Rozmowy Konspektu 

 

Następny artykuł
Poprzedni artykuł
Strona główna


 

Jesteśmy niewolnikami naszej
kultury historycznej i polityki

O metodologicznych problemach historii rozmawiają
profesorowie Jacek Chrobaczyński, Andrzej Chwalba, Czesław Robotycki i Krzysztof Zamorski

Profesor Jacek Chrobaczyński - historyk dziejów najnowszych, zajmuje się okresem II wojny światowej, szczególnie okupacji niemieckiej i konspiracji, biografistyką, historią regionalną oraz psycho- i socjohistorią. Autor kilkunastu książek oraz ponad stu artykułów i rozpraw, m.in.: Praca oświatowa w Krakowie 1939-1945 (1986); Tajne nauczanie na Podkarpaciu 1939-1945 (1987); Postawy - zachowania - nastroje. Społeczeństwo Krakowa wobec wojny i okupacji 1939-1945 (1993); Słownik biograficzny nauczycieli w Małopolsce w latach II wojny światowej (1939-1945). Ofiary wojny, żołnierze i działacze konspiracyjni, nauczyciele w jawnym i tajnym szkolnictwie (1995); Tajna szkoła w okupowanym Krakowie 1939-1945 (2000); Ostatni z szesnastu. Biografia polityczna Adama Bienia 1899-1998 (2000); Wielka Historia Polski, t. X: 1939-1945 (2000). Współautor Encyklopedii Krakowa (1999) oraz monograficznych opracowań dziejów Bochni, Sanoka, Nowego i Starego Sącza, Trzebini, Suchej Beskidzkiej, Limanowej, Czarnego Dunajca, Nowego Targu.


Andrzej Chwalba - prof. dr hab., zajmuje się historią ruchów politycznych i idei XIX i XX w., polskim i europejskim socjalizmem wobec ruchów społecznych i kościołów, historią ruchów narodowych w Europie, historią korupcji w Rosji, Prusach i Austrii. Prorektor ds. dydaktycznych Uniwersytetu Jagiellońskiego. Kierownik Zakładu Historii Społeczno-Religijnej Europy XIX i XX wieku Instytutu Historii UJ. Autor wielu publikacji, m.in. Sacrum i rewolucja. Socjaliści polscy wobec praktyk i symboli religijnych (1870-1918) (1992), Historia Polski 1795-1918 (2000), Dzieje Krakowa, t. 5: Kraków w latach 1939-1945 (2002). Prezes Krakowskiego Koła Polskiego Towarzystwa Historycznego.


Profesor Czesław Robotycki - antropolog kultury, kierownik Instytutu Etnologii UJ. Autor licznych artykułów i książek, m.in. Etnografia wobec kultury współczesnej, Nie wszystko jest oczywiste. Zajmuje się analizą kultury współczesnej (świadomość narodowa, twórczość amatorska, teatr alternatywny, obyczajowość subkultur). Jest redaktorem serii wydawnictwa UJ Anthropos.


Krzysztof Zamorski - dr hab., profesor Uniwersytetu Jagiellońskiego, zajmuje się historią społeczno-gospodarczą czasów nowożytnych, demografia historyczną i teorią historii. Kierownik Zakładu Dziejów Historiografii i Metodologii Historii Instytutu Historii UJ. Autor ponad 60 publikacji naukowych, m.in. Transformacja demograficzna w Galicji na tle przemian ludnościowych innych obszarów Europy Środkowej w drugiej połowie XIX i początku XX w. (1991), Odmiany czasu historycznego. Na marginesie rozważań Romana Ingardena (1993), Początki przejścia demograficznego w Polsce (1993). Współredaktor wraz z Maciejem Salamonem "Historyki". Dyrektor Biblioteki Jagiellońskiej.


 

W polskiej historiografii współczesnej nie doszło do zasadniczej dyskusji na temat postmodernistycznej krytyki historii (Krzysztof Zamorski)

*
Polska historiografia zajmowała się leczeniem polskich dusz, a nie szukaniem odpowiedzi na podstawowe pytania historiografii europejskiej (Andrzej Chwalba)
*
Sądzę, że myślimy wąsko: obrazami, kliszami, posługując się stereotypami martyrologiczno-heroicznymi (Jacek Chrobaczyński)
*
Nawet najlepsza, najmądrzejsza książka historyczna, wchodząca w obieg publiczny staje się argumentem za wartościami społecznymi i, jak się wydaje, natychmiast traci swój wymiar naukowy, a jej treść przetworzona w postać stereotypu staje się częścią narodowej tradycji (Czesław Robotycki)
*
Historyk mówi jednocześnie do ludzi, którzy posiadają odpowiednie kompetencje i do tych, którzy rozumieją niewiele (Krzysztof Zamorski)

K. Zamorski

Krzysztof Zamorski:
- Skoro nasza dyskusja ma dotyczyć problemów metodologicznych badań historycznych, warto zauważyć, że w polskiej historiografii współczesnej nie doszło do zasadniczej dyskusji na temat postmodernistycznej krytyki historii. Jedynym pismem, które podjęło ten temat była "Historyka". Żadne inne z poważnych czasopism, z "Kwartalnikiem Historycznym" na czele, nie poświęciło temu zagadnieniu ani słowa.

