Jesień pod znakiem Sci-Fi
Tworząc dział
Iluzjon planowaliśmy
umieszczać w nim zarówno teksty dotyczące
historii kina i muzyki filmowej, jak i recenzje
nowości kinowych. Właśnie tych drugich zabrakło
w poprzednim numerze - jednak uzupełniliśmy
braki. Chciałem przedstawić Wam recenzje trzech
filmów z gatunki Science-Fiction, jednak jeden z
nich przez samo zaklasyfikowanie do typu Sci-Fi
straciłby istotny element zaskoczenia. Niech
zatem niespodzianka pozostanie nią do końca.
Zrecenzowane poniżej filmy nie należą do kina
ambitnego, ale chyba w ponure jesienne wieczory
warto pozwolić sobie na oglądnięcie czegoś
ot - dla rozrywki. Ocena w skali pięciostopniowej
jest moim zdaniem wymierna tylko w granicy gatunku
Sci-Fi.
Nadal szukamy osób, które
chciałyby współtworzyć naszą rubrykę filmową,
mamy nadzieję, iż będzie się ona rozrastać.
Wszystkich chętnych do współpracy w tym dziale
prosimy o kontakt na adres e-mailowy redakcji.
|
Obcy kontra Predator
Alien Vs. Predator (USA,Czechy,Niemcy,
2004)
czas trwania: 100 min.
Reżyseria: Paul W.S. Anderson
Scenariusz: Paul W.S. Anderson, Shane
Salerno
Obsada: Sanaa Lathan - Alexa 'Lex' Woods
Raoul Bova - Sebastian de Rosa
Ewen Bremner - Graham Miller
Colin Salmon - Max Stafford
Lance Henriksen - Charles Bishop Weyland |

|
|
Szczerze przyznam, że
niecierpliwie oczekiwałem tej produkcji. Może właśnie
dlatego nieco się na niej zawiodłem, moje
rozczarowanie jest jednak mniejsze niż to, które
emanuje z większości recenzji. Zacznę |
|
może od
kilku informacji, którymi krytycy nie podzielili
się z czytelnikami. Otóż pomysł
przeciwstawienia sobie dwóch drapieżnych ras
pozaziemskich - jak w tytule - nie jest nowy. W
1989 r. nakładem DarkHorse ukazał się pierwszy
komiks „Aliens vs. Predator".Dziesięć
lat później miłośnicy gier komputerowych mają
szansę wcielić się w postać Obcego lub
Predatora ( czy też żołnierza korpusu Marines)
i poczuć dreszczyk bezwzględnej walki ( ogromny
realizm jak na tamte czasy... oraz ten klimat -
naprawdę strach się bać!). Komiks jest
kontynuowany nadal a gra doczekała się sequela.
O tym, iż „Alien vs. Predator"
nawiązuje do kilku filmów wytwórni 20th Century
Fox wspominać chyba nie muszę. Dodam tylko iż
"Obcy - Ósmy pasażer Nostromo" będący
pierwszym z czterech filmów serii |
 |
|
wszedł na ekrany kin w
1979 r., zaś pierwszy raz postać
Predatora widzowie mogli zobaczyć w
filmie z 1987 r. Po trzech latach nakręcono „Predatora
2". |
 |
Akcja filmu
„Obcy
kontra Predator" rozgrywa się długo
przed masakrą na statku kosmicznym „Nostromo".
Grupa ludzi kierowana przez Charles`a Bishop`a
Weyland`a (właściciel korporacji Weyland
Industries, twórca androida Bishop - zdecydowane
nawiązanie do serii „Obcy") eksploruje
wnętrze tajemniczej piramidy spoczywającej głęboko
pod lodami Antarktydy. Swoim wtargnięciem budzą
do życia bestie ukryte wewnątrz budowli. Niedługo
okazuje się jednak, że oprócz krwiożerczych
monstrów mogą się obawiać jeszcze kogoś...
