Galeria Konspektu 

 




Artykuły z poprzednich numerów:

Nie wszystko na sprzedaż...

Radość iluzji malarskiej

Malarstwo poza czasem

 
Rozmiar: 3498 bajtówR. Oramus
Romuald Oramus

Źródła sztuki

 

Zjawiska artystyczne nie są wyłącznie prostymi reakcjami przyczynowo-skutkowymi. Nie wszystko zdaje się tłumaczyć racjami obiektywnymi i historycznymi, a generalnie wyznaczniki kulturowe epoki nie są jedynymi czynnikami stymulującymi fakty sztuki. Niezależnie od panującego stylu, kierunków artystycznych, klimatu epoki - o dziele ostatecznie decyduje artysta. Skala jego talentu jest istotnym podłożem powstających prac, na których wyciskają piętno jego życiowe doświadczenia: zachwyty i smutki, radości i dramaty, sprawy wzniosłe i banalne

Dodatkową inspirującą siłą jest dorobek dalszej i bliższej przeszłości, z całym bogactwem dzieł dotychczas powstałych. Patrząc na historie i zasadnicze źródła nowych dzieł sztuki zauważamy, że często mają one swe pierwowzory i wyraźne odniesienia do - jakże podobnych - wcześniejszych, świadcząc o "ciągach ikonograficznych" wiernie w czasie kontynuowanych. W takich przypadkach mówimy, że dzieło sztuki rodzi kolejne dzieło. Te naturalne objawy pokory dawnych mistrzów w stosunku do przeszłości, z obecnego punktu widzenia mogłyby być brane za plagiat, bądź co najmniej wtórność, zwłaszcza w kontekście dyktatu nowości, panującego w sztuce światowej ostatniego stulecia.

Istnieją jednak takie sytuacje, gdy władza, polityka, religia, moda wyraźnie wyznaczają treści oraz charakter uprawianych sztuk. Rodzi się wtedy pytanie o granice wolności czy uzależnienia artysty.

Władza zawsze potrzebowała artystów-apologetów, błaznów oraz sztukmistrzów. Umilali jej panowanie, podkreślali status społeczny swych fundatorów, a czasem mieli stwarzać pozory światłości jej umysłu, dowodząc otwartości na to co nowe lub modne. Artyści spełniali zatem rolę propagandową, mitotwórczą, mającą podkreślać wielkość władzy dla obecnych i przyszłych pokoleń.

Potężni władcy byli inicjatorami dzieł zarówno wielkich, jak i przeciętnych. Obok tak gigantycznych przedsięwzięć jak freski kaplicy Sykstyńskiej Michała Anioła malowanych pod silną presją papieża Juliusza II, obok intymnych dworskich portretów pędzla Velazqueza, czy reprezentacyjnych obrazów autorstwa Goi - też malarza kontraktowego - powstawały niezliczone przykłady malarstwa oficjalnego, będącego bardziej dokumentami historii kultury, niż śladami frapujących do dziś - "żywych" dzieł sztuki.

Kiedy system cechowy przekształcał się ostatecznie w pierwsze Akademie artystów-mistrzów, nadal obowiązywały skanonizowane hierarchie wartości, choć różniły się one w zależności od regionu pod względem podejścia do koloru, rysunku, bryły, tematów. Włoskie artystyczne akademie końca XVI w. dały początek nowej formie edukacji w zakresie sztuk pięknych. Późniejsze, bardzo sformalizowane i zhierarchizowane, a potem skostniałe Akademie Paryża (1648), Wiednia (1692), Monachium (1760) czy Londynu (1768) tworzyły kulturowy establishment. Członkostwo lub profesury w tych szacownych szkołach były społecznie cenione. Tam tworzono i konserwowano na lata wartości dobrych i złych kryteriów dzieła sztuki. W ten sposób kształtowano gusty publiczności, rozdawano artystom apanaże, przyjmując ich prace na doroczne Salony. W rezultacie drogą pochwał i wyróżnień lansowano głównie to co wzniosłe, uporządkowane w "rankingu" tematów i przybierające na ogół formę postrenesansową - klasycyzującą o zabarwieniu historycznym, bądź sentymentalnym.

Innym czynnikiem wpływającym na określanie się zjawisk artystycznych - w ostatnim stuleciu szczególnie widocznym - jest tzw. rynek sztuki oraz kształtująca je krytyka artystyczna. Myśl teoretyczna zawsze pozostawiała ślad na obliczu sztuki. Przez wieki miała charakter zobiektywizowany w formie traktatów, określonych znaczeń ikonograficznych oraz klarownych przepisów i zasad technologicznych, ściśle związanych z kreowaną formą artystyczną. Pomimo jednak takich rygorów artyści wznosili się na wyżyny twórcze świadczące nie tylko o ich mistrzostwie, ale także dowodzące ich nieskrępowanej wyobraźni - pomimo stosowanej konwencji.

Tempo przemian społeczno-politycznych oraz cywilizacyjnych od XIX w. do chwili obecnej wprowadziły nową jakość rytmu czasu i życia. Aktywnymi architektami oblicza sztuki stali się nie tylko kolekcjonerzy, jak dawniej wielcy mecenasi i fundatorzy, ale marszandzi i krytycy. Oni podsycali emocje Salonów, oni gloryfikują lub obecnie lansują do rangi wydarzeń papkę pop-kultury, bardziej atrakcyjną medialnie, niż merytorycznie, czy stylistycznie klarowną. Ich dawne szydercze epitety: "impresjoniści", "kubiści", "fowiści" - tworzyły w rezultacie nazewnictwo w historii sztuki, ale i podsycały odważne artystyczne poszukiwania, tworząc wokół nich społeczne zainteresowanie na drodze sensacji i skandali prasowych. Rodzący się rynek sztuki wraz z galeriami tworzył i tworzy zatem mody artystyczne, których dyktatura w zawrotnym tempie zmieniała i zmienia morfologię sztuki, lansując przy okazji artystów do roli pięciominutowych idoli, bądź czyniąc z nich niewolników w wylęgarni krytyków.

Artysta wciągnięty w mechanizm osiągnięcia sukcesu zapomina nieraz o dziele pozostawiającym ślad jego indywidualnej egzystencji. Jego aktywność - na miarę swych czasów - jakże często chaotycznych i przypadkowych, przybiera niekiedy rolę aktualnej oraz ulotnej manifestacji artystycznej, mającej zaistnieć przede wszystkim "tu i teraz", osiągając formę tymczasową, utrwaloną co najwyżej w postaci zastępczego przekazu medialnego. Sam twórca natomiast bywa bardziej kuglarzem, aktorem na galeryjnej scenie, niż kreatorem pozostawiającym trwałe dzieło sztuki.

Romuald Oramus  

 
Rozmiar: 5333 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 5333 bajtów
 
 
 
Rozmiar: 5333 bajtów
 
 

Początek strony

Kraków, lipiec 2001
Statystyka