Jubileusze 

 

Następny artykuł
Poprzedni artykuł
Strona główna


 
Jacek Chrobaczyński

Wojenny Kraków

 

W 1992 roku ukazał się pierwszy tom "Dziejów Krakowa", autorstwa Jerzego Wyrozumskiego. Później, w mniej lub bardziej regularnym odstępie, wydano tomy kolejne, zaś u schyłku roku 2002 tom piąty, pióra Andrzeja Chwalby, w Krakowie uznany - jak najbardziej słusznie - za książkę miesiąca (styczeń 2003)

Seria ta jest właściwie pierwszym, solidnym i no woczesnym źródłowo i interpretacyjnie, spojrzeniem na tysiącletnie niemal dzieje jednego z najważniejszych miast w Polsce. Szkoda, że nie jest to już całość - seria jest bowiem przewidziana na sześć tomów - że ten ostatni, niezwykle trudny w opracowaniu, bo obejmujący okres po roku 1945, znajduje się jeszcze w przygotowaniu. Niezależnie od tego stan badań nad krakowskimi dziejami, to wiele setek pozycji pomniejszych: monografii, edycji źródłowych, przyczynków, relacji i wspomnień, pamiętników, dzienników. Dlatego każdy autor syntezy musi dysponować niemałą wiedzą ogólnohistoryczną, znajomością źródeł, itp. W przypadku zaś omawianego tomu - umiejętnością poruszania się na styku historii i polityki, historii i ludzkiej pamięci. Znam to również z własnego doświadczenia; wojna, okupacja i konspiracja to obszar poznania historycznego, którego ta skala źródłowo-warsztatowych trudności dotyczy w niemałym stopniu. Dlatego z olbrzymim zainteresowaniem czytałem pracę Andrzeja Chwalby, który jest historykiem doświadczonym i wytrawnym, błyskotliwym, dobrze piszącym i świetnie "czującym" sprawy społeczne, a przy tym człowiekiem odważnym, co w sposób szczególny dotyczy właśnie okresu wojny i okupacji. Jak dotąd znaliśmy bowiem jego dorobek obejmujący dzieje XIX i przełomu XIX i XX wieku. To prawda, że historyk powinien stale poszerzać pole swoich penetracji źródłowych, a to, że autor zdecydował się na wkroczenie w obszar badań tak zasadniczo odmiennych od tego czym zajmował się dotychczas, budzi mój niekłamany podziw i respekt. Tym bardziej, że "wycieczka" do okresu 1939-1945 jest wielce udana. Przynosi korzyść zarówno czytelnikowi, jak i całej historiografii Krakowa.

A. Chwalba
Andrzej Chwalba

Andrzej Chwalba, Dzieje Krakowa. Kraków w latach 1939-1945. Wydawnictwo Literackie, Kraków 2002, 488 s.

Autor wykonał sporo pracy badawczej, spenetrował zespoły archiwaliów - tych znanych, ale i nowych, które w epoce wolności słowa i badań zostały historykom udostępnione. Osobiście upomniałbym się jeszcze o pewną ważną sprawę. Dotychczas krakowscy, czy szerzej - polscy badacze zajmujący się dziejami Krakowa w latach niemieckiej okupacji, penetrowali, co zrozumiałe, zasoby polskie. Ale w przypadku Krakowa, "stolicy" Generalgouvernement, właściwie nikt nie sięgnął jeszcze do zasobów z Niemiec czy Austrii (np. Bundesarchiv Koblenz, Monachium itp.). Znamy zatem perspektywę "niemieckiego" Krakowa dość jednostronnie, głównie poprzez akta miejskie, dziennik Hansa Franka, akta tzw. rządu GG, jednostronne opinie o sporach na szczytach niemieckich (Hans Frank - Heinrich Himmler, Frank - Hermann Goering). An drzej Chwalba, poszedł szlakiem dotychczasowych badaczy. Nie jest to błąd, ale raczej niedopełnienie. Może już czas najwyższy, by któryś z młodych historyków krakowskich odbył dłuższy i solidny staż archiwalny w Niemczech i Austrii i przygotował edycję dostępnych źródeł, a na ich podstawie dobrą pracę o "niemieckim" Krakowie z tamtych lat. Byłoby to z pożytkiem dla wszystkich. A może Archiwum Państwowe w Krakowie lub krakowski Oddział Instytutu Pamięci Narodowej, w ramach wymiany międzyarchiwalnej, mogłyby taką pracę wykonać? Jest to nam wszystkim potrzebne, bo inaczej, będziemy dalej poruszać się w tej samej materii źródłowej.

