Hetfield, Lars Urlich, Kirk Hammet i nowy basista Roberto Trujillo zagrali nam kawałek, który pojawia się na każdym koncercie zespołu - „Enter Sandman". Byłby to ostatni utwór tego wieczoru, jednakże publiczność nie dała muzykom szansy zejścia ze sceny. Metallica doceniła owację słowem (James stwierdził, że byliśmy wspaniałą publicznością i że są wdzięczni za ponowny przyjazd do Polski) i... bisem - zagrali szybkie i ostre „Dyers eve". Było świetnie - ale nienasycona publika chciała więcej! A co na to James?

 Thank you, Good night! Thank you, Good night, One more? (yes) Thank you, Good night. (no) One more? (yes), One more it is, do you promise to give us all your energy? (yeah) all right. Who has the album 'Kill'em All'?'(yeahh) Excellent! Then you'll know this song and you will sing it as loud as you can! " 5

 

      Oczywiście, że znamy „Seek and Destroy" - bo nią okazała się wspomniana przez Hetfielda piosenka z albumu „Kill`em All", a że utwór ten ma niezapomniany refren - znów cały Stadion Śląski rozbrzmiewał tysiącami głosów. Nieubłaganie nadciągał finał. Jak można było się spodziewać Metallica bardzo serdecznie żegnała się z polską publicznością. Stało się jednak coś wyjątkowego - James pochwycił z rąk jednego z fanów biało czerwoną flagę z logo zespołu i po chwili wraz z Larsem zaprezentowali ją wszystkim. Bardzo swojsko zabrzmiały podziękowania, szczególnie Roberto Augustin Miguel Santiago Salman Trujillo de la Cruz (mamy nadzieję, że nigdzie nie popełniliśmy błędu - w razie czego dajcie znać) ujął

     

nas swoim „Dziekuje! Barzo!" (musimy zaznaczyć, iż okazał się świetnym muzykiem, ponadto robił duże show na scenie - np. robiąc 'kręciołka' ze swoją gitarą basową). Także Kirk łamaną polszczyzną pożyczył wszystkim „na strovie". Lars coś zawarczał do mikrofonu by później dodać:

„The final question that remains: is it not  too long for Metallica to stay away from  Poland for five f***ing years?! Metallica  needs to come back and will come back!  We love you! Thank you !"  6

 

.. a my już nie mamy nic do dodania! 

 

 

Tina i Patryk 

  

Przypisy:

* - Apokalipsa Św. Jana, rozdział 6, wers 8 ( Ap 6,8); Biblia Tysiąclecia

Tłumaczenia angielskojęzycznych cytatów zawartych w artykule:

1.- Krew! Nadchodzi ból! Wrogu, pokaż mi czym chcesz być
2.- Polsko, Metallica jest z Tobą! Czy Wy jesteście z Metallicą? Powiedzcie M, no, dalej! Powiedziałem, powiedzcie M! Powiedzcie E! Powiedzcie T! Powiedzcie A! Powiedzcie L! Daj mi paliwo, daj mi ogień, daj mi to, czego pożądam! (pierwsze słowa tekstu piosenki „Fuel")
3.- No i znów potrzebuję Waszej pomocy. Chciałbym, byście odliczali w trakcie następnej piosenki. Nie jestem pewien, czy potraficie liczyć do czterech po angielsku (TAK!) Tak? Potraficie? No więc powtarzajcie za mną. To bardzo szybka piosenka. Raz-dwa-trzy-cztery (publiczność powtarza, i tak cztery razy).
4. Czy wy żyjecie? Powiedzcie, jak się czujecie będąc żywymi?
5. Dziękuję, dobranoc! Dziękuję, dobranoc! Jeszcze jedną? (TAK!) Dziękuję, dobranoc! (NIE!) Jeszcze jedną? (TAK!) No to będzie jeszcze jedna. Czy obiecujecie oddać nam całą swoją energię? (TAK!) W porządku, ktoś ma może album „Kill`em All?" (TAK!) Dobrze, więc znacie tą piosenkę i zaśpiewacie ją najgłośniej jak potraficie.
6. Pozostało decydujące pytanie: czy pięć pi****onych lat, przez które Metallica trzymała się z dala od Polski to nie za długo? Metallica potrzebuje tu wrócić i powróci! Kochamy Was! Dziękujemy!

W artykule wykorzystano zdjęcia z serwisów: www.gry-online.pl, www.metallica.vel.pl, oraz ze strony www.metallica.xcom.pl, która jako źródło podaje Gazetę Wyborczą. 

 

  góra strony 

| Ustaw stronę jako startową
Copyright: @Pismo 2002-2004 Webmastering&Design: