Dydaktyka 

Następny artykuł
Poprzedni artykuł
Strona główna

 

Janusz S. Gruchała — polonista, dr hab., pracownik Instytutu Polonistyki UJ, kierownik Katedry Edytorstwa i Nauk Pomocniczych. Pracuje też w Państwowe) Wyższej Szkole Zawodowej w Krośnie, gdzie jest prorektorem ds. studiów. Interesuje się edytorstwem tekstów dawnych (wydawał dzieła Biernata z Lublina, Wacława Potockiego, Mikołaja Sępa-Szarzyńskiego, Adama Pisarzowskiego, staropolską poezję ziemiańską, ostatnio poemat pasyjny Abrahama Rożniatowskiego Pamiątka krwawej ofiary...), a także historią książki (Iucunda familia librorum. Humaniści renesansowi w świecie książki, 2002) i historią filologii humanistycznej) („Aratus” Jana Kochanowskiego — warsztat filologiczny poety, 1989). Redagował cztery tomy Lektur polonistycznych (1992, 1993, 1996, 1999).


Janusz S. Gruchała

Uwagi o akademickim kształceniu edytorów

 

Nie trzeba wielkiej przenikliwości, by dostrzec zmiany w programach kształcenia polskich szkół wyższych. Znamienne hasło ogólne, jakie wybrali poloniści dla przygotowywanego na wrzesień wielkiego zjazdu („polonistyka w przebudowie”), można — jak się wydaje — odnieść również do wielu innych kierunków. Nie wszystkie zmiany zapewne zyskają w przyszłości pozytywne oceny, nie każda przebudowa przynieść musi zbawienne skutki, ale ruch jest widoczny

J. Gruchała

Jakże zmieniła się polonistyka w ciągu ostatniego ćwierćwiecza, które piszący te słowa obejmuje pamięcią nauczyciela akademickiego! Jedną z najważniejszych zmian w obrębie dyscypliny jest postępujące odrzucenie koniecznego kiedyś związku między kształceniem polonistów i nauczycieli. Dziś trudno nam sobie wyobrazić jednolity dla wszystkich szkół wyższych program z obowiązującym kanonem pedagogiczno-metodycznym, a ogłaszane przez Radę Główną Szkolnictwa Wyższego i ministra edukacji standardy, oddzielne dla obu tych dziedzin, jedynie potwierdzają faktycznie zaistniały rozdział. Jest to zresztą rozsądna reakcja na dające się przewidzieć procesy demograficzne: szkoły wszelkich stopni, jeśli nawet staną się atrakcyjnym miejscem pracy dla absolwenta polonistyki, nie będą w przyszłości szansą dla zbyt wielu.

Wśród różnych modeli nienauczycielskiej polonistyki edytorstwo już od dawna stanowiło propozycję istotną[1]. W większości szkół wyższych nie stało się jednak oddzielną specjalnością, lecz było i jest specjalizacją przeznaczoną dla studentów starszych lat filologii polskiej (na ogół od III roku poczynając), obejmującą od kilkudziesięciu do ponad 200 godzin dydaktycznych: wykładów, ćwiczeń i seminariów. O ile mi wiadomo, jedyną uczelnią w Polsce proponującą edytorstwo jako oddzielną specjalność na polonistyce, z osobnym naborem, programem i tokiem studiów, jest Uniwersytet Jagielloński; pierwszą rekrutację na edytorstwo przeprowadzono w 1998 r., a pierwszych kilkunastu magistrów wypromowano w 2003 r. Program studiów opracował kilkuosobowy zespół pod kierunkiem śp. prof. Stanisława Grzeszczuka, kierującego od 1994 r. Katedrą Edytorstwa i Nauk Pomocniczych Instytutu Filologii Polskiej UJ; miałem przyjemność uczestniczyć w pracach tego zespołu, mam też zaszczyt kierować po śmierci Profesora (1999) założoną przezeń Katedrą. Doświadczenia zdobyte w trakcie formułowania programu oraz kilku już lat pracy ze studentami edytorstwa pozwalają przedstawić refleksje pożyteczne — jak ufam — dla rozważań nad „polonistyką w przebudowie”.