Czesław Robotycki:
- W środowisku etnologicznym, najlepsze nasze czasopismo "Konteksty" poświęciło w roku 1996 cały podwójny numer pograniczu historii, etnologii i sztuki, zapraszając do dyskusji między innymi Arona Gurewicza, Franka Ankersmitha, Jurija Lotmana i innych.

Cz. Robotycki

Krzysztof Zamorski:
- Dodam, że literaturoznawcy, historycy literatury i filozofowie dużo piszą na ten temat. Odbyło się wiele konferencji, niestety wszystkie poza środowiskiem historyków.

Mam wrażenie, że w Polsce w ogóle nie prowadzimy wielkich dyskusji historycznych. Jako historycy zamykamy się w swoim zawodowym świecie. Sądzę, że myślimy wąsko: obrazami, kliszami, posługując się stereotypami martyrologiczno-heroicznymi. Widoczne jest to nawet w wypowiedziach naszych posłów - Jacek Chrobaczyński

Jacek Chrobaczyński:
- Mam wrażenie, że w Polsce w ogóle nie prowadzimy wielkich dyskusji historycznych. Przypomnijmy choćby niemieckie publicystyczne i polityczne z lat 80., albo skandal związany z monachijską wystawą poświęconą Wehrmachtowi. Zaprzepaszczoną szansę na taką dyskusję dostrzegam w związku ze sprawą Jedwabnego. Tę szansę wykorzystali dziennikarze, politycy, ideolodzy, teolodzy, ale nie historycy.

J. Chrobaczyński

Jestem też pod wrażeniem artykułu [...] Bakirowej Historia jako fetysz, opublikowanego przez "Gazetę Wyborczą". Autorka twierdzi, że historycy unikają pewnych tematów, bo chcą zachować poprawność polityczną. Uważam, że ma rację. Jako historycy niestety zamykamy się w swoim zawodowym świecie. Gdy historyk użyje psychologicznych lub socjologicznych narzędzi i wchodzi na cudzy teren, słyszy protesty psychologów i socjologów.

W naszej kulturze dominuje myślenie historyczne. Sadzę, że myślimy wąsko: obrazami, kliszami, posługując się stereotypami martyrologiczno-heroicznymi. Widoczne jest to nawet w wypowiedziach naszych posłów.

Czesław Robotycki:
- Profesor Zamorski zwrócił uwagę na potrzebę dialogu o dyskursie naukowym. Mnie jako antropologa kultury interesuje przetworzenie wątku historycznego w rozmaite dyskursy użyteczności zbiorowej. Trzeba pamiętać, że historia służy przede wszystkim wartościom, że przeszłość jest po to, by uzasadniać współczesność. W związku z tym nawet najlepsza, najmądrzejsza książka historyczna, wchodząca w obieg publiczny staje się argumentem za wartościami społecznymi i, jak się wydaje, natychmiast traci swój wymiar naukowy, a jej treść przetworzona w postać stereotypu staje się częścią narodowej tradycji.

Andrzej Chwalba:
A. Chwalba - Pojawiają się pytania, czy historia jest nauką i jakiego języka powinien używać historyk, jak powinien budować narrację? Czy narracja historyczna jest literaturą, czy jest może sztuką? Niestety nasza polska historiografia zajmowała się leczeniem polskich dusz, a nie szukaniem odpowiedzi na podstawowe pytania historiografii europejskiej. Stąd pytanie prof. Zamorskiego o przyczyny braku dyskusji metodologicznych. Wydaje mi się bowiem, że jesteśmy niewolnikami naszej kultury historycznej i polityki. Zatem nie jest to kwestia odwagi intelektualnej. Dyskusję, w tym głównie z postmodernizmem, zasadniczo podjęło tylko środowisko historyków-metodologów, lecz ich cenne i wartościowe ustalenia oraz propozycje metodologiczne nie cieszyły się jakimś szczególnym zainteresowaniem pozostałych historyków. A szkoda, bowiem stanowisko postmodernistów miało charakter w istocie rewolucyjny. Nikt nigdy dotąd tak zdecydowanie nie zakwestionował podstawowych składników warsztatu historycznego. W atmosferze prowokacji postmoderniści podważyli podstawowe pryncypia - nie ma rekonstrukcji historycznej, nie ma źródła historycznego, nie ma prawdy historycznej etc. Historycy polscy jednak w olbrzymiej większości tej prowokacji intelektualnej nie dostrzegli, bądź ją zlekceważyli.

