|
Esej |
|
|
Krzysztof LigęzaMoralista pesymistyczny o twórczości Stanisława LemaCzy literatura może być formą przekazu pewnych idei, odautorskich sądów, pouczeń czy wręcz wskazówek dla czytelnika? Tak zadane, kontrowersyjne pytanie, nasuwa szereg kolejnych: o istotę, swoistość dzieła literackiego, granice jego autonomii. Wydaje się jednak, iż każda refleksja zawierająca diagnozy i uogólnienia na temat natury ludzkiej czy kultury, nosi w sobie piętno moralistyki Utwory podejmujące powyższą problematykę, wpisują się — w mniejszym czy większym stopniu — w nurt szeroko rozumianej literatury dydaktycznej. W odróżnieniu od dzieł, których celem prymarnym jest pouczanie, utwory moralistyczne cechuje dążność do tworzenia sytuacji modelowych o znamionach uniwersalnych (teoretyczna refleksja w postaci diagnozy). Tradycja takiej literatury jest bogata i żywa, a kontynuują ją współcześnie dzieła Herberta, Szymborskiej, Mrożka czy... Lema. Wszelako, mimo różnorakich konwencji, celem sztuki od zarania dziejów ludzkości — jak to określił Pierre Francastel „nie jest stworzenie wygodnej w użyciu odbitki świata, lecz zbadanie go i równocześnie objaśnienie w nowy sposób”[1]. Kierując się tą myślą, można wnioskować, iż pisarz stwarza pewną subiektywną wizję, która nie musi opierać się na zasadzie mimetyzmu kreacyjnego, a przy tym jest w stanie zrodzić w odbiorcy przemyślenia na temat otaczającej rzeczywistości, realnych zagadnień i problemów. Tezę tę potwierdza twórczość Stanisława Lema. Dużą część literackiego dorobku autora Bajek robotów stanowią tzw. „powieści o kontakcie”, w których ludzkość dąży do spotkania z cywilizacją pozaziemską. Ziemscy astronauci poznają Innych albo pośrednio (dzięki kulturze materialnej), snując rozmaite — mniej lub bardziej trafne — hipotezy na ich temat (Astronauci, Obłok Magellana, Głos Pana, Fiasko), albo bezpośrednio — obcując z nimi (Człowiek z Marsa, Eden, Solaris, Niezwyciężony). W motywie spotkania obywateli „zaziemskich światów” można upatrywać świadomego zabiegu artystycznego pisarza, służącego wyrażaniu pewnych idei czy uwydatnieniu głównych tez powieści. Z całą pewnością cechuje go wysoki stopień nieokreśloności, co stwarza przed czytelnikiem możliwość wielorakich interpretacji. Czym zatem były literackie spotkania z Obcymi? Znamienne są rozwiązania fabularne pisarza: kontakt (w pełnym sensie tego słowa) z odmiennym bytem inteligentnym nigdy nie zostawał nawiązany. Ziemscy bohaterowie nie potrafili zrozumieć istot odmiennych, różnych, wyjść poza swe myślowe, fizyczne i kulturowe ograniczenia. Nie dość, że nie potrafili pojąć Innych, nad wyraz często i pochopnie sięgali do potężnego arsenału środków militarnych, podążając drogą destrukcji. Na pytanie, czy jesteśmy zdolni przekroczyć bariery antropocentryzmu (barierę myślenia, języka, kultury), a co za tym idzie, granice ludzkiego poznania, autor Solaris dawał kategoryczną, przeczącą odpowiedź. Nieudany kontakt stanowił więc literacką ekspozycję kosmicznej niedojrzałości naszego gatunku, był rodzajem testu, którego nie udało się zaliczyć pomyślnie. W drugiej połowie lat pięćdziesiątych Lem wydał groteskowe Dzienniki gwiazdowe, z których część ukazała się uprzednio w tomie Sezam i inne opowiadania. Linię tę kontynuowały groteski „fantastycznonaukowo-baśniowe” — Bajki robotów i Cyberiada oraz — związane z Dziennikami gwiazdowymi postacią głównego bohatera (Ijona Tichego) — powieści Wizja lokalna i Pokój na Ziemi. Znamienna jest daleko posunięta pretekstowość tych krótkich form prozatorskich: można je traktować jako alegorie, w których śmiech i kpina idą w parze z przenikliwym obnażaniem i wyjaskrawianiem paradoksów egzystencji. Świat przedstawiony tych utworów jest pełen rozmaitych robotów, androidów i urządzeń technicznych, odznaczających się ludzkimi cechami. Pisarz świadomie nawiązał do uznanych form gatunkowych, których istotą jest pouczanie: powiastki filozoficznej, przypowieści, baśni, bajki, eposu. Ważnym ich elementem