Absolwent studiów edytorskich powinien otrzymać pełne kompetencje polonisty, a w zakresie edytorstwa łączyć ściśle zawodowe, „techniczne” umiejętności redaktora z kwalifikacjami tekstologa przygotowanego do naukowej edycji tekstów literackich

Po pierwsze, od początku było dla nas jasne i nadal jestem o tym przeświadczony, że najbardziej naturalnym środowiskiem dla studiów edytorskich jest polonistyka, nawet jeśli jej reformatorzy nie lubią w ostatnim czasie terminu „filologia”. Można sobie wyobrazić kształcenie specjalistów w zakresie wydawania źródeł historycznych, bibliologicznych, filozoficznych czy prawnych na odpowiednich kierunkach studiów (zresztą próby takie podejmuje się tu i ówdzie), ale przecież będzie to zawsze specjalizacja dość wąska. Do pracy w charakterze fachowego redaktora w wydawnictwie kompetencje filologiczne i językowe polonisty stanowią podstawę niekwestionowaną: właściwe podejście do tekstu pisanego, umiejętność adiustacji językowej, a nawet wykonanie zwykłej korekty najłatwiej przychodzą komuś, kto posiadł wiedzę teoretyczną i historyczną o literaturze oraz o języku polskim współczesnym i dawnym, kto zapoznał się z kwestiami kultury języka, kto wreszcie przeczytał w życiu wiele tekstów.

Sylwetka absolwenta studiów edytorskich jest złożona: powinien on otrzymać pełne kompetencje polonisty, a w zakresie edytorstwa łączyć ściśle zawodowe, „techniczne” umiejętności redaktora z kwalifikacjami tekstologa przygotowanego do naukowej edycji tekstów literackich. Dlatego studia te balansować muszą między modelem kształcenia zawodowego, tak dziś ekspansywnego w systemie studiów wyższych w Polsce, a akademicką specjalnością filologiczną o znacznym udziale wiedzy erudycyjnej, nawiązującą do humanistycznego wzoru artes liberales. Zdając sobie sprawę, że większość absolwentów używać będzie w pracy zawodowej umiejętności wymienionych na pierwszym miejscu, nie wolno rezygnować z owego kształcenia tekstologicznego, pozornie odległego od potrzeb rynku, przeznaczonego co najwyżej dla przyszłych pracowników naukowych. To w końcu różni akademickie studia edytorskie od szkoły zawodowej (nawet jeśli jest ona wyższa). Z doświadczeń krakowskich wynika, że tekstologia i seminaria poświęcone naukowemu opracowaniu dzieł literackich stanowią dla studentów niemałą atrakcję, a ponadto nie są tak zupełnie nieprzydatne w pracy redaktora: czynią go partnerem tekstologa, przygotowują do — oby możliwych w przyszłości — prac w zespołach przygotowujących duże wydania krytyczne.

Siłą rzeczy owa dwutorowość kształcenia, o której mowa, doprowadziła do interesującego połączenia w programie studiów edytorskich nowoczesności z tradycją: z jednej strony to właśnie Katedra Edytorstwa jest głównym, niemal wyłącznym użytkownikiem komputerów w kształceniu polonistów w UJ, z drugiej zaś — chęć dania przyszłym filologom koniecznej erudycji kazała umieścić w programie kurs historii książki i literatur antycznych, a także poszerzyć zakres zajęć z historii i kultury języka. Oczywiście, nie sposób uczynić człowieka wszechstronnym erudytą przez sam układ kursów w programie studiów, mieliśmy jednak dotychczas szczęście pracować ze studentami dobrze przygotowanymi w szkole średniej i ponadprzeciętnie zdolnymi (liczba kandydatów znacznie przekraczała liczbę miejsc).

Praca z komputerem jest ważnym elementem studiów edytorskich: w programie znalazło się 210 godz. komputerowego przygotowania publikacji oraz 240 godz. obowiązkowej pracowni komputerowej. Jest oczywiste, że nie dąży się do wykształcenia zawodowego składacza, student jednak ma okazję zaznajomić się z zaawansowanymi funkcjami edytora tekstów, z programami graficznymi i do obróbki zdjęć, z programem desktop publishing (do niedawna PageMaker, obecnie InDesign firmy Adobe), wreszcie z edycją elektroniczną (także z podstawami projektowania stron www). Poznaje również podstawy skanowania i fotografii cyfrowej. Instytut Polonistyki dysponuje do tego celu pracownią z 11 komputerami i odpowiednim oprogramowaniem.