Historia służy przede wszystkim wartościom, przeszłość jest po to, by uzasadniać współczesność. W związku z tym nawet najlepsza, najmądrzejsza książka historyczna, wchodząca w obieg publiczny staje się argumentem za wartościami społecznymi i, jak się wydaje, natychmiast traci swój wymiar naukowy, a jej treść przetworzona w postać stereotypu staje się częścią narodowej tradycji - Czesław Robotycki

Krzysztof Zamorski:
- Nasza historiografia pozostawała w bardzo powierzchownym kontakcie z tym co działo się w świecie, nadal powielając wzorce upowszechnione na przełomie XIX i XX w. Do szerokiej świadomości badawczej w pełni nie dotarły myśli Bujaka, a kontakt z modernistyczną szkołą Annales był bardzo powierzchowny, mimo starań historyków klasy Witolda Kuli. Dominowało oddziaływanie dziewiętnastowiecznej myśli metodologicznej, obce pozostają wciąż antropologiczne inspiracje tej szkoły, np. w demografii historycznej pojawiła się właściwie tylko kilka prób przeprowadzenia badań metodą rekonstrukcji rodzin. Nawet zmiany metodologiczne w badaniach historii gospodarczej dotarły do nas w wymiarze bardzo niewielkim. Przecież to, co proponowała New Economic History (mówimy wciąż o modernizmie), nie zostało u nas podjęte na gruncie praktycznych badań. Nowe metody i koncepcje bardzo długo były dla nas nowinkarstwem. W Polsce dominowała bowiem historia polityczna, najbardziej użyteczna społecznie, która utrwaliła podstawowe schematy widzenia. Zgadzam się z profesorem Chrobaczyńskim, że wystąpienia w Sejmie, są często przerażającym przejawem pojmowania historii jako mitu, a użyteczność historii pozostaje tu często widoczna jedynie w sferze jej magicznych funkcji. Brak recepcji postmodernizmu prowadzi do daleko idących uproszczeń. Krytyka postmodernistyczna bowiem, jeśli przyjrzeć się jej dokładniej, nie podważa koncepcji źródła, ale skłania do krytycyzmu wobec sposobu posługiwania się źródłem w historiografii modernistycznej i pozytywistycznej, i jej zdolności pobudzania wyobraźni historycznej człowieka i wpływania na społeczeństwo. Pierwszym podręcznikiem uniwersyteckim, który przełamał konwencję historii politycznej jest książka Andrzeja Chwalby Historia Polski 1795-1918. Jeśli nadal nie będziemy przyjmować do wiadomości tego, że ludzie oczekują nie tylko kolejnych przyczynków, to nie trafimy do świadomości społecznej. Nikogo bowiem dzisiaj nie zainteresuje artykuł, w którym dwóm linijkom głównego tekstu odpowiada zespół wielu przypisów. Postmodernistyczna krytyka historii jako historii politycznej nie była konsekwentna i nie była adekwatna do osiągnięć modernizmu historycznego. Musimy zrewidować nasze pojęcie historii, wyciągnąć wnioski z Diltheya i Husserla, z osiągnięć współczesnej filozofii i socjologii. Ujrzeć historię jako zjawisko w skali ludzkiego doświadczania przeszłości. To doświadczenie wcale nie oznacza jednak, że należy pozostać wyłącznie w sferze literatury i nie uprawiać nauki.

Jacek Chrobaczyński:
- Przyjmijmy jednak, że historia jest dyscypliną naukową, i pomińmy jej związki ze sztuką. Należy pamiętać, że wciąż zarzut interdyscyplinarności może utrudnić awans naukowy. Spróbujcie, panowie, wysłać do oceny Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej pracę, która ociera się o teologię, o historię literatury, w której wykorzystuje się wiersz jako źródło historyczne! Pisanie takich prac, w których zaznaczają się - drażniące mnie osobiście - skłonności do traktowania historii jako sztuki oraz opowieści typu historia alternatywna jest możliwe dopiero po osiągnięciu awansu naukowego. Jako promotor nie powierzyłbym takich prac doktorantom, tym bardziej że nie spotkałem się nigdy z recenzją, w której autor napisałby: "co prawda nie zgadzam się z tym sposobem pojmowania historii, ale cenię odwagą autora i pracę przyjmuję".

Nasza polska historiografia zajmowała się leczeniem polskich dusz, a nie szukaniem odpowiedzi na podstawowe pytania historiografii europejskiej. Jesteśmy niewolnikami naszej kultury historycznej i polityki - Andrzej Chwalba

Andrzej Chwalba:
- Rzeczywiście zdarza się, że promotor odrzuca zbyt ambitny i atrakcyjny temat, mówiąc że to nie jest praca, która może być zaakceptowana przez radę wydziału, czy CK. Powoli jednak świadomość środowiska opiniującego zmienia się...

