Wspomnienia |
| |
Feliks KirykMediewistyczne badania Józefa GarbacikaJózef Garbacik należał do pokolenia synów chłopskich, którzy dzięki zdolnościom, pracowitości i sile charakteru podjęli i ukończyli w okresie międzywojennym studia wyższe. Wywodził się z Dobrucowej k. Tarnowca w Jasielskiem, z rodziny kowala wiejskiego, w której zadbano o wykształcenie wyższe także jego brata, mianowicie Eugeniusza Garbacika, profesora Akademii Ekonomicznej, a także innych, którzy ukończyli seminaria duchowne i seminaria nauczycielskie
Józef Garbacik studiował historię na UJ, pod kierunkiem wybitnego historyka - mediewisty, Ja na Dąbrowskiego, który zainteresowania ucznia skierował na stosunki polsko-włoskie w XV stuleciu i po odbytej przezeń w 1931 r. podróży naukowej do Włoch, doprowadził go rychło do doktoratu (1932). Problematyce tej pozostał Józef Garbacik wierny także później, odbywając dalsze podróże naukowe do Italii (Rzym, Mantua, Modena, Parma, Wenecja), ale praca nauczycielska w Kielcach i niewystarczające zasoby finansowe osłabiły tempo jego rozwoju naukowego. Przeżycia wojenne podczas kampanii wrześniowej w 1939 r., a później ciężkie lata okupacji, które spędził z rodziną w Dobrucowej jako urzędnik gminny w Tarnowcu, odbiły się negatywnie na jego zdrowiu. Powrócił jednak po wojnie do Krakowa i do swoich zainteresowań naukowych. Wyjazd do Włoch, gdzie skorzystał ze stosunków prof. Stanisława Kota, wówczas ambasadora RP w Rzymie, umożliwił mu zebranie materiałów źródłowych do rozprawy habilitacyjnej, którą poświęcił Filipowi Kallimachowi, jako dyplomacie i politykowi, i w oparciu o którą odbył na UJ (1948) kolokwium habilitacyjne. Wszystko zdawało się układać obiecująco. A jednak Józef Garbacik nie wykorzystał w pełni swoich niemałych możliwości naukowych i zebranego z trudem i wysiłkiem materiału źródłowego. Przypisać to należy niewątpliwie nadmiarowi zadań organizacyjnych, których się podjął po habilitacji, oraz zasygnalizowanemu już słabemu zdrowiu. Znający go bliżej zgodzą się zapewne z opinią, że był świadomy faktu, iż napisał niewiele, mimo że na wiele go było stać. Z upływem lat odczuwał coraz mocniej ubytek sił fizycznych, wskutek czego narastała w nim gorycz swego rodzaju niemocy i oddalającego się spełnienia naukowego. Na początku lat sześćdziesiątych odbył kilkumiesięczną podroż archiwalną do Zagrzebia, skąd przywiózł interesujące materiały do dziejów dyplomacji polskiej przełomu XV i XVI w. i opublikował w postaci tzw. Kodeksu zagrzebskiego (1966), co oznaczało, że ciągnęło go do pracy badawczej, a także to, iż i w wydawaniu źródeł miał także wiele do powiedzenia. W sumie pozostawił po sobie niewielki, chociaż wartościowy dorobek naukowy. O wiele więcej profesor zdziałał na niwie organizacji nauki. W jego dorobku na tym polu pozostaje organizacja Wydziału Humanistycznego na Uniwersytecie Marii Curie-Skłodowskiej w Lublinie, gdzie wspominają go ciepło do dzisiaj, następnie organizacja kierunku historii w Wyższej Szkole Pedagogicznej (dzisiaj Akademii Pedagogicznej) w Krakowie, kilkuletnie redagowanie "Wiadomości Historycznych" oraz "Małopolskich Studiów Historycznych", a także redakcje monografii o Jaśle i powiecie jasielskim oraz o Krośnie i powiecie krośnieńskim. Potrafił bowiem skupiać wokół redagowanych przez siebie pism i monografii autorów różnych specjalności i wydobyć od nich prace cząstkowe na wysokim poziomie naukowym. Umiał prowadzić inspirująco zebrania naukowe, był mistrzem w redagowaniu pism urzędowych, które odznaczały się zwięzłością i precyzją. W rozstrzyganiu spraw międzyludzkich wykazywał wielki