(Oj) czysty język 

Następny artykuł
Poprzedni artykuł
Strona główna

 

Artykuły z poprzednich numerów:

Kiedy i dlaczego internet piszemy małą literą


M. Malinowski



 
Maciej Malinowski

Dlaczego: wziąć?

 
 

Jest łatwy sposób na zapamiętanie historycznogramatycznej odmienności tego czasownika: „Kobieta jest zawsze do wzięcia, a nie do wzięścia!”

Jak zareagować, kiedy z najbardziej nawet zacnych ust słyszymy „wziąść” zamiast „wziąć”? Zbagatelizować? Uznać za przejęzyczenie? A może nie mieć litości i poprawić? Każde rozwiązanie wydaje się nie najlepsze. Pozostaje chwycić za pióro i… napisać do „Konspektu”!

Przez półtora wieku nie było kłopotu z feralnym dziś czasownikiem „wziąć”. W dawnej polszczyźnie występowała forma z historyczną końcówką „-ąć” i tylko jej używali skryptorzy. Dopiero w czasach nowszych (XIX w.) — i to u największych pisarzy — po raz pierwszy natrafiamy na niepoprawne „wziąść”. Zdarzyło się tak napisać i Mickiewiczowi, i Krasińskiemu, i Asnykowi. Biorą ich dziś w obronę językoznawcy, twierdząc, że autorzy ci świadomie stawiali określenia prowincjonalne, gwarowe obok form uznanych za ogólnopolskie. A ja twierdzę, że wprowadzenie do tekstów błędnych wyrazów zawsze jest ryzykowne. Littera docet, littera nocet

Czy mamy się „podpierać” wielkimi pisarzami, kiedy ktoś nam zwraca uwagę na niepoprawne „wziąść”? Nie, absolutnie nie! „Co wolno Mickiewiczu, to nie Tobie, Nitschu!”, mówili studenci polonistyki UJ, gdy wybitny językoznawca użył zaimka „co” zamiast „który”. Wieszcz jest wielkim pisarzem nie dlatego, że zdarzyło mu się popełnić błędy, ale… mimo to! Niech hasło to obowiązuje nadal.

Nie ulega wątpliwości, że większość Polaków mówi „wziąść” przez analogię do takich czasowników, jak „siąść, usiąść, trząść, posiąść” (niektórzy nawet „wziąś”, z głoską „ś” na końcu). Co gorsza, właśnie forma z wygłosowym „-ć” bywa odbierana przez te same osoby jako... niepoprawna! O osobliwościach morfologicznych omawianego czasownika nie wiedzą (sprawdziłem!) studenci filologii polskiej, nie umieją tego klarownie wytłumaczyć nauczyciele w szkołach. Coś tu nie gra…

Tymczasem sprawa jest prosta. Czasownik „wziąć” ma z historycznego punktu widzenia związek z takimi bezokolicznikami, jak „przyjąć, zająć, wyjąć, zdjąć”. Składa się bowiem z przedrostka „wz-” i rdzenia „-jąć”, tego samego, który występuje w przywołanych wyrazach (przy-jąć, za-jąć, wy-jąć, od-jąć). W ciągu wieków, ze względu na trudną do wymówienia zbitkę „wzj-”, „wzjąć” zmieniło się we „wziąć”. Jest łatwiejszy sposób na zapamiętanie historycznogramatycznej odmienności tego czasownika. Wystarczy znać formułkę, że „kobieta jest zawsze do wzięcia, a nie do wzięścia!”.

Proszę zauważyć, że również wyrazy pochodne nie zawierają nigdzie „-s-”. Mówi się „wzięty, wziątek (inaczej „łapówka”), zawzięty, wzięcie, przedsięwzięcie, zawzięcie się”. Do tej samej rodziny, co wziąć, należą bezokoliczniki „przedsięwziąć, uwziąć (się), zawziąć (się), powziąć”. Właściwie jedynym wyrazem urobionym od czasownika „wziąć”, w którym występuje dziś „-ść”, jest „rękojeść”.

Oczywiście, może się zdarzyć w przyszłości, że ze względu na szczególne rozpowszechnienie formy z „-ąść”, językoznawcy skapitulują i zezwolą na oboczność „wziąć — wziąść”, jednak posługiwanie się tą pierwszą niewątpliwie świadczyć będzie o wyższej wiedzy i kulturze językowej mówiącego.

Do góry strony
Copyright © "Konspekt". Kraków, lipiec-sierpień 2004 . Statystyka