Ale wracając do wątku postawionego przez prof. Zamorskiego. Rzeczywiście wielki dyskurs filozoficzny i historiozoficzny właściwie nas ominął. W naszej kulturze umysłowej nie ma tradycji dyskursu intelektualnego czy filozoficznego na skalę taką jak w innych krajach. Natomiast wydaje mi się, że w zakresie adaptacji nowych metod i wzbogacania warsztatu w polskiej historiografii dzieje się dużo. Zwłaszcza od lat 80. i 90. stopniowo wprowadzane są do historiografii narzędzia poznania etnologii, antropologii, semiotyki i innych nauk społecznych. Niemniej wciąż aktywna jest grupa historyków, którzy podążają starymi koleinami końca XIX w. Z drugiej strony mamy tych, którzy odważnie sięgają po nowoczesne instrumenty poznania i wkraczają na teren innych nauk. Niemniej badania nad drugą połową wieku XX i współczesnością w znacznej mierze oddaliśmy politologom i socjologom. Oddaliśmy również przedstawicielom innych nauk społecznych atrakcyjne z punktu widzenia poznawczego i dydaktycznego badania porównawcze cywilizacji i kultur świata. Niemniej trudno nie zauważyć zmian na lepsze. Nadzieją są zwłaszcza młodzi badacze, którzy po studiach zagranicznych coraz odważniej podejmują dyskusje z promotorami, wskazują nowe obszary badawcze i narzędzia poznania - i jest to dobra wiadomość.

Czesław Robotycki:
- Jestem użytkownikiem prac historycznych, a nie ich twórcą. Nie prowadziłem badań źródłowych, ale chętnie z takich prac korzystam. Historyk często mówi mi: "pan nie ma prawa do tego sięgać, bo pan się nie zna na krytyce źródeł". Mnie jednak nie chodzi o krytykę źródeł, przyjmuję za dobrą monetę to, co historyk powiedział. Uważam natomiast, że w postmodernistycznej historii a właściwie w całej humanistyce można zastosować jeden z ważniejszych postulatów postmodernistycznych - postawę badawczą nasycić ironią. Ironię stosuje się dzisiaj przy analizie tekstu, oraz w konstruowaniu tekstu antropologicznego. We współczesnej etnografii i etnologii ważne jest stawianie nowych pytań dawnym pracom i tekstom. Prowadzimy więc analizę quasi-źródłoznawczą. Analizujemy np. teksty źródłowe, za które uważa się na przykład dziewiętnastowieczne opisy społeczności lub zjawisk kulturowych, pochodzące z prasy, czasopism i książek. Zadajemy tym tekstom pytanie: czy są one reprezentacją stanu faktycznego, czy też są wyrazem uległości autorskiej wobec pewnych modnych stylów pisania oraz interpretacji świata. Jeden z moich kolegów opublikował interesujący tekst (Lud ludoznawców), w którym wskazuje, że dziewiętnastowieczni ludoznawcy patrzyli na lud przez okulary pozytywistycznej nauki i przez ówczesną teorię powieści. Opisy etnograficzne z XIX w. mają struktury retoryczne tekstów literackich tego czasu. Nadto odnajdujemy w nich, tezy ówczesnej nauki np. fizjonomiki i determinizmu geograficznego - lud jest prosty i piękny, górale są wolni, szlachetni, nerwowi i błyskotliwi, bo żyją w górach, ludzie mieszkający na nizinach są leniwi itd. W ten sposób etnograf przyjmuje właściwie postawę historyka. Warto byłoby zaproponować historykom narzędzia antropologii jako krytyki historii kultury. Wykorzystując osiągnięcia antropologii można zacząć projektować nowe obszary badań i odczytywać stare teksty na nowo.

Jacek Chrobaczynski:
- Warto docenić to, co wniósł Francis Fukuyama do historiografii. Najczęściej jednak kieruje nami niechęć do tych, którzy wkraczają na nasz teren - jest to wzór zachowania, który można nazwać "obroną Częstochowy", w którym widzimy przejaw odpowiedzialności za słowo i tekst. Uważam jednak, że to - niestety - zazwyczaj zwycięzcy piszą historię, którzy w końcu muszą się zaadaptować. Ci, którzy bronią się, twierdzą, że autorytety i elity upadają gdy nie ma odpowiedzialności za słowo... Dzisiaj można właściwie opublikować każdy tekst. Jeden z posłów, historyk zresztą, powiedział kiedyś, że kiedy mówi jako historyk to jest "A", a kiedy jako poseł - to jest "B". Przecież to schizofrenia.

Stanowisko postmodernistów miało charakter w istocie rewolucyjny. Nikt nigdy dotąd tak zdecydowanie nie zakwestionował podstawowych składników warsztatu historycznego. Historycy polscy jednak w olbrzymiej większości tej prowokacji intelektualnej nie dostrzegli, bądź ją zlekceważyli - Andrzej Chwalba