zmysł dyplomacji. Wielu widziało w nim zaangażowanego działacza partyjnego, czemu dano szczególnie mocny wyraz w mowach pogrzebowych 2 czerwca 1976 r. nad zwłokami profesora na Cmentarzu Rakowickim. To prawda, że był członkiem partii, ale prawdą pozostaje też, iż nigdy owej przynależności do PZPR nie wykorzystywał dla siebie, ani nie wymagał od swoich uczniów, aby zasilali szeregi partyjne; nie prowadził z nimi rozmów o charakterze ideologicznym i nie usiłował kształtować ich postaw politycznych. Ogląd rzeczywistości politycznej przezeń był zawsze realistyczny, potrafił oceniać krytycznie sytuację gospodarczą kraju i miejsce w nim nauki, czy też dostrzegać przejawy demagogii w polityce i kulturze. Nie narzucał nikomu własnego zdania, wobec szerszego otoczenia osób był zawsze uprzejmy i elegancki. Dzisiaj mało kto pamięta, że podawał rękę wielu ludziom, pozostającym w sytuacji trudnej, pomagał nawet tym, którym z racji politycznych groziło zwolnienie z pracy. Nie fascynował słuchaczy wykładami. Mówił cicho, monotonnie, nie wyczerpując tematu. Czas wypełniał kojarzonymi naprędce impresjami, nierzadko dowcipnymi, zwłaszcza gdy chodziło o prace różnych autorów, odnoszących się do poruszanego problemu. Często przerywał wykład z powodu osłabienia. Po kilku zawałach dolegliwości sercowe nękały go stale. Wówczas prosił kogoś z asystentów o kontynuowanie swoich wywodów. Był to obowiązek ciężki i stresujący, wymagał stale napiętej uwagi i śledzenia toku wypowiedzi profesora. Poznałem go, gdy miał 44 lata, ale już wtedy uchodził za człowieka schorowanego, skłonnego do ciągłej zmiany nastroju. Bywało, że gdy się czuł dobrze, był człowiekiem uroczym o błyskotliwym dowcipie z domieszką nieszkodliwej ironii; gdy się czuł gorzej, bywał niesprawiedliwy i ciężki dla otoczenia. Seminaria prowadził ciekawie i życzliwie dla uczestników. Tu ujawniał swoje duże oczytanie i niewątpliwy zmysł krytyczny. Miał też zawsze czas dla studenta, interesując się bardziej stroną narracyjną niż warsztatową wykonywanych prac dyplomowych czy magisterskich. Czy należał do nauczycieli lubianych? Myślę, że w stosunku do profesora odczuwało się więcej respektu, niż sympatii. Tych, których doprowadził do doktoratu miał niewielu, w związku z tym i zastęp jego uczniów, którzy zajęli się pracą naukową, jest skromny. Wszyscy pamiętają mu jednak, że była to droga wyboista i ciężka. Kierunek historyczny na Akademii Pedagogicznej jemu zawdzięcza swój początek i dalszy rozwój. Kiedy go organizował w 1949 r. był to kierunek bez własnej kadry, oparty o profesorów UJ; kiedy go opuszczał w 1964 r. studia historyczne prowadziło tu ponad 30, skupionych w trzech katedrach pracowników naukowych, w tym 5 profesorów i 2 docentów. Dzisiaj, kiedy zbliżamy się do 50-lecia Instytutu Historii, któremu początek dało powołanie w 1953 r. katedr historii powszechnej i historii Polski, zasługi profesora Józefa Garbacika stają się bardziej wyraziste. Ugruntowana w kraju przez jego uczniów i współpracowników pozycja naukowa Instytutu Historii, jest w dużym stopniu częścią jego dorobku, ważniejszą, niż pozycje książkowe, a może nawet ważniejszą, niż liczniejszy zastęp uczniów. Dzisiaj jest człowiekiem zapomnianym. Mało pamięta o nim jego uczelnia macierzysta, w której pracował do śmierci, zaciera się o nim pamięć w uczelni drugiej, której był w Krakowie współtwórcą. Istnieje wiele powodów, aby przypomnieć Józefa Garbacika. Dorobek jego naukowego życia jest bowiem ciągle odczuwalny i zasługujący na szacunek. Feliks Kiryk |
![]() |
|
Copyright © "Konspekt". Kraków, kwiecień 2003 Statystyka |