jest morał — odautorska nauka. Jednakże tezy i wnioski płynące z groteskowych fabuł mają charakter względny: jedno pytanie rodzi kolejne, a to z kolei następne, na które także nie ma odpowiedzi. I choć zostanie ona czasem udzielona, to nie ma wartości rozstrzygającej, chyba że chodzi o krytykę homo sapiens, bo ta przebija przez każdą opowiastkę. Powstaje zatem swego rodzaju błędne koło, „myślenie karuzelowe” — jak powiedziałby Lem. Światy pełne robotów, przesycone techniką zobrazowaną w karykaturalny sposób, można interpretować jako ostrze wymierzone w dogmatyzm scjentyczny, w jaki uwikłał się współczesny homo sapiens. Miejsce metafizyki zajęła fizyka i nie jest to najlepsze rozwiązanie — zdaje się przemawiać pisarz, sam zdeklarowany jako... racjonalista. Czymże dla racjonalisty jest człowieczeństwo? Odpowiedź zostaje udzielona i rozwinięta kilkanaście lat później w Powrocie z gwiazd i Opowieściach o Pilocie Pirxie: „(...) człowieczeństwo to suma naszych defektów, mankamentów, naszej niedoskonałości, jest tym, czym chcemy być, a nie potrafimy, nie możemy, nie umiemy, to jest po prostu dziura pomiędzy ideałami a realizacją — czy nie tak?” Odpowiedź iście nieracjonalna... To kolejny paradoks naszego istnienia: jesteśmy ułomni, ale przez to właśnie ludzcy. Idealne są tylko zaprogramowane maszyny, ale i te programuje człowiek, przez co może skazić je swoją niedoskonałością. Mimo pewnego fatalizmu, definicja ludzkości w świetle wspomnianych utworów miała wymiar pozytywny. Jednak przekonanie o złu wpisanym w ludzką naturę stale towarzyszyło pisarstwu Lema. W jego ostatniej powieści — Fiasku, Ziemianie, mylnie interpretując zamiary Kwintan, niszczą całą planetę. Pozytywny wymiar ułomności człowieczej został w tej powieści zakwestionowany: nasza nieprzemyślana ekspansja i żądza poznania, a zarazem niedoskonałość, prowadzą do destrukcji. Nie słuchamy i nie chcemy słuchać ostrzeżeń. Skoro niszczymy poprzez działanie — niezależnie od intencji — receptą pozostaje tylko bierność, ale ta jest dla człowieka zabójcza. Czy zatem jesteśmy źli? Trudno dać jednoznaczną odpowiedź, literatura bowiem, w odróżnieniu od nauki, unika jednoznaczności, co stanowi jej słabość, a zarazem siłę. Pisarz, który chce w sposób jasny, klarowny i zrozumiały przekazać odbiorcom myśli lub idee, musi sięgnąć po środki wyrazu inne niż spiętrzona fabuła czy artystyczna dekoracja słowa. Najwybitniejszy polski „fantasta” naukowy miał i taką ambicję. W tym celu nawiązał do formy uznanego gatunku — eseju, którego konwencja służy prezentacji subiektywnych, autorskich rozważań, a przy tym nie kwestionuje naukowości i artyzmu słowa. Utwory te kontynuowały i rozszerzały pola problemowe beletrystycznej gałęzi twórczości, stanowiły refleksje nad człowiekiem, perspektywami rozwoju technologii i wynikającymi stąd zmianami w zakresie norm i wartości kulturowych. Lem–eseista bardziej ujawnia swe autorskie ja: zdaje się pytać o skutki nieprzemyślanego postępu, przestrzegać przed instrumentalizacją nauki i rosnącą dehumanizacją życia społecznego. Uważa, że nie da się przewidzieć następstw pędu cywilizacyjnego. Już dziś nie jesteśmy w stanie pojąć, a tym bardziej omówić, zasad działania większości najnowszych urządzeń technicznych. Toniemy w oceanie bezużytecznych informacji. Coraz częściej od przeżycia i refleksji dominuje nastawienie na pragmatyzm, sucho podaną informację, matematyczny algorytm myślenia i działania. Ogrom spraw poruszonych w esejach autora Solaris jest imponujący, ale łączą je problemy o charakterze globalnym, które mogą znacząco stanowić o przyszłości, odległej od czasów współczesnych, jednakże konstytuującej się tu i teraz. Jak okazuje się po latach — prognozy okazały się w wysokim stopniu trafne. Ta linia dyskursywnej twórczości, rozpoczęta Dialogami, była kontynuowana i rozwijana w innych rozprawach, szkicach o podobnym charakterze: w Summa technologiae, Tajemnicy chińskiego pokoju, Bombie megabitowej, Okamgnieniu, a ostatnio w