Czesław Robotycki:
- Jako etnologowie przyjmując podejście antropologiczne nauczyliśmy się teorii komunikacji, literatury, semiotyki i hermeneutyki. Historycy mogli zrobić to samo. Dzisiaj wiemy, że kultura funkcjonuje w kręgach kompetencji, więc i tekst historyczny też tak istnieje. Mówił o tym Stefan Żółkiewski w swoich pracach z socjologii literatury. W kulturze wyodrębnia się krąg kompetencji obeznanych w piśmie uczonych, tak musi być, ponieważ kultura jest wielopoziomową, dialogującą strukturą. Dopóki kultury miały charakter mówiony, były one bardziej jednorodne. Jeżeli chodzi o świat wartości i możliwości realizacji różnorodności celów, kultury tzw. ludowe (apokryficzne) - obojętnie jak je nazwiemy - nie dawały zróżnicowanych możliwości uczestniczenia w obiegu informacji. Kręgi kompetencji utworzyły się już z chwilą pojawienia się pisma i cywilizacji. Nigdy nie było tak, że wszyscy wiedzieli to samo. Już w starożytnych cywilizacjach jedni wiedzieli więcej, inni mniej. Współczesnym językiem nazywam to, co zawsze istniało w historii kultury. Czym są kręgi kulturowych kompetencji? W kręgu kompetencji odbywa się wymiana komunikacyjna, handlowa, intelektualna, wojenna i każda inna. Współczesne cywilizacje są zbiorem kręgów kompetencji nieprawdopodobnie pomieszanych, przecinających się. Każdy z nas pełni w nim inną rolę. Sprowadzając rzecz na poziom naszej rozmowy możemy powiedzieć, że raz wypowiadamy się jako historycy, ale równocześnie też jako działacze społeczni, członkowie narodu, uczestnicy grup towarzyskich, zawodowych i innych; trudno te role i kręgi odróżnić. Historia jest argumentem dla istnienia każdej społeczności, co sprawia że każde twierdzenia historyka ma równocześnie wiele różnych funkcji.

Krzysztof Zamorski:
- Jestem bardzo ostrożny w nadawaniu teorii tropów Haydena White bezpośrednich funkcji badawczych. White próbuje typologizować sposoby narracji. Dobry historyk zawsze posługiwał się i będzie posługiwał się ironią. Nie jest też wynalazkiem postmodernistów, że historia służy czasom współczesnym, bo właśnie moderniści widzieli to bardzo ostro. Przejdźmy do problemu odpowiedzialności historyków. Jeżeli przed kamerami telewizyjnymi stoi kandydat na prezydenta Polski, który proponuje kurację gospodarczą przez hiperinflację i nikt na jego program nie reaguje, to znaczy, że osoba prowadząca wywiad ma nader mgławicowe pojęcie o skutkach hiperinflacji w przeszłości albo jej nie rozumie. Stajemy się nieodpowiedzialni kiedy bezkrytycznie słuchamy kandydata, zamiast powiedzieć: "zrezygnuj, bo się ośmieszyłeś". Jest to sytuacja, w której ruch "bauerbundu", walki z napływem taniego zboża i taniej żywności odgrywa kluczową rolę w definiowaniu postaw politycznych i rozwiązywaniu strategicznych problemów naszego państwa. Bez znajomości historii nie można poznać konsekwencji współczesnych wydarzeń społecznych. Nasza odpowiedzialność przejawia się w ich przekazywaniu. Chciałbym wierzyć, że istnieje historia jako nauka. Zakon, który tworzy wspólnota historyków musi istnieć, lecz historia naukowa nie jest jedynym rodzajem praktyki historycznej jako zjawiska kulturowego. Historia istnieje w życiu codziennym, im bardziej z nią walczymy, tym mniej jesteśmy skuteczni, a rodzą się nowe wyzwania. Historia, do której przyzwyczailiśmy się, jest oparta na dokumencie pisanym. Tymczasem w dydaktyce żadnej szkoły wyższej w Polsce nie ma w tej chwili analiz dokumentów mówionych, a przecież istnieją już tysiące archiwaliów zapisanych na taśmie magnetofonowej. Nikt nie myśli o przygotowaniu historyków do analizy taśm filmowych i zapisów filmowych jako źródła historycznego. Nie analizujemy sposobów przekazywania historii w mediach, ograniczamy się do biadolenia, że jest nie dobrze. Do Polaka skuteczniej docierają Hoffman i Wajda, których miejsce kiedyś zajmował mistrz Wincenty.

Nasza historiografia pozostawała w bardzo powierzchownym kontakcie z tym co działo się w świecie, nadal powielając wzorce upowszechnione na przełomie XIX i XX w. Nowe metody i koncepcje bardzo długo były dla nas nowinkarstwem. W Polsce dominowała historia polityczna, najbardziej użyteczna społecznie. Zgadzam się z profesorem Chrobaczyńskim, że wystąpienia w Sejmie, są często przerażającym przejawem pojmowania historii jako mitu, a użyteczność historii pozostaje tu często widoczna jedynie w sferze jej magicznych funkcji - Krzysztof Zamorski

Jacek Chrobaczyński:
- Odważyłem się niegdyś zaproponować dwa tematy prac magisterskich: Kapitan Hans Kloss prawda czy legenda okupacji i konspiracjiObraz Śląska. Historia i tradycja w scenariuszach Kazimierza Kutza. Pytanie studentek zaskoczyło mnie: "czy my będziemy robić prace z historii?" Odpowiedziałem, że Klossa mogą sobie zamienić na Czterech Pancernych, bo tam jest trochę więcej historii. Takie pojmowanie historii sami niekiedy utrwalamy w szkole i na studiach.