Rozpoczyna się walka, w której ludzie nie mają
żadnych szans...
|
„Alien
vs. Predator" kończy
się niespodziewanie szybko. Czas rozwinięcia wątku
jest nieproporcjonalnie długi w porównaniu z
kulminacją i finałem. Brak charyzmatycznych
postaci na miarę porucznik Ripley (znakomita
kreacja aktorska Sigourney Weaver w serii „Aliens"
). Pomysł umiejscowienia akcji w piramidzie na
biegunie polarnym niezbyt trafny, aż prosi się o
jakieś dokładniejsze wyjaśnienie ( motyw jakby
znajomy z filmu „Gwiezdne wrota" przez
co niezbyt świeży, a dodatkowo niedopracowany
pod względem fabularnym). Akcja czasem toczy się
za szybko (w tempie błyskawicznym topnieje
liczba odkrywców wewnątrz piramidy). Zdecydowanie na plus efekty
specjalne jak i genialne wykreowanie postaci Predatorów i
Obcych - jest na co popatrzeć! Wizualna strona
filmu jest jego najmocniejszą, z fabularną i dźwiękową
gorzej. Na ten film do kin mogę z czystym sumieniem
zaprosić tylko miłośników gatunku.
|
|
Kroniki Riddicka
The Chronicles of Riddick (USA, 2004)
czas trwania: 100 min.
Reżyseria: David Twohy
Scenariusz: David Twohy, Jim Wheat, Ken
Wheat
Obsada: Vin Diesel - Richard B. Riddick
Judi Dench - Aeron
Thandie Newton - Dame Vaako
Karl Urban - Vaako
Alexa Davalos - Kyra
|
 |
|
Film ten jest kontynuacją
historii znanej z „Pitch
Black". Tytułowy bohater to poszukiwany
przez łowców nagród przestępca. Nieoczekiwany
splot zdarzeń sprawia, iż Riddick okazuje się
być jedynym człowiekiem zdolnym powstrzymać
inwazję Necromongerów - tajemniczej armii
podbijającej wszechświat. |
 |
Rewelacyjne efekty specjalne,
genialnie stworzona sceneria ( wnętrza statków
Necromongerów, będące połączeniem gotyku z
zaawansowanymi technologiami robią niesamowite
wrażenie, podobnie jak krajobraz planety więzennej
przypominający wizje znane z obrazów Zdzisława
Beksińskiego ). Ciekawie pokazane sceny walki i
kilka wymyślnych „sposobów zabijania"
przeplatane z humorem sytuacyjnym. Niestety, niektóre
scenki jakby skądś znane. Dobre tempo
akcji, jednakże czasem bohater jest w
jednym miejscu by nieoczekiwanie znaleźć
się w innym, a o sposobie tego
przemieszczenia reżyser nie informuje.
Świetnie zaprojektowane kostiumy (
zbroje Necromongerów).
|
|
Po oglądnięciu film wydaje
się nieco za krótki - nie mogę się oprzeć
wrażeniu, iż scenarzysta zostawił sobie
pole do realizacji kolejnej części filmu.
Czasem coś chciałoby się zobaczyć dokładniej,
czasem w wolniejszym tempie - ale generalnie
bez większych zarzutów. Produkcja łatwa w
odbiorze, z wyraźnymi elementami kina
sensacyjnego. |
 |
Patryk
Barry &
Costner
Z okazji 15-sto lecia premiery filmu "Tańczący
z Wilkami", 70-tych urodzin kompozytora Johna
Barry`ego, 50-tych urodzin aktora Kevina Costner`a
oraz ukazania się nowego rozszerzonego wydania
muzyki z filmu "Tańczący z Wilkami",
przygotowałem mały artykuł przedstawiający
prace Costner`a i Barry`ego bardziej "od
kuchni".
Pod koniec lat 80 XX wieku pozycja westernu,
jako jednego z filmowych gatunków w kinie, była
mocno zachwiana. Kolejne produkcje nie dorównywały
w żaden sposób tym z złotej ery lat 50 i 60.
Tak było aż do 1990 roku...
 |
Wtedy to aktor - Kevin Costner,
debiutując jako reżyser i producent, triumfalnie
przywrócił westernowi należne mu miejsce w
kinie. Swoją historią o unijnym żołnierzu
Johnie Dunbarze oraz o jego przyjaźni z Indianami
i ich wspólnej walce z historią, zachwycił świat.