Dylematach. Nawet Filozofia przypadku oraz Fantastyka i futurologia, dzieła należące z pozoru do rozpraw teoretycznoliterackich, przesiąknięte są rozważaniami o kryzysie wartości w kulturze XX wieku. Można powiedzieć, że twórczość Lema wystawia kulturze i ludzkości swoistą cenzurkę. Programową funkcję takowej cenzurki pełnią recenzje z nigdy nienapisanych książek, a po części wstępy do przyszłościowych dzieł: „antyfabularne” i „antyfikcyjne” stylizacje (Doskonała próżnia, Prowokacja, Biblioteka XXI wieku, Wielkość urojona, Golem XIV). Recenzja czy wstęp to gatunki mające za zadanie informować, komentować, wreszcie oceniać. Wpisawszy się w tę formułę, pisarz omawia najistotniejsze zjawiska kulturowe i cywilizacyjne, by wreszcie ocenić je (oczywiście nie wprost) w oparciu o pewien układ odniesienia. Czy takie aksjomaty istnieją? Ten, który twierdzi, że istnieją, musi — siłą rzeczy — przyjąć stanowisko Mędrca, opowiadającego się za wyraźnie ustalonymi normami, wartościami absolutnymi. Autor paradoksalnie, mimo iż stale uwikłany w pułapkę sprzeczności czy relatywizmu, opowiada się właśnie za światem wartości absolutnych, arbitralnych i niezmiennych. W felietonach słychać nawet jego odautorskie za i przeciw: „to mi się nie podoba”, „tego nie akceptuję”. Z niekłamanym zdziwieniem czytelnik dostrzega obraz Lema–konserwatysty... Jedna myśl — przeświadczenie — zdaje się jednoczyć cały pisarski dorobek Stanisława Lema. Jest nią „filozofia przypadku”. Podług tej idei nasz wszechświat, my jako gatunek, nasza cywilizacja, powstały dzięki nieokreślonemu zbiegowi okoliczności. Ten sam zbieg okoliczności może sprawić, iż ludzkość — na skutek czynników obiektywnych czy subiektywnych — przestanie istnieć. Jak to pogodzić z aksjomatami? Przypadkiem rządzi tu pewien ład, który da się zaobserwować i zmierzyć jedynie poprzez prawa statystyki. Przyszłości nie da się przewidzieć, ale wszystko, co miało początek, ma też swój koniec. Czyżby skrajny pesymizm? Z utworów Lema wyczytamy, że przypadek rządzi materią, lecz nie psychiką. Historię (ludzkości, nie kosmosu) wobec tego można w pewien sposób przewidywać, odwołując się do świadomości moralnej człowieka, która ma stanowić oparcie jego działań. Technika nie może zapewnić nam tego oparcia, bo jej ewolucji nie da się przewidzieć. Moralność różni nas, jako istoty świadome, od innych form Bytu. Jednakże ludzkości potrzebne jest światło, rozgraniczające dobro od zła, wskazujące drogę w świecie paradoksów. Dawniej tę rolę spełniała religia i filozofia; to one normowały ludzkie działania. Wkrótce rezultaty naszych działań mogą kształtować nas. Spróbujmy zatem odpowiedzieć na pytanie zawarte w pierwszej części artykułu. Jak widać, mimo tak szerokiego pola konwencji, z którymi grę podejmuje autor Dylematów, jego twórczość charakteryzuje pewien stały zakres poruszanych zagadnień. Poszczególne grupy utworów, mimo różnego nasycenia elementami poznawczymi, estetycznymi, ideowymi, realizowały w najwyższym stopniu funkcję wychowawczą czy nawet moralizatorską. Lem przejawiał w swym pisarstwie narastający pesymizm, który przerodził się w agnostycyzm, a jeśli chodzi o prognozę przyszłości — katastrofizm. Fantastyczna sceneria jego dzieł stwarzała perspektywę do ukazania współczesnych, ziemskich (nawet politycznych), ale zarazem uniwersalnych problemów. Autor, snując wizje przyszłości — zafascynowany nauką i techniką — pokazywał (i stale pokazuje) zagrożenia, które prowadzić mogą do dehumanizacji jednostki ludzkiej. Lem jako moralista nie daje gotowych receptur, formułek działania, zmusza jedynie do nieustannej refleksji. Twórczość autora Solaris to swoisty dialog pisarza z czytelnikiem, za pomocą którego chce odświeżyć starożytną, nieco zapomnianą sentencję, która, poddana małej parafrazie, zdaje się brzmieć: „myśl, żebyś mógł być”. Krzysztof Ligęza 1 P. Francastel, Sztuka a technika w XIX i XX wieku, Warszawa 1966, s. 36. |
|
|
Copyright © "Konspekt". Kraków, lipiec-sierpień 2004 . Statystyka |