Nikogo dzisiaj nie zainteresuje artykuł, w którym dwóm linijkom głównego tekstu odpowiada zespół wielu przypisów - Krzysztof Zamorski

Czesław Robotycki:
- Studentów etnologii te tematy nie dziwią i nikt nie broni się przed analizą scenariuszy Kutza lub filmów Macieja Szumowskiego.

Jacek Chrobaczyński:
- Skoro kształcimy humanistów powinniśmy się zastanowić, czy nie wyrządzamy przypadkiem studentom krzywdy przyjmując ich na historię, filologię i utrudniając im studiowanie po prostu humanistyki. Możliwości przechodzenia z kierunku na kierunek są ograniczone. Ktoś, kto pisze u mnie pracę Wojna 1939 roku w świetle literatury pięknej oznajmił: "przecież ja nie studiuję polonistyki". Odpowiedziałem, że to bardzo niedobrze, bo dla mnie Broniewski, Gałczyński, Borowski są źródłami, więc proszę popatrzeć na źródło, "zderzyć" literaturę z historią Westerplatte i powiedzieć co z tego wyniknie.

Postmodernistyczna krytyka historii jako historii politycznej nie była konsekwentna i nie była adekwatna do osiągnięć modernizmu historycznego. Musimy zrewidować nasze pojęcie historii, wyciągnąć wnioski z Diltheya i Husserla. Ujrzeć historię jako zjawisko w skali ludzkiego doświadczania przeszłości - Krzysztof Zamorski

Andrzej Chwalba:
- Sądzę, że historiografia, zwłaszcza dorobek lat dziewięćdziesiątych jest w niezłej kondycji. Cały czas na warsztacie badacza pojawiają się nowe problemy i nowe źródła. Z dużym wysiłkiem wprowadza się do badań relacje ustne czy ikonograficzne oraz podejmuje współpracę z różnymi dziedzinami humanistyki. W jednym ośrodku dzieje się to wolniej, w innym szybciej. W jednym uprawia się jednak dalej kronikarską historię, w innym zgodną z tym co najcenniejsze w historiografii światowej. Nie ma jednego obrazu polskiej historiografii. Jednak w całości wyraźnie widać, że historycy, którzy są mniej mobilni i mniej można by powiedzieć otwarci i innowacyjni od antropologów, etnologów, socjologów lub polonistów. Z pewnością nie jest ich sojusznikiem współczesna polska szkoła. Problem zaczyna się na poziomie dydaktyki szkolnej. Nasza oferta dydaktyczna i nasze studia odpowiadają tradycyjnym oczekiwaniom. Trudno pokonać społeczne opory i przebić z nowymi propozycjami, które uwzględniałyby potrzeby rynkowe, a faktycznie i  jednocześnie potrzeby kandydatów.

Spróbujcie, panowie, wysłać do oceny Centralnej Komisji Kwalifikacyjnej pracę, która ociera się o teologię, o historię literatury, w której wykorzystuje się wiersz jako źródło historyczne! Jako promotor nie powierzyłbym takich prac doktorantom - Jacek Chrobaczyński

Jacek Chrobaczyński:
- Istniejąca ustawa nie pozwoli napisać na dyplomie - magister humanistyki.

Andrzej Chwalba:
- Być może kiedyś do tego dojdziemy poprzez nowe oferty edukacyjne, nowe specjalności. Wychowamy nowe pokolenie, które pójdzie w świat mediów, kultury i polityki. Musimy szukać sojuszników, forsować otwarte projekty, ukazujące jedność zjawisk kulturowych i historii, współpracować z przedstawicielami innych nauk społecznych i humanistycznych, uprawiać komparatystykę...

Zwłaszcza od lat 80. i 90. stopniowo wprowadzane są do historiografii narzędzia poznania etnologii, antropologii, semiotyki i innych nauk społecznych. Badania nad drugą połową wieku XX i współczesnością w znacznej mierze oddaliśmy politologom i socjologom. Nadzieją są młodzi badacze, którzy po studiach zagranicznych coraz odważniej podejmują dyskusje z promotorami - Andrzej Chwalba

Jacek Chrobaczyński:
- Odwaga, umiejętność stawiania pytania i definiowania problemów badawczych jest szczególnie potrzebna nowemu pokoleniu historyków, które przeniesie te cechy do szkolnej dydaktyki. Podczas lekcji historii, którą obserwowałem, studentka zapytała o Wokulskiego. Jedna z uczennic spytała: "Proszę Pani, czy to ten sam, co u pani od polskiego?" Uświadomiłem sobie wtedy, że ta dziewczynka otworzyła jedną szufladkę, a zamknęła drugą.