Ta epicka opowieść wzruszyła i poruszyła
miliony miłośników kina na całym świecie, którzy
lawinowo zapełniali kina na projekcjach tego
filmu. Tańczący z Wilkami zarobił na całym świecie
ponad 425 milionów dolarów, co uplasowało go na
czwartym miejscu światowego box-office`u (za
"Kevin Sam w Domu", "Duch"
oraz "Pretty Woman") w roku 1990. Wobec
filmu nie pozostali też obojętni krytycy filmowi
i filmoznawcy, przyznając "Tańczącemu z
Wilkami" nominacje do Oskara aż w 12
kategoriach. Ostatecznie film zdobył siedem
statuetek : za najlepszy film roku, za reżyserię,
za scenariusz adaptowany, za montaż, za zdjęcia,
za dźwięk oraz za muzykę. Film otrzymał również
Srebrnego Niedźwiedzia na festiwalu w Berlinie.
Jednak to nie wszystko. Posypały się też
nominacje i wyróżnienia do Złotych Globów -
trzy statuetki (za najlepszy film, reżyserię i
scenariusz) na 6 nominacji. Oprócz tego były
nominacje do BAFTA , oraz nagrody i wyróżnienia
na wielu festiwalach, czy honorowe laury wielu
instytucji filmowych, historycznych czy
aktorskich. |
Waga tego filmu nie wynika bynajmniej tylko z
dziesiątek nagród, które otrzymał. Film ten
przyniósł bowiem romantyczne spojrzenie na zgoła
przerażający okres amerykańskiej historii, w którym
dokonał się akt zagłady życia Wielkich Równin.
Jak na dzieło debiutanta, cechuje ten film
niezwykła mądrość i dojrzałość, nostalgia i
gorzki rozrachunek z przeszłością. Film
Costnera ma wszystkie cechy ekscytującego
widowiska, w którym każdy kadr przypomina dzieło
sztuki. Ma ten film jeszcze jedno przesłanie ważne
dla współczesnych: że warunkiem poznania samego
siebie jest odrzucenie fałszywie pojmowanej
cywilizacji. Film mówi o tym od pierwszej sceny aż
po nieskończenie smutny finał.... Costner sam
wielokrotnie mówił w wywiadach.
Tańczący z Wilkami stał się też źródłem
wielu sensacji. Najpierw dlatego, że po
wieloletniej zapaści, jaką przeżywał western
jako gatunek - film Costnera wskrzesił opowieść
o Dzikim Zachodzie w jej pierwotnej wspaniałości,
wzbogaconej możliwościami technicznymi
nowoczesnego kina. Western, jak za najlepszych
lat, stał się znów nie tylko najpopularniejszym
gatunkiem filmowym, lecz także cudowną krainą
naszych marzeń. Tańczący z Wilkami, to wielkie
zwycięstwo jego twórcy, Kevina Costnera,
popularnego dotąd aktora, który uparł się, by
zadebiutować w tym filmie jako reżyser,
odpowiedzialny za niego od pierwszej do ostatniej
sceny. A przecież wtedy mógł się domyślać,
że szans na powodzenie ma małe. Z Costnerem nie
chciała rozmawiać żadna z wytwórni. Nie tyle
dlatego, że bały się ryzyka finansowego, że
film miał trwać ponad trzy godziny, że znaczna
część dialogów miała się toczyć w indiańskim
narzeczu lakota. Głównie chodziło o to, że
Costner podjął temat, który mimo upływu czasu
uwiera amerykańskie sumienie, choć on zarzekał
się, że nie chce zrobić filmu politycznego o
winie Jankesów wobec ich czerwonoskórych braci.
"Ten film opowiada o tym - wyjaśniał w
jednym z wywiadów - jak kształtował się mój
kraj. Rozgrywa się na Dalekim Zachodzie i mówi o
spotkaniu i starciu się dwóch kultur, o
ludziach, którzy pragną się porozumieć. Nie
pokazuję, jak zdobyliśmy Dziki Zachód, ale jak
go utraciliśmy."
Film zamknął się w budżecie 17 milionów
dolarów, co na tamte czasy było i tak jeszcze dość
skromną sumą. Kręcono go od czerwca do
listopada 1989 roku w plenerach Południowej
Dakoty, wokół ostatnich, nieskażonych jeszcze
przez współczesną cywilizacje i przemysł równin
i terenów. Ważnym elementem filmu są
bohaterowie. Costner postanowił zatrudnić mało
znanych aktorów oraz rodowitych Indian, którzy w
filmie mówią indiańskim narzeczem lakota, do którego
potem stworzono angielskie napisy na potrzebę
widzów.