Przygotowanie zawodowe redaktora wydawnictwa zapewniają zajęcia z bibliografii (trwające dwukrotnie dłużej niż standardowy kurs dla „zwykłych” polonistów), poligrafii i edytorstwa współczesnej książki, grafiki książkowej oraz podstaw prawa dla edytorów. Najważniejszy jest niewątpliwie drugi z wymienionych kursów, trwający 4 semestry i zaznajamiający studentów z technikami poligraficznymi, funkcjonowaniem wydawnictwa, marketingiem wydawniczym, wreszcie wyrabiający podstawowe umiejętności zawodowe: adiustację tekstów, korektę, redakcję techniczną książki. Na zakończenie tych zajęć studenci przygotowują makietę książki przez siebie zaprojektowanej od etapu koncepcji, poprzez projekt typograficzny, skład i wydruk, niekiedy włącznie z projektem okładki. Dodać należy, że obowiązkowa jest też praktyka w wydawnictwie i drukarni, odbywana zwykle po III roku studiów.

Najważniejsze w owym kształceniu „zawodowym” przyszłych redaktorów nie jest — wbrew pozorom — dokładne zapoznanie ich z technikami. Warto sobie zdać sprawę, że nikt nie jest w stanie przewidzieć, jak będzie się produkować książki choćby za 10 lat, cóż dopiero mówić o nauczeniu tego studentów. Istotniejsze jest wyrobienie i pogłębienie czegoś, co nazwać się daje etosem wydawcy, czyli gotowości dostrzeżenia w technice narzędzia służącego uprzystępnieniu tekstu odbiorcy.

Na roku III i IV studenci odbywają zajęcia z językowych podstaw edytorstwa i tekstologii. Zasadniczym celem tych kursów jest wyrobienie umiejętności koniecznych przy krytycznym wydawaniu tekstów literackich. Sprawdzian stanowi samodzielne przygotowanie edycji tekstu dawnego w formie transliteracji i transkrypcji, z komentarzem i aparatem krytycznym. Podstawy rzemiosła tekstologicznego wielu studentów wykorzystuje później na seminariach magisterskich, przygotowując jako pracę dyplomową edycje tekstów literackich. Mają przy tym nieczęstą na „zwykłej” polonistyce satysfakcję pracy z rękopisem czy starym drukiem, a także z tekstami spoza kanonu lektur.

Czy doświadczenia studiów edytorskich na UJ warto upowszechniać także w innych ośrodkach? Nie sądzę, by było to możliwe w każdej szkole wyższej: o ile zakup komputerów i oprogramowania nie nastręcza innych problemów, jak finansowe, to znalezienie kadry może okazać się bardzo trudne. Mowa nie tylko o pracownikach naukowych z odpowiednim doświadczeniem (zajęcia edytorskie nie należą do łatwych), ale także o kadrze profesjonalnych redaktorów dysponujących czasem i umiejętnościami dydaktycznymi. Chodzi także o rzecz tak banalną, jak znalezienie wykładowców, którzy nie tylko umieją używać programów komputerowych służących do produkcji książki, ale także mają wiedzę o jej estetyce, wreszcie — umieją stosować reguły wypracowane w epoce składu ręcznego.

Losy absolwentów edytorstwa zależą od rozwoju ruchu wydawniczego w Polsce; wydaje się, że obserwować można proces profesjonalizowania się firm, które w związku z tym jeszcze długo będą potrzebować odpowiednio przygotowanych kadr. Duże i średnie wydawnictwa narzekają wprawdzie na braki w_umiejętnościach absolwentów uniwersyteckiego edytorstwa, ale chętnie ich zatrudniają, uznając najwidoczniej, że są oni jednak lepiej przygotowani niż studenci innych kierunków czy specjalności. Poza tym, absolwenci z czasem zapewne będą chcieli zakładać własne firmy wydawnicze lub współpracujące z wydawnictwami, zwłaszcza na tzw. prowincji, gdzie znajdą — jak ufam — zleceniodawców w instytucjach samorządowych czy stowarzyszeniach różnego rodzaju.

Wypada wyrazić nadzieję, że akademickie kształcenie edytorów przyczynia się choćby w pewnym stopniu do wzrostu poziomu wydawanych w Polsce publikacji, że czytelnik coraz rzadziej będzie miał do czynienia z ewidentnymi „knotami” edytorskimi, jakich nie brakowało w (oby!) mijającym okresie radosnej twórczości amatorów korzystających z tego, że tak łatwo założyć dziś wydawnictwo, a produkcja książki jest tak prosta technicznie…

Janusz S. Gruchała

1 Zob. S. Grzeszczuk, Bibliografia i edytorstwo w programach uniwersyteckich i pozauniwersyteckich, w: Wiedza o literaturze i edukacja. Księga referatów Zjazdu Polonistów, Warszawa 1995, pod red. T. Michałowskiej, Z. Golińskiego i Z. Jarosińskiego, Warszawa 1996, s. 771– –788.

Do góry strony
Copyright © "Konspekt". Kraków, lipiec-sierpień 2004 . Statystyka