Warto zaproponować historykom narzędzia antropologii jako krytyki historii kultury. Wykorzystując osiągnięcia antropologii można zacząć projektować nowe obszary badań i odczytywać stare teksty na nowo - Czesław Robotycki

Hubert Chudzio:
- Znamy twierdzenie, że historia musi się "uleżeć". Czy rzeczywiście jest tak, że trzeba odczekać 50 lat, aby można było zacząć badać pewne fakty? Historia jako nauka - jeżeli jest nauką - jest niezwykle pojemna, bo przecież wchłania na przykład matematykę czy fizykę. Czasem też stawiam sobie pytanie: czy w XX w. ważniejszy dla historii świata był Winston Churchill czy Elvis Presley? Najczęściej uprawiamy historię polityczną, rzadziej gospodarczą, a prawie zupełnie zapominamy o historii życia codziennego.

Jako etnologowie przyjmując podejście antropologiczne nauczyliśmy się teorii komunikacji, literatury, semiotyki i hermeneutyki. Historycy mogli zrobić to samo. Raz wypowiadamy się jako historycy, ale równocześnie też jako działacze społeczni, członkowie narodu, uczestnicy grup towarzyskich, zawodowych i innych. Historia jest argumentem dla istnienia każdej społeczności - Czesław Robotycki

Czesław Robotycki:
- Mieczysław Porębski, historyk sztuki, w książce Granice współczesności zauważył, że wiek XX rozszerzył nieprawdopodobnie granicę tego, o czym powinien on mówić, gdy podejmuje problem sztuki współczesnej. Stwierdził, że musi się znać nie tylko na malarstwie i historii sztuki, ale także na codziennej obyczajowości, modzie, muzyce, prasie, literaturze i filmie. Z etnologicznego punkty widzenia w przeszłości życie obyczajowe było bardziej jednorodne w swoich wariantach, w tej chwili jest trudne do opisania, bo wydaje się bardziej "przemieszane" i żywiołowe.

Hubert Chudzio:
- Dla współczesnej historii ważne stają się nowe technologie - internet, telefonia komórkowa, nośniki cyfrowe, które niezwykle szybko zmieniają naszą rzeczywistość. Pojawia się więc problem, jak za tym nadążyć.

Bez znajomości historii nie można poznać konsekwencji współczesnych wydarzeń społecznych. Nasza odpowiedzialność przejawia się w ich przekazywaniu. Chciałbym wierzyć, że istnieje historia jako nauka. Zakon, który tworzy wspólnota historyków musi istnieć, lecz historia naukowa nie jest jedynym rodzajem praktyki historycznej jako zjawiska kulturowego. Historia istnieje w życiu codziennym - Krzysztof Zamorski

Czesław Robotycki:
- Te nośniki, informacje i przekazy kreują pewną postawę, którą obserwują etnologowie. Rytm historii tak się bardzo przyspieszył, że normy i obyczaje, których uczył ojciec, synom są już nieprzydatne w życiu codziennym. Kiedy zakładaliśmy sieć internetową na uczelni kierownik pewnej jednostki dydaktycznej powiedział: "Co mnie to obchodzi, jestem już stary i nie będę tego używał", a należało podjąć decyzję, czy wchodzimy w sieć internetową.

Skoro kształcimy humanistów powinniśmy się zastanowić, czy nie wyrządzamy przypadkiem studentom krzywdy przyjmując ich na historię, filologię i utrudniając im studiowanie po prostu humanistyki. Możliwości przechodzenia z kierunku na kierunek są ograniczone - Jacek Chrobaczyński

Jacek Chrobaczynski:
- Pewne uniwersalia pozostają. Kiedy słucham współczesnych sporów politycznych towarzyszących planowanej wojnie z Irakiem, wiem że można znaleźć historyczne uzasadnienie postawy Francji i Niemiec, że to nie jest tylko kwestia perspektywy europejskiej, że ta postawa jest uwarunkowana przez historyczne związki gospodarcze pomiędzy tymi mocarstwami a resztą świata w XX w. Nikt w tej chwili tych związków nie stara się rozumieć.

Nasza oferta dydaktyczna i nasze studia odpowiadają tradycyjnym oczekiwaniom - Andrzej Chwalba

Czesław Robotycki:
- Nikt też głośno tego nie powie, bo idziemy do Unii Europejskiej. Historycy mogliby też łatwo udowodnić, że mieszkańcy współczesnej Europy, między innymi Polacy, "zjadają" skutki polityki Francji czy Anglii sprzed 50-60. lat.

Odwaga, umiejętność stawiania pytania i definiowania problemów badawczych jest szczególnie potrzebna nowemu pokoleniu historyków, które przeniesie te cechy do szkolnej dydaktyki - Jacek Chrobaczyński

Hubert Chudzio:
- Kiedy zastanawiamy, czy historia jest nauką czy sztuką, to może trzeba też powiedzieć (za co mogę być odsądzony od czci i wiary), że jest również magią. Historyk jest magiem przeszłości, bo przenosi się w czasie i kreuje rzeczywistość przeszłości. Według własnych sądów opisuje tę rzeczywistość, a później czytelnik - pozbawiony krytycznego stosunku do źródeł - często przyswaja to jako pewnik.