Costner wraz z swym długoletnim przyjacielem -
Jimem Wilsonem, zaczęli szukać kompozytora, który
mógłby napisać muzykę do filmu. Costner mówił
wtedy : "Jestem symfonicznym gościem. Lubię
czuć dużą orkiestrę". Tym samym dawał do
zrozumienia że muzyka musi być potężna i współgrać
z ogromem filmu. Ich wybór padł na Johna
Barry`ego, Brytyjskiego kompozytora....
Kompozytora doświadczonego, szanowanego i
uznanego wśród krytyków. Costner mówił :
"Cały czas jestem pod wrażeniem muzyki
Johna do Pożegnania Z Afryką. Chciałem mieć coś
takiego w moim filmie. Nie chciałem czegoś i
kogoś innego. Barry był dla nie oczywistym
wyborem. Zastanawialiśmy się tylko z Jimem, czy
John podoła zadaniu, bo przecież dopiero co
wyszedł z tej dwuletniej ciężkiej choroby.
Jednak postanowiliśmy zaryzykować".
Costner i Wilson wysłali Barry`emu skrypt
scenariusza po zakończeniu zdjęć do filmu w
grudniu 1989 roku - "który przeczytałem z
uwagą i który bardzo mnie zainteresował",
jak Barry później mówił. Pod koniec stycznia
1990 roku kompozytor przyleciał na jeden dzień
do Los Angeles zobaczyć kilka demonstracyjnie
zmontowanych już scen filmu. "Byłem z
Costnerem bardzo zgodny że już pierwsze
fragmenty filmu dadzą mi duże możliwości do
komponowania. Już pod wieczór w samolocie w
drodze powrotnej do Nowego Jorku zastanawiałem się
nad tematami". 24 stycznia 1990 roku Barry
rozpoczął w swym domu na Long Island pracę nad
tematami dla wielu bohaterów, scen i sytuacji w
filmie.
|
W momencie rozpoczęcia pracy
kompozytorskiej do Tańczącego z Wilkami Barry
miał już na swym koncie ponad 65 filmów do których
stworzył muzykę, 4 oskary i duże pieniądze.
Jednak z westernem w swej karierze miał wtedy do
czynienia tylko dwa razy - przy Monte Walsch
Williama Frakera z 1970 roku oraz przy Białym
Bizonie Lee Thompsona z 1977 roku. Jak Barry
wspominał : "Filmu Costnera nie nazwałbym
westernem. Nie ma w tym obrazie nic co do westernów
typowo się zalicza i co zawsze lubiłem - no może
poza okresem historii. Film Costnera to stricte
historia życia unijnego żołnierza... Historia
której jeszcze nikt w kinie wcześniej nie
zaprezentował." |
 |
Barry przedstawił Costnerowi koncepcję
muzyczną, przez telefon. "Dzwoniłem do
Johna często. On pracował w Nowym Jorku, a my
stale składaliśmy film w Los Angeles po zakończeniu
zdjęć" - wspominał Costner. Barry nagrał
kilka tematów na pianinie, flecie, perkusji i
skromnym chórze i wysłał taśmę demo
Costnerowi "by dać obraz Kevinowi jak ja
widzę tą muzykę w tym filmie i jak ona mogła
by wyglądać" - wspominał... Taśma demo
zawierała niecałe 20 minut muzyki - "Miała
ona romantyczną nutę jak chciał Kevin, temat
dla Indian, temat podróży Dunbara oraz moją
muzyczną refleksje która według mnie była by
dobra do ilustracji scen w których bohater
wpisuje do pamiętnika kolejne przeżycia".
Costner wraz z koproducentem Wilsonem taśmę
przyjął i Barry mógł rozpocząć już bez
przeszkód oficjalną pracę nad kompletnym już
scorem do filmu. To co chciał skomponować mógł
już teraz zacząć rozwijać w dłuższe,
bardziej kompletne motywy do których mógł
dochodzić wieloma drogami. Costner w wywiadzie
wspominał o wrażeniach jakie wywarła na niego
taśma demo - "Od razu spodobał mi się
motyw podróży mego bohatera. Była to chyba
najmocniejsza partia tej taśmy. Już przed oczami
widziałem muzykę na tle kanionów i prerii przez
które przejeżdżał Dunbar - to było to o czym
marzyłem".