Andrzej Chwalba świetnie też orientuje się w literaturze przedmiotu, którą zresztą obficie w swojej syntezie wykorzystuje. To wielki jej atut. Niekwestionowana zaś erudycja autora i dobre pióro sprawiają, iż pracę, choć obszerną (i ciężką!), czyta się dobrze. Autor zresztą, chyba w sposób zamierzony, postawił silny nacisk na świadomość i tożsamość historyczną, można by rzec - "krakowską".

Lekturze pomaga też niewątpliwie wewnętrzna konstrukcja pracy - w części adaptowana przez autora z innych opracowań (Kraków niemiecki, Kraków polski), a po części twórczo rozwinięta (Kraków ukraiński, Kraków żydowski). Ta propozycja metodologiczna ma swoje plusy i minusy. Te cztery "Krakowy" wpisują się świetnie w koncept całości - od września 1939 roku poczynając, na ofensywie styczniowej 1945 roku kończąc, tym bardziej, że autor solidnie przeanalizował rozwój przestrzenny wojennego Krakowa. Ważnym dopełnieniem jest też próba bilansu, a całość uzupełniają, starannie dobrane i przemyślane, zdjęcia, mapy, wykresy i tabele. A zatem koncept dominacji układu rzeczowego nad chronologicznym. Jego plusem jest zamknięcie pewnych całości: polityka i praktyka okupacyjna, problem żydowski, społeczność polska, itd. Minusem zaś, rezygnacja z tego co nazywamy dynamiką procesu historycznego w ujęciu całościowym. W efekcie, czytając pracę Andrzeja Chwalby, z rozdziału na rozdział, "wznosimy się spiralnie i opadamy" analizując kolejne wątki (całości?), "łamiąc" niekiedy zasady chronologii.

Jest też i drugi aspekt tego metodologicznego wyboru. O ile w przypadku wielu autorów, którzy "dzielili" wojenno-okupacyjno-konspiracyjną przestrzeń analizy na dwa pola obserwacji: "Kraków niemiecki" i "Kraków polski", cechą nadrzędną była systematyka okupacji - z jej dwoma podsystemami: okupant i okupowani - to u Chwalby wygląda to nieco inaczej, czasem wręcz przypominając groteskową ciekawostkę (np. Kraków ukraiński?). Oczywiście o wiele łatwiej jest "zderzyć" ze sobą dwa główne wątki merytoryczne: okupant i okupowani, tym bardziej, że ich istotą były wzajemne relacje oraz relacje wewnątrz nich. Pozwala to bowiem uchwycić, wspomnianą wcześniej, dynamikę zjawiska. Ponadto, "Kraków ukraiński", istniejący zresztą w mikroskali (ok. 2 tys. Ukraińców), był przecież częścią składową "Krakowa niemieckiego", podsystemu - okupant, a nie jakąś suwerenną czy też równoważną z niemieckim całością. Podobnie i "Kraków żydowski" był częścią "Krakowa polskiego", tj. "Krakowa okupowanych".

To nie zarzut czy przygana wobec metodologicznego wyboru Andrzeja Chwalby, a głos w dyskusji, bo przecież tylko merytoryczny dyskurs porządkuje i inspiruje. Nie sądzę skądinąd, aby ta właśnie kwestia ciążyła w jakiś zasadniczy sposób nad całością syntezy. Jest w niej zresztą co najmniej kilkanaście obszarów, które mogą wywołać polemikę z autorem. Tak jest zawsze, gdy następuje przewartościowanie dotychczasowego obrazu, gdy autor pracy historycznej burzy pewien utrwalony stereotyp czy mit. Andrzej Chwalba to czyni, a ja go w tym popieram, szczególnie, gdy analizuje postawy i zachowania, gdy mówi o "ludku krakowskim", stosunkach polsko-żydowskich. Znać, iż coś po Jedwabnem (i nie tylko) się zmieniło, że zafałszowany niekiedy obraz martyrologiczno-heroiczny społeczeństwa polskiego (i krakowskiego) pod okupacją ulega reinterpretacji, niczego nie ujmując ani martyrologii, ani heroizmowi. A okrągłe zdania - w rodzaju: "nie wydaliśmy Quislinga" - zdania tak po prawdzie nic nie mówiące, już dawno powinny być odesłane do lamusa nieprawdy historycznej. Ponadto Andrzej Chwalba świetnie porusza się po sferze społecznej procesu historycznego, czego nie spotykaliśmy w takim stopniu w poprzednich tomach Dziejów Krakowa. To również czyni tę pracę wartościową i oryginalną.

Kończąc te luźne uwagi, chciałbym podkreślić, iż otrzymaliśmy książkę ważną w dorobku krakowskiej historiografii, dobrze napisaną, świetnie wydaną (gdyby tylko nie ta cena!) i potrzebną.

Jacek Chrobaczyński  

 
Do góry strony
Copyright © "Konspekt". Kraków, kwiecień 2003 Statystyka