Kiedy słucham współczesnych sporów politycznych towarzyszących planowanej wojnie z Irakiem, wiem że można znaleźć historyczne uzasadnienie postawy Francji i Niemiec, że to nie jest tylko kwestia perspektywy europejskiej, że ta postawa jest uwarunkowana przez historyczne związki gospodarcze pomiędzy tymi mocarstwami a resztą świata w XX w. Nikt w tej chwili tych związków nie stara się rozumieć - Jacek Chrobaczyński

Krzysztof Zamorski:
- Pan Chudzio pytał, czy historia powinna zabierać głos w sprawach współczesności. Każdy historyk od czasów Fernanda Braudela, wie, że historia współczesna operuje czasem krótkim i to niesie za sobą pewne ryzyko. Brak historii w dyskusji o współczesności jest poważnym błędem. Historii nie powinniśmy się bać, lecz w rozważaniach o czasie krótkim konieczna jest ostrożność. Wobec perspektywy zbliżającej się wojny historyk musi zabrać głos. Z perspektywy długiego trwania wynika, że rozwój nie jest wyłącznie cechą XX w., i że ten rozwój doprowadził do niebezpiecznego układu stosunków cywilizacyjnych w świecie, w którym jedna piąta ludzi jest syta, a cztery piąte pracuje na tę grupę. Równocześnie istnieje druga zależność - te cztery piąte nie przeżyłoby, gdyby nie ta jedna piąta. W tym kontekście na przykład bardzo ciekawie wyglądają badania Bairoca nad zmianami dochodu narodowego w procesie industrializacji. Historycy polityki łatwo odkryją symptomy zachowań prowadzących do wojny, historycy i antropolodzy kultury wskażą czy kulturowe uwarunkowania konfliktu nie niosą w sobie niebezpieczeństwa zalążków wojny cywilizacji.

Wobec perspektywy zbliżającej się wojny historyk musi zabrać głos. Z perspektywy długiego trwania wynika, że rozwój nie jest wyłącznie cechą XX w., i że ten rozwój doprowadził do niebezpiecznego układu stosunków cywilizacyjnych w świecie, w którym jedna piąta ludzi jest syta, a cztery piąte pracuje na tę grupę. Równocześnie istnieje druga zależność - te cztery piąte nie przeżyłoby, gdyby nie ta jedna piąta. Historycy polityki łatwo odkryją symptomy zachowań prowadzących do wojny, historycy i antropolodzy kultury wskażą czy kulturowe uwarunkowania konfliktu nie niosą w sobie niebezpieczeństwa zalążków wojny cywilizacji - Krzysztof Zamorski

Czesław Robotycki:
- W kulturze polskiej nie ma tradycji komentowania bieżących wydarzeń przez historyków. Tymczasem na przykład w telewizji francuskiej historycy występują jako komentatorzy.

W kulturze polskiej nie ma tradycji komentowania bieżących wydarzeń przez historyków - Czesław Robotycki

Krzysztof Zamorski:
- Żyjemy w micie końca wieku. Zaczęliśmy od postmodernizmu i możemy na nim skończyć. Sądzę, że jedną z przyczyn powstania postmodernizmu był strach przed końcem wieku. Jako historycy zdajemy sobie sprawę z umowności tego typu cezur. Jest to hipostaza, którą powinniśmy zakwestionować. Człowiek współczesny nie potrzebuje posługiwać się starymi wymiarami czasu i można mu podsunąć nieco więcej sposobów mierzenia zdarzeń z przeszłości. Historycy wiedzą, że czas jest wielowymiarowy. Mitem jest przekonanie, że żyjemy w czasach szczególnego rozwoju cywilizacyjnego. Niewątpliwie dzieją się rzeczy bardzo ciekawe i znaczące. Nie po raz pierwszy jednak człowiek zmienia sposób przekazywania informacji. Szybsze jest tylko tempo tych zmian. Problemem jest to, że historyk mówi jednocześnie do ludzi, którzy posiadają odpowiednie kompetencje i do tych, którzy rozumieją niewiele. Jest to problem nakładających się na siebie różnic w poziomie wykształcenia, zmiany form przekazu informacji, który jest istotny dla nas, gdy zastanawiamy się nad sposobem docierania z historią do ludzkiej świadomości. Jana Długosza przez wieki czytali ludzie umiejący czytać, Miłosza czytają ci, którzy go czują i umieją czytać jego myśli, i ci, którzy umieją zaledwie składać litery do kupy. Co z tego pojmą? Bóg jeden raczy wiedzieć...

Mitem jest przekonanie, że żyjemy w czasach szczególnego rozwoju cywilizacyjnego. Nie po raz pierwszy jednak człowiek zmienia sposób przekazywania informacji. Problemem jest to, że historyk mówi jednocześnie do ludzi, którzy posiadają odpowiednie kompetencje i do tych, którzy rozumieją niewiele - Krzysztof Zamorski


Spisał Hubert Chudzio

 
Do góry strony
Copyright © "Konspekt". Kraków, kwiecień 2003 Statystyka