Costner postanowił dać Barryemu pełna swobodę
przy komponowaniu - "Nie chciałem narzucać
Johnowi swoich pomysłów. Dałem mu wolną rękę
by mógł komponować według swojego punktu
widzenia. Muzyka nie była stricte punktem
widzenia Johna. To była raczej muzyka która
obraca się wokół życia mego bohatera -
przygody, końca dramatycznej wojny... To muzyka o
obserwacjach właśnie Dunbara, znalezieniu przyjaźni
z Siuxami, i jego opinii o otaczającym go świecie.
Dunbar przecież sam powiedział w filmie - Nic co
mówiono mi o tych ludziach nie było prawdą... I
to jest chyba właśnie to, dlaczego ta muzyka żyje
własnym życiem."
Ostatecznie kompozytor do filmu skomponował
około stu minut muzyki. "To jest duży score,
długi score i trudny technicznie score... Jednak
jest on prosty w odbiorze. Dunbar to bardzo prosty
człowiek, choć z wielkim sercem. Ta muzyka to piękna
historia o nim i o jego przygodach i przeżyciach.
Najtrudniejsze dla mnie było właśnie wydobyć
muzycznie i uchwycić te sceny, które nie dotyczą
czynów, ale bardziej umysłu. Niby proste
ale..." - jak wspominał Barry. I nie mylił
się...
Przez siedem dni w czerwcu oraz w październiku
1990 roku Barry nagrał score wraz z 95-cio osobową
orkiestrą i 12-sto osobowym damskim chórem.
"Psychiczne przesłanie tego filmu jest duże.
Opowiedzenie tej historii jest niewątpliwie trudną
sztuką. Score mało urozmaicony, rozpisany na
drobną orkiestrę mógłby być od razu stracony
przez ogrom filmu. Oczywiście jest w filmie wiele
momentów intymnych i osobistych do których nie
potrzebna mi była duża orkiestra. Jednak dalej
brzmią one bardzo rozbudowanie" - wspominał
Barry... Krytycy muzyczni, tak jak i publika przyjęli
score z wielkim entuzjazmem. "The New York
Times" okrzyknął muzyczną ilustrację do
filmu Costnera "najbardziej ambitną kompletną
i skomplikowaną ścieżką muzyczną" w
karierze Barryego. Magazyn "Premiere"
napisał - "wirtualna symfonia".
 |
25 marca 1991 roku Barry
otrzymał piątego w swojej karierze Oskara, właśnie
za muzykę z Tańczącego z Wilkami. Wcześniej
wykonał koncertową suitę w londyńskiej Royal
Albert Hall, a tytułowy temat z filmu stał się
obowiązkowym programem muzycznych koncertów na
następne lata. Kompozytor cały score zadedykował
trzem lekarzom, którzy przez dwa lata starali się
przy jego szpitalnym łóżku ratować mu życie.
"To dzięki nim żyję i mogę dalej
komponować" - wspominał kompozytor.
Barry całkowicie zmienił standardy muzyczne
jakie wcześniej występowały w tego typu
filmach. Do Tańczącego z Wilkami stworzył
muzyczny western z nowym brzmieniem - dobitnie
romantycznym, czasami melancholijnym i bardzo
dramatycznym. "To było kompletnie odmienne
doświadczenie dla mnie. To wspaniałe być
Anglikiem i móc usiąść i skomponować muzykę
do filmu o Amerykanach i ich amerykańskiej
historii" - wspominał Barry. A Costner dodał
: "John jest prawdziwym artystą - w każdym
tego słowa znaczeniu". |
|
Soundtrack poza Oskarem
otrzymał status multiplatynowej płyty, nagrodę
Grammy, oraz nominację do Złotego Globu i
BAFTA.
Stał się sukcesem nie tylko artystycznym ale tez
komercyjnym. Ścieżka dźwiękowa przez ponad rok
była w pierwszej piątce rankingu magazynu "Billboard"
najlepiej sprzedających się płyt muzycznych.
Przez 7 lat był najlepiej sprzedającym się
soundtrackiem w latach 90. W 1997 roku sukces
muzyki z Tańczącego z Wilkami przebił Titanic
Jamesa Hornera. Jednak czy aby na pewno sukces
artystyczny też? To pytanie pozostawiam
czytelnikom... |

|
Adam Krysiński
W artykule wykorzystałem cytaty i wiadomości
z ogólnie dostępnych wywiadów, notek prasowych
i dokumentów (w tym z czasopisma "Konie i
Rumaki" oraz encyklopedii "Kronika